Idzie wiosna - czyli sadzimy chili...

Rozpoczęłam sezon nasadzeń od próby uzyskania chili z własnej hodowli. W zeszłym roku zamówiłam trzy odmiany: chili habanero chocolate, thai dragon oraz cherry. Z tej ostatniej odmiany zrezygnowałam zupełnie. Jest za mało ostra jak na moje upodobania a do tego rosła większa od pozostałych i zajmowała sporo miejsca. Idąc za radą z komentarza na blogu, najpierw spróbowałam przezimować habanero. Postawiłam ją na parapecie w dość chłodnym miejscu i udało się. Roślina jest w dobrym stanie, rozrosła się ładnie, odbudowała utracone liście. Rzeczywiście jeśli chili mamy traktować jak rośliny wieloletnie, musimy zapewnić im niższą temperaturę zimą. W wypadku moich roślinek również nasłonecznienie jest mniejsze.



Niestety z thai dragon nie poszło tak łatwo, rozchorowała się i nie miałam cierpliwości już dalej walczyć ze jej kiepską kondycją a do tego nie chciałam żeby pozarażała inne rośliny. Pozbyłam się jej krzaczków zachowując ostatnie owoce. Początkowo plan był taki, żeby jak najszybciej pozyskać nasionka, zamoczyć je w naparze rumianku (działa grzybobójczo) i posadzić. Postępowałam podobnie w przypadku papryczek pepperoni zakupionych w sklepie. Ładnie kiełkowały i miały całkiem sporo owoców. To dobre wyjście dla osób, którym nie chce się wyszukiwać egzotycznych odmian chili. Papryczki kupione w sklepie z powodzeniem można rozmnożyć. Ja musiałam z pepperoni zrezygnować ponieważ okazało się, że akurat na tę odmianę mam uczulenie. Ostrzejsze chili tak na mnie nie działają, nie wiedzieć czemu. Może chodzi o ilość papryczek jaką mogę zjeść. Z habanero nie da się aż tak bardzo przesadzić.



Tymczasem jednak wyszło inaczej niż planowałam. Papryczki kompletnie się zasuszyły, co zresztą widać na zdjęciu. Byłam ciekawa czy z takiego chili cokolwiek wyrośnie. Na szczęście do środka papryczek nie wdała się pleśń, co niestety czasem dzieje się przy ich zasuszaniu. W każdym razie spróbowałam. Wrzuciłam papryczki do lekkiego naparu z rumianku, potrzymałam je tak kilka godzin i włożyłam do małych doniczek z ziemią ogrodową. Udało się. Po kilku dniach miałam mnóstwo małych kiełków. Jeszcze nie wiem co zrobię z taką ilością kiełków. Na razie zaczekam aż podrosną i do przesadzenia wybiorę najsilniejsze. Pozostałe może rozdam, jeśli znajdzie się ktoś chętny. Szkoda marnować paprykę. 



Na koniec jeszcze jedna przygoda z sadzeniem. Ostatnio w sklepie znalazłam cytrynę Meyera, czyli połączenie cytryny i pomarańczy. Miała przepiękny pieprzono-cytrusowy zapach. Z sadzeniem cytryn sklepowych bywa różnie, ponieważ część z nich będzie bezpłodna niemniej postanowiłam spróbować. Kilka tygodni i nic. Żadne nasionko nie wykiełkowało. Po jakimś czasie poddałam się, wyrzuciłam wierzchnią warstwę ziemi a w doniczce posadziłam hiacynta.  Efekt końcowy jest taki, że hiacynt kiełkuje bardzo niemrawo a wykiełkowała.... cytryna. Jedno nasionko, które się tam chyba ostało, postanowiło jednak wyrosnąć. To nauczka, że w ogrodnictwie najważniejszą cnotą jest jednak cierpliwość. 


CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

niedziela, 21 lutego 2016

Idzie wiosna - czyli sadzimy chili...

Rozpoczęłam sezon nasadzeń od próby uzyskania chili z własnej hodowli. W zeszłym roku zamówiłam trzy odmiany: chili habanero chocolate, thai dragon oraz cherry. Z tej ostatniej odmiany zrezygnowałam zupełnie. Jest za mało ostra jak na moje upodobania a do tego rosła większa od pozostałych i zajmowała sporo miejsca. Idąc za radą z komentarza na blogu, najpierw spróbowałam przezimować habanero. Postawiłam ją na parapecie w dość chłodnym miejscu i udało się. Roślina jest w dobrym stanie, rozrosła się ładnie, odbudowała utracone liście. Rzeczywiście jeśli chili mamy traktować jak rośliny wieloletnie, musimy zapewnić im niższą temperaturę zimą. W wypadku moich roślinek również nasłonecznienie jest mniejsze.



Niestety z thai dragon nie poszło tak łatwo, rozchorowała się i nie miałam cierpliwości już dalej walczyć ze jej kiepską kondycją a do tego nie chciałam żeby pozarażała inne rośliny. Pozbyłam się jej krzaczków zachowując ostatnie owoce. Początkowo plan był taki, żeby jak najszybciej pozyskać nasionka, zamoczyć je w naparze rumianku (działa grzybobójczo) i posadzić. Postępowałam podobnie w przypadku papryczek pepperoni zakupionych w sklepie. Ładnie kiełkowały i miały całkiem sporo owoców. To dobre wyjście dla osób, którym nie chce się wyszukiwać egzotycznych odmian chili. Papryczki kupione w sklepie z powodzeniem można rozmnożyć. Ja musiałam z pepperoni zrezygnować ponieważ okazało się, że akurat na tę odmianę mam uczulenie. Ostrzejsze chili tak na mnie nie działają, nie wiedzieć czemu. Może chodzi o ilość papryczek jaką mogę zjeść. Z habanero nie da się aż tak bardzo przesadzić.



Tymczasem jednak wyszło inaczej niż planowałam. Papryczki kompletnie się zasuszyły, co zresztą widać na zdjęciu. Byłam ciekawa czy z takiego chili cokolwiek wyrośnie. Na szczęście do środka papryczek nie wdała się pleśń, co niestety czasem dzieje się przy ich zasuszaniu. W każdym razie spróbowałam. Wrzuciłam papryczki do lekkiego naparu z rumianku, potrzymałam je tak kilka godzin i włożyłam do małych doniczek z ziemią ogrodową. Udało się. Po kilku dniach miałam mnóstwo małych kiełków. Jeszcze nie wiem co zrobię z taką ilością kiełków. Na razie zaczekam aż podrosną i do przesadzenia wybiorę najsilniejsze. Pozostałe może rozdam, jeśli znajdzie się ktoś chętny. Szkoda marnować paprykę. 



Na koniec jeszcze jedna przygoda z sadzeniem. Ostatnio w sklepie znalazłam cytrynę Meyera, czyli połączenie cytryny i pomarańczy. Miała przepiękny pieprzono-cytrusowy zapach. Z sadzeniem cytryn sklepowych bywa różnie, ponieważ część z nich będzie bezpłodna niemniej postanowiłam spróbować. Kilka tygodni i nic. Żadne nasionko nie wykiełkowało. Po jakimś czasie poddałam się, wyrzuciłam wierzchnią warstwę ziemi a w doniczce posadziłam hiacynta.  Efekt końcowy jest taki, że hiacynt kiełkuje bardzo niemrawo a wykiełkowała.... cytryna. Jedno nasionko, które się tam chyba ostało, postanowiło jednak wyrosnąć. To nauczka, że w ogrodnictwie najważniejszą cnotą jest jednak cierpliwość. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top