Obie róże, które ostatnio posadziłam na swoim balkonie mają w sobie urok "starej Anglii". Pochodzą z XIX wieku i czasy swoich triumfów świeciły za panowania królowej Wiktorii oraz jej następcy Edwarda. Ogólnie rzec biorąc Souvenir de la Malmaison jest trochę starsza i bardziej francuska z charakteru. Przy czym ja posiadam akurat jej pnący sport, będący dziełem Anglika Charlesa Bennetta i pochodzący z roku 1892. Można więc zaryzykować twierdzenie, że jest angielskim wydaniem popularnej, francuskiej róży. Glorie de Djion to typowa wiktoriańska piękność i chociaż też jest tworem Francuzów to wielką popularność zyskała w całym ówczesnym świecie, w tym w USA i Wielkiej Brytanii. Na wyspie Wigth zdobiła ponoć prawie każdy dom.
Obiecałam, że wypowiem się w momencie kiedy, te dwie kapryśnice już trochę u mnie pobędą i zaczną kwitnąć. Każda z nich jakby na próbę wypuściła po jednym kwiecie. Souvenir de la Malmaison nie urzekła mnie ani zapachem ani wyglądem tego pojedynczego kwiatu. Acz nie sądzę, że to jest jej ostatnie słowo. Ona dopiero pokaże, co potrafi na drugi rok, jeśli przezimuje bez nadmiernych komplikacji. Póki co zadziwia swoim rozwojem. Jest w donicy, była podsadzona wczesną wiosną a ma już dobre 1,7 metra! I cały czas rośnie w górę. Przegoniła już dzikie wino, jeszcze trochę i zacznie zahaczać o dach. Fakt, że dostała bardzo głęboką, dużą donicę ale mimo wszystko, jak na balkonowe warunki to rośnie jak szalona. Inwestuje w rozwój i zobaczymy, czy jeszcze wypuści jakiś pąk kwiatowy, czy zrobi to dopiero na przyszły rok. Swoją drogą dokładnie tak samo zachowywał się Comte de Chambord pierwszy rok po posadzeniu i okazał się najlepszą różą na balkon z wszystkich moich dotychczasowych eksperymentów. Souvenir de la Malmaison cl. liście ma wielkie, zdrowe, zielone, żadne choróbsko, póki co do niej nie lgnie, trochę przędziorka się na niej pojawiło ale tylko na spodnich liściach. Jak na razie zapowiada się ciekawie, zobaczymy co z tego wyniknie.
Glorie de Djion, którą u Państwa Chodunów nazwano po prostu Gloria ma kilka pąków oprócz tego, który już otworzyła. Ten pierwszy był absolutnie olśniewający. W życiu nie widziałam takiego kwiatu: forma, zapach, kolor, wszystko niesamowite i bardzo oryginalne. Płatki rzeczywiście jak pomięte chusteczki, właściwie to w trzech kolorach - biały na zewnątrz, później morelowy, następnie różowy. Zapach? Mocny i trudny do określenia. Jakby owocowo-kwiatowe damskie perfumy wieczorowe. Róża warta zachodu i całe szczęście, że po pierwszej porażce nie odpuściłam jej sobie, bo trafiła w mój gust jak w dziesiątkę. To jest róża jedyna w swoim rodzaju. Jeżeli inne róże noisette są takie, to możemy tylko płakać nad sobą, że nie bardzo chcą się chować w naszym klimacie. Niestety musi być także jakieś "ale". Oprócz tego, że jest wrażliwa na mróz to widać, że jest bardzo podatna na czarnoplamistość. Nie wiem, czy coś w rosarium, czy przechowywanie przez dwa dni w ogrodzie na wsi bez przesadzenia, czy w ogóle cały ten transport ale przywlokłam ją już z objawami czarnoplamistości a po kilku dniach okazało się, że rzeczywiście grzyb się na niej już rozwija. Na razie usunęłam zarażone liście, dostała jedną dawkę topsinu i jest nieźle. Nie przeszkadza jej to w kwitnieniu ale trzeba będzie ją pryskać i pilnować.
Podsumowując obie róże zapowiadają się bardzo ciekawie. Niewątpliwie wymagają od właściciela zaangażowania i opieki ale są tego warte a nawet jest to mała cena za ich piękno. Zachwycą miłośnika antyków, romantyka, wielbiciela czasów dawnych i minionych. Dawna chwała różanych ogrodów skrywa się pod ich postacią - żadna róża nowoczesna nam tego nie da.
Mogę w pewnym sensie powiedzieć że, mam u siebie dwie siostry. Souvenir de la Malmaison cl. jest bowiem sportem Souvenir de la Malmaison a Glorie de Dijon to krzyżówka Dezprez a Fleur Jaune i Souvenir de la Malmaison - są więc blisko ze sobą spokrewnione. Glorie de Djion nazywa się również Old Glory i trzeba przyznać że, angielska nazwa tej róży zdaje w dzisiejszych czasach dużo dla niej odpowiedniejsza i nabiera nowego znaczenia. W wolnym tłumaczeniu ta róża nazywa się "Dawna Chwała" i jest to imię, które pasuje do niej idealnie. Ma ona w sobie niezwykły i zarazem staroświecki urok zapomnianych róż.
Obiecałam, że wypowiem się w momencie kiedy, te dwie kapryśnice już trochę u mnie pobędą i zaczną kwitnąć. Każda z nich jakby na próbę wypuściła po jednym kwiecie. Souvenir de la Malmaison nie urzekła mnie ani zapachem ani wyglądem tego pojedynczego kwiatu. Acz nie sądzę, że to jest jej ostatnie słowo. Ona dopiero pokaże, co potrafi na drugi rok, jeśli przezimuje bez nadmiernych komplikacji. Póki co zadziwia swoim rozwojem. Jest w donicy, była podsadzona wczesną wiosną a ma już dobre 1,7 metra! I cały czas rośnie w górę. Przegoniła już dzikie wino, jeszcze trochę i zacznie zahaczać o dach. Fakt, że dostała bardzo głęboką, dużą donicę ale mimo wszystko, jak na balkonowe warunki to rośnie jak szalona. Inwestuje w rozwój i zobaczymy, czy jeszcze wypuści jakiś pąk kwiatowy, czy zrobi to dopiero na przyszły rok. Swoją drogą dokładnie tak samo zachowywał się Comte de Chambord pierwszy rok po posadzeniu i okazał się najlepszą różą na balkon z wszystkich moich dotychczasowych eksperymentów. Souvenir de la Malmaison cl. liście ma wielkie, zdrowe, zielone, żadne choróbsko, póki co do niej nie lgnie, trochę przędziorka się na niej pojawiło ale tylko na spodnich liściach. Jak na razie zapowiada się ciekawie, zobaczymy co z tego wyniknie.
Glorie de Djion, którą u Państwa Chodunów nazwano po prostu Gloria ma kilka pąków oprócz tego, który już otworzyła. Ten pierwszy był absolutnie olśniewający. W życiu nie widziałam takiego kwiatu: forma, zapach, kolor, wszystko niesamowite i bardzo oryginalne. Płatki rzeczywiście jak pomięte chusteczki, właściwie to w trzech kolorach - biały na zewnątrz, później morelowy, następnie różowy. Zapach? Mocny i trudny do określenia. Jakby owocowo-kwiatowe damskie perfumy wieczorowe. Róża warta zachodu i całe szczęście, że po pierwszej porażce nie odpuściłam jej sobie, bo trafiła w mój gust jak w dziesiątkę. To jest róża jedyna w swoim rodzaju. Jeżeli inne róże noisette są takie, to możemy tylko płakać nad sobą, że nie bardzo chcą się chować w naszym klimacie. Niestety musi być także jakieś "ale". Oprócz tego, że jest wrażliwa na mróz to widać, że jest bardzo podatna na czarnoplamistość. Nie wiem, czy coś w rosarium, czy przechowywanie przez dwa dni w ogrodzie na wsi bez przesadzenia, czy w ogóle cały ten transport ale przywlokłam ją już z objawami czarnoplamistości a po kilku dniach okazało się, że rzeczywiście grzyb się na niej już rozwija. Na razie usunęłam zarażone liście, dostała jedną dawkę topsinu i jest nieźle. Nie przeszkadza jej to w kwitnieniu ale trzeba będzie ją pryskać i pilnować.
Podsumowując obie róże zapowiadają się bardzo ciekawie. Niewątpliwie wymagają od właściciela zaangażowania i opieki ale są tego warte a nawet jest to mała cena za ich piękno. Zachwycą miłośnika antyków, romantyka, wielbiciela czasów dawnych i minionych. Dawna chwała różanych ogrodów skrywa się pod ich postacią - żadna róża nowoczesna nam tego nie da.







