Jesienne sadzenie róż...

W wypadku róż wsadzanych do donicy trzymam się starej zasady mówiącej że, róże przybywające do nas w postaci gołego korzenia sadzimy jesienią. Wtedy również przesadzamy róże o ile mamy taką potrzebę. Tak naprawdę dobry okres na sadzenie róż wypada pomiędzy październikiem a styczniem - wszystko zależy od pogody i tego czy temperatura jest plusowa. Obecnie aura zrobiła się zdecydowanie zimowa ale jeszcze dwa tygodnie temu było całkiem sprzyjająco. W wypadku róż w donicach mamy trochę łatwiej, gdyż nie grozi nam raczej zamarznięta ziemia (acz też nie jest do końca ulgowo, bo róże trzeba przecież namoczyć).


Jakiś czas temu dotarły do mnie dwie zamówione odmiany Souvenir de la Malmaison i Gloire de Dijon - niestety nie udało mi się ich wsadzić do donic w sposób podręcznikowy i modlę się, by tym wrażliwym odmianom moje cudowanie nie zaszkodziło. W wersji idealnej sadzenie róż powinno wyglądać mniej więcej tak:

- Korzeń odwijamy z folii (jeśli na korzeniach jest torf można go nieco rozkruszyć) i moczymy w wodzie od godziny nawet do 24h. Im lepsza pogoda tym dłużej korzeń może naciągać w wodzie. 

- Przygotowujemy na tyle dużą donicę, by korzeń zmieścił się tam bez zawijania, podpierania, skracania etc. Zwykle wystarczy 13 litrów o średnicy 30 cm - ja tym razem specjalnie dla Gloire de Dijon poszalałam i dałam jej doniczkę 21 litrów ale dlatego, że to kapryśna róża pnąca.

- Przekuwamy spód donicy, żeby zrobić otwory przez które będzie uchodził nadmiar wody. Spód donicy wykładamy kermazytem albo polnymi kamieniami.

- Stopniowo przysypujemy korzeń ziemią, tak by cały został okryty. Nie mam jakiś specjalnych wymagań co do ziemi. Używam zwykłej ziemi ogrodniczej - róże na wiosnę i tak dostaną ode mnie nawóz, a nawożenie róż o tej porze roku nie jest mądre, gdyż nie pomaga różom w zasypianiu.

- Podlewamy. Oczywiście nigdy, przenigdy nie podlewamy róż przy temperaturze minusowej (tyczy się to również róż, które okryliśmy i przechowujemy je przez zimę na tarasie).

- Cały ten proces należy wykonać kiedy pogoda jest dość łagodna, żeby róża zdążyła nieco się zakorzenić w nowym miejscu. Po posadzeniu róż powinniśmy okryć donicę pianką, folią albo agrowłókniną jeśli wiemy, że temperatura ma spaść poniżej zera.

Tyle teoria - tymczasem w praktyce nie wyszło zbyt pięknie... Powiem szczerze, że po prostu nie spodziewałam się kuriera z dostawą tak wcześnie (wypadał wtedy drugi tydzień października) i byłam zupełnie nieprzygotowana. Dodatkowa  paczka z korzeniami krążyła po różnych punktach, bo w odpowiednim czasie nie zdążyłam jej przekierować a przecież ulubioną porą kurierów jest godzina 11:00 kiedy to wszyscy domownicy są w pracy. Tak więc dostałam moje wytęsknione odmiany a nie miałam ani ziemi ani donic i niestety nie mogłam ich od razu przygotować. Nie byłoby tak źle gdyby korzenie były zabezpieczone torfem ale niestety tym razem dostałam je okryte jedynie folią. Ponieważ dzięki Bogu nie było mrozu postanowiłam wstawić korzenie do wody na 24 godziny. W tym czasie udało mi się kupić dwie zwykłe duże donice i ziemię ogrodniczą. Docelowe donice niestety miały do mnie dopiero dotrzeć. Korzenie musiałam więc umieścić trochę pod skosem w donicach i zasypałam je ziemią. Oczywiście okazało się, że ziemi przywiozłam za mało. Jak pech to pech. Po kilku dniach w końcu dosypałam odpowiednią ilość ziemi i donice zostały umieszczone przy ścianie. Od tego momentu róże były już bezpieczne i mogły poczekać sobie aż, przyjadą zamówione wysokie pojemniki.

Ostatnio miałam niewiele czasu ale wczoraj wreszcie ostatecznie udało mi się zrobić z donicami porządek. Wygląda na to, że  Souvenir de la Malmaison  dobrze się przyjęła ale z Gloire de Dijon może być różnie. Jeśli padła i tak nie zamierzam się poddawać. Uparłam się na tę odmianę, nawet jeśli miałabym ją sadzić drugi raz. Bardzo chcę zobaczyć, jak będzie u mnie rosła. Było trochę mroźno ale na moim balkonie temperatura wynosiła cały czas od zera do pięciu stopni. Pod daszkiem, przy ścianie to wszystko przebiega nieco łagodniej...  Niemniej dopiero wiosna pokaże, jak naprawdę obie odmiany się przyjęły...


CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Miło poczytać o takiej trosce i staraniach dla róż. Zima wszakże to dla nich nie łatwy czas. Ja też ze wzruszeniem myślę o swoich, jak przetrwają do wiosny. Wkrótce niektóre ubiorę w białe wdzianka-chochoły :) śmiesznie wyglądają, zwłaszcza gdy je śnieg przyprószy - różane bałwany - przy okazji się pokolę jak zawsze, ale cóż... taki los ;) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

niedziela, 4 grudnia 2016

Jesienne sadzenie róż...

W wypadku róż wsadzanych do donicy trzymam się starej zasady mówiącej że, róże przybywające do nas w postaci gołego korzenia sadzimy jesienią. Wtedy również przesadzamy róże o ile mamy taką potrzebę. Tak naprawdę dobry okres na sadzenie róż wypada pomiędzy październikiem a styczniem - wszystko zależy od pogody i tego czy temperatura jest plusowa. Obecnie aura zrobiła się zdecydowanie zimowa ale jeszcze dwa tygodnie temu było całkiem sprzyjająco. W wypadku róż w donicach mamy trochę łatwiej, gdyż nie grozi nam raczej zamarznięta ziemia (acz też nie jest do końca ulgowo, bo róże trzeba przecież namoczyć).


Jakiś czas temu dotarły do mnie dwie zamówione odmiany Souvenir de la Malmaison i Gloire de Dijon - niestety nie udało mi się ich wsadzić do donic w sposób podręcznikowy i modlę się, by tym wrażliwym odmianom moje cudowanie nie zaszkodziło. W wersji idealnej sadzenie róż powinno wyglądać mniej więcej tak:

- Korzeń odwijamy z folii (jeśli na korzeniach jest torf można go nieco rozkruszyć) i moczymy w wodzie od godziny nawet do 24h. Im lepsza pogoda tym dłużej korzeń może naciągać w wodzie. 

- Przygotowujemy na tyle dużą donicę, by korzeń zmieścił się tam bez zawijania, podpierania, skracania etc. Zwykle wystarczy 13 litrów o średnicy 30 cm - ja tym razem specjalnie dla Gloire de Dijon poszalałam i dałam jej doniczkę 21 litrów ale dlatego, że to kapryśna róża pnąca.

- Przekuwamy spód donicy, żeby zrobić otwory przez które będzie uchodził nadmiar wody. Spód donicy wykładamy kermazytem albo polnymi kamieniami.

- Stopniowo przysypujemy korzeń ziemią, tak by cały został okryty. Nie mam jakiś specjalnych wymagań co do ziemi. Używam zwykłej ziemi ogrodniczej - róże na wiosnę i tak dostaną ode mnie nawóz, a nawożenie róż o tej porze roku nie jest mądre, gdyż nie pomaga różom w zasypianiu.

- Podlewamy. Oczywiście nigdy, przenigdy nie podlewamy róż przy temperaturze minusowej (tyczy się to również róż, które okryliśmy i przechowujemy je przez zimę na tarasie).

- Cały ten proces należy wykonać kiedy pogoda jest dość łagodna, żeby róża zdążyła nieco się zakorzenić w nowym miejscu. Po posadzeniu róż powinniśmy okryć donicę pianką, folią albo agrowłókniną jeśli wiemy, że temperatura ma spaść poniżej zera.

Tyle teoria - tymczasem w praktyce nie wyszło zbyt pięknie... Powiem szczerze, że po prostu nie spodziewałam się kuriera z dostawą tak wcześnie (wypadał wtedy drugi tydzień października) i byłam zupełnie nieprzygotowana. Dodatkowa  paczka z korzeniami krążyła po różnych punktach, bo w odpowiednim czasie nie zdążyłam jej przekierować a przecież ulubioną porą kurierów jest godzina 11:00 kiedy to wszyscy domownicy są w pracy. Tak więc dostałam moje wytęsknione odmiany a nie miałam ani ziemi ani donic i niestety nie mogłam ich od razu przygotować. Nie byłoby tak źle gdyby korzenie były zabezpieczone torfem ale niestety tym razem dostałam je okryte jedynie folią. Ponieważ dzięki Bogu nie było mrozu postanowiłam wstawić korzenie do wody na 24 godziny. W tym czasie udało mi się kupić dwie zwykłe duże donice i ziemię ogrodniczą. Docelowe donice niestety miały do mnie dopiero dotrzeć. Korzenie musiałam więc umieścić trochę pod skosem w donicach i zasypałam je ziemią. Oczywiście okazało się, że ziemi przywiozłam za mało. Jak pech to pech. Po kilku dniach w końcu dosypałam odpowiednią ilość ziemi i donice zostały umieszczone przy ścianie. Od tego momentu róże były już bezpieczne i mogły poczekać sobie aż, przyjadą zamówione wysokie pojemniki.

Ostatnio miałam niewiele czasu ale wczoraj wreszcie ostatecznie udało mi się zrobić z donicami porządek. Wygląda na to, że  Souvenir de la Malmaison  dobrze się przyjęła ale z Gloire de Dijon może być różnie. Jeśli padła i tak nie zamierzam się poddawać. Uparłam się na tę odmianę, nawet jeśli miałabym ją sadzić drugi raz. Bardzo chcę zobaczyć, jak będzie u mnie rosła. Było trochę mroźno ale na moim balkonie temperatura wynosiła cały czas od zera do pięciu stopni. Pod daszkiem, przy ścianie to wszystko przebiega nieco łagodniej...  Niemniej dopiero wiosna pokaże, jak naprawdę obie odmiany się przyjęły...


1 komentarz:

  1. Miło poczytać o takiej trosce i staraniach dla róż. Zima wszakże to dla nich nie łatwy czas. Ja też ze wzruszeniem myślę o swoich, jak przetrwają do wiosny. Wkrótce niektóre ubiorę w białe wdzianka-chochoły :) śmiesznie wyglądają, zwłaszcza gdy je śnieg przyprószy - różane bałwany - przy okazji się pokolę jak zawsze, ale cóż... taki los ;) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top