Budzące się róże...

Dwa tygodnie temu znajomy pszczelarz pokazał mi filmik ze swojego ula. Bzyczało na nim stadko pszczół. Zapytałam, czy filmik jest tegoroczny. Odparł, że tak, jak najbardziej. Pomyślałam wówczas, że zima już  nie wróci i można spodziewać się raczej cieplejszych dni. Chyba się nie pomyliłam, gdyż wczoraj spotkałam dzikie pszczoły na swoim balkonie. Przyleciały do niezapominajki - tej samej co, do której obawiałam się, że może posadziłam ją za wcześnie.


Przez ten niedługi czas bardzo ładnie się rozrosła. Dzikie pszczoły mają teraz w czym wybierać, bo tam, gdzie obecnie mieszkam jest niewielka łączka, na której rozsiało się sporo roślinek. Widziałam już szafirki, cebulice, krokusy, przebiśniegi i mnóstwo, mnóstwo fiołków. Natura jest bardzo sprytna. Rośliny znajdą drogę ucieczki nawet z balkonowych skrzynek (część to może być też jakaś pozostałość po ogródkach pod balkonami - szkoda, że niewiele osób dzisiaj je prowadzi).

(róże też się wybudziły)

U mnie kwitną jeszcze krokusy. Z kosaćców karłowatych obawiam się, że niestety nic nie będzie. Nie tyle chyba mi wymarzły co, zawilgotniały gdy śnieg się rozpuścił. W tym roku było go sporo. Jeśli posadzę je na przyszły rok to w dużo większej donicy (a to z tego względu, że rośliny w dużych donicach zimują znacznie lepiej, ziemia nie przemarza tak szybko i wszystko jest łatwiejsze do opanowania). Za to dzwonki karpackie poradziły sobie w małej doniczce koncertowo. Warunki nie zrobiły na nich najmniejszego wrażenia, dosypałam im trochę ziemi i bardzo ładnie się rozrastają.



Z moich roślin odbija jeszcze szałwia omszona, którą dostałam od ciotki w zeszłym roku oraz kocimiętka. Kocimiętka to jest prawdziwy terminator. Zaraz będę musiała ją ciąć, tak się rozrasta a posadziłam ją w małej doniczce bez dna, żeby nie przeszkadzała zanadto róży Glamis Castle. Nie wiem, czy nie dostanie z tej donicy eksmisji, bo Glamis w zeszłym roku chorowała na czarnoplamistość i zbytnie zachwaszczenie nie będzie jej sprzyjać. Jeśli ktoś ma doświadczenie z wpływem nazbyt bujnych roślin w pobliżu na tę chorobę poproszę o radę w komentarzu. Z drugiej strony naprawdę chylę czoła przed osobą, od której kupiłam tę sadzonkę. Piękne lawendowe kwiaty a roślina nie do zdarcia. Mieć w pobliżu rolniczy targ to prawdziwy skarb - a mam go całe 20 minut od siebie na piechotę.


(tak kocimiętka wygląda już teraz - ciekawe kiedy przy takim wzroście zakwitnie?)

Co do najważniejszych mieszkanek mojego małego balkonu to są już oporządzone w całości. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie uwinęłam się ze wszystkim. Najpierw zajęłam się usunięciem potencjalnych śmieci z donicy oraz przędziorkiem, potem gdy pogoda zrobiła się ładna, przycięłam je i podałam miedzian. Dostały też po małej łyżeczce nawozu dla róż. Donice od dołu są dalej otulone i będą takie do zimnych ogrodników. Na razie wszystko ładnie się rozwija - łącznie z Souvenir de la Malmaison Climbing. Przyjechała kilka dni temu. Tym razem bez żadnych zgrzytów została namoczona, posadzona w dużej, wysokiej donicy, porządnie podlana i chyba jest ok.


Ponieważ jest drugi kwietnia zdjęłam też karmnik. Od tygodnia prawie nie sypałam już tam pożywienia a wcześniej uzupełniałam pokarm coraz rzadziej - to już ta pora gdzie trzeba ptaki przestawiać na ich własny jadłospis tym bardziej, że owady się już pobudziły a na drzewach są świeże pączki. Zamiast karmnika wiszą teraz dzwonki wietrzne, które zrobiłam z muszelek i mała solarna lampka... Lubię dzwonki wietrzne ale mojemu mężowi zawsze przeszkadza jak za bardzo grają - takie z muszelek są w sam raz, wydają tylko przyjemny cichy stukot.


Dla mnie wiosna zaczyna się zawsze gdy pojawiają się w okolicy mewy - domyślam się, że to dziwnie brzmi a jednak tak jest. W pobliżu mojego dawnego ale i obecnego mieszkania są zbiorniki wodne. Całą zimę i jesień jest cicho ale jak słyszę skrzekot mewowatych to znaczy, że zima już odpuściła. One wiedzą w końcu najlepiej, że mogą już przylecieć, bo nie ma lodu i jest co jeść...
Jedna jaskółka wiosny nie czyni ale dwie mewy już jak najbardziej...


Na sam koniec wrzucam jeszcze obowiązkowo moją ulubioną wiosenną pieśń - jak zresztą co roku. Nie pamiętam, czy ją już gdzieś pod jakiś post nie przypięłam ale przecież nic nie szkodzi jak pojawi się po raz drugi. Właściwie to jest piosenka o lecie nie o wiośnie ale jakoś tam mi się bardzo wiosennie kojarzy... Na slajdach można obejrzeć sobie piękne okolice Yorkshire - ot tak,  żeby po takich widoczkach, wiosna była dla nas jeszcze przyjemniejsza.





CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

niedziela, 2 kwietnia 2017

Budzące się róże...

Dwa tygodnie temu znajomy pszczelarz pokazał mi filmik ze swojego ula. Bzyczało na nim stadko pszczół. Zapytałam, czy filmik jest tegoroczny. Odparł, że tak, jak najbardziej. Pomyślałam wówczas, że zima już  nie wróci i można spodziewać się raczej cieplejszych dni. Chyba się nie pomyliłam, gdyż wczoraj spotkałam dzikie pszczoły na swoim balkonie. Przyleciały do niezapominajki - tej samej co, do której obawiałam się, że może posadziłam ją za wcześnie.


Przez ten niedługi czas bardzo ładnie się rozrosła. Dzikie pszczoły mają teraz w czym wybierać, bo tam, gdzie obecnie mieszkam jest niewielka łączka, na której rozsiało się sporo roślinek. Widziałam już szafirki, cebulice, krokusy, przebiśniegi i mnóstwo, mnóstwo fiołków. Natura jest bardzo sprytna. Rośliny znajdą drogę ucieczki nawet z balkonowych skrzynek (część to może być też jakaś pozostałość po ogródkach pod balkonami - szkoda, że niewiele osób dzisiaj je prowadzi).

(róże też się wybudziły)

U mnie kwitną jeszcze krokusy. Z kosaćców karłowatych obawiam się, że niestety nic nie będzie. Nie tyle chyba mi wymarzły co, zawilgotniały gdy śnieg się rozpuścił. W tym roku było go sporo. Jeśli posadzę je na przyszły rok to w dużo większej donicy (a to z tego względu, że rośliny w dużych donicach zimują znacznie lepiej, ziemia nie przemarza tak szybko i wszystko jest łatwiejsze do opanowania). Za to dzwonki karpackie poradziły sobie w małej doniczce koncertowo. Warunki nie zrobiły na nich najmniejszego wrażenia, dosypałam im trochę ziemi i bardzo ładnie się rozrastają.



Z moich roślin odbija jeszcze szałwia omszona, którą dostałam od ciotki w zeszłym roku oraz kocimiętka. Kocimiętka to jest prawdziwy terminator. Zaraz będę musiała ją ciąć, tak się rozrasta a posadziłam ją w małej doniczce bez dna, żeby nie przeszkadzała zanadto róży Glamis Castle. Nie wiem, czy nie dostanie z tej donicy eksmisji, bo Glamis w zeszłym roku chorowała na czarnoplamistość i zbytnie zachwaszczenie nie będzie jej sprzyjać. Jeśli ktoś ma doświadczenie z wpływem nazbyt bujnych roślin w pobliżu na tę chorobę poproszę o radę w komentarzu. Z drugiej strony naprawdę chylę czoła przed osobą, od której kupiłam tę sadzonkę. Piękne lawendowe kwiaty a roślina nie do zdarcia. Mieć w pobliżu rolniczy targ to prawdziwy skarb - a mam go całe 20 minut od siebie na piechotę.


(tak kocimiętka wygląda już teraz - ciekawe kiedy przy takim wzroście zakwitnie?)

Co do najważniejszych mieszkanek mojego małego balkonu to są już oporządzone w całości. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie uwinęłam się ze wszystkim. Najpierw zajęłam się usunięciem potencjalnych śmieci z donicy oraz przędziorkiem, potem gdy pogoda zrobiła się ładna, przycięłam je i podałam miedzian. Dostały też po małej łyżeczce nawozu dla róż. Donice od dołu są dalej otulone i będą takie do zimnych ogrodników. Na razie wszystko ładnie się rozwija - łącznie z Souvenir de la Malmaison Climbing. Przyjechała kilka dni temu. Tym razem bez żadnych zgrzytów została namoczona, posadzona w dużej, wysokiej donicy, porządnie podlana i chyba jest ok.


Ponieważ jest drugi kwietnia zdjęłam też karmnik. Od tygodnia prawie nie sypałam już tam pożywienia a wcześniej uzupełniałam pokarm coraz rzadziej - to już ta pora gdzie trzeba ptaki przestawiać na ich własny jadłospis tym bardziej, że owady się już pobudziły a na drzewach są świeże pączki. Zamiast karmnika wiszą teraz dzwonki wietrzne, które zrobiłam z muszelek i mała solarna lampka... Lubię dzwonki wietrzne ale mojemu mężowi zawsze przeszkadza jak za bardzo grają - takie z muszelek są w sam raz, wydają tylko przyjemny cichy stukot.


Dla mnie wiosna zaczyna się zawsze gdy pojawiają się w okolicy mewy - domyślam się, że to dziwnie brzmi a jednak tak jest. W pobliżu mojego dawnego ale i obecnego mieszkania są zbiorniki wodne. Całą zimę i jesień jest cicho ale jak słyszę skrzekot mewowatych to znaczy, że zima już odpuściła. One wiedzą w końcu najlepiej, że mogą już przylecieć, bo nie ma lodu i jest co jeść...
Jedna jaskółka wiosny nie czyni ale dwie mewy już jak najbardziej...


Na sam koniec wrzucam jeszcze obowiązkowo moją ulubioną wiosenną pieśń - jak zresztą co roku. Nie pamiętam, czy ją już gdzieś pod jakiś post nie przypięłam ale przecież nic nie szkodzi jak pojawi się po raz drugi. Właściwie to jest piosenka o lecie nie o wiośnie ale jakoś tam mi się bardzo wiosennie kojarzy... Na slajdach można obejrzeć sobie piękne okolice Yorkshire - ot tak,  żeby po takich widoczkach, wiosna była dla nas jeszcze przyjemniejsza.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top