featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa Mundi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa Mundi. Pokaż wszystkie posty

Rosa Mundi - róża piękna i pożyteczna...

Róże i filozofia czyli o pomyłce w rosarium...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa Mundi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa Mundi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2015

Rosa Mundi - róża piękna i pożyteczna...

Rosa Mundi to jedna z najstarszych odmian róż, jakie współcześnie znamy i wciąż możemy podziwiać. Ta odmiana przetrwała wiele wieków. Pierwsza wzmianka o Rosa Mundi pochodzi z 1581 roku. Róża została nazwana zaś na cześć kochanki Henryka II - Rosamund Clifford. Dosłowna nazwa róży znaczy tyle co "Róża Świata". Nosi też drugą nazwę, chociaż nie tak wdzięczną - Rosa Gallica Versicolor. Jest to róża francuska o bardzo ciekawym pochodzeniu. Rosa Mundi to sport jeszcze starszej odmiany Rosa Gallica Officinalis, czyli róży aptekarskiej. Róża aptekarska pochodzi sprzed roku 1160 i była powszechnie uznawana za roślinę lecznicą. Używali jej średniowieczni lekarze i aptekarze. Pewnego dnia na owej róży pojawił się kwiat inny od pozostałych - naturalna mutacja. Wyodrębniono go i w ten sposób powstała Rosa Mundi.


Co ciekawe Help Me Find ocenia różę aptekarską jako "dobra z plusem" ale jej potomkini dostała ocenę "doskonała". "Róża Świata" była swojego czasu bardzo popularną rośliną. Pojawiała się tu i ówdzie w Europie i na bliskim wschodzie. Była powszechnie wykorzystywana w lecznictwie i kosmetyce. W przedwojennej Polsce rosła w stanie dzikim. Ponoć do tej pory można gdzieniegdzie spotkać zdziczałą Rosa Mundi.


 Rosamund Clifford oczami malarza prerafaelity Johna Williama Waterhousa

Jak pisałam w jednym z wcześniejszych postów Rosa Mundi trzeba zobaczyć na żywo, żeby ją w pełni docenić. To zdrowa, silna odmiana i jednocześnie bardzo pożyteczna. Rosa Gallica Versicolor jest rośliną miododajną i użyteczną dla zapylaczy. Musi posiadać naprawdę sporo pyłku i nektaru ponieważ bardzo ciągną do niej owady. Od kiedy zakwitła mam codziennie wizytę kilku trzmieli, zdarzają się również dzikie pszczoły a nawet motyle. Te ostatnie widuję wyłącznie na Rosa Mundi.



Poza tym zawiązuje dość ładne owoce. Możemy z nich skorzystać sami lub zostawić je na krzewie do dyspozycji ptaków. Kilka krzewów Rosa Mundi może stworzyć naturalną stołówkę - wspomoże ptaki jesienią i zimą oraz będzie miłą ozdobą ogrodu, gdy kwiaty już przekwitną a liście zaczną opadać. Często zapomina się, że piękno róży kryje się nie tylko w płatkach. Czasami wiele czaru posiadają owoce lub barwa liści.



Rosa Mundi nie jest odmianą szczególnie zalecaną do donic ale u mnie przyjęła się i wygląda dobrze. Zauważyłam, że ma delikatne liście. Mogą się nieco uszkodzić podczas przestawiania donicy. Ponadto nie zagęszcza się tak bardzo jakbym chciała, ale nie jest u mnie długo i może wystarczy dać jej nieco czasu... Nie mniej wszystkie niedostatki nadrabia ilością zapylaczy i motyli jakie przywołuje - specjalnie przestawiłam ją w pobliże pomidorów. To jedna z tych róż, której pozytywny wpływ na środowisko można zobaczyć gołym okiem.

wtorek, 23 czerwca 2015

Róże i filozofia czyli o pomyłce w rosarium...

Jakiś czas temu pisałam, że moja róża Charles de Mills zachowuje się nieco dziwnie. Oto i ciąg dalszy tej historii. Niedawno wróciłam z urlopu. Zostawiłam na balkonie system nawadniania wykonany metodą chałupniczą i wyjechałam na ponad tydzień. W tym czasie moja rosa gallica zawiązała już dość ładne pąki kwiatowe i wiedziałam, że po powrocie będę mogła ujrzeć wreszcie swoje kwiaty. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam... zupełnie inną różą... No może nie tak dosłownie. Zamiast Charles de Mills zobaczyłam inną odmianę róży galicyjskiej. Powinnam była zacząć coś takiego podejrzewać... Mam swoje ulubione rosarium, w którym zaopatruję siebie i najbliższą rodzinę. Jestem z niego zadowolona. Wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego. Niech więc pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie pomylił się w pracy. Taka pomyłka mogła się wydarzyć. Pomylono dwie róże galicyjskie w postaci korzenia. Owszem różnią się one znacznie ale głównie wtedy gdy są bardziej rozwinięte. Ot, pojawił się kolejny minus dotyczący kupowania róż pod postacią korzenia i będę musiała mieć to na uwadze. 



W moim pierwszym odruchu poczułam rozczarowanie. Myślałam o napisaniu do rosarium z reklamacją. Nie tego chciałam. Kupuję zawsze konkretne odmiany, po wcześniejszym zapoznaniu się z nimi i starannym przemyśleniu całej sprawy. Nigdy nie biorę czegoś w ciemno. Drugą moją myślą było oczywiście pytanie "co to za róża"? Łatwo było mi odpowiedzieć ponieważ dostałam bardzo charakterystyczną odmianę. Jest to róża Gallica Versicolor nazywana także Rosa Mundi. Sport tak zwanej róży aptecznej. Ponieważ ostatnio zamierzałam kupić w prezencie taką różę dla krewnego na działkę tylko wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że po prostu dam mu swój niechciany sport. 

Zrobiłam jednak coś innego. Powiedziałam sobie "skoro już ją mam, czemu nie dać jej szansy?". I po krótkim czasie Gallica Versicolor zupełnie mnie oczarowała. Im bliżej ją poznawałam tym bardziej okazywała się fascynująca i piękniała w oczach. Trzeba na nią chyba patrzeć z bliska by ją właściwie ocenić. Zdjęcia nie oddają jej piękna. To jedna z najstarszych odmian europejskich. Przewędrowała Europę. Jest dwukolorowa ale mutacja powstała bez ingerencji człowieka. Róża średniowiecznych aptekarzy i królewskich ogrodów. Trzmiele latają do niej jak głupie. Jeśli hodujecie pomidory czy inne warzywa i zależy wam na przywabieniu zapylaczy pomyślcie o Rosa Mundi ponieważ u mnie wygrała nawet z chabrami. Ta róża zdecydowanie zasługuje na osobną i długą notkę.



Ale Rosa Mundi ma dzisiaj dla mnie jeszcze inne znaczenie. Jakiś czas później oglądałam wykład na temat stresu i sukcesu. Po tym wykładzie spojrzałam na swoją różę i uświadomiłam sobie coś niezwykłego. Często w życiu coś idzie pod górkę. Wydaje nam się, że ponieśliśmy porażkę. Stało się coś złego lub po prostu poszło nie po naszej myśli. Wpadamy w przygnębienie i ogarniają nas negatywne uczucia. Kiedy spotyka nas coś takiego mamy jednak wyjście, chociaż może o tym jeszcze nie wiemy. W moim przypadku miałam do wyboru zupełnie różne uczucia. Pracowałam przy tej róży ponad pół roku, włożyłam w nią tyle starań a okazała się być czymś zupełnie innym. Czymś czego nie chciałam. Znałam tę odmianę, nigdy nie chciałam jej kupić, bo do donic nadawała się średnio. Mogłam poczuć się oszukana przez tę nieszczęsną pomyłkę i złościć się. Dałoby mi to kilka dni złego samopoczucia. Potem oddałabym różę ze świadomością, że muszę zaczynać wszystko od nowa. Zamiast tego postanowiłam się nie złościć i "otworzyć" się na całą sytuację. Dzięki temu nie czułam dalej rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Znalazłam w swojej przypadkowej róży mnóstwo opowieści i inspiracji. Rosa Mundi stała się dla mnie świetną metaforą tego co spotyka nas czasem w życiu. Ustawiałam ją na parapecie i za każdym razem gdy na nią spoglądam, przypominam sobie tę życiową prawdę. Możemy sprawić by w naszym życiu nie było porażek. Wystarczy uświadomić sobie, że ich tak naprawdę nie ma. Są po prostu różne drogi... 

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top