Wosk na sadzonkach - co z nim robić?

Ostatnio miałam dużo zapytań o wosk na sadzonkach... Od razu powiem, że sama nie spotykam się raczej z taką formą zabezpieczenia róży. Zwykle dostaję korzeń oblepiony w torf, ostatnio też w wilgotną tkaninę. Z torfem sprawa jest prosta. Trochę go rozkruszam ręką, resztę zostawiam i taką różę moczę. I właściwie z woskiem można postąpić podobnie.


Wosk którym czasem pokrywa się sadzonki to tak naprawdę specjalistyczna parafina do celów ogrodniczych. Chroni przed utratą wilgoci ale stosuje się ją również jako opatrunek dla roślin. Woskiem zabezpiecza się połączenie podkładki z szczepem oraz delikatne korzenie przed urazami mechanicznymi. Wosk jako metodę zabezpieczania sadzonki chyba najczęściej można spotkać w wypadku winorośli.






(a przy okazji winogron, to nasze wino z zeszłego lata i ogrodnik, który je doglądał ;))

Są dwie szkoły dotyczące pozbywania się takiego wosku. Pierwsza mówi, że wosk należy pozostawić w spokoju a mocny system korzeniowy rośliny i tak sobie poradzi przebijając wosk.

Druga jest trochę bardziej skomplikowana i ryzykowna. Polega na zanurzeniu rośliny dosłownie na ułamek sekundy w wodzie o temperaturze 70 stopni. Domyślacie się pewnie co, się może stać jeśli nie macie wprawy w takiej metodzie? 

Jestem tu tylko teoretykiem nie testowałam ani jednej ani drugiej metody. Nie wiem, czy fakt że narazimy korzenie na chwilkę na takie ciepło ale pozbędziemy się wosku ma jakiś większy wpływ na szybszy rozwój korzenia i lepsze ukorzenienie się. Zapraszam do komentowania jeśli ktoś sadził róże na te dwa sposoby i ma wiedzę jak to wpływa później na rozwój sadzonki. Ponoć zdarza, że gdy różę zabezpiecza się torfem to również jest ona pokryta cienką warstwą wosku. Ponieważ nigdy nie usuwam tego torfu w całości, mogłam nawet nie zauważyć dodatkowego okrycia. Moje róże poradziły sobie wówczas bez większej ingerencji. 

Najgorszą sytuacją jest w ogóle niezabezpieczony korzeń. Jeśli gdzieś kupicie taką różę, pamiętajcie - sadźcie ją jak najszybciej. Moja teściowa kiedyś zakupiła tego typu sadzonki, gdzieś na rolniczym targu. Musiały już trochę leżeć a dodatkowo czekała je dłuższa podróż. W efekcie wszystkie sadzonki padły. Od tej pory staram się pamiętać, że zakup takich róż mogę planować tylko w sytuacji, gdy mam możliwość szybko je posadzić lub zabezpieczyć przed utratą wilgoci....  

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Raczej bałbym się zamoczyć sadzonki i jakoś nie wyobrażam sobie, żebym miał kiedykolwiek korzystać z tej metody. Ale jestem bardzo ciekawy, czy inne osoby odważyły się skorzystać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

sobota, 8 kwietnia 2017

Wosk na sadzonkach - co z nim robić?

Ostatnio miałam dużo zapytań o wosk na sadzonkach... Od razu powiem, że sama nie spotykam się raczej z taką formą zabezpieczenia róży. Zwykle dostaję korzeń oblepiony w torf, ostatnio też w wilgotną tkaninę. Z torfem sprawa jest prosta. Trochę go rozkruszam ręką, resztę zostawiam i taką różę moczę. I właściwie z woskiem można postąpić podobnie.


Wosk którym czasem pokrywa się sadzonki to tak naprawdę specjalistyczna parafina do celów ogrodniczych. Chroni przed utratą wilgoci ale stosuje się ją również jako opatrunek dla roślin. Woskiem zabezpiecza się połączenie podkładki z szczepem oraz delikatne korzenie przed urazami mechanicznymi. Wosk jako metodę zabezpieczania sadzonki chyba najczęściej można spotkać w wypadku winorośli.






(a przy okazji winogron, to nasze wino z zeszłego lata i ogrodnik, który je doglądał ;))

Są dwie szkoły dotyczące pozbywania się takiego wosku. Pierwsza mówi, że wosk należy pozostawić w spokoju a mocny system korzeniowy rośliny i tak sobie poradzi przebijając wosk.

Druga jest trochę bardziej skomplikowana i ryzykowna. Polega na zanurzeniu rośliny dosłownie na ułamek sekundy w wodzie o temperaturze 70 stopni. Domyślacie się pewnie co, się może stać jeśli nie macie wprawy w takiej metodzie? 

Jestem tu tylko teoretykiem nie testowałam ani jednej ani drugiej metody. Nie wiem, czy fakt że narazimy korzenie na chwilkę na takie ciepło ale pozbędziemy się wosku ma jakiś większy wpływ na szybszy rozwój korzenia i lepsze ukorzenienie się. Zapraszam do komentowania jeśli ktoś sadził róże na te dwa sposoby i ma wiedzę jak to wpływa później na rozwój sadzonki. Ponoć zdarza, że gdy różę zabezpiecza się torfem to również jest ona pokryta cienką warstwą wosku. Ponieważ nigdy nie usuwam tego torfu w całości, mogłam nawet nie zauważyć dodatkowego okrycia. Moje róże poradziły sobie wówczas bez większej ingerencji. 

Najgorszą sytuacją jest w ogóle niezabezpieczony korzeń. Jeśli gdzieś kupicie taką różę, pamiętajcie - sadźcie ją jak najszybciej. Moja teściowa kiedyś zakupiła tego typu sadzonki, gdzieś na rolniczym targu. Musiały już trochę leżeć a dodatkowo czekała je dłuższa podróż. W efekcie wszystkie sadzonki padły. Od tej pory staram się pamiętać, że zakup takich róż mogę planować tylko w sytuacji, gdy mam możliwość szybko je posadzić lub zabezpieczyć przed utratą wilgoci....  

1 komentarz:

  1. Raczej bałbym się zamoczyć sadzonki i jakoś nie wyobrażam sobie, żebym miał kiedykolwiek korzystać z tej metody. Ale jestem bardzo ciekawy, czy inne osoby odważyły się skorzystać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top