Róże i filozofia czyli o pomyłce w rosarium...

Jakiś czas temu pisałam, że moja róża Charles de Mills zachowuje się nieco dziwnie. Oto i ciąg dalszy tej historii. Niedawno wróciłam z urlopu. Zostawiłam na balkonie system nawadniania wykonany metodą chałupniczą i wyjechałam na ponad tydzień. W tym czasie moja rosa gallica zawiązała już dość ładne pąki kwiatowe i wiedziałam, że po powrocie będę mogła ujrzeć wreszcie swoje kwiaty. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam... zupełnie inną różą... No może nie tak dosłownie. Zamiast Charles de Mills zobaczyłam inną odmianę róży galicyjskiej. Powinnam była zacząć coś takiego podejrzewać... Mam swoje ulubione rosarium, w którym zaopatruję siebie i najbliższą rodzinę. Jestem z niego zadowolona. Wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego. Niech więc pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie pomylił się w pracy. Taka pomyłka mogła się wydarzyć. Pomylono dwie róże galicyjskie w postaci korzenia. Owszem różnią się one znacznie ale głównie wtedy gdy są bardziej rozwinięte. Ot, pojawił się kolejny minus dotyczący kupowania róż pod postacią korzenia i będę musiała mieć to na uwadze. 



W moim pierwszym odruchu poczułam rozczarowanie. Myślałam o napisaniu do rosarium z reklamacją. Nie tego chciałam. Kupuję zawsze konkretne odmiany, po wcześniejszym zapoznaniu się z nimi i starannym przemyśleniu całej sprawy. Nigdy nie biorę czegoś w ciemno. Drugą moją myślą było oczywiście pytanie "co to za róża"? Łatwo było mi odpowiedzieć ponieważ dostałam bardzo charakterystyczną odmianę. Jest to róża Gallica Versicolor nazywana także Rosa Mundi. Sport tak zwanej róży aptecznej. Ponieważ ostatnio zamierzałam kupić w prezencie taką różę dla krewnego na działkę tylko wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że po prostu dam mu swój niechciany sport. 

Zrobiłam jednak coś innego. Powiedziałam sobie "skoro już ją mam, czemu nie dać jej szansy?". I po krótkim czasie Gallica Versicolor zupełnie mnie oczarowała. Im bliżej ją poznawałam tym bardziej okazywała się fascynująca i piękniała w oczach. Trzeba na nią chyba patrzeć z bliska by ją właściwie ocenić. Zdjęcia nie oddają jej piękna. To jedna z najstarszych odmian europejskich. Przewędrowała Europę. Jest dwukolorowa ale mutacja powstała bez ingerencji człowieka. Róża średniowiecznych aptekarzy i królewskich ogrodów. Trzmiele latają do niej jak głupie. Jeśli hodujecie pomidory czy inne warzywa i zależy wam na przywabieniu zapylaczy pomyślcie o Rosa Mundi ponieważ u mnie wygrała nawet z chabrami. Ta róża zdecydowanie zasługuje na osobną i długą notkę.



Ale Rosa Mundi ma dzisiaj dla mnie jeszcze inne znaczenie. Jakiś czas później oglądałam wykład na temat stresu i sukcesu. Po tym wykładzie spojrzałam na swoją różę i uświadomiłam sobie coś niezwykłego. Często w życiu coś idzie pod górkę. Wydaje nam się, że ponieśliśmy porażkę. Stało się coś złego lub po prostu poszło nie po naszej myśli. Wpadamy w przygnębienie i ogarniają nas negatywne uczucia. Kiedy spotyka nas coś takiego mamy jednak wyjście, chociaż może o tym jeszcze nie wiemy. W moim przypadku miałam do wyboru zupełnie różne uczucia. Pracowałam przy tej róży ponad pół roku, włożyłam w nią tyle starań a okazała się być czymś zupełnie innym. Czymś czego nie chciałam. Znałam tę odmianę, nigdy nie chciałam jej kupić, bo do donic nadawała się średnio. Mogłam poczuć się oszukana przez tę nieszczęsną pomyłkę i złościć się. Dałoby mi to kilka dni złego samopoczucia. Potem oddałabym różę ze świadomością, że muszę zaczynać wszystko od nowa. Zamiast tego postanowiłam się nie złościć i "otworzyć" się na całą sytuację. Dzięki temu nie czułam dalej rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Znalazłam w swojej przypadkowej róży mnóstwo opowieści i inspiracji. Rosa Mundi stała się dla mnie świetną metaforą tego co spotyka nas czasem w życiu. Ustawiałam ją na parapecie i za każdym razem gdy na nią spoglądam, przypominam sobie tę życiową prawdę. Możemy sprawić by w naszym życiu nie było porażek. Wystarczy uświadomić sobie, że ich tak naprawdę nie ma. Są po prostu różne drogi... 

CONVERSATION

14 komentarze:

  1. Wspaniały wpis :) a Rosa Mundi, choć inna, jest równie piękna jak Charles de Mills. A tak na marginesie, jestem tym pytającym o Charlesa de M., którego Pani skierowała do szkółki Hortus Dei. Już mam go zaklepanego i po 15.10. będzie u mnie. :) Myślę intensywnie, czy nie znalazło by się jeszcze u mnie miejsce właśnie na Rosa Mundi i Officinalis. Ale chyba nie da już rady, choć kto wie ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Mam ten sam problem ale na szczęście posiadam rodzinę na wsi i zawsze mogę coś wepchnąć do ich przestronnego ogrodu. W zeszłym roku to była Gipsy Boy a w tym roku będzie to Summer Song Davida Austina i być może Koszuty lub Jowita.

      Usuń
  2. Ja "wpycham" znajomym haha ... Gipsy Boy. Tak. :) Koszuty i Jowita :), pomijając piękno, to jakie mają historie, hoho. Summer song obejrzałem w internecie, też super, tylko moim zdaniem musi być wyeksponowana.

    OdpowiedzUsuń
  3. To już, że tak powiem będzie problem mojej teściowej, gdzie posadzić Summer Song, bo to właśnie ona dyskretnie zasugerowała wybór róży w tym stylu ;) Mój gust jest nieco inny - stare, mocno pachnące w odcieniach ciemnego bądź jasnego różu, stąd myślę jeszcze czy nie wcisnąć babci tych Koszut... Chociaż i Jowita jest niczego sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam ponownie. No i u mnie zdarzyło się to samo ! :) Miał być ChdM a jest Rosa Mundi... Jest już propozycja wymiany itd. muszę to przemyśleć.. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ostatecznie Rosa Mundi padła od zeszłorocznych upałów, prawdopodobnie korzenie dotykały nagrzewającej się donicy albo niechcący je zawinęłam. Ale fajnie było zapoznać się z tą różą. Teraz gdy tak sobie porównuję Rosa Mundi z ChdM to mam wrażenie, że to wybór między naturalnością, pięknem przyrody a sztuką i elegancją czyli ogólnie mówiąc, wybór trudny.

      Usuń
    2. U mnie rośnie jak szalona, były problemy z kwiatami, pewnie to pierwsze kwitnienie... Pierwsze wyglądały hmm blado :) nie wiadomo było co to za nieznajoma do mnie trafiła. Ale teraz zakwitły dwa, jeden może niezbyt duży, ale poza tym bez zarzutu, a drugi dokładnie taki jak należy. Te kolory i 10 cm średnicy :). Przekwitły jednak bardzo szybko. Nie mam chyba dla niej miejsca, a muszę mieć Charlesa. Chyba wiem, kto ją dostanie ;) ale ciągle się jeszcze waham, bo mi się spodobała.

      Usuń
    3. Ja ponownie chyba stanę przed podobnym wyborem. Kombinuję jakby tu coś jeszcze bardziej użytkowego posadzić na wsi - z zastosowaniem na nalewki, konfitury etc... Rosa Mundi by się nieźle sprawdziła acz Charles z kolei podoba się babci. Na obie róże już chyba nie wystarczy miejsca... Znając życie pewnie po drodze i tak pojawi się trzecia opcja.

      Usuń
  5. Np. rosa gallica violacea :)) Nigdy jej nie widziałem na żywo, ale oglądając na zdjęciach w internecie, rzekłbym że ma w sobie coś z jednej i drugiej i chyba też jak r.m. (?) daje owoce.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i ostatecznie zdecydowałem, że zostaje Rosa Mundi. Chciałem Charlesa, wyszło inaczej, ale nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby sprawiła dużo pożytku i radości :) Okoliczne pszczoły na pewno będą z wyboru zadowolone.

      Usuń
  7. Są po prostu różne drogi... ;) albo, są po prostu Rosa Mundi ;)
    Cosik mi się widzi, że odbębniłyśmy lekcję akceptacji rzeczywistości jaka jest dzięki niewinnej różyczce co nie chciała być upragnionym Charlsem....

    OdpowiedzUsuń
  8. W tym roku ma niespodziewana Rosa Mundi, o której wyżej pisałem, obsypała się kwiatami. Na żywo wyglądają lepiej niż w internecie. Na zdjęciach wydawała mi się ciut zbyt pstrokata, ale na żywo CUDNA :) Pszczoły i bąki szaleją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) To święta prawda ona ma właśnie coś takiego w sobie, że dopiero na żywo może się naprawdę podobać. Czyli jednak została. Ja nie tracę nadziei, że doczekam się działki, gdzie będę mogła posadzić już róże tylko według mojego upodobania w większym zakresie i tam Rosa Mundi będzie na pewno miała swoje miejsce. A póki co to zachwycam się Gloire de Dijon na balkonie. Niezwykła róża.

      Usuń

wtorek, 23 czerwca 2015

Róże i filozofia czyli o pomyłce w rosarium...

Jakiś czas temu pisałam, że moja róża Charles de Mills zachowuje się nieco dziwnie. Oto i ciąg dalszy tej historii. Niedawno wróciłam z urlopu. Zostawiłam na balkonie system nawadniania wykonany metodą chałupniczą i wyjechałam na ponad tydzień. W tym czasie moja rosa gallica zawiązała już dość ładne pąki kwiatowe i wiedziałam, że po powrocie będę mogła ujrzeć wreszcie swoje kwiaty. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam... zupełnie inną różą... No może nie tak dosłownie. Zamiast Charles de Mills zobaczyłam inną odmianę róży galicyjskiej. Powinnam była zacząć coś takiego podejrzewać... Mam swoje ulubione rosarium, w którym zaopatruję siebie i najbliższą rodzinę. Jestem z niego zadowolona. Wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego. Niech więc pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie pomylił się w pracy. Taka pomyłka mogła się wydarzyć. Pomylono dwie róże galicyjskie w postaci korzenia. Owszem różnią się one znacznie ale głównie wtedy gdy są bardziej rozwinięte. Ot, pojawił się kolejny minus dotyczący kupowania róż pod postacią korzenia i będę musiała mieć to na uwadze. 



W moim pierwszym odruchu poczułam rozczarowanie. Myślałam o napisaniu do rosarium z reklamacją. Nie tego chciałam. Kupuję zawsze konkretne odmiany, po wcześniejszym zapoznaniu się z nimi i starannym przemyśleniu całej sprawy. Nigdy nie biorę czegoś w ciemno. Drugą moją myślą było oczywiście pytanie "co to za róża"? Łatwo było mi odpowiedzieć ponieważ dostałam bardzo charakterystyczną odmianę. Jest to róża Gallica Versicolor nazywana także Rosa Mundi. Sport tak zwanej róży aptecznej. Ponieważ ostatnio zamierzałam kupić w prezencie taką różę dla krewnego na działkę tylko wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że po prostu dam mu swój niechciany sport. 

Zrobiłam jednak coś innego. Powiedziałam sobie "skoro już ją mam, czemu nie dać jej szansy?". I po krótkim czasie Gallica Versicolor zupełnie mnie oczarowała. Im bliżej ją poznawałam tym bardziej okazywała się fascynująca i piękniała w oczach. Trzeba na nią chyba patrzeć z bliska by ją właściwie ocenić. Zdjęcia nie oddają jej piękna. To jedna z najstarszych odmian europejskich. Przewędrowała Europę. Jest dwukolorowa ale mutacja powstała bez ingerencji człowieka. Róża średniowiecznych aptekarzy i królewskich ogrodów. Trzmiele latają do niej jak głupie. Jeśli hodujecie pomidory czy inne warzywa i zależy wam na przywabieniu zapylaczy pomyślcie o Rosa Mundi ponieważ u mnie wygrała nawet z chabrami. Ta róża zdecydowanie zasługuje na osobną i długą notkę.



Ale Rosa Mundi ma dzisiaj dla mnie jeszcze inne znaczenie. Jakiś czas później oglądałam wykład na temat stresu i sukcesu. Po tym wykładzie spojrzałam na swoją różę i uświadomiłam sobie coś niezwykłego. Często w życiu coś idzie pod górkę. Wydaje nam się, że ponieśliśmy porażkę. Stało się coś złego lub po prostu poszło nie po naszej myśli. Wpadamy w przygnębienie i ogarniają nas negatywne uczucia. Kiedy spotyka nas coś takiego mamy jednak wyjście, chociaż może o tym jeszcze nie wiemy. W moim przypadku miałam do wyboru zupełnie różne uczucia. Pracowałam przy tej róży ponad pół roku, włożyłam w nią tyle starań a okazała się być czymś zupełnie innym. Czymś czego nie chciałam. Znałam tę odmianę, nigdy nie chciałam jej kupić, bo do donic nadawała się średnio. Mogłam poczuć się oszukana przez tę nieszczęsną pomyłkę i złościć się. Dałoby mi to kilka dni złego samopoczucia. Potem oddałabym różę ze świadomością, że muszę zaczynać wszystko od nowa. Zamiast tego postanowiłam się nie złościć i "otworzyć" się na całą sytuację. Dzięki temu nie czułam dalej rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Znalazłam w swojej przypadkowej róży mnóstwo opowieści i inspiracji. Rosa Mundi stała się dla mnie świetną metaforą tego co spotyka nas czasem w życiu. Ustawiałam ją na parapecie i za każdym razem gdy na nią spoglądam, przypominam sobie tę życiową prawdę. Możemy sprawić by w naszym życiu nie było porażek. Wystarczy uświadomić sobie, że ich tak naprawdę nie ma. Są po prostu różne drogi... 

14 komentarzy:

  1. Wspaniały wpis :) a Rosa Mundi, choć inna, jest równie piękna jak Charles de Mills. A tak na marginesie, jestem tym pytającym o Charlesa de M., którego Pani skierowała do szkółki Hortus Dei. Już mam go zaklepanego i po 15.10. będzie u mnie. :) Myślę intensywnie, czy nie znalazło by się jeszcze u mnie miejsce właśnie na Rosa Mundi i Officinalis. Ale chyba nie da już rady, choć kto wie ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Mam ten sam problem ale na szczęście posiadam rodzinę na wsi i zawsze mogę coś wepchnąć do ich przestronnego ogrodu. W zeszłym roku to była Gipsy Boy a w tym roku będzie to Summer Song Davida Austina i być może Koszuty lub Jowita.

      Usuń
  2. Ja "wpycham" znajomym haha ... Gipsy Boy. Tak. :) Koszuty i Jowita :), pomijając piękno, to jakie mają historie, hoho. Summer song obejrzałem w internecie, też super, tylko moim zdaniem musi być wyeksponowana.

    OdpowiedzUsuń
  3. To już, że tak powiem będzie problem mojej teściowej, gdzie posadzić Summer Song, bo to właśnie ona dyskretnie zasugerowała wybór róży w tym stylu ;) Mój gust jest nieco inny - stare, mocno pachnące w odcieniach ciemnego bądź jasnego różu, stąd myślę jeszcze czy nie wcisnąć babci tych Koszut... Chociaż i Jowita jest niczego sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam ponownie. No i u mnie zdarzyło się to samo ! :) Miał być ChdM a jest Rosa Mundi... Jest już propozycja wymiany itd. muszę to przemyśleć.. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ostatecznie Rosa Mundi padła od zeszłorocznych upałów, prawdopodobnie korzenie dotykały nagrzewającej się donicy albo niechcący je zawinęłam. Ale fajnie było zapoznać się z tą różą. Teraz gdy tak sobie porównuję Rosa Mundi z ChdM to mam wrażenie, że to wybór między naturalnością, pięknem przyrody a sztuką i elegancją czyli ogólnie mówiąc, wybór trudny.

      Usuń
    2. U mnie rośnie jak szalona, były problemy z kwiatami, pewnie to pierwsze kwitnienie... Pierwsze wyglądały hmm blado :) nie wiadomo było co to za nieznajoma do mnie trafiła. Ale teraz zakwitły dwa, jeden może niezbyt duży, ale poza tym bez zarzutu, a drugi dokładnie taki jak należy. Te kolory i 10 cm średnicy :). Przekwitły jednak bardzo szybko. Nie mam chyba dla niej miejsca, a muszę mieć Charlesa. Chyba wiem, kto ją dostanie ;) ale ciągle się jeszcze waham, bo mi się spodobała.

      Usuń
    3. Ja ponownie chyba stanę przed podobnym wyborem. Kombinuję jakby tu coś jeszcze bardziej użytkowego posadzić na wsi - z zastosowaniem na nalewki, konfitury etc... Rosa Mundi by się nieźle sprawdziła acz Charles z kolei podoba się babci. Na obie róże już chyba nie wystarczy miejsca... Znając życie pewnie po drodze i tak pojawi się trzecia opcja.

      Usuń
  5. Np. rosa gallica violacea :)) Nigdy jej nie widziałem na żywo, ale oglądając na zdjęciach w internecie, rzekłbym że ma w sobie coś z jednej i drugiej i chyba też jak r.m. (?) daje owoce.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i ostatecznie zdecydowałem, że zostaje Rosa Mundi. Chciałem Charlesa, wyszło inaczej, ale nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby sprawiła dużo pożytku i radości :) Okoliczne pszczoły na pewno będą z wyboru zadowolone.

      Usuń
  7. Są po prostu różne drogi... ;) albo, są po prostu Rosa Mundi ;)
    Cosik mi się widzi, że odbębniłyśmy lekcję akceptacji rzeczywistości jaka jest dzięki niewinnej różyczce co nie chciała być upragnionym Charlsem....

    OdpowiedzUsuń
  8. W tym roku ma niespodziewana Rosa Mundi, o której wyżej pisałem, obsypała się kwiatami. Na żywo wyglądają lepiej niż w internecie. Na zdjęciach wydawała mi się ciut zbyt pstrokata, ale na żywo CUDNA :) Pszczoły i bąki szaleją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) To święta prawda ona ma właśnie coś takiego w sobie, że dopiero na żywo może się naprawdę podobać. Czyli jednak została. Ja nie tracę nadziei, że doczekam się działki, gdzie będę mogła posadzić już róże tylko według mojego upodobania w większym zakresie i tam Rosa Mundi będzie na pewno miała swoje miejsce. A póki co to zachwycam się Gloire de Dijon na balkonie. Niezwykła róża.

      Usuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top