featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże angielskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże angielskie. Pokaż wszystkie posty

Dwa lata z miejskimi różami...

Jesienne zakupy - Gloire de Dijon czyli wyjątkowa róża ze starej Anglii...

Nieustannie kwitnąca róża czyli jeszcze raz o Mary Rose...

Glamis Castle i Mary Rose - uroki róż angielskich

Róże angielskie okiem romantyka

Najpiękniejsze odmiany róż do donic, na taras i na balkon - część II

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże angielskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże angielskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Dwa lata z miejskimi różami...

Zaraz mija druga rocznica mojego blogowania. Z tej okazji postanowiłam zrobić małe podsumowanie i odkopać moje najwcześniejsze zdjęcia.


Zaczynałam hodować róże mniej więcej w 2012 roku, o ile dobrze pamiętam, mając bardzo niewielką wiedzę na temat ogrodnictwa w ogóle a jeszcze mniejszą dotyczącą róż. Jak większość ludzi sięgnęłam po to, co miałam pod ręką czyli po mieszańce herbatnie, dostępne w większości popularnych sklepów ogrodniczych. Umyśliłam sobie różę pnącą na balkonie (chociaż ją kupiłam akurat w jakieś szkółce). Nawet do pewnego momentu to szło, póki róża nie zaczęła zamierać. Próbowałam również hodować różę pomarszczoną w donicy. Całość moich prób wyglądała mniej więcej tak:


Nie był to efektowny widok. Zresztą róże w końcu padały. Jedne z powodu błędów w kwestii zimowania, podlewania i generalnie pielęgnacji a inne z powodu chorób grzybowych, z którymi nie miałam pojęcia jak walczyć. Pamiętam, że gdy zamarła moja róża pnąca byłam bardzo rozgoryczona. Tym bardziej, że kwitła dość ładnie jakieś dwa lata. Niemniej z perspektywy czasu była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. W tym samym momencie rozkwitła już licząca kilka dobrych lat babcina Celeste, której wcześniej jakoś nie zauważałam i zainspirowała mnie do zupełnie nowych poszukiwań. W ten sposób odkryłam moim zdaniem najlepsze z róż - róże historyczne. Rok później zaczęłam prowadzić zaś bloga, pragnąc podzielić się ze światem pięknem zapomnianych róż starych.


Nieocenioną pomocą okazała się wówczas strona Pana Mariana Sołysa "Moje Róże, Moja Pasja". Dopiero po tej lekturze dotarło do mnie, że moje porażki mogą być spowodowane niewłaściwym doborem odmian do donic. Róże są okropnie wybredne i nie zawsze, to co wsadzimy do donicy, będzie zadowolone z miejsca i warunków. Pewnych rzeczy przeskoczyć się po prostu nie da.  Pierwszą moją różą historyczną została Comte de Chambord i była to dobra decyzja. Obecnie to jedyna róża, którą zachowałam przez te wszystkie lata, co tylko świadczy o tym jak mocna i wyjątkowa to odmiana.

W każdym razie od tego momentu kiedy posadziłam róże historyczne mój balkon zaczął wyglądać zdecydowanie lepiej. Warto też zauważyć, że róże nostalgiczne, historyczne czy angielskie mają po prostu lepsze, pełniejsze kształty i są dużo ciekawszą ozdobą niż masówki z supermarketu. Możecie to łatwo porównać patrząc na zdjęcie moich pierwszych róż i zdjęcia późniejszych. 


W zeszłym roku niestety straciłam kilka róż ze względu na przeprowadzkę ale do mojej kolekcji dołączyły za to róże angielskie, czyli mieszańce róż historycznych i mieszańców herbatnich, floribundy etc. Okazało się, że świetnie czują się w nieco cieplejszych temperaturach jakie stwarza im uprawa w donicy na balkonie. Jestem z nich bardzo zadowolona, chociaż są również podatne na mączniaka i czarną plamistość.


Przez ten cały czas przewinęły się u mnie następujące odmiany: Comte de Chambord, Mmme Isaac Pereire, Rosa Mudi, Rose de Rescht, Glamis Castle, Mary Rose, Swany, Celeste, Souvenir de la Malmaison, Gloire de Dijon. Delikatną Mmme Isaac Pereire oraz Swany straciłam przy przeprowadzce zaś Rosa Mundi przez błąd przy sadzeniu (prawdopodobnie zawinęłam korzenie, co zemściło się w trakcie upałów). Rose de Rescht trafiła ostatecznie na wieś. Kilka innych odmian od początku przeznaczyłam do wiejskiego ogrodu np: Koszuty, Zigeunerknabe, Capitan Williams czy Summer Song. Część róż wciąż testuję czy nadadzą się do donic. W zeszłym roku postanowiłam zaryzykować i sprowadziłam właśnie Souvenir de la Malmaison oraz Old Glory. Co z tego będzie czas pokaże... 

Jednego jestem pewna. Róże chociaż wymagające są dużo okazalsze niż inne balkonowe, kwiatowe propozycje (chociaż mogą się pięknie z nimi dopełniać). Są wyjątkowo urokliwe, pachnące i stanowią pewnego rodzaju przygodę. Nie da się ich trzymać bez pasji i z obojętnością tak jak wiszących letnich koszów petunii czy doniczek z pelargoniami. Róża domaga się atencji. W zamian jednak sprawi, że będziemy z niecierpliwością wyglądać letnich miesięcy a każde kwitnienie stanie się naszym małym świątecznym wydarzeniem...





sobota, 1 października 2016

Jesienne zakupy - Gloire de Dijon czyli wyjątkowa róża ze starej Anglii...

Ponoć gdzieś około 1876  Rev. H. H. Dombrain zadał towarzystwu National Society of Rosarians następujące pytanie: A gdyby można było posiadać tylko jedną różę? Towarzystwo odpowiedziało wówczas bardzo zgodnie, że byłaby to Gloire de Dijon.

Zakup Gloire de Dijon to jeden z moich dziwniejszych pomysłów. Nigdy nie miałam róż Noisette. Zupełnie się na nich nie znam. Do tego zamierzam wsadzić ją do donicy. Ale... Nie mogłam się jej oprzeć. 

Róża Gloire de Dijon nazywana jest również Old Glory. Chociaż jest dziełem Francuza Henriego Jacotota to zasłynęła jako róża starej Anglii - była ukochaną różą ery wiktoriańskiej i zdobiła liczne, angielskie domy. Pachnie owocami i herbatą. Kwitnie w zależności od pogody i humoru ale obficie. Czasami zachowuje się jak typowo jesienna róża w innym wypadku powtarza kwitnienie. Może kwitnąć dopiero na drugi rok. Kwiaty są niezwykłe i jakby nieco zmięte. Ich kolor jest zmienny od łososiowego po delikatny róż. W ciepłym klimacie dorasta nawet do pięciu metrów.



Problem z tą różą jest jednak taki, że podobnie jak większość róż Noisette, woli łagodniejszy klimat. Nie lubi deszczu, jest podatna na czarną plamistość i często wymarza. Nie zawsze chce kwitnąć i jest dość wymagająca.



Nie wiem, czy ktokolwiek próbował hodować tę różę w donicy w naszym klimacie na balkonie lub tarasie - jeśli ktoś taki jest niech się zaraz ujawni i opowie o swoich doświadczeniach - jeśli nie, cóż będę pierwsza i zobaczę co z tego wyjdzie. Róża pnąca niedostosowana do polskiego klimatu w uprawie donicowej wydaje się bardzo głupim pomysłem ale mam na swoją obronę kilka argumentów.  Miałam już dwie róże pnące w donicach, skończyło się to co prawda tragicznie ale niekoniecznie przez donicę. Tym razem zamierzam dać korzeniom nieco więcej przestrzeni niż zrobiłam to przy Mme Isaac Pereire. Old Glory wyznaczyłam miejsce przy wysokich barierkach, gdzie mogłabym ją prowadzić - miejsce jest osłonięte, przy ścianie południowo-zachodniej a do tego wszystkiego zabezpieczone przed deszczem spadzistym daszkiem. Moje róże na zimę zawsze okrywam bardzo porządnie. Niektóre balkony mają swój mały mikroklimat, co sprawia, że jest na nich dużo cieplej niż w pobliskim parku czy ogrodzie. Glamis Castle która zachowuje się u mnie niczym w rodzinnej Anglii (i kwitnie nawet w tym momencie, już przestałam liczyć, który raz od pierwszego kwitnienia a pogoda dalej jej sprzyja) dała mi nadzieję, że i Old Glory będzie czuła się u mnie nieźle, jeśli tylko będę dbała o jej okrycie i dam jej wystarczająco dużą donicę. Grzechem byłoby w każdym razie nie spróbować.



Tymczasem inny los spotka Rose de Rescht, która przy najbliżej okazji pojedzie na wieś. Niby róża polecana do donic, niby odporna na ciepło a jakoś mam wrażenie, że dusi się w donicy i zdecydowanie wolę dać jej więcej przestrzeni w ogrodzie. Szkoda, by tak pachnący krzew miał się zmarnować. Zastąpi ją zaś Souvenir de la Malmaison czyli z dawna upatrzona przeze mnie róża. Niejako przypadkiem Souvenir de la Malmaison jest matką Gloire de Dijon. Najwyraźniej pod wpływem zakupionych w zeszłym roku Austinek, podświadomie zapragnęłam by mój balkon stał się bardziej wiktoriański... Przyszły sezon pokaże jak wyjdzie to w praktyce.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Nieustannie kwitnąca róża czyli jeszcze raz o Mary Rose...

Mądrzy ludzie powiadają że nie ma sensu narzekać bo, nic nie trwa wiecznie i wszystko w końcu się odmienia. Narzekaniem psujemy sobie humor, wprowadzamy się w zły nastrój. Ostatnio marudziłam na Mary Rose, że nie jest taka jakbym sobie tego życzyła. Ale teraz kiedy wyprowadziłam ją w końcu na prostą, pozbyłam się z niej mączniaka a pędy, które musiałam obciąć odrosły, jeszcze raz pragnę pochylić się nad tą różą, ponieważ właśnie pokazuje mi jak bardzo byłam w błędzie w stosunku do niej. 




Biję się więc w piersi i przyznaję, że ta róża ma swoje zalety, przy których jej wady bledną. Może i jest to epigon wśród róż ale i tak jest piękna. Jedyne czego potrzebowała to czasu na aklimatyzację i wyjście z choroby. My, ogrodnicy powinniśmy najlepiej to rozumieć - nie wszystko przychodzi do nas od razu, wiele spraw wymaga cierpliwości. Mary Rose  jest tego świetnym przykładem. Ta róża swoje atuty objawiła mi dopiero po dwóch miesiącach - dobrze, że mimo wszystko, wzięłam poprawkę na tę różę.



Tak jak pisałam we wcześniejszej notce, największą zaletą tej róży jest praktycznie nieprzerwane kwitnienie i olbrzymia żywotność. Gdy Mary Rose kwitnie obok Comte de Chambord nie imponuje jakąś wyjątkową urodą ale kiedy Comte de Chambord przekwita, a Mary Rose kwitnie, kwitnie i dalej kwitnie zaczyna się ją doceniać. Jeśli pamiętamy o stałym usuwaniu przekwitłych kwiatostanów róża wciąż ma nowe kwiaty. Wszystkie moje róże są na etapie powtarzania kwitnienia, mają dopiero zawiązane młode pączki kwiatowe a Mary Rose nie traci werwy i praktycznie cały czas wystawia na pokaz swoje piękne rozłożyste kwiaty. 



Róża została wyhodowana w 1983 roku przez Davida Austina. To jedna z jego najsłynniejszych róż. Jest odporna na czarną plamistość i generalnie na większość chorób róż. Jej odporność jest oceniana bardzo wysoką. Mączniak może się jej przydarzyć ale nie należy po tym oceniać całej odmiany. Ja miałam tym razem pecha. Mary Rose otrzymała imię na cześć okrętu flagowego niesławnego Henryka VIII Tudora.


niedziela, 10 lipca 2016

Glamis Castle i Mary Rose - uroki róż angielskich

Zgodnie z planem w tym roku na moim balkonie pojawiły się róże angielskie. Posadziłam dwie odmiany: Mary Rose i Glamis Castle. Już patrząc na te dwa krzewy można sobie wyobrazić jak zróżnicowaną grupą są angielskie róże...



Mary Rose to klasyk wśród róż angielskich. Uznawana jest za jedną z najlepszych odmian tej grupy. Osobiście nie jestem do niej na razie zbyt przekonana. Wydaje się uosobieniem pewnego typu róży starej przez co odbieram ją raczej jako epigona. W moim odczuciu nie ma ona nic więcej do zaoferowania czego nie miałby Comte de Chambord i inne róże stare tego rodzaju. W jakiś sposób jest podobna do nich wszystkich. To co ją wyróżnia to zapach - tak jak u części róż angielskich jest bardzo nietypowy i mocny. Odbieram go jako zapach kwiaciarni. W cieplejsze dni jest on słodko-kwiatowy. Mam wrażeniem, że im krzew jest u mnie dłużej, tym aromat jest milszy dla nosa, chociaż początkowo niespecjalnie mi pasował. To dość surowa ocena Mary Rose z mojej strony ale mam nadzieję, że nie ostateczna. Jeśli chodzi o tę różę, to zamówiłam ją z niesprawdzonej wcześniej szkółki i dostałam po prostu chory egzemplarz, który reklamowałam. Jak to się mówi rozarium, rozarium nierówne - zeszłoroczne angielki z Rosa Plant (Summer Song i Glamis Castle) nie sprawiały mi żadnych kłopotów, obie kwitną zdrowo. Tak wiec moja róża jest po zabiegach przeciwgrzybowych, została również ogołocona i być może muszę poczekać zanim pokaże mi swoje prawdziwe piękno. Ma nad różami starymi ponoć tę przewagę, że kwitnie wielokrotnie i obficie - co było zresztą moim głównym motywem jej zakupu. Jeśli rzeczywiście w późne jesienne dni pozwoli mi się cieszyć urokiem starej róży, to może rzeczywiście warto ją mieć. Od przyjaciółki wiem, że jej sport Winchester Cathedral potrafi dać taki popis.




Jeśli zaś idzie o Glamis Castle to ta róża po raz kolejny udowadnia mi, że przemyślane zakupy krzewów to udane zakupy. W tym wypadku długo wybierałam odmianę i tym razem jest to strzał w dziesiątkę. Moje zdjęcia niestety nie oddają w pełni jej piękna. To ulubiona biała róża Davida Austina i nie dziwię się czemu. Róża jest po prostu zachwycająca, innego na nią słowa nie znajduję. Czemu nazwali ją na cześć szkockiego zamczyska (ponoć porządnie nawiedzonego acz z pięknym ogrodem) nie mam pojęcia. Powinna się nazywać Eos, bo tak właśnie ta róża wygląda - jak delikatna jutrzenka. Pąki początkowo różowe wraz z rozwojem bledną, by stać się białe z kremowym środkiem pąka. Nie jest to taka czysta śnieżna biel ale właśnie  zaróżowiona biel poranka. Przepiękny odcień sprawiający, że róża mimo swojego koloru daje jednak wrażenie pewnego ciepła. Listki są drobne i lśniące, przypominają liście wielkokwiatowych mieszańców herbatnich.



Za to zapach tej róży, chociaż nie tak intensywny jakbym sobie tego życzyła to czysta poezja. Ponoć pachnie mirrą ja jednak czuję w niej wyraźne nuty miodu i słodyczy. Nie znam żadnej innej róży o takim zapachu. Ponoć dużo mniej odporna od Mary Rose ale póki co u mnie sprawuje się jednak lepiej - a przez większość czasu rosła pozostawiona sama sobie w donicy wkopanej w ziemię w naszym wiejskim ogródku. Kwiat nie duży ale bardzo ciężki i obfity. Żeby pąki były ładnie wyeksponowane warto tę róże nieco podwiązywać na podpórkach. Z wiekiem kwiaty tej odmiany stają się większe. Ta Austinka ewidentnie skradła moje serce, do tego stopnia, że być może poszukam miejsca na kolejną niedużych rozmiarów angielkę w tym typie...



I na sam koniec muszę wspomnieć jeszcze o jednej zalecie tej róży. Przepięknie wygląda w wazonie. Te kwiaty niczym słodko pachnące peonie utrzymują się niestety tak ze trzy dni, ale jeśli macie możliwość to naprawdę warto przeznaczyć tę różę do bukietów. Z lawendą komponowałaby się wyśmienicie - sama wybrałam dla niej do towarzystwa błękitną szałwię omszoną.


sobota, 16 stycznia 2016

Róże angielskie okiem romantyka


To będzie nieco mniej profesjonalny artykuł a za to bardziej sentymentalny jak to zresztą czasem wychodzi gdy pisze się o różach. Które kwiaty budzą tyle uczuć co róże? Niewiele będzie tych, mogących stanąć w szranki z królową kwiatów. Rożne gatunki i grupy róż mają swoich miłośników, ci którzy czytają częściej mojego bloga, wiedzą że uwielbiam róże stare ale to właśnie róże angielskie uważam za najlepsze. To oczywiście subiektywna opinia, niemniej postaram się ją dzisiaj w miarę obiektywnie uzasadnić. 


 Crocus Rose

Od czasu pojawienia się na rynku mieszańców herbatnich i wyparcia starych odmian burbońskich, remontantów czy portlandzkich róże, oczywiście mówiąc z dużym uogólnieniem patrząc tylko na to co najpopularniejsze na rabatach i w kwiaciarniach, można by opisać jako niewysoki, rzadki krzew gdzie na kilku pędach zakwitają kwiaty o smukłej, szpiczastej formie z nikłym zapachem i o wielu kolorach, nawet często jaskrawych, kwitnący właściwie stale. Patrząc teraz na róże stare, zwykle parkowe, czy wręcz pałacowe, wysokie i gęste o kulistych, aromatycznych kwiatach uświadamiamy sobie, że oto użyteczność i barwa wygrały bitwę z delikatną estetyką. To mniej więcej tak jak z wystrojem wnętrz kiedy przeciwstawiamy sobie antyczny wystrój sali pałacowej i wygodny minimalizm. Ale wciąż wielu z nas do tej obfitej elegancji tęskni o czym miałam okazję się przekonać w tegorocznego sylwestra, gdy kilku  osobom, zupełnie nie znającym się na różach pokazałam zdjęcia moich krzewów i bukietów. Róże stare wciąż robią lepsze estetycznie wrażenie - nie bez przyczyny róża kapuściana została nazwana różą malarzy - a do tego stanowią dzisiaj pewnego rodzaju ciekawostkę. 

Przed różami angielskimi taki właśnie wybór mieliśmy - łatwe w obsłudze, lepiej kwitnące, wytrwałe i funkcjonalne mieszańce herbatnie i "zabytkowe" róże stare, którymi zwykle interesują się już bardziej maniacy róż niż umiarkowani w swojej pasji ogrodnicy. I dziwnym jest, że dopiero David Austin wpadł na pomysł, że te dwie rzeczy można przecież połączyć.  

 Gertrude Jekyll

David Austin skrzyżował stare odmiany ze współczesnymi mieszańcami herbatnimi oraz z floribundami, wyrzucając z palety barw najbardziej pstrokate odcienie ale pozostawiając wszystkie zalety róż dawnych i współczesnych: zapach, lepszą odporność, długie kwitnienie, kształt pąków, ciepłe odcienie żółci i pomarańczy, których róże stare nie posiadały. W ten sposób stworzył grupę, która ewolucyjnie stanowiła ciągłość. Roże angielskie to coś więcej niż tylko kwiaty w starym, brytyjskim stylu lecz o większych możliwościach. To most łączący dwie odrębne drogi hodowli. Potencjalne możliwości takiego połączenia dostrzegli inni hodowcy, dzięki czemu postała kolejna wspaniała grupa róż - róże nostalgiczne. 

                                           Crown Princess Margaret


Róże angielskie mają więc to, co każda współczesna róża mieć powinna: niezaprzeczalny urok, zapach, niezłą odporność i funkcjonalność. Warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy zapachu róż angielskich. Niejako przypadkiem i tu osiągnięto nową jakość. Otóż w wyniku krzyżowania róż starych wyodrębniono "czysty" zapach róż. Pod tym względem zachowano intensywność zapachu róż starych lecz zaoferowano zupełnie nowe aromaty. Co ciekawe ta czystość zapachu sprawia, że nie każdy amromat takich róż odczuwa, jak to się dzieje np. w wypadku Mary Rose. Intensywność odczuwanego aromatu stała się cechą indywidualną zależną od czułości naszego nosa.

Jeśli chodzi o wybór odmian to jest on w tym momencie oszałamiający.  Jest sporo róż angielskich nadających się do donic jak np. wspomniana Mary Rose, ale również jej biały sport Winchester Cathedral oraz biała Glamis Castle, żółta The Pilgrim, jasno różowa Heritage, czy ciemnoczerwony Othello. Wśród róż pnących najpopularniejsza jest chyba Constance Spry a parkowych Gertrude Jekyll.

                                             Winchester Cathedral

Nie ma jednak zalet bez wad. Róże angielskie w polskim klimacie mogą zachowywać się różnie. Słyszałam opinie, że osiągają rozmiary dużo większe niż na Wyspach Brytyjskich ale raczej nie będą miały problemów z mrozoodpornością za wyjątkiem bardzo ostrych zim i niektórych odmian o słabszej mrozoodporności. Potrzebują zaś umiejętnego cięcia i czasu. Swoje prawdziwe walory rozwijają z upływem lat i pod tym względem młode krzewy nie będą tak okazałe jak ich starsze odpowiedniki.

sobota, 2 maja 2015

Najpiękniejsze odmiany róż do donic, na taras i na balkon - część II

Kontynuując poprzedni wątek, pragnęłabym jeszcze na chwilę pozostać w kręgu najlepszych róż historycznych i powiedzieć kilka słów o kolejnych dwóch odmianach:

Mme Isaac Pereire - no właśnie... to dość kontrowersyjna sprawa umieścić ją na liście najlepszych róż do donic. Mimo, iż Mme Isaac Pereire  jest oceniana przez Help Me Find jako "doskonała" nie jest odmianą dedykowaną do pojemników i ma moim zdaniem kilka bardzo poważnych minusów. Ale... ma też bardzo silne plusy... 

Mme Isaac Pereire jest moim zeszłorocznym eksperymentem. Postanowiłam sprawdzić, czy przyjmie się w donicy i będzie kwitła ponieważ pokusiłam się na jej płatki i zapach. Ta piękna "burbonka" ma niesamowite, duże, głęboko różowe kwiaty wydzielające jeden z najmocniejszych zapachów na jaki stać różę. Ponadto słynie z tego, że jest najlepszą odmianą na konfitury z różanych płatków, jest bowiem wyjątkowo aromatyczna. Może być także uprawiana jako róża pnąca.



Mogę już powiedzieć, że mój eksperyment się udał. Róża ładnie przezimowała, przyjęła się i zawiązała dużą ilość kwiatowych pąków, tak więc tylko czekać aż zakwitnie w niedługim czasie. Da się trzymać ją w donicy ale zauważyłam, że woli miejsca bezwietrzne i ciepłe. Niestety, jest ona słodka a co za tym idzie bardzo lubią ją różnorakie szkodniki. Ponieważ jest to odmiana na konfitury i chemia w jej przypadku nie jest wskazana, trzeba się nieco natrudzić by odegnać całą chmarę mszyc. Wspomnę tylko, że jest początek maja a już zabiłam na niej kilka tych szkodników. Moim zdaniem jej odporność na choroby grzybowe wymaga również wiele do życzenia. Jest to róża jednym słowem przepiękna ale stawia przed właścicielem pewne problemy. Poleciłabym ją więc miłośnikom oryginalnej kuchni i wyjątkowych zapachów ale lubiącym wyzwania. Mme Isaac Pereire wyhodował Armand Garçon w 1881 roku we Francji. Jest to róża burbońska nosząca imię żony francuskiego bankiera i zarazem mecenaski owej odmiany. 


Mme Boll - Wymieniałam ją już przy okazji opisu Comte de Chambord, gdyż według "Help Me Find" są to odmiany czasami mylone. Mme Boll ma piękne, bardzo pełne, różowe kwiaty z liliowym odcieniem. Kwitnie z początkiem lata, długo i obficie. 

Piękny okaz Mme Boll do obejrzenia pod adresem http://agnetastrdgrd.blogspot.com
Jak widać odmiana nieźle radzi sobie i w mroźniejszym klimacie.

Krzew osiąga rozmiary około 120 cm. Jest to zdrowa odmiana, określana czasem jako najlepsza z róż portlandzkich acz osobiście uważam, że ten tytuł powinien przypaść jednak Comte de Chambord. Mme Boll posiada ponoć pewną wadę - nie lubi deszczu, więc warto wybierać dla niej osłonięte miejsca. Ma przyjemny i intensywny zapach. W zależności od źródła zalicza się ją albo do róż portlandzkich albo do remontantek. Wyhodował ją Daniel Boll w Stanach Zjednoczonych w 1858 zaś do Europy trafiła rok później za sprawą Boyau.


Na tym zakończę mój przegląd róż historycznych dedykowanych do donic. Przejdę teraz do róż angielskich, co wydaje się dość logiczną kolejnością, ponieważ to właśnie róże angielskie są spadkobiercami róż starych:


Mary Rose - jedna z najsławniejszych angielek. Posiada pełne, nostalgiczne kwiaty w odcieniu, który określiłabym jako ciepły róż. Osiąga wielkość około 120 cm. Ma pokrój lekko zwisły. Wielokrotnie kwitnie i pięknie pachnie. 



Jej zapach to chyba kwestia dość subiektywna, gdyż różne źródła podają jego intensywność zupełnie inaczej: od delikatnego aż do bardzo silnego. Określa się go jako migdałowo-miodowy. Być może intensywność aromatu tej odmiany zależy po prostu od warunków uprawy. Z wszelkich opinii wynika, że to bezproblemowa, zdrowa odmiana. Może rosnąć w półcieniu, jest odporna na upały i deszcz. Wyhodował ją oczywiście David Austin w 1983 roku. 


Sir John Betjeman - Kolejna odmiana Austina, tym razem z 2008 roku. Dość niska róża dochodząca do 100 cm. Posiada bardzo liczne, pełne, różowe kwiaty mające wielkość zaledwie 7 cm. Jest to więc skromniejsza wersja róży angielskiej, co przy uprawie w pojemniku może stanowić czasem zaletę. 


Zapach jest niestety dość delikatny, za to o aromacie jabłka. Kwitnie wielokrotnie, toleruje półcień i gorsze stanowiska. Odmiana odporna na choroby. Według Help Me Find róża została oceniona jako "doskonała". Wydaje się być fajnym, niewymagającym wyborem na niewielkie balkony, szkoda jedynie, że nie posiada tak dobrego zapachu jak niektóre róże angielskie, słynące przecież z intensywności swojego aromatu. 


Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top