featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoczek różany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoczek różany. Pokaż wszystkie posty

Róże w lepszej kondycji

Ratunek dla róż - zwalczanie skoczka różanego

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoczek różany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoczek różany. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Róże w lepszej kondycji

Nie mam łatwego sezonu. Po zabraniu tego, co przetrwało z przeprowadzki przez mój balkon przetoczyły się egipskie plagi. Ostatni taki sezon miałam ze trzy - cztery lata temu. Choroby grzybowe zniszczyły wtedy większą część moich róż. Tegoroczną stratę postanowiłam uzupełnić zamawiając Mary Rose - jak na złość okazało się, że przez przypadek dostałam egzemplarz z początkami mączniaka. 

 Mary Rose po kuracji...

Ściągnęłam ją z niesprawdzonej wcześniej szkółki i traf chciał, że tym razem miałam pecha. Generalnie skończyło się na gorzkim liście do sprzedawcy, przeprosinach ze zwrotem pieniędzy zaś ogołocona z części liści i plamami po topsinie Mary Rose jakoś dochodzi do siebie. W zeszłym tygodniu przywiozłam również ładnie rozwijającą się Glamis Castle - niestety okazało się, że przeżywa  atak mszyc. Tak więc mam już komplet - mszyce, przędziorki (oczywiście też się pojawiły a jakże), skoczka i mączniaka.

Ale nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie. Poprzednim razem przy tak kiepskim sezonie dużo się nauczyłam o chorobach róż. Dzięki temu teraz udało mi się zareagować szybciej i moje krzewy zaczynają już odbijać. Nawet Rose de Resht, która była w bardzo złym stanie, jeśli lato dalej będzie łagodnie, daje nadzieję na przyszłość. Jakiś czas temu opisywałam jak radziłam sobie ze skoczkiem różanym i możliwymi problemami z korzeniami: wstrzymałam się z użyciem chemii, gdyż bałam się dodatkowego osłabienia Rose de Resht, skoczka tępiłam ręcznie, róże wsparłam opryskiem z cebuli i czosnku oraz podlewaniem bioseptem. Dzisiaj widzę, że to w zupełności wystarczyło. 

 Świeże pąki Rose de Resht

Z mączniakiem nie mogłam postąpić tak łagodnie. Widziałam już co mączniak potrafi zrobić z różami. Wszystkie moje róże dostały topsin a z Mary Rose usunęłam porażone pędy. Nie wyglądały po tym za ładnie ale mączniak chyba odpuścił na tyle, że nie stosowałam już powtórnego oprysku. Za to w donicach z różami posadziłam czosnek. Zawsze tak robię i wydaje mi się to dość skuteczną a przy tym zupełnie nieszkodliwą metodą, trzymania chorób grzybowych w ryzach.

Mszyce i przędziorki po prostu spłukałam wodą. Odczekałam aż od użycia topsinu miną dwa tygodnie i dodatkowo spryskałam róże agricolle. Ze względu na wciąż kręcące się w okolicy burze musiałam zabieg trochę odsunąć w czasie. Na szczęście przędziorek nie rozmnaża się gdy jest zbyt wilgotno. Agricolle to dość łagodny środek ale i tak na wszelki wypadek wszystkie środki ochrony roślin stosuje po zmroku. 

 Młode pędy obok śladów po żerowaniu skoczka

Obecnie wszystkie moje krzewy są już po pierwszym kwitnieniu z wyjątkiem Glamis Castle. Na chwilę obecną jest zielono ale to generalna przerwa w kwitnieniu. Przekwitłe kwiaty zostały usunięte a na ich miejsce pojawiły się nowe pąki i co cieszy mnie równie mocno, świeże pędy. Kiełkuje biały pachnący groszek i maciejka. Dosadziłam również nieco szałwii omszonej, która bardzo ładnie się przyjęła. Z poprzedniej kolekcji ziół udało mi się uratować jeszcze hyzop i wygląda jakby również powoli szykował się do kwitnienia.

Wszystko zaczyna jakoś wyglądać, trzeba teraz tylko czasu a natura zrobi resztę...

niedziela, 29 maja 2016

Ratunek dla róż - zwalczanie skoczka różanego

Tak dużo do opowiedzenia a tak mało czasu. Remont pochłania większość moich wolnych chwil po pracy ale róże są już na nowym balkonie. Brakuje tylko Glamis Castle, która nie przyjechała jeszcze z rodzinnej wsi. Niestety róże wróciły do mnie w stanie wymagającym reperacji...

Comte de Chambord - z lekkimi objawami ataku skoczka różanego
 Wyraźnie chorująca Rose de Rescht

Muszę przyznać, że naprawdę widzę efekty podjęcia i nie podjęcia wiosennych prac przy różach donicowych. Niby te kilka zabiegów ale zdrowie krzewu wyraźnie się wówczas poprawia. Z całego mojego zbioru przekazanego rodzinie i przyjaciołom do przechowania na czas remontu i przeprowadzki ostały mi się trzy róże. Angielka przechowywana na wsi muszę przyznać, jest w stanie genialnym. Po prostu wkopano ją w ziemię na zimę i jak widać świetnie się ta metoda sprawdziła. Ale to akurat moja nowa róża zakupiona na jesień.

Pozostałe kilkulatki mają się niestety gorzej. Comte de Chambord wygląda nieźle acz mogłaby wyglądać lepiej. Kwitnie jednak dalej uparcie i bardzo obficie, co po raz kolejny dowodzi wybitności tej odmiany. Można ją z czystym sercem polecić nawet początkującemu miłośnikowi róż, tym bardziej, że sama odmiana jest dość niedroga w porównaniu do róż angielskich i nowoczesnych.

Rose de Rescht jak na tego rodzaju różę wygląda zaś koszmarnie. Ewidentnie chyli się ku upadkowi i widzę, że już walczę o jej życie nie tylko o zdrowie. Wygląda jakby była mieszańcem herbatnim, kilka wybujałych pędów na praktycznie gołym krzaku. Taka forma dla takiej róży, to wręcz obraza. Znalazłam na niej trzy rodzaje szkodników: mszyce, skoczka różanego i przędziorka. Na Comte de Chambord oczywiście skoczek różany również się zadomowił acz nie w takiej ilości. Odbierając róże od znajomego ogrodnika dostałam środek ochrony roślin. W pierwszym odruchu zamierzałam go użyć, jednak ostatecznie zrezygnowałam. Rose de Rescht wyglądała na tak osłabioną, że dawka silnej chemii mogłaby się na niej odbić niekorzystnie. Postanowiłam spróbować innej metody. Mszyce i skoczka różanego po prostu zmyłam i zgniotłam. Zrobiłam "na oko" odwar z cebuli i czosnku, rozcieńczyłam go nieco zimną wodą, zanurzyłam w nim papierowy ręcznik i listek po listku na obu różach przemywałam zabijając każdego skoczka i mszyce. Wilgoć i oczyszczanie liści powinno również zahamować rozwój przędziorka.
Następnego poranka zrobiłam przegląd liści, już bez przemywania i od tej pory robię go praktycznie codziennie zgniatając te skoczki, które jeszcze się ostały. Na noc pryskam dodatkowo liście odwarem.

 Róża zaatakowana przez skoczka różanego

Obawiałam się, że Rose de Rescht ma jeszcze coś nie tak z korzeniami. Jakby przemarzły lub zawilgotniały a może jedno i drugie. Wymiotłam całą wierzchnią warstwę ziemi, wyrzuciłam wszystko, co w tej donicy było. Dałam jej świeżą warstwę i zamówiłam biosept activ do podlewania. Słyszałam dobre opinie o tym preparacie, nie byłam pewna czy wspomoże różę w moim przypadku ale postanowiłam spróbować. I o to co ujrzałam po kilku dniach:

świeży pąk Rose de Rescht

Taki ekologiczny acz pracochłonny zabieg ochronny, chyba zaczyna działać - nie chcę zapeszać ale mam nadzieję, że uda mi się uratować Rose de Rescht. Odpukać w niemalowane...

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top