Mme Isaac Pereire - róża pachnąca konfiturami

Od niedawna kwitnie u mnie róża Mme Isaac Pereire. Czekałam z niecierpliwością na jej piękne kwiaty, słyną one bowiem z niezwykłego aromatu. Sława tej róży w zakresie zapachu a także użyteczność w kuchni (Mme Isaac Pereire doskonale nadaje się do konfitur) zachęciły mnie do jej zakupu w zeszłym roku późnym latem. Oczywiście o tej porze roku nie miałam już szans na kwiaty tak więc pozostawała mi jedynie cierpliwość. Z początkiem czerwca róża wreszcie rozpoczęła swój spektakl.





Gdy przystawi się nos do płatków wydaje się, że róża ma słodki cytrynowy zapach, niezwykle zresztą podobny do "perfum" róż stulistnych. Zastanawiałam się więc czemu aromat tej róży opisuje się czasami jako malinowy. Sprawa wyjaśniła się, kiedy któregoś dnia usiadłam przy tej róży. Zapach wyczuwalny z daleka ma już zupełnie inną tonację. Przysięgam, że zaczęłam rozglądać się kto zostawił na balkonie słoik po konfiturach zanim uświadomiłam sobie, że to pachnie Mme Isaac Pereire. Zdecydowanie pachnie słodkimi konfiturami. Kwestią sporną pozostaje czy są to konfitury malinowe, bo jak dla mnie to bardziej truskawka ;)



Mme Isaac Pereire jest jednak okropną kapryśnicą. Po pierwsze lgną do niej mszyce i wykazują w stosunku do niej zadziwiające przywiązanie. Na szczęście mogę powiedzieć, że posadzenie obok czosnku, mięty i cotygodniowe opryski z wywaru z cebuli załatwiły skutecznie tę sprawę. Mszyce pojawiają się już z rzadka albo wcale - minusem tej metody jest niesamowity fetor wywaru utrzymujący się nawet godzinę po zabiegu i brzydkie plamy na liściach. Walka z mszycami to jednak droga kompromisu... 



Drugim kaprysem Pani Pereire jest zaś miejsce. Przenoszę tę różę trzeci raz. W moich warunkach jest dość wrażliwa na pogodę. Na początku maja gdy było nieco chłodnawo wyraźnie gorzej rosła, do tego nie służył jej wiatr, więc ustawiłam ją na parapecie w najbardziej nasłonecznionym miejscu. Było jej tam bardzo dobrze, póki nie pojawiły się upały. Koło godziny 17 potrafiła cała klapnąć od gorąca. Bałam się o jej płatki musiałam więc znowu przestawiać ją gdzie indziej. To jedyna róża, z którą tak latam po balkonie. Mme Isaac Pereire napsuła mi trochę krwi i w tym i w zeszłym roku ale chyba naprawdę warto ją mieć. Jest przepiękna i romantyczna. Do tego jej urok jest bardzo swobodny, kojarzy się z zapuszczonym angielskim ogrodem lub wiejskim pejzażem. Żałuję, że mam tak mało miejsca ponieważ Mme Isaac Pereire pewnie nieźle komponowałaby się z malwami...


CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

sobota, 6 czerwca 2015

Mme Isaac Pereire - róża pachnąca konfiturami

Od niedawna kwitnie u mnie róża Mme Isaac Pereire. Czekałam z niecierpliwością na jej piękne kwiaty, słyną one bowiem z niezwykłego aromatu. Sława tej róży w zakresie zapachu a także użyteczność w kuchni (Mme Isaac Pereire doskonale nadaje się do konfitur) zachęciły mnie do jej zakupu w zeszłym roku późnym latem. Oczywiście o tej porze roku nie miałam już szans na kwiaty tak więc pozostawała mi jedynie cierpliwość. Z początkiem czerwca róża wreszcie rozpoczęła swój spektakl.





Gdy przystawi się nos do płatków wydaje się, że róża ma słodki cytrynowy zapach, niezwykle zresztą podobny do "perfum" róż stulistnych. Zastanawiałam się więc czemu aromat tej róży opisuje się czasami jako malinowy. Sprawa wyjaśniła się, kiedy któregoś dnia usiadłam przy tej róży. Zapach wyczuwalny z daleka ma już zupełnie inną tonację. Przysięgam, że zaczęłam rozglądać się kto zostawił na balkonie słoik po konfiturach zanim uświadomiłam sobie, że to pachnie Mme Isaac Pereire. Zdecydowanie pachnie słodkimi konfiturami. Kwestią sporną pozostaje czy są to konfitury malinowe, bo jak dla mnie to bardziej truskawka ;)



Mme Isaac Pereire jest jednak okropną kapryśnicą. Po pierwsze lgną do niej mszyce i wykazują w stosunku do niej zadziwiające przywiązanie. Na szczęście mogę powiedzieć, że posadzenie obok czosnku, mięty i cotygodniowe opryski z wywaru z cebuli załatwiły skutecznie tę sprawę. Mszyce pojawiają się już z rzadka albo wcale - minusem tej metody jest niesamowity fetor wywaru utrzymujący się nawet godzinę po zabiegu i brzydkie plamy na liściach. Walka z mszycami to jednak droga kompromisu... 



Drugim kaprysem Pani Pereire jest zaś miejsce. Przenoszę tę różę trzeci raz. W moich warunkach jest dość wrażliwa na pogodę. Na początku maja gdy było nieco chłodnawo wyraźnie gorzej rosła, do tego nie służył jej wiatr, więc ustawiłam ją na parapecie w najbardziej nasłonecznionym miejscu. Było jej tam bardzo dobrze, póki nie pojawiły się upały. Koło godziny 17 potrafiła cała klapnąć od gorąca. Bałam się o jej płatki musiałam więc znowu przestawiać ją gdzie indziej. To jedyna róża, z którą tak latam po balkonie. Mme Isaac Pereire napsuła mi trochę krwi i w tym i w zeszłym roku ale chyba naprawdę warto ją mieć. Jest przepiękna i romantyczna. Do tego jej urok jest bardzo swobodny, kojarzy się z zapuszczonym angielskim ogrodem lub wiejskim pejzażem. Żałuję, że mam tak mało miejsca ponieważ Mme Isaac Pereire pewnie nieźle komponowałaby się z malwami...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top