featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkon. Pokaż wszystkie posty

Róże zakwitają o poranku...

Na chwilę przed kwitnieniem...

Róże po zimie - pielęgnacja w nowym wydaniu

Wiosna 2018

Pierwsze kwitnienie róż 2017

Róże na balkonie - róże pnące i pnącza

Kiedy zakwitną róże...

W oczekiwaniu na wiosnę...

Inspiracje - pierwsza przygoda z balkonowymi różami

Odmiany róż na balkon - część II

Wybieramy odmiany róż na balkon

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2019

Róże zakwitają o poranku...

Ciężko uwierzyć, że o tej porze roku niebo może być tak niebieskie i jasne, gdy jednocześnie jest tak chłodno. W domu pachnie przypaloną czekoladą w białej porcelanie, ale jeszcze nie różami. Bez intensywnego ciepła zapach nie chce rozwijać się tak dosadnie jak powinien. Jednak gdy stanie się pod krzewem Comte de Chambord i tak czuć wyraźną słodycz, którą już zawsze będę kojarzyła z konfiturami. Zakwitły na razie trzy moje krzewy: Glorie de Djion, Comte de Chambord i dzisiaj rano Pompon Blanc Parfait. Na tle bezchmurnego błękitu ich kolory wydają się niezwykle soczyste, chociaż Gloria od chłodnej i deszczowej pogody ma w tym roku blado żółte kwiaty. To naturalne u tej róży, że wybarwia się w zależności od panującej na zewnątrz aury. 






W tym roku kwitnienie jest naprawdę udane, jak na róże rosnące w donicach. Nie mogę się napatrzeć. Kwiaty Old Glory są tak obfite, że aż uginają się pod własnym ciężarem. Zachwyca mnie ta róża. Najchętniej siedziałabym z filiżanką kawy albo czekolady non stop na balkonie, ale i mnie i Duśkę po pięciu minutach wygania chłód. Tego poranka ubrałam się w sweter i szybko porobiłam jakieś zdjęcia. I tak nie oddają tego co czuje się wśród krzewów a przecież jeszcze nie wszystko kwitnie i wiele pąków wciąż czeka na rozwinięcie...





Ten rok był dla moich róż łaskawy, ale mam wrażenie, że też się wreszcie nauczyłam, jak ważne jest odpowiednie odżywienie podłoża, jego kwasowość i zasobność. Jakoś tyle lat nie docierało to do mnie, szczególnie jeśli idzie o kwasowość. Pompon Blanc Parfait zaczęła na początku maja trochę chorować. Bez wyraźnej przyczyny żółkła. Było na niej nieco mszycy, ale nie aż tak, by niszczała w taki sposób. Na pasku z odczynnikiem  do akwarium sprawdziłam PH. Doszło do skali, czyli 6,5 a z tego prosty wniosek, że musiało być więcej. Dodałam zakwaszacza i jak ręką odjął. To mi uświadomiło ciekawą rzecz na temat obornika. Jest świetnym, naturalnym nawozem, ale jednocześnie sprawia, że ziemia robi się zasadowa. W tym roku moje róże dostały więc mieszankę nawozu składającą się z obornika owczego wymieszanego z nawozem do róż oraz z zakwaszaczem. Dopiero taka mieszanka zdaje się być dla nich satysfakcjonująca.




Jestem strasznym kawoszem i chociaż w ciąży dostałam pozwolenie od mojej doktor na ledwo jedną fliżankę espresso czy mokki, za każdym razem zbieram fusy z ekspresu i dodaję do gleby. Nie obniżą PH, ale utrzymają je na właściwym poziomie. Minęło teraz trochę czasu i widzę, że efekt takich zabiegów jest zadowalający. Posadzenie niskich roślin w donicach jak skalnica, lawenda czy szałwia też pomaga, ponieważ podłoże tak się nie przesusza, a to częste w pojemnikach o ograniczonej powierzchni.




Prowadzę jeszcze jeden "eksperyment" z  mikoryzą do róż. Efekt jest mocno zaskakujący, ale wstrzymam się jeszcze, zobaczę co dalej się stanie i napiszę o tym osobną notkę później. A teraz czekam tylko na słońce i ciepło, bo nic nie pachnie tak jak rozkwitła róża alba. Przyjemnego dnia...   

środa, 8 maja 2019

Na chwilę przed kwitnieniem...

Majówka nas nie rozpieszczała, ale za to róże mają się dobrze. Zimni Ogrodnicy chyba przyszli wcześniej, na szczęście bez jakiś wielkich mrozów, przynajmniej w moim rejonie, a do tego na balkonie i tak jest cieplej. Jeśli wierzyć prognozom to na Zimną Zośkę pogoda akurat się poprawi, od jutra też ma być trochę więcej słońca. Dobrze, bo już tęskno mi do śniadań na balkonie a wszystko w tym roku świetnie się rozwija, tworząc wyjątkową atmosferę małego ogrodu. A do tego ten zapach narcyzów... Wahałam się, czy zdjąć już wszystkie zimowe osłony z róż jednak ostatecznie stwierdziłam, że przy takim upale, jaki miał miejsce w kwietniu, trzeba to zrobić. Szczęśliwie okazało się, że była to dobra decyzja.



Mój parapet na początku maja

Irys w skrzynce

Postanowiłam zrobić małe zestawienie, żeby później móc sprawdzić, jak będzie wyglądać kwitnienie w stosunku do tego co się dzieje obecnie. Dopieszczam moje krzewy w tym roku. Zajmuję się nimi jak tylko jest ciepło. Zdecydowałam się zaaplikować im mikoryzę w postaci granulatu.  Za jakiś czas napiszę, jaki dało to efekt w  donicach. Oceniam, że część róż zakwitnie bardzo wcześnie, bo w połowie maja a pierwsza będzie moja ulubiona Glorie de Djion. Ale może po kolei...

1) Souvenir de la Malmaison cl. - tu niestety jest źle. To co brałam za nowe przyrosty okazało się być niestety  dziczkami. Po ich usunięciu róża nie wygląda za dobrze. Chyba zaczyna zamierać, nie powinna była przemarznąć, ale może jednak... Nie zamierzam jej ściąć, dam jej jeszcze szanse. Nie wiem co posadzić jeśli jednak musiałabym się jej pozbyć. Nie będę z nią trzeci raz próbować jeśli teraz znowu nie wyjdzie. Jestem uparta, ale nie aż tak. Najwyraźniej nie wszystko nadaje się na balkon i trzeba to czasem zaakceptować. Waham się po między z dawna odkładanym Louisem Odier a powrotem do róż angielskich.

2) Gloire de Mousseux - tu jest dużo lepiej, bardzo jestem tą różą podekscytowana, bo to moja pierwsza mchowa a planowałam ją od dłuższego czasu. Krzew ma to do siebie, że prezentuje się ciekawie nawet teraz. Pączki pokrywa coś w rodzaju miękkich kolców, rzęsek czy wypustek przypominających właśnie "mech". Są przyjemne w dotyku. Z niecierpliwością czekam na kwiaty. Róża ładnie się zazieleniła i rozwinęła. W jej pokroju nie podoba mi się tylko jedna rzecz. Jest jakby "łysa" od dołu. Mocno zdrewniała wypuszcza wszystkie liście dopiero gdzieś na wysokości 30-40 cm.  Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz tak ma czy to wspólna cecha odmiany. Poradziłam sobie z tym sadząc od dołu szałwię.




3) Glorie de Dijon - ma ponad 20 pączków kwiatowych, ładnie się rozkrzewiła i dostała "osłonę" z fiołków, która fajnie się z nią komponuje. Bałam się trochę co z nią będzie, bo wczesną wiosną "dziwnie" się zachowywała, ale jak widać ta róża lubi mnie zaskakiwać. Myślę, że w ciągu max 2 tygodni zakwitnie a patrząc na jeden z pąków, może nawet szybciej.




4) Comte de Chambord - ta róża nigdy mnie jeszcze nie zawiodła. Myślałam, że się będę z nią żegnać po zeszłorocznych upałach ale nie poddała się. W tym roku odbiła, zazieleniła się i nie ma śladu po chorobie. To będzie chyba 6 rok tej róży na balkonie. To moja pierwsza róża historyczna i jest ze mną do tej pory. Przeżyła wszystko. Ma pełno kwiatowych pąków. Szkoda tylko, że mój egzemplarz uparcie nie chce powtarzać kwitnienia.




5) Pompon Blanc Parfait - uwielbiam róże alba. Świetnie rośnie w donicy. Prowadzę ją przy barierce jak  zielony parawan. Niestety przyczepiły się do niej mszyce. Na razie po prostu je zgniatam i psikam płynem do mycia naczyń. Chwilowo mam od nich spokój. Jeśli wrócą zamierzam potraktować je sodką. Mam zamiar w tym roku przerzucić się w 100% na środki ekologiczne, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ma pierwsze małe pączki, ale raczej nie zakwitnie przed czerwcem.

6) Aloha Kordes - posadziłam goły korzeń na wiosnę, ma ładne przyrosty, ale pewnie jeszcze długo nie zobaczę kwiatów. Jeśli zakwitnie to nie wcześniej niż w czerwcu/lipcu. Jeszcze nie wiem, co z niej będzie.

7) Eyes for You - to właściwie nie do końca róża tylko jej mieszaniec, klasyfikowany jako hybryda Hulthemia persica albo floribunda. Widać pewną różnicę w stosunku do reszty moich róż, bo liście są bardziej "strzępiaste", jakby ostre. Mam dwie sztuki, które rosną w kompozycjach z innymi kwiatami. Póki co wygląda to dobrze. Ładnie się rozkrzewiają, rosną bez problemu, mają pierwsze kwiatowe pączki ale na kwitnienie również trzeba będzie poczekać. 


Jednym słowem upchnęłam jakoś na moim balkonie 7 odmian i 8 krzewów. Pewno nie zakwitną równocześnie. Z jednej strony szkoda, z drugiej będą się uzupełniać a to ważne przy  jednokrotnie kwitnących odmianach starych. 
Ze względu na pszczoły zamówiłam jeszcze chabry i niebieską kalamintę. Nie mogę się doczekać lata... 









x

niedziela, 8 kwietnia 2018

Róże po zimie - pielęgnacja w nowym wydaniu

Miał być dzisiaj tylko szybki wpis na moją stronę na facebooku ale gdy zabrałam się za pisanie posta, to prędko połapałam się, że w tych kilku zdaniach się nie zmieszczę i musi dziś pójść pełna notka. Na chwilę obecną stwierdzam, że ofiar zimy w różach nie ma - uff... O Glamis Castle i Souvenir de la Malmaison dość mocno się bałam, bo kiepsko wyglądały. Niby nie były czarne ale jakieś takie poplamione, pączki widać wypuściły za wcześnie więc te poczerniały od mrozu, no jednym słowem tragedia w porównaniu z całą resztą. Ale na szczęście od kilku dni zawiązują nowe pąki, może nie ma ich wiele, nie budzą się z taką siłą jak "koleżanki" nie mniej nie poddały się. Za wiele się po nich w tym roku nie spodziewam ale czas pokaże co będzie dalej. Jeśli będzie kiepsko to się najwyżej rozstaniemy i róże pojadą na wieś pod Zieloną Górę, gdzie mają cieplejszy klimat niż u mnie.  

Z róż najlepiej spisują się Pompon Blanc Parfait, która świetnie sobie radzi i po Comte de Chambord może okazać się balkonowym strzałem w dziesiątkę oraz o dziwo Glorie de Djion co, wcale nie było takie oczywiste. Pisałam już trochę o tym jak ładnie wygląda ale dalej rozwija się szybko, ma masę nowych pąków i naprawdę jestem niesamowicie podekscytowana tą różą, która ponoć w polskim klimacie nie chce rosnąć. W ogóle uwielbiam ją, dla mnie to jest najpiękniejsza róża jaką widziałam i jestem bardzo ciekawa jak ona sobie będzie dalej na balkonie radzić. Już się nauczyłam, że róża na balkonie to nie jest to samo co róża w ogrodzie, bo jest cieplej, jest gorzej z cyrkulacją powietrza, inaczej pada słońce, róża jest zresztą pod daszkiem, tak więc nie moczy się od deszczu aż tak bardzo etc. - szereg czynników, które sprawiają  że wygląda to odmiennie i np. angielki kwitną u mnie dłużej. Chociaż  Glamis Castle najwyraźniej się chce z tego wyłamać ale moim zdaniem to akurat wina tej nieszczęsnej donicy. 



W każdym razie postanowiłam, że ten rok potraktuję eksperymentalnie pod względem cięcia i pielęgnacji. Zrobiłam wszystko inaczej niż dotychczas. Nie wiem jak to się skończy ale mam nadzieję, że dobrze. Usunęłam tylko część śmieci spod róż: liście róż i jakieś nieliczne mumie oraz gałązki świerkowe ale liście klonu używane do ocieplenia pokruszyłam i zostawiłam. Do tego wszystkiego dodałam po pól łyżeczki nawozu dla róż, łyżeczkę suszonego owczego obornika (w ogóle polecam na wasze tarasy i balkony, też do innych roślin jak warzywa i zioła, wiadomo obornik jest najlepszy a to taka dostępna dla tarasów wersja, trochę śmierdzi ale nie jak "oryginał" :-D) i wymieszałam wszystko razem tworząc coś w rodzaju ściółki. Cięcie zrobiłam w tym roku wyłącznie kosmetyczne chociaż to raczej moja własna ciekawość, żeby porównać jak to w wypadku róż historycznych jest, bo różnie się słyszy. Usunęłam tylko najdrobniejsze gałązki i te poniszczone a zwykle tnę dużo mocniej. Moje wątpliwości wzięły się stąd że, jak patrzę na babciną Celeste, która rośnie prawie tak jak chce, coś się tam z nią właściwie kosmetycznie tylko robi jak przekwitnie, to jest z niej taki ukwiecony potwór że, może i w innych przypadkach się sprawdzi. Róże dostały jeszcze miedzian, chyba powtórzę im jeszcze raz oprysk na grzyba i dostaną oczywiście oprysk na przędziorki. Pożyjemy - zobaczymy jak to się skończy.



Moje zamówione róże wciąż niestety nie dojechały ale za to posadziłam bratki, niezapominajki i zioła. Dzisiaj balkon zaczęły oblegać pierwsze zapylacze. Na razie mają mało kwiecia więc pewnie będą moimi częstymi gośćmi... Wreszcie przyroda zaczyna ożywać. 


sobota, 31 marca 2018

Wiosna 2018

Zimna była dla mnie długa i pracochłonna, niestety nie pod względem różano-ogrodniczym. Na szczęście róż nie zapuściłam a wczesno-wiosenne słońce jest tak zachęcające, że nie da się mu odmówić i nie wyjść chociaż na chwilę popracować na balkonie. Wreszcie wyszło wczoraj trochę słońca a ja mam odrobinę wolnego (chociaż dni są tak opakowane, że nie wiadomo, za co się zabrać najpierw) żeby, ogarnąć "balkonowe" sprawy i bloga po tak długiej przerwie.  Do opisania też jest tyle, że nie wiadomo od czego by tu zacząć ale może od tego, jak róże spędziły tę zimę. Większość róż jest w dobrej kondycji przynajmniej w chwili obecnej. Ocieplenie które zastosowałam sprawdziło się  nawet przy Souvenir de la Malmaison  i Old Glory a to przecież róża noisette - żeby było ciekawiej to wygląda ona najlepiej ze wszystkich. Na początku nie chciała gubić liści ale później zasnęła. Pędy wyglądają dobrze, w ogóle nie przemarzła, przynajmniej na oko. Jak to naprawdę będzie, czas pokaże.

róże jeszcze okryte ale ze zdjętą agrowłokniną i odstawione od ściany

 Mogę już powiedzieć kilka słów na temat eksperymentu z okryciem z liści. Jest w miarę w miarę ale jednak dużo lepiej sprawdzają się gałązki drzew iglastych. Ale całkiem niezłe okazało się okrycie mieszane, w sumie chyba było najlepszą opcją i będę je stosowała w przyszłości. Ciekawostką jest to, że wąskie wysokie donice sprawdziły się w trakcie mrozów dużo lepiej niż duże ale niższe donice. Być może dlatego, że są dużo łatwiejsze w zabezpieczeniu i można sprawniej je okryć? 

Będzie jednak ofiara tegorocznej zimy, przynajmniej tak się zapowiada. Glamis Castle która stała właśnie w szerokiej, dużej ale niskiej donicy mimo okrycia dość kiepsko wygląda. Część pędów mocno uszkodził mróz. Zobaczymy czy coś z tej róży jeszcze będzie. Przeniosłam ją oraz Marry Rose do wysokich donic, gdy tylko na to pozwoliła temperatura, chociaż teraz to raczej ze względów estetycznych i żeby zaoszczędzić nieco miejsca. 

Z tego samego powodu zamówiłam dwie duże drewniane skrzynki po owocach. Zdecydowałam, że pozbędę się większości donic z parapetu i tych ustawianych obok róż a wrócę do mimi rabat, które robiłam niegdyś w płytkich misach. Teraz oczywiście rabaty będą dużo głębsze niż kiedyś ponieważ mają tam rosnąć również dwie róże miniaturowe. Najwięcej trudności przysporzyło mi znalezienie takich skrzynek, które by pasowały wymiarami na parapet ale w końcu się udało a kilka moich dużych donic zostało szybko zagospodarowanych przez sąsiada, więc nic się nie zmarnowało. Zostawiłam sobie tylko donice wiszące i te na balustradę. Zamierzam w niektórych posadzić moje papryczki habanero ale o nich później. Plan na ten rok jest dość standardowy. Chilli, zioła, ogórecznik, dwie nowe róże miniaturowe, jakieś ozdobne kwiaty wiosny i lata. Nie będę się nad nimi specjalnie zastanawiała zobaczę co dostanę na swoim rynku. Póki co udało mi się już kupić melisę, bratki, stokrotki, dwie odmiany tymianku i o dziwo rozmaryn - wszystkie zahartowane i gotowe do sadzenia. Naprawdę uwielbiam mój ryneczek - to nie jest taki rynek gdzie lądują owoce i rośliny z hurtowni tylko zjeżdżają się rolnicy z moich okolic i naprawdę można tam dostać wspaniałe rzeczy od ręcznie wyrabianych serów, wiejskiego mleka, przez olej, kiszonki i soki po zioła. Hitem odkrytym przez przyjaciółkę była śmietana w szklanej butelce, która aż się prosiła o buchtę ze śliwkami... 

Kolejnym zaskoczeniem sezonu są moje poziomki z zeszłego roku, które spisałam na straty i nie wiem jakim cudem przetrwały. Wypuszczają teraz młode pędy. Niewiarygodne, że też one przeżyły to co robiłam z tą donicą, w ogóle nie była zabezpieczona i służyła jako poidło dla ptaków na czas mrozów, do którego co rusz jakiś ptak wylewał wodę, tak że robił się lód. A jednak... Szkoda, że róże nie są tak odporne, a przy tym jeszcze piękne, wielkie i oczywiście pachnące! 

poziomka "nie do zdarcia", kupiona właśnie na moim ryneczku


Na zakończenie życzę wszystkim wesołych świąt wielkanocnych i więcej słońca!







niedziela, 4 czerwca 2017

Pierwsze kwitnienie róż 2017

Na ten moment czeka się naprawdę cały rok. A w wypadku niektórych odmian bywa, że i dłużej. Pierwsze zakwitły w okolicy oczywiście rugosy. Dalej czerwona róża pnąca pod blokiem. Nie wiem co to jest - sadziło się kiedyś sporo takich róż w mieście. Są bardzo twarde, bo rosną praktycznie bezobsługowo jak typowe dziczki - chociaż na pewno kwitłyby obficiej jeśli ktoś by o nie zadbał.



Mary Rose

Następnie jeden pąk otworzyła Comte de Chambord. Niemniej tylko jeden pojedynczy kwiat. Reszta jest jeszcze schowana. Za to Mary Rose w dzisiejszy poranek postanowiła dać swój pierwszy popis. Co to za wybitna róża! Narzekałam na nią, że to taki epigon wśród róż ale ona rzeczywiście pierwsza zaczyna i ostatnia kończy. Pod tym względem jako kwiat do donicy nie ma sobie równych. I chociaż jej zapach średnio mi odpowiada to trzeba przyznać, że dla takiego kwitnienia jest warta zachodu.




                                                                         Mary Rose


                                                                    Comte de Chambord



Mary Rose

Spędziłam na balkonie dzisiaj dobrą godzinę pijąc herbatę i podziwiając pierwsze kwiaty. Gdy człowiek zatrzyma się chwilę i ma okazję pokomplentować, nad tym co dzieje się wokoło, zauważa że nawet  na takim skromnym balkonie jak mój jest pełno życia. 




Gości było dzisiaj sporo. W większości zapylacze wszelkiej maści: pszczoły samotnice, trzmiele. Jedna z pszczół chyba na tyle upodobała sobie Comte de Chambord, że postanowiła założyć gniazdo w bambusowym kiju, podtrzymującym różę. Chyba złożyła tam jaja, bo zakleiła całe wyjście. W każdym razie tak to wygląda:


Jestem bardzo ciekawa, co z tym bambusowym kijem się będzie działo dalej. Po przeciwnej stronie balkonu na klonie urządziły sobie gniazdo cukrówki. Róże kwitną, życie rozkwita, prawie mamy lato, czegoż chcieć więcej w taki poranek? Absolutnie niczego. Wystarczy tu być. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Róże na balkonie - róże pnące i pnącza

Róże i pnącza generalnie nie są najlepszym zestawieniem. Chodzi o dość sprzeczne wymagania tych roślin i żarłoczność pnączy przy pobieraniu składników odżywczych. Do tego spora część  pnączy jest cieniolubna w przeciwieństwie do wymagających porządnego nasłonecznienia róż. Niemniej postanowiłam zgłębić nieco ten temat i zobaczyć, czy znajdę jakieś dobre zestawienie róża + pnącze. Mój nowy balkon będzie nieco węższy ale za to posiada podpórkę idealną do prowadzenia pnączy. To też świetne miejsce dla Mme Isaac Pereire, którą można prowadzić jak różę pnącą, zapewniające róży podporę i nieco większą wentylację na nagrzewającym się balkonie. Mogłabym spróbować stworzyć w tym miejscu jakąś ciekawą kompozycję roślin.


Istnieje jedno pnącze, które w zeszłym roku całkiem ładnie rozwijało się na moim nasłonecznionym balkonie - passiflora.  W jej wypadku nie trzeba kupować sadzonki gdyż da się ją wyhodować w prosty sposób z nasionka, stosując się do instrukcji sprzedawcy (kiełkuje ponad miesiąc). Passiflora może spokojnie rosnąć obok róży jeśli będzie w osobnej donicy. Jesienią należy ją zabrać do mieszkania, nie będzie to jednak większy problem, ponieważ lubi przycinanie a zimę dobrze znosi na chłodnym parapecie. Czy różę i passiflorę powinno się jednak ze sobą łączyć? Moim zdaniem nie w każdym wypadku. Zadecydują tu względy estetyczne i kolor. Passiflora ma bardzo okazałe i wyjątkowe kwiaty. Mme Isaac Pereire również. Każda z nich wymaga więc właściwego wyeksponowania. Po prostu będą się ze sobą gryzły i stłumią się nawzajem, chyba że rosłyby blisko siebie ale nie przeplatając się. Passiflorę widzę jedynie przy jakiejś róży o małych kwiatach najlepiej jasnej, która będzie mogła stanowić w tej kompozycji tło. Nie każda róża się do tego nadaje, większość z nich lubi grać pierwsze skrzypce. Podsumowując pomysł do przemyślenia ale nie w każdej wersji.

Podręczniki z kolei wymieniają powojniki jako klasyczne połączenie róża + pnącze. Powojniki są bardzo różnorodne, część z nich rośnie niezbyt bujnie stąd  nadają się na aranżacje z różami. Do tego mają bogatą paletę barw i zróżnicowany rozmiar kwiatów więc uzyskamy wiele możliwości połączeń. W donicy zachowują się bardzo przyzwoicie. Mimo wszystko polecałabym nie sadzić róży i powojnika w jednej donicy, ponieważ róża sama w sobie ma dość wysokie wymagania pokarmowe. Będzie bezpieczniej umieścić je na jednej podporze ale w osobnych pojemnikach. W ten sposób będziemy mogli zapewnić odpowiednie warunki i róży i powojnikom. 

Źródło zdjęcia oraz więcej kompozycji róż z powojnikami: http://forum.rosa-net.pl/viewtopic.php?f=7&t=123


Inną opcją jest połączenie róż z jednorocznymi pnączami np. groszkiem czy wilcem. Minusem takiego połączenia będzie konieczność usuwania na jesień zeschłych pędów, które znajdą się pomiędzy różą. Ponadto jeśli idzie o pnący groszek pachnący bardzo lubią go mszyce. 

Bez względu na jakie połączenie róży i pnączy się zdecydujemy trzeba mieć na uwadze jeszcze jedną rzecz. Część pnączy jest trująca. Jeśli na naszym balkonie przebywają koty albo psy sprawdźmy najpierw czy nasze pnącze nie będzie stanowiło dla nich zagrożenia lub ustawmy je w miejscu niedostępnym dla zwierząt domowych.



niedziela, 17 maja 2015

Kiedy zakwitną róże...

Zimni ogrodnicy zostawili po sobie iście angielską pogodę a mnie przynieśli nieładne przeziębienie. Na swoje roślinki zerkam dziś więc wyłącznie przez szybę okna. Wiosenne kwiaty zakończyły już swój występ. Szafirki przekwitły a krokusy pochowały się pod ziemię. 

Po moich szafirkach zostały już tylko zielone
 łodyżki z nasionami w kształcie serca.

Czar szafranów również przeminął...

Naprawdę bardzo chciałabym żeby był już czerwiec. Nie tylko ze względu na ciepłą przyjemną aurę, przy której dużo trudniej się przeziębić ale przede wszystkim dlatego, że jest to miesiąc róż. Sporo pięknych odmian rozpoczyna pierwsze kwitnienie właśnie w czerwcu - w tym dwie z moich ślicznotek. Trzecia z róż Charles de Mills raczej nie zakwitnie w tym roku. W stosunku do niektórych odmian należy być cierpliwym - zwykle kwitną dopiero na drugi rok. Również róże sprowadzone w środku lata nie zawsze chcą kwitnąć albo robią to w bardzo umiarkowany sposób. 

Tymczasem wokoło zakwitły już lilaki, irysy i niektóre odmiany róży dzikiej i pomarszczonej. Znak, że lato jest coraz bliżej. Zgodnie z tym co wspominałam na blogu we wcześniejszych notatkach, wegetacja jest u mnie nieco przyspieszona i wygląda na to, że Comte de Chambord zamierza się nieco pospieszyć z kwitnięciem.


Zwykle na jednej łodyżce mieszczą się trzy pąki. Środkowe są już bardzo nabrzmiałe i zdaje się, że ich rozkwit będzie kwestią dni. Również Mme Isaac Pereire zawiązała wiele pąków i bardzo możliwe, że jej kwiaty zobaczę jeszcze w maju. To będzie jej pierwszy pokaz na moim balkonie, stąd wypatruję jej kwiatów niecierpliwe. 

Na razie większość roślin letnich czeka w uśpieniu. Nie zdążyły jeszcze wystarczająco się rozrosnąć i pokazać co potrafią... Główne skrzypce w dekorowaniu balkonu grają teraz odporne, niskie odmiany floksów (oraz mój czteronożny ogrodnik), umilając oczekiwanie na spektakl róż... Oby nastąpił już wkrótce...







sobota, 21 lutego 2015

W oczekiwaniu na wiosnę...

Off topic ale taki nie całkiem... Róże wciąż śpią, nie mniej dzisiejsze zabiegi mają również wpływ na ich zdrowie. Ponieważ prognoza pogody na najbliższy tydzień jest bardzo obiecująca, cały dzień świeciło słoneczko a mój termometr pokazał 11 stopni, stwierdziłam że to świetny moment aby przygotować balkon do wiosny, przejrzeć donice i zrobić porządki. W pierwszej kolejności wyrzuciłam wszystkie zeschłe fragmenty roślin, obejrzałam byliny i usunęłam ich nadmiernie rozrośnięte części. Rozdzieliłam korzonki dzwonków zaś dla roślin lubiących wapień przygotowałam ziemię. Wymieszałam ją z pogniecionymi skorupkami jajek. Pewnie wielu z was, zna ten stary sposób wzbogacania ziemi ogrodowej. Skorupki jaj mają jeszcze tę zaletę, że ponoć odpędzają niektóre szkodniki. 

Musiałam pozbyć się jednego astra belgijskiego oraz wszystkich poziomek - było na nich za dużo pleśni i nie chciałam ryzykować, że coś przejdzie na róże. Muszę przyznać, że wyrzuciłam poziomki bez większego żalu - moja odmiana miała duże owoce ale nie była zbyt plenna. W ich miejsce pomyślę o czymś właściwszym do uprawy donicowej. Może będzie to jakieś drzewko kolumnowe albo truskawka pnąca?

Krokusy zwane są również szafranami i to z ich pyłku uzyskuje się tę słynną przyprawę...

Miłą niespodziankę zrobiły mi posadzone jesienią cebulki kwiatów. Krokusy, narcyzy, szafirki i śnieżniki zaczęły już kiełkować. Porozstawiałam więc skupione przy ścianie donice i przeniosłam je na parapet,  gdzie będą miały więcej słońca i ciepła. Na wszelki wypadek owinęłam donice agrowłókniną, gdyby w późniejszym terminie zapowiadały się jakieś przymrozki. Zdjęć jeszcze moim roślinkom nie robiłam, bo ledwo wystają z ziemi ale mam nadzieję, że z każdym cieplejszym dniem będą rosły coraz okazalej.


Nietrudno zgadnąć skąd śnieżnik zawdzięcza swoją nazwę...

Ponieważ sezon na dokarmianie ptaków jest w pełni przy okazji umyłam również karmnik. Przedwiośnie to najcięższa pora dla ptaków, które zdążyły już opróżnić wszystkie naturale stołówki w postaci jarzębin czy dzikich róż, stąd pilnuję, by zawsze znalazły u mnie jakieś pożywienie - konopie, dynię, proso czy słonecznik. Dzięki temu podczas porządkowania balkonu towarzyszył mi świergot zniecierpliwionych sikorek, modraszek, kowalików i grubodziobów. Ich zdaniem najlepiej bym zrobiła sypiąc jedynie ziarno do karmnika i zostawiając całą resztę w spokoju :) 

Najbardziej spośród odwiedzających mnie ptaków lubię kowaliki i modraszki...

A róże? Róże zaczęły puszczać pierwsze pączki, a Mme Isaac Pereire nawet i pozwijane malutkie listki. Porozluźniałam ich górne okrycie, by nie miały za gorąco i zrozumiały, że wokoło jeszcze jednak trwa zima. Jeśli tak dalej pójdzie, trzeba będzie usunąć agrowłókninę z gałązek i pooczyszczać krzaczki z zeschłych liści. Do cięcia jeszcze sporo czasu ale można a czasem nawet trzeba pomyśleć teraz o opryskach przeciwko chorobom grzybowym i przędziorkom. Zależy to oczywiście od tego jak wyglądał poprzedni sezon i z czym rośliny miały problem.

Jednym słowem wszystko pomału ale jednak budzi się do życia. W mieście jeszcze nie widać wiosny - wszystko jest szare, trawa zmarniała, drzewa i krzewy w uśpieniu. Jednak w moim wysuniętym na południe, częściowo osłoniętym balkonie, natura idzie troszkę innym rytmem i wszystko budzi się jakby na przekór powszechnej opinii. Strasznie mnie to zresztą cieszy. Nie wiem jak wy ale ja, gdy mogę pobyć nieco w słońcu, pogrzebać w ziemi, zaczerpnąć świeżego, rześkiego powietrza i w końcu patrzeć na kiełkujące rośliny, czuję od razu, że żyję. Jak to opisała Frances Hodgson Burnett:

"Może widać je już w trawie, może są już całe kępki purpurowych i żółtych krokusów. Może listki już poczynają pękać i rozwijać się, a może... szarość gałązek zaczyna się zamieniać w welon z zielonej gazy i pnie się, i pnie się wszędzie wokół. A ptaki przylatują przyglądać się tym cudom, gdyż czują, że tam jest zacisznie i bezpiecznie" 

Są dni gdy nic więcej nie trzeba do szczęścia ponad wiosnę :)


czwartek, 5 lutego 2015

Inspiracje - pierwsza przygoda z balkonowymi różami


Moja przygoda z różami zaczęła się od obejrzenia filmu V jak Vendetta. Oczarował mnie pełen czerwonych kwiatów balkon, przy którym bohaterki jadły śniadanie. Ta scena na bardzo długo utkwiła mi w pamięci do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać jak osiągnąć podobny efekt. 


Pamiętam, że poradziłam się wówczas krewnego i zarazem doświadczonego ogrodnika. Usłyszałam, że taki projekt nie jest do osiągnięcia. Róże wymarzną, jeśli nie w pierwszą zimę to na pewno w drugą. 

Jestem jednak uparta i postanowiłam się nie poddawać. Zaczęłam szukać rozwiązania i sposobu na przezimowanie róży na balkonie (niestety nie dysponuję odpowiednią piwnicą). Kompletnie wówczas nie znałam się na różach, kupiłam więc przypadkową pnącą, zwracając uwagę jedynie na kolor i wrażenia estetyczne. Zasadziłam ją w dużej donicy. Róża wbrew przepowiedni przetrwała u mnie ponad trzy lata. 

Zdecydowałam się ją ściąć, jedynie dlatego że bardzo nieostrożnie dopuściłam do zbytniego rozwoju choroby grzybowej. Róża kwitłaby i w tym sezonie, gdyby nie mój brak doświadczenia w rozpoznawaniu chorób róży, jestem tego pewna.  

Nie mniej okazało się, że uzyskanie balkonu obrośniętego różami jest zupełnie możliwe nawet w naszym klimacie. Trzeba tylko trochę uporu, samo-zaparcia i kilka dobrych rad na początek - nieocenione okazały się ogrodnicze fora.

Dziś chciałabym wam pokazać wspaniałe, "wiszące" różane ogrody podobne do tego, który tak zadziałał na moją wyobraźnię. Takie balkony powstają latami krok po kroczku. Chciałabym osiągnąć kiedyś porównywalny efekt, acz zdaję sobie sprawę, że będzie to wymagało jeszcze wiele nauki z mojej strony. Każdy sezon w hodowli róż, przynosi coś nowego. Jednakże przyjemność płynąca z obcowania z królewskimi kwiatami jest warta trudu a nawet ukłuć, zadrapań i nieostrożnie wylanej krwi ;)

(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/487373990900448302/)


(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/487373990900448513/)

(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/80853755785400971/)


(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/452400725040870655/)


(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/375909900121168222/)


(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/488359153312634275/)


(źródło: https://pl.pinterest.com/pin/187743878187636527/)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Odmiany róż na balkon - część II

Jeszcze kilka słów o wyborze róż do donic.

W literaturze fachowej znajdziemy informację, by przy uprawie róż "balkonowych" odpuścić sobie odmiany wielkokwiatowe, mimo że część z nich (np. FOCUS) można hodować w donicach. Ponoć nie wyglądają zbyt estetycznie w pojemnikach ze względu na swój pokrój. Szczerze powiem, że nie miałam takiego problemu, ponieważ nigdy nie ciągnęło mnie do odmian wielkokwiatowych. Wolałam zawsze krzaczaste, bardziej obfite formy. Zostawiam więc ten problem pod rozwagę bardziej doświadczonym hodowcom róż. 

Do pojemników najlepiej nadają się róże okrywowe krzaczaste i rabatowe. W tym wypadku zwracamy również uwagę na certyfikat ADR. Możemy również postawić na róże pnące (balustrada jest świetną podporą) oraz pienne. Te ostatnie mogą być podsadzane bylinami. 


Róże w donicach (źródło: http://www.rosemagazine.com/pages/containers.asp)

Do swojego małego balkonowego rosarium wybrałam róże historyczne. Mam do nich wielki sentyment. Szczególnie cenię w nich zapach i staroświecki kształt kwiatów. Wybrałam Charles De Mills, Comte de Chambord oraz nieco ryzykownie Mme Isaac Pereire. Mam świadomość, że ostatnia pozycja nie jest różą polecaną do donic, nie mniej postanowiłam spróbować. Obecny sezon pokaże, czy w moim postępowaniu był jakiś sens. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Wybieramy odmiany róż na balkon

Do wiosny jeszcze daleko, u mnie za oknami twardo sypie śnieg, ale tak naprawdę sezon na róże wciąż trwa. Krzewy, które kupujemy w formie gołego korzenia należy sadzić mniej więcej od października do kwietnia. To czas kiedy róże najlepiej się przyjmują. Oczywiście korzeń sadzimy wtedy, gdy temperatura jest dodatnia. W tym roku nie ma na szczęście z tym problemu. Większość zimy była wręcz zbyt ciepła. 

Wybierając róże do uprawy w donicach musimy pamiętać, że nie każda odmiana się do tego nadaje. Nie polecam róż z hipermarketów - to często pospolite odmiany, niezbyt dobrej jakości, mogą również niekoniecznie nadawać się do donic. Dobrą różę zakupimy w szkółce róż, tak zwanym rosarium. Idealna róża posiada również certyfikat ADR. To prestiżowe odznaczenie nadawane jest tylko najlepszym i najbardziej odpornym odmianom. 

Kupując róże najpierw zastanówmy się, co pragniemy uzyskać. Stawiamy na zapach, konkrety wygląd kwiatów,  kolor, odporność na choroby, mrozoodporność? Czy chcemy różę pnącą czy interesuje nas inny pokrój? Czy nasza odmiana ma nadawać się na konfitury, nalewki i generalnie do używania w kuchni? Wolimy odmiany historyczne czy współczesne? To bardzo ważne pytania, na które musimy sobie odpowiedzieć. To też kolejna wskazówka dlaczego nie warto kupować róż w supermarketach - takie róże nie spełnią wszystkich naszych oczekiwań. 

Ja osobiście postawiłam na zapach, staromodny wygląd kwiatów i możliwość używania róż w kuchni. Wybrałam więc róże z grupy tak zwanych historycznych - damasceńskie i burbońskie. 

Kiedy już mniej więcej wiemy o co nam chodzi sprawdzamy która odmiana posiadająca wymagane cechy, nadaje się do uprawy donicowej. Zwykle jest ich więcej niż kilka. Dobry sprzedawca umieszcza taką informację w opisie. 

Oto kilka przykładów róż, które możemy hodować w donicy:
  • Róże rabatowe: Giesha, Goldelse, La Sevillana.



 La Sevillana (źródło:www.classicroses.co.uk)


  • Wielkokwiatowe: Ambiente, Augusta Luise, FOCUS



Augusta Luise (źródło: davesgarden.com)

  • Miniaturowe: Sugar Baby,  Medley Red, Pepita




Sugar Baby (źródło: www.rosen-tantau.com)

  • Okrywowe: Alcantra, Knirps




Knirps (źródło commons.wikimedia.org)

  • Parkowe: Chippendale, Eden Rose, Rote Foge




Eden Rose (źródło www.gopixpic.com)

  • Pnące (ramblery): Super Excelsa



Super Excelsa (źródło:www.coblands.co.uk)


  • Historyczne: Charles de Mills, Mme Boll, Comte de Chambord




Charles de Mills (źródło: commons.wikimedia.org)

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top