Dwa lata z miejskimi różami...

Zaraz mija druga rocznica mojego blogowania. Z tej okazji postanowiłam zrobić małe podsumowanie i odkopać moje najwcześniejsze zdjęcia.


Zaczynałam hodować róże mniej więcej w 2012 roku, o ile dobrze pamiętam, mając bardzo niewielką wiedzę na temat ogrodnictwa w ogóle a jeszcze mniejszą dotyczącą róż. Jak większość ludzi sięgnęłam po to, co miałam pod ręką czyli po mieszańce herbatnie, dostępne w większości popularnych sklepów ogrodniczych. Umyśliłam sobie różę pnącą na balkonie (chociaż ją kupiłam akurat w jakieś szkółce). Nawet do pewnego momentu to szło, póki róża nie zaczęła zamierać. Próbowałam również hodować różę pomarszczoną w donicy. Całość moich prób wyglądała mniej więcej tak:


Nie był to efektowny widok. Zresztą róże w końcu padały. Jedne z powodu błędów w kwestii zimowania, podlewania i generalnie pielęgnacji a inne z powodu chorób grzybowych, z którymi nie miałam pojęcia jak walczyć. Pamiętam, że gdy zamarła moja róża pnąca byłam bardzo rozgoryczona. Tym bardziej, że kwitła dość ładnie jakieś dwa lata. Niemniej z perspektywy czasu była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. W tym samym momencie rozkwitła już licząca kilka dobrych lat babcina Celeste, której wcześniej jakoś nie zauważałam i zainspirowała mnie do zupełnie nowych poszukiwań. W ten sposób odkryłam moim zdaniem najlepsze z róż - róże historyczne. Rok później zaczęłam prowadzić zaś bloga, pragnąc podzielić się ze światem pięknem zapomnianych róż starych.


Nieocenioną pomocą okazała się wówczas strona Pana Mariana Sołysa "Moje Róże, Moja Pasja". Dopiero po tej lekturze dotarło do mnie, że moje porażki mogą być spowodowane niewłaściwym doborem odmian do donic. Róże są okropnie wybredne i nie zawsze, to co wsadzimy do donicy, będzie zadowolone z miejsca i warunków. Pewnych rzeczy przeskoczyć się po prostu nie da.  Pierwszą moją różą historyczną została Comte de Chambord i była to dobra decyzja. Obecnie to jedyna róża, którą zachowałam przez te wszystkie lata, co tylko świadczy o tym jak mocna i wyjątkowa to odmiana.

W każdym razie od tego momentu kiedy posadziłam róże historyczne mój balkon zaczął wyglądać zdecydowanie lepiej. Warto też zauważyć, że róże nostalgiczne, historyczne czy angielskie mają po prostu lepsze, pełniejsze kształty i są dużo ciekawszą ozdobą niż masówki z supermarketu. Możecie to łatwo porównać patrząc na zdjęcie moich pierwszych róż i zdjęcia późniejszych. 


W zeszłym roku niestety straciłam kilka róż ze względu na przeprowadzkę ale do mojej kolekcji dołączyły za to róże angielskie, czyli mieszańce róż historycznych i mieszańców herbatnich, floribundy etc. Okazało się, że świetnie czują się w nieco cieplejszych temperaturach jakie stwarza im uprawa w donicy na balkonie. Jestem z nich bardzo zadowolona, chociaż są również podatne na mączniaka i czarną plamistość.


Przez ten cały czas przewinęły się u mnie następujące odmiany: Comte de Chambord, Mmme Isaac Pereire, Rosa Mudi, Rose de Rescht, Glamis Castle, Mary Rose, Swany, Celeste, Souvenir de la Malmaison, Gloire de Dijon. Delikatną Mmme Isaac Pereire oraz Swany straciłam przy przeprowadzce zaś Rosa Mundi przez błąd przy sadzeniu (prawdopodobnie zawinęłam korzenie, co zemściło się w trakcie upałów). Rose de Rescht trafiła ostatecznie na wieś. Kilka innych odmian od początku przeznaczyłam do wiejskiego ogrodu np: Koszuty, Zigeunerknabe, Capitan Williams czy Summer Song. Część róż wciąż testuję czy nadadzą się do donic. W zeszłym roku postanowiłam zaryzykować i sprowadziłam właśnie Souvenir de la Malmaison oraz Old Glory. Co z tego będzie czas pokaże... 

Jednego jestem pewna. Róże chociaż wymagające są dużo okazalsze niż inne balkonowe, kwiatowe propozycje (chociaż mogą się pięknie z nimi dopełniać). Są wyjątkowo urokliwe, pachnące i stanowią pewnego rodzaju przygodę. Nie da się ich trzymać bez pasji i z obojętnością tak jak wiszących letnich koszów petunii czy doniczek z pelargoniami. Róża domaga się atencji. W zamian jednak sprawi, że będziemy z niecierpliwością wyglądać letnich miesięcy a każde kwitnienie stanie się naszym małym świątecznym wydarzeniem...





CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Witam, mam w donicach, na balkonie, róże parkowe - kiedy powinnam je przyciąć? Luty? Marzec?
    Róże są oczywiście obecnie przykryte.
    Będę ogromnie wdzięczna za pomoc :)
    pzdr
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest na to fajna metoda, żeby przyroda sama powiedziała, kiedy ciąć róże. Zawsze jak na forsycji w okolicy pojawiają się żółte pąki należy ciąć róże - jeśli na balkonie nie jest zbyt ciepło to nawet w momencie kwitnienia forsycji. Ponieważ temperatura pod osłonami czasami może nieco różnić się od tej na zewnątrz trzeba również obserwować same róże. Jeśli zaczną pojawiać się zalążki młodych pąków znaczy, że trzeba już przycinać. Osobiście jestem zdania, że lepiej się nieco spóźnić (bo, to tylko przesunie w czasie moment kwitnienia) niż się zbytnio pośpieszyć. Tutaj opisałam to bardziej szczegółowo: https://rozanybalkon.blogspot.com/2015/03/kiedy-ciac-roze.html

      Usuń

niedziela, 22 stycznia 2017

Dwa lata z miejskimi różami...

Zaraz mija druga rocznica mojego blogowania. Z tej okazji postanowiłam zrobić małe podsumowanie i odkopać moje najwcześniejsze zdjęcia.


Zaczynałam hodować róże mniej więcej w 2012 roku, o ile dobrze pamiętam, mając bardzo niewielką wiedzę na temat ogrodnictwa w ogóle a jeszcze mniejszą dotyczącą róż. Jak większość ludzi sięgnęłam po to, co miałam pod ręką czyli po mieszańce herbatnie, dostępne w większości popularnych sklepów ogrodniczych. Umyśliłam sobie różę pnącą na balkonie (chociaż ją kupiłam akurat w jakieś szkółce). Nawet do pewnego momentu to szło, póki róża nie zaczęła zamierać. Próbowałam również hodować różę pomarszczoną w donicy. Całość moich prób wyglądała mniej więcej tak:


Nie był to efektowny widok. Zresztą róże w końcu padały. Jedne z powodu błędów w kwestii zimowania, podlewania i generalnie pielęgnacji a inne z powodu chorób grzybowych, z którymi nie miałam pojęcia jak walczyć. Pamiętam, że gdy zamarła moja róża pnąca byłam bardzo rozgoryczona. Tym bardziej, że kwitła dość ładnie jakieś dwa lata. Niemniej z perspektywy czasu była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. W tym samym momencie rozkwitła już licząca kilka dobrych lat babcina Celeste, której wcześniej jakoś nie zauważałam i zainspirowała mnie do zupełnie nowych poszukiwań. W ten sposób odkryłam moim zdaniem najlepsze z róż - róże historyczne. Rok później zaczęłam prowadzić zaś bloga, pragnąc podzielić się ze światem pięknem zapomnianych róż starych.


Nieocenioną pomocą okazała się wówczas strona Pana Mariana Sołysa "Moje Róże, Moja Pasja". Dopiero po tej lekturze dotarło do mnie, że moje porażki mogą być spowodowane niewłaściwym doborem odmian do donic. Róże są okropnie wybredne i nie zawsze, to co wsadzimy do donicy, będzie zadowolone z miejsca i warunków. Pewnych rzeczy przeskoczyć się po prostu nie da.  Pierwszą moją różą historyczną została Comte de Chambord i była to dobra decyzja. Obecnie to jedyna róża, którą zachowałam przez te wszystkie lata, co tylko świadczy o tym jak mocna i wyjątkowa to odmiana.

W każdym razie od tego momentu kiedy posadziłam róże historyczne mój balkon zaczął wyglądać zdecydowanie lepiej. Warto też zauważyć, że róże nostalgiczne, historyczne czy angielskie mają po prostu lepsze, pełniejsze kształty i są dużo ciekawszą ozdobą niż masówki z supermarketu. Możecie to łatwo porównać patrząc na zdjęcie moich pierwszych róż i zdjęcia późniejszych. 


W zeszłym roku niestety straciłam kilka róż ze względu na przeprowadzkę ale do mojej kolekcji dołączyły za to róże angielskie, czyli mieszańce róż historycznych i mieszańców herbatnich, floribundy etc. Okazało się, że świetnie czują się w nieco cieplejszych temperaturach jakie stwarza im uprawa w donicy na balkonie. Jestem z nich bardzo zadowolona, chociaż są również podatne na mączniaka i czarną plamistość.


Przez ten cały czas przewinęły się u mnie następujące odmiany: Comte de Chambord, Mmme Isaac Pereire, Rosa Mudi, Rose de Rescht, Glamis Castle, Mary Rose, Swany, Celeste, Souvenir de la Malmaison, Gloire de Dijon. Delikatną Mmme Isaac Pereire oraz Swany straciłam przy przeprowadzce zaś Rosa Mundi przez błąd przy sadzeniu (prawdopodobnie zawinęłam korzenie, co zemściło się w trakcie upałów). Rose de Rescht trafiła ostatecznie na wieś. Kilka innych odmian od początku przeznaczyłam do wiejskiego ogrodu np: Koszuty, Zigeunerknabe, Capitan Williams czy Summer Song. Część róż wciąż testuję czy nadadzą się do donic. W zeszłym roku postanowiłam zaryzykować i sprowadziłam właśnie Souvenir de la Malmaison oraz Old Glory. Co z tego będzie czas pokaże... 

Jednego jestem pewna. Róże chociaż wymagające są dużo okazalsze niż inne balkonowe, kwiatowe propozycje (chociaż mogą się pięknie z nimi dopełniać). Są wyjątkowo urokliwe, pachnące i stanowią pewnego rodzaju przygodę. Nie da się ich trzymać bez pasji i z obojętnością tak jak wiszących letnich koszów petunii czy doniczek z pelargoniami. Róża domaga się atencji. W zamian jednak sprawi, że będziemy z niecierpliwością wyglądać letnich miesięcy a każde kwitnienie stanie się naszym małym świątecznym wydarzeniem...





2 komentarze:

  1. Witam, mam w donicach, na balkonie, róże parkowe - kiedy powinnam je przyciąć? Luty? Marzec?
    Róże są oczywiście obecnie przykryte.
    Będę ogromnie wdzięczna za pomoc :)
    pzdr
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest na to fajna metoda, żeby przyroda sama powiedziała, kiedy ciąć róże. Zawsze jak na forsycji w okolicy pojawiają się żółte pąki należy ciąć róże - jeśli na balkonie nie jest zbyt ciepło to nawet w momencie kwitnienia forsycji. Ponieważ temperatura pod osłonami czasami może nieco różnić się od tej na zewnątrz trzeba również obserwować same róże. Jeśli zaczną pojawiać się zalążki młodych pąków znaczy, że trzeba już przycinać. Osobiście jestem zdania, że lepiej się nieco spóźnić (bo, to tylko przesunie w czasie moment kwitnienia) niż się zbytnio pośpieszyć. Tutaj opisałam to bardziej szczegółowo: https://rozanybalkon.blogspot.com/2015/03/kiedy-ciac-roze.html

      Usuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top