Urodzinowa Swany - biała róża okrywowa

Znajomi potrafią czasami wprowadzić w życie nieco zamieszania i to na różne sposoby. Ile razy dostaliście prezent, z którym nie wiedzieliście co macie zrobić? Wyrzucić to brak szacunku i marnotrawstwo - ktoś w końcu chciał okazać wam serce i przeznaczył dla was swoje ciężko zarobione pieniądze. Oddać komuś, komu bardziej się przyda? Czemu nie ale tylko po kryjomu, by nie sprawić zawodu. A może jednak spróbować się przekonać? 

Moi znajomi ostatnio wycieli mi taki właśnie numer (całe szczęście nie czytają tego bloga). Kupili mi najoczywistszą rzecz jaką mogli kupić. Różę. Gdy zobaczyłam jak wchodzą trzymając zapakowany kwitnący krzew pomyślałam uśmiechając się dla niepoznaki: "o mój Boże nie, tylko nie róża, co ja z nią zrobię? Chyba pojedzie na wieś, czy nie mogliście kupić mi po prostu czekoladek?". Z różą, którą kupujecie dla rosomaniaka jest jak z perfumami. Trzeba trafić w gusta. Moi znajomi wiedzą, że preferuję róże historyczne, niestety były niedostępne w szkółce, którą odwiedzili. Przywieźli mi więc coś innego jako "tło dla moich okazów". 




Żeby nie było gust mają naprawdę dobry. Dostałam sprawdzoną różę okrywową Swany. Nikły zapach to jej minus, ale bardzo liczne kwiaty o płaskim kształcie są urocze. Nie wykorzystam jej w kuchni ani do konfitur ale rozrasta się mocno i jest odporna na trudne warunki, czyli mogę umieścić ją na parapecie. Reprezentuje dobrą markę: francuską firmę Meilland. HMF oceniło różę jako "doskonała". Ponadto nieźle czuje się w donicy. To pewniak acz nie "mój gatunek wina". Nie mniej prawdziwy problem leżał w czymś zupełnie innym. Swany jest biała. Czasami różowieje ale nie przy takiej pogodzie
. Jestem jedną z tych osób, które starannie wybierają róże a później dobierają pod nie inne rośliny, mając również na uwadze kolorystyczne akcenty. Na moim balkonie nie ma nic w odcieniach bieli czy żółci. Nawet owoce i warzywa są pod tym względem zdyscyplinowane i to łącznie z truskawkami, które kwitną na różowo (odmiana Toscany).



Jednak jak to w życiu bywa głupie pomyłki czy nietrafione prezenty są okazją do wypróbowania czegoś nowego. Stąd ostatecznie posadziłam Swany w większej donicy w towarzystwie mikołajka alpejskiego i wzięłam się za planowanie przyszłego sezonu zamierzając uzupełnić odcienie różu i błękitu o biel. Mary Rose, co do której prawie się zdecydowałam zostanie prawdopodobne zastąpiona Glamis Castle (czyli potomkiem Mary Rose). Jest to tak naprawdę niezłe wyjście, gdyż co do zapachu Mary Rose opinie bywają sprzeczne, za to Glamis Castle przyniesie na mój balkon intensywny zapach mirry. Wprowadzenie koloru białego ma jedną ważną zaletę - jest mnóstwo intensywnie pachnących białych roślin wydzielających swój zapach wieczorem i nocą. Tak więc wieczorniku damski, tytoniu i jasminum - witajcie!

CONVERSATION

3 komentarze:

  1. Piękny post :) taki serdeczny :) nie mogę nie przyznać, że uśmiechnęłam się czytając o tych perypetiach ze Swany :) może bidulka odetchnąć ;) ale historia pełna ciepła :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Swany nie groziło nic ponad wyjazd na wieś, gdzie miałaby dużo miejsca i żyzną ziemię. Gorzej byłoby ze mną przy następnej wizycie znajomych, jeśli padłyby jakieś niewygodne pytania. Nie mniej staram się kierować zasadą by zmieniać kłopotliwe w korzystne. W ten sposób cokolwiek się dzieje, idziemy do przodu :)

      Usuń
    2. Dziękuję za post:) Kupiłam tę róże w szkółce bez etykiety za to z komentarzem " Jakby była etykieta to i cena byłaby inna". Jestem z niej bardzo zadowolona bo kwiaty ma urocze. Swoje prezenty kwiatowe również znajduję "puszczone dalej w obieg" ale nie jestem o to zła. Dobrze, że trafiają tam, gdzie widocznie miały trafić. Pozdrawiam :)

      Usuń

niedziela, 16 sierpnia 2015

Urodzinowa Swany - biała róża okrywowa

Znajomi potrafią czasami wprowadzić w życie nieco zamieszania i to na różne sposoby. Ile razy dostaliście prezent, z którym nie wiedzieliście co macie zrobić? Wyrzucić to brak szacunku i marnotrawstwo - ktoś w końcu chciał okazać wam serce i przeznaczył dla was swoje ciężko zarobione pieniądze. Oddać komuś, komu bardziej się przyda? Czemu nie ale tylko po kryjomu, by nie sprawić zawodu. A może jednak spróbować się przekonać? 

Moi znajomi ostatnio wycieli mi taki właśnie numer (całe szczęście nie czytają tego bloga). Kupili mi najoczywistszą rzecz jaką mogli kupić. Różę. Gdy zobaczyłam jak wchodzą trzymając zapakowany kwitnący krzew pomyślałam uśmiechając się dla niepoznaki: "o mój Boże nie, tylko nie róża, co ja z nią zrobię? Chyba pojedzie na wieś, czy nie mogliście kupić mi po prostu czekoladek?". Z różą, którą kupujecie dla rosomaniaka jest jak z perfumami. Trzeba trafić w gusta. Moi znajomi wiedzą, że preferuję róże historyczne, niestety były niedostępne w szkółce, którą odwiedzili. Przywieźli mi więc coś innego jako "tło dla moich okazów". 




Żeby nie było gust mają naprawdę dobry. Dostałam sprawdzoną różę okrywową Swany. Nikły zapach to jej minus, ale bardzo liczne kwiaty o płaskim kształcie są urocze. Nie wykorzystam jej w kuchni ani do konfitur ale rozrasta się mocno i jest odporna na trudne warunki, czyli mogę umieścić ją na parapecie. Reprezentuje dobrą markę: francuską firmę Meilland. HMF oceniło różę jako "doskonała". Ponadto nieźle czuje się w donicy. To pewniak acz nie "mój gatunek wina". Nie mniej prawdziwy problem leżał w czymś zupełnie innym. Swany jest biała. Czasami różowieje ale nie przy takiej pogodzie
. Jestem jedną z tych osób, które starannie wybierają róże a później dobierają pod nie inne rośliny, mając również na uwadze kolorystyczne akcenty. Na moim balkonie nie ma nic w odcieniach bieli czy żółci. Nawet owoce i warzywa są pod tym względem zdyscyplinowane i to łącznie z truskawkami, które kwitną na różowo (odmiana Toscany).



Jednak jak to w życiu bywa głupie pomyłki czy nietrafione prezenty są okazją do wypróbowania czegoś nowego. Stąd ostatecznie posadziłam Swany w większej donicy w towarzystwie mikołajka alpejskiego i wzięłam się za planowanie przyszłego sezonu zamierzając uzupełnić odcienie różu i błękitu o biel. Mary Rose, co do której prawie się zdecydowałam zostanie prawdopodobne zastąpiona Glamis Castle (czyli potomkiem Mary Rose). Jest to tak naprawdę niezłe wyjście, gdyż co do zapachu Mary Rose opinie bywają sprzeczne, za to Glamis Castle przyniesie na mój balkon intensywny zapach mirry. Wprowadzenie koloru białego ma jedną ważną zaletę - jest mnóstwo intensywnie pachnących białych roślin wydzielających swój zapach wieczorem i nocą. Tak więc wieczorniku damski, tytoniu i jasminum - witajcie!

3 komentarze:

  1. Piękny post :) taki serdeczny :) nie mogę nie przyznać, że uśmiechnęłam się czytając o tych perypetiach ze Swany :) może bidulka odetchnąć ;) ale historia pełna ciepła :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Swany nie groziło nic ponad wyjazd na wieś, gdzie miałaby dużo miejsca i żyzną ziemię. Gorzej byłoby ze mną przy następnej wizycie znajomych, jeśli padłyby jakieś niewygodne pytania. Nie mniej staram się kierować zasadą by zmieniać kłopotliwe w korzystne. W ten sposób cokolwiek się dzieje, idziemy do przodu :)

      Usuń
    2. Dziękuję za post:) Kupiłam tę róże w szkółce bez etykiety za to z komentarzem " Jakby była etykieta to i cena byłaby inna". Jestem z niej bardzo zadowolona bo kwiaty ma urocze. Swoje prezenty kwiatowe również znajduję "puszczone dalej w obieg" ale nie jestem o to zła. Dobrze, że trafiają tam, gdzie widocznie miały trafić. Pozdrawiam :)

      Usuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top