featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędziorki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędziorki. Pokaż wszystkie posty

Ratunek dla róż - zwalczanie skoczka różanego

Szkodniki, upały i susza - czyli gorsza strona lata

Róże i przędziorek - czyli czego nie należy robić

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędziorki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędziorki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

Ratunek dla róż - zwalczanie skoczka różanego

Tak dużo do opowiedzenia a tak mało czasu. Remont pochłania większość moich wolnych chwil po pracy ale róże są już na nowym balkonie. Brakuje tylko Glamis Castle, która nie przyjechała jeszcze z rodzinnej wsi. Niestety róże wróciły do mnie w stanie wymagającym reperacji...

Comte de Chambord - z lekkimi objawami ataku skoczka różanego
 Wyraźnie chorująca Rose de Rescht

Muszę przyznać, że naprawdę widzę efekty podjęcia i nie podjęcia wiosennych prac przy różach donicowych. Niby te kilka zabiegów ale zdrowie krzewu wyraźnie się wówczas poprawia. Z całego mojego zbioru przekazanego rodzinie i przyjaciołom do przechowania na czas remontu i przeprowadzki ostały mi się trzy róże. Angielka przechowywana na wsi muszę przyznać, jest w stanie genialnym. Po prostu wkopano ją w ziemię na zimę i jak widać świetnie się ta metoda sprawdziła. Ale to akurat moja nowa róża zakupiona na jesień.

Pozostałe kilkulatki mają się niestety gorzej. Comte de Chambord wygląda nieźle acz mogłaby wyglądać lepiej. Kwitnie jednak dalej uparcie i bardzo obficie, co po raz kolejny dowodzi wybitności tej odmiany. Można ją z czystym sercem polecić nawet początkującemu miłośnikowi róż, tym bardziej, że sama odmiana jest dość niedroga w porównaniu do róż angielskich i nowoczesnych.

Rose de Rescht jak na tego rodzaju różę wygląda zaś koszmarnie. Ewidentnie chyli się ku upadkowi i widzę, że już walczę o jej życie nie tylko o zdrowie. Wygląda jakby była mieszańcem herbatnim, kilka wybujałych pędów na praktycznie gołym krzaku. Taka forma dla takiej róży, to wręcz obraza. Znalazłam na niej trzy rodzaje szkodników: mszyce, skoczka różanego i przędziorka. Na Comte de Chambord oczywiście skoczek różany również się zadomowił acz nie w takiej ilości. Odbierając róże od znajomego ogrodnika dostałam środek ochrony roślin. W pierwszym odruchu zamierzałam go użyć, jednak ostatecznie zrezygnowałam. Rose de Rescht wyglądała na tak osłabioną, że dawka silnej chemii mogłaby się na niej odbić niekorzystnie. Postanowiłam spróbować innej metody. Mszyce i skoczka różanego po prostu zmyłam i zgniotłam. Zrobiłam "na oko" odwar z cebuli i czosnku, rozcieńczyłam go nieco zimną wodą, zanurzyłam w nim papierowy ręcznik i listek po listku na obu różach przemywałam zabijając każdego skoczka i mszyce. Wilgoć i oczyszczanie liści powinno również zahamować rozwój przędziorka.
Następnego poranka zrobiłam przegląd liści, już bez przemywania i od tej pory robię go praktycznie codziennie zgniatając te skoczki, które jeszcze się ostały. Na noc pryskam dodatkowo liście odwarem.

 Róża zaatakowana przez skoczka różanego

Obawiałam się, że Rose de Rescht ma jeszcze coś nie tak z korzeniami. Jakby przemarzły lub zawilgotniały a może jedno i drugie. Wymiotłam całą wierzchnią warstwę ziemi, wyrzuciłam wszystko, co w tej donicy było. Dałam jej świeżą warstwę i zamówiłam biosept activ do podlewania. Słyszałam dobre opinie o tym preparacie, nie byłam pewna czy wspomoże różę w moim przypadku ale postanowiłam spróbować. I o to co ujrzałam po kilku dniach:

świeży pąk Rose de Rescht

Taki ekologiczny acz pracochłonny zabieg ochronny, chyba zaczyna działać - nie chcę zapeszać ale mam nadzieję, że uda mi się uratować Rose de Rescht. Odpukać w niemalowane...

niedziela, 30 sierpnia 2015

Szkodniki, upały i susza - czyli gorsza strona lata

Druga połowa lata była dla moich roślin naprawdę niszcząca. Mam balkon i okna od strony południowo-zachodniej dzięki czemu wszystko nagrzewało się jeszcze bardziej. Temperatura dochodziła do ponad 40 stopni. Teraz gdy pogoda się uspokoiła mogę zrobić bilans strat i spróbować wyciągnąć z tego jakieś wnioski.  




Rosa Mundi, którą trzymałam przez jakiś czas na parapecie nie przetrwała tych okropnych upałów i jest to moja najboleśniejsza strata. Padła również cała i to cała bez wyjątku sałata a i z ogórecznika niewiele zostało. O ile ogórecznika i późną sałatę mogę wysiać ponownie i po jakiś dwóch tygodniach mieć wystarczającą ilość liści do kanapek czy sałatki o tyle Rosa Mundi przepadła na dobre. Wraz z upałami i suchym powietrzem pojawiła się plaga przędziorków - i to mimo tego, że prawie codziennie późnym wieczorem zraszałam moje róże wywarem z cebuli albo czosnku. Mam przędziorki co roku, jestem na nie przygotowana ale takiego ataku jeszcze nie widziałam. Po dwukrotnym użyciu chemii (oczywiście tylko w nocy tak by nie szkodzić ani trzmielom ani sąsiadom) w końcu chyba zniszczyłam tę kolonię. Niestety patrząc na Rose de Resht zastanawiam się, czy przędziorki nie zahamowały jej rozwoju albo czy nie została w inny sposób uszkodzona z powodu temperatury. Brak świeżych pędów wydaje mi się niepokojący a szok wywołany przegrzaniem może być widoczny nawet dopiero po roku. Z tego względu, że Rose de Resht jest dość odporna na upały podejrzewam jednak przędziorki. Pozostałe róże mają uszkodzone przez przędziorki liście ale głównie na dole krzewu - poza tym rozwijają się prawidłowo. Liście z wyraźnymi uszkodzeniami usuwam. Nic za to nie stało się ani papryczkom chili ani pomidorom - widać nie srogi im gorący i suchy klimat. 

Nie tylko mój balkon padł ofiarą upałów i suszy. O ile mogłam odpowiednio nawadniać rośliny w donicy to okoliczne krzewy i kwiaty były  zdane wyłącznie na siebie i skromne opady deszczu. Widzę, że bardzo wiele roślin ma pozwijane w rulony liście, widoczne oznaki chorób grzybowych a przędziorki są wszechobecne. Naprawdę przydałby się przynajmniej tydzień intensywnych opadów... 



Nie lubię narzekać - każda sytuacja jest po to, by czegoś nas nauczyć. Wyciągnięcie odpowiednich wniosków może być tym bardziej ważne, skoro coraz częściej mówi się, że suche, gorące lata mogą stać się nieodłączną częścią naszego klimatu. Co możemy więc zrobić? W wypadku róż oraz innych roślin ważnym czynnikiem wyboru odmiany powinna stać się ich odporność na wahania temperatury, upał oraz mróz. Jeśli posiadamy mniej odporne rośliny, postarajmy wybrać dla nich mniej gorące miejsce albo zaopatrzyć się w parasolki z ochroną UV. Ochronią nas i nasze rośliny przynajmniej przed bezpośrednimi promieniami. Wybierajmy również donice w jasnych odcieniach w miarę możliwości z nienagrzewających się materiałów. Kolejna zasada jest stara jak świat niestety sama nie zawsze o niej pamiętam. Podlewamy rośliny wieczorem, tak by nie poparzyły się od wody. Szczególnie niebezpieczna jest woda, która przypadkowo osadzi się na liściach, działa bowiem jak soczewka przypalając roślinę. Uszkodzone przez słońce albo szkodniki liście i kwiaty usuwamy.  Ponadto staramy się dbać o środowisko. Niestety anomalie pogodowe, przynajmniej częściowo są wynikiem także naszej działalności... Poniekąd warto też spróbować po prostu dostosować się do zmian wybierając rośliny o małych potrzebach pokarmowych. Pozwoli nam to oszczędzić wodę w czasach  jej niedoboru. Pamiętajmy, że niektóre odmiany szałwii i lawendy bardzo dobrze czują się w takich warunkach a to sprawia, że wcale nie musimy rezygnować z tego co pożyteczne i piękne zarazem. Również dobrze nawożone róże poradzą sobie z mniejszą dawką wody. 

piątek, 20 lutego 2015

Róże i przędziorek - czyli czego nie należy robić

Któryś z moich sąsiadów postawił skrzynkę z różami na parapecie w korytarzu. Szybko stała się dla mnie przykładem tego, jak nie należy z kwiatami postępować. Nie jest to ładny widok:


Wygląda jakby róże były od dawna niepodlewane i zwyczajnie uschły ale to nieprawda. Róże postawiono zimą w nadmiernie ciepłym i suchym miejscu a to równa się obniżeniu odporności i przędziorkom. Jeśli przyjrzycie się dobrze, zobaczycie charakterystyczną dla tego szkodnika pajęczynkę. Jest dosłownie wszędzie. 

O tej porze roku przędziorki na zewnątrz są w uśpieniu, ale te mogły zostać przyniesione wcześniej razem z różami lub z jeszcze ciepłym nurtem jesiennego powietrza. Przędziorek niestety podróżuje z prądami wiatru i łatwo przypadkowo przytachać go ze sobą.Wysoka temperatura sprawiła, że miał idealne warunki rozwoju a właściciel różanej skrzynki najwyraźniej nie rozpoznał zagrożenia. 


przędziorek chmielowiec

Nie bez przyczyny przy hodowli pojemnikowej zaleca się stawianie krzewów w możliwie najbardziej przewiewnych miejscach, gdzie róży nie grozi nadmierne przesuszenie. Jest również bardzo ważne aby pomieszczenie dla zimujących róż miało temperaturę koło 5 stopni i odpowiednią wilgotność. Czasami lepiej jest zabezpieczyć donicę i pozostawić skrzynkę na balkonie, niż ustawiać róże w zbyt gorącym pomieszczeniu. 

Właściwa temperatura chroni nie tylko przed przędziorkiem ale ma również znaczenie dla zdrowia naszych krzewów. Róża potrzebuje niższej temperatury, by wejść w stan uśpienia. Jeśli tego nie zrobi na drugi rok będzie osłabiona, co odbije się na jej kwitnięciu. 


papryka opanowana przez przędziorki

Jeśli w zeszłym roku mieliśmy problem z przędziorkiem powinniśmy teraz zastosować Promanal 60 EC. Jest to ekologiczny środek owadobójczy. Niszczy on zimujące szkodniki i jednocześnie nie wyrządza szkody środowisku. Ważne by użyć go zanim nasze róże się obudzą a przędziorki zaczną żerować. Dobrą porą na użycie środka będzie więc luty i marzec - pogoda powinna być słoneczna a temperatura wynosić koło 10 stopni. 

Jak widać na pierwszym zdjęciu, w mojej okolicy takie profilaktyczne opryski bywają przydatne - przędziorek dokucza mi średnio dwa razy w sezonie. Jest szkodnikiem, który lubi nawracać. Gdy tylko się pojawi, staram się opłukiwać roślinę wodą ale jeśli rozmnaża się nadmiernie stosuję Magnus 200 SC - robiąc oczywiście oprysk dopiero po zmroku, a to ze względu na owady zapylające. Będę to powtarzać na blogu do znudzenia: środków ochrony roślin, nie wolno używać w ciągu dnia (wyjątkiem są ekologiczne i naturalne środki), by nie szkodzić pożytecznym stworzeniom: dzikim pszczołom i trzmielom. Co ciekawe stosując do ochrony roślin mydło potasowe czy np. mydło biały jeleń również powinniśmy bardzo uważać, ponieważ działa ono na wszystkie owady także i te pożyteczne. 

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top