featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże w donicach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże w donicach. Pokaż wszystkie posty

Pogodowo - różany update

Lato, lato, lato ach to ty?

Deszczowy maj i zmarznięte róże...

Dla prawdziwych miłośników róż - zostań członkiem Polskiego Towarzystwa Różanego

42 Święto Róży w Kutnie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże w donicach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże w donicach. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2019

Pogodowo - różany update

Wczoraj karmnik odwiedził szczygieł. Widziałam go u mnie na balkonie po raz pierwszy, w okolicy też raczej rzadko bytują. Niestety był tak płochliwy, że nie udało mi się zrobić mu zdjęcia. Zainteresowanie ptaków karmnikiem świadczy jednak, że jeszcze nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać po dacie. Astronomiczna wiosna w powietrzu ale ta prawdziwa dopiero raczkuje. W moim rejonie przyroda się nie spieszy, może zresztą i dobrze. Cały czas w ciągu dnia jest jakieś 9-11 stopni ale przede wszystkim jest nadal szaro i pochmurno. Dzisiaj jest pierwszy słoneczny dzień od wielu dni i temperatura powyżej 15. Niestety słońce ponownie ma rozpieszczać nas dopiero na następny weekend! 

Oglądam sobie zdjęcia znajomych na facebooku wśród traw i stokrotek i zastanawiam, czemu u mnie jeszcze tak nie ma? Tu w okolicy nieśmiało wychylają się krokusy i jakieś pojedyncze fiołki. Ale nawet forsycja jeszcze nie kwitnie. 

Irysy niskie w skrzynkach

A co na balkonie? Prawie wszystko posadzone, czekam jeszcze tylko na róże. Karmnik ościsty też musi poczekać ale doniczki są wkopane w ziemię, żeby nie wymarzł. Nic jeszcze nie kwapi się do kwitnięcia od hiacyntów, przez krokusy na fiołkach skończywszy. Sadzonki chyba się przyjęły, jednak przez pogodę, nie rozwijają się w jakimś zawrotny tempie.

Róże domagały się już przycięcia, dostały także profilaktyczny oprysk z miedzianu. Tak, jak pisałam w innych notkach, najlepszym terminem na cięcie róż jest kwitnienie forsycji, trzeba jednak obserwować pączki, czy nie pękają, ponieważ na balkonie zwykle bywa  po prostu cieplej. To swoisty mikroklimat. W tym momencie, jakiś tydzień po cięciu niektóre z moich róż mają już drobne listki. Po Hance zrobiło mi się miejsce na jeszcze jedną różę ale nie wiem, czy będę w tym roku jeszcze z czymś ryzykować. Potrzebuję donicy do przesadzenia irysów i narcyzów w późniejszym terminie, więc nie wiem, czy się na to nie zdecyduję. No może, jeśli jakimś cudem dostanę, gdzieś przypadkowo Rose de Meaux, którą od dwóch lat próbuję bezskutecznie zdobyć, zmienię zdanie. Wtedy pewnie się nie powstrzymam przed przytachaniem jej na balkon. Jestem dziwna - zamiast zainwestować w coś odpornego, kwitnącego przez cały sezon ja z uporem przynoszę coraz to kolejne róże stare. Ale czy słynne japońskie wiśnie byłyby tak piękne i wyjątkowe, gdyby kwitły cały rok? Nawiasem mówiąc, ponoć już kwitną... 


Młode listki i pączki róż

Martwią mnie narcyzy, bo to jedyne "sklepowe" kwiaty jakie u siebie sadzę. Nie chciało mi się ich klimatyzować ale za to je okryłam. Oby im to nie zaszkodziło. Cała reszta roślin jest ze szkółek, lub z ogródków, gdzie rosły na zewnątrz, więc nie ma z nimi tego problemu - mają tę zaletę, że są już zahartowane. 

Karmnik ościsty wciąż czeka na posadzenie razem z różami.

 Fiołek freckles ma się za to całkiem nieźle.

Hiacynt, który rósł  w domu i został posadzony
 po przekwitnięciu najwyraźniej też się przyjął.

 Wyglądają jak pory ale to narcyzy  bridal crown - zwykle są okryte agrowłokniną. 
Mam nadzieję, że nie wymarzną i zakwitną.

Jak pisałam wcześniej jakiś wielkich planów na ten sezon nie robię, czekam jeszcze na dwie sztuki Eyes for You i szczerze powiedziawszy trochę się już niecierpliwię. Chciałabym wreszcie je wsadzić i sprawdzić swoje teorie dotyczące poprawy wilgotności w moich skrzynkach po owocach. 

W chwili, gdy to piszę, dzwoniec i sikorka robią mi awanturę na balkonie. Zauważyły psa, który ma dzisiaj wreszcie okazję wygrzać się w słońcu. Ponieważ powiesiłam im  orzechy włoskie do skubania, są bardzo niezadowolone, że muszą się dzielić balkonem z jakimś intruzem. Niestety właśnie ponownie sprawdziłam prognozę i wychodzi na to, że jutro balkon będą miały, znowu tylko dla siebie... 


niedziela, 29 kwietnia 2018

Lato, lato, lato ach to ty?

To jest jakieś wariactwo. Nie ma nawet maja a czuję się jakby był początek czerwca a może i środek. Dzisiaj jak nic będzie prawie 30 stopni i przy tym cieple muszę zdjąć osłony z róży, na co aż mnie trzęsie, bo nie mam pewności, czy zaraz nie będę znowu je zakładała na "zimną Zośkę". Ale nie mam wyjścia, nie chce przegrzać donic to może być równie niebezpieczne jak mróz...

sweet dream, bratki i macierzanka w skrzynce

Forsycja nie skończyła jeszcze kwitnąć a tu już lilaki w pełnym rozkwicie, mleczami pokryło trawy niczym latem, są już nawet dmuchawce a dziś na porannym spacerze z psem zachwycił nas kwitnący różowy rododendron. Tylko orzech włoski jakoś się z tej mody wyłamuje i niektóre drzewa, jeszcze nie do końca okryły się listowiem. A u mnie na balkonie jest nie lepiej. Bratki i niezapominajki zrobiły się wręcz gigantyczne, co jeszcze można by wytłumaczyć tym, że dostają owczy obornik ale róże wcale nie są gorsze w tym szaleńczym pędzie.

bratki, mięta i oregano


Jeszcze się dobrze liście im nie porozwijały a już prawie wszystkie mają pączki kwiatowe. Glorie de Djion już ma pierwsze pączki kwiatowe! Coś ponoć ta róża miała późno kwitnąć, ale jakoś się jej na to nie zbiera. A to jeszcze nie jest najdziwniejsze zjawisko. Souvenir de la Malmaison, która ogólnie przedstawia się jak obraz czarnej rozpaczy po zimie: dwa sterczące kikuty i kilka młodych niewyraźnych listeczków, też wypuściła pąki kwiatowe, czego już zupełnie nie rozumiem. Tylko jeszcze Glamis Castle pączków nie ma ale ta róża też nie jest w przyzwoitej kondycji i ma mniej słońca na swoim miejscu. Naprawdę nie wiem co z tego będzie, taki rozkwit przed zimnymi ogrodnikami to nie jest nic dobrego.

Comte de Chambord, Glorie de Djion, Mary Rose

Souvenir de la Malmaison obok dzikiego wina,
 Pompon Blanc Parfait i Glamis Castle

Mimo wszystko nie spodziewam się, żeby w maju zalał mnie jakiś nagły wybuch kwiatów. Raczej zanim to wszystko dojrzeje to będzie jakiś koniec maja, początek czerwca i pierwszy jak zwykle zacznie swoją pieśń Comte de Chambord w tym roku być w towarzystwie Pompon Blanc Parfait. Jednak jeśli dołączy do nich np. Glorie de Djion to już się mocno zdziwię. Spodziewam się, że obecne upały trochę się uspokoją i pewnie trochę ten rozwój roślin wyhamuje.  

pączek Glorie de Djion


Jeszcze kilka słów na temat moich miniaturek, którym z braku czasu nie poświęciłam tutaj jeszcze należytej uwagi. W tych zawodach Heidi Klum jednak dość wyraźnie przegrywa ze Sweet Dream. Ta druga rozwija się przepięknie, zawiązuje mnóstwo listowia formułuje się z niej piękny krzaczek za to piękna modelka raczej skromnie i zdążył się nawet pojawić na niej mączniak. W ogóle spodziewam się plag wszelakich skoro jest tak ciepło, na Comte też już wygniatałam pierwszego skoczka.

Martwi mnie trochę Mary Rose. Taka się "wyłysiała" zrobiła. Chciałabym żeby się mocniej zagęściła, bo kwitnie naprawdę długo i ładnie. Mam nadzieję, że nie przemarzła ani przesadzanie jej nie zaszkodziło. Czas pokaże.

Miłej gorącej niedzieli :)

środa, 3 maja 2017

Deszczowy maj i zmarznięte róże...

Zanim wrzucę jakiś konkretniejszy post zrobię mały update dotyczący moich róż. Nie pamiętam by maj był tak paskudny. Okazało się, że i tak w sumie zostałam oszczędzona przez najgorsze. Uwinęłam się z wszelkimi wiosennymi robotami we właściwym czasie i moje róże wyglądają na zdrowe i ładnie się krzewią. Na majówkę pojechaliśmy na wieś i z radością pomyślałam, że zobaczę wszystkie nasze róże już rozwinięte być może nawet z malutkimi pąkami. Tymczasem niespodzianka. Zwykle o tej porze roku wyglądały dużo lepiej. Ciotka pokazała mi jak wygląda większość krzewów i jakieś 90 % z nich przemarzło - na szczęście nie na tyle byśmy jakiś stracili. Przemarzły teraz pomiędzy kwietniem a majem. Mróz uszkodził młode listki. I nie miało znaczenia, czy to jakiś pospolity mieszaniec herbatni czy coś szlachetniejszego. Nie było sensu nawet robić zdjęć. Bez najmniejszego szwanku wyszły z tego pobojowiska trzy róże: Celeste (jak zwykle zresztą), Zigeunerknabe/Gipsy Boy i o dziwo Summer Song. Gipsy Boy bardzo ładnie się na to lato zresztą zapowiada.

Tę różę posadziłam może ze dwa lata temu a przez ten krótki czas niesamowicie się rozkrzewiła i przepięknie kwitnie. A do tego wszystkiego rośnie praktycznie w zacienionym miejscu, bo zaraz pod jaśminowcem - i zupełnie jej to nie przeszkadza. W zeszłym roku kwitła jak szalona. Co do Summer Song to muszę przyznać, że jestem w lekkim szoku, bo to przecież angielka, która wiadomo jest przystosowana do cieplejszego klimatu. Chyba nie doceniałam tej róży. Kupiłam ją dlatego, że idealnie trafiała w gust mojej ciotki i teściowej. Spodobała się im na tyle, że postanowiły ją rozmnożyć. Ciotka bez problemu uzyskała z niej dwie sadzonki, na których również mróz nie zrobił wrażenia. Do tego krzewi się tak dobrze, że na chwilę obecną, powiem szczerze miałabym problem z odróżnieniem rośliny macierzystej od sadzonki. 

Róża La France 

Patrząc na to wszystko ogarnęło mnie wrażenie, że i tak mamy za mało dobrych róż na wsi. Nie wiem, czy przesadzam, czy to już jest ten etap, że zawsze będzie mało a może rzeczywiście tak jest. Z dużymi krzewami muszę dać sobie spokój, bo ciotka nie ma już, gdzie tego wsadzać ale może jakieś ze dwie róże rabatowe? Może dorzucić jakąś różę pnącą? Mamy dwie pnące róże posadzone w zamierzchłych czasach ale szału nie robią i może by się coś ciekawszego przydało? Zamarzyła mi się  w tym właśnie momencie La France... Mały krzewik na skalniak albo na rabatę. Myślę, że to może być bardzo dobry pomysł do zrealizowania na ten rok... A co do reszty... Zobaczy się.



środa, 29 marca 2017

Dla prawdziwych miłośników róż - zostań członkiem Polskiego Towarzystwa Różanego

Czasami równie ważne jak posiadać ukochane róże jest móc porozmawiać z kimś o naszych różach, wymienić się doświadczeniem, zapytać, podpytać, poszukać inspiracji lub rozwiązania naszych problemów. Mój blog postał z potrzeby podzielenia się pasją - kiedyś już pisałam o tym, że hodowla róż nie jest w naszym kraju wciąż tak popularna jak być powinna, szczególnie jeśli mieszka się w mieście. W większości przypadków nie można porozmawiać z pierwszym lepszym napotkanym znajomym o różach ot tak. Często zdarza się niestety nam miłośnikom róż, prowadzić monologi na temat naszych kwiatów. To się na szczęście zaczyna zmieniać. Ludzie uświadamiają sobie, że róża to coś więcej niż nieokreślona odmiana na rabacie babci (chociaż i ona ma swój urok). Powoli, powoli, ludzie decydują się sadzić na balkonach również róże - nadmiar pelargonii w skrzynkach potrafi być nieco nudnawy...


Pogadałam, pomarudziłam, teraz przejdźmy do meritum. Jakiś czas temu pisałam, że reaktywowało się Polskie Towarzystwo Różane. Bardzo dobra wiadomość dla miłośników róż. Dzisiaj mam jeszcze lepszą. Otóż Polskie Towarzystwo Różane prowadzi nabór nowych członków. Każdy kto jest już znudzony prowadzeniem swojego monologu i dla odmiany chciałby posłuchać naprawdę wybitnych specjalistów, może czuć się zaproszony. W Polskim Towarzystwie Różanym udzielają się chociażby takie postacie jak Pan Marian Sołys. 

Gdyby nie pasja i publikacje Pana Mariana Sołysa dalej byłabym pewnie różanym neandertalczykiem, dla którego róża jedna od drugiej różni się wyłącznie mniej lub bardziej pstrokatym kolorem.

Ale tak naprawdę jest wiele sposobów zrealizowania się w Polskim Towarzystwie Różanym - od hodowli, po publikacje i wycieczki do różanych ogrodów. Każdy wyniesie z tego coś dla siebie. Właściwie można by też powiedzieć inaczej: nie pytaj co róże mogą zrobić dla Ciebie, zapytaj co ty możesz zrobić dla róż!

Dzięki uprzejmości Polskiego Towarzystwa Różanego możecie poniżej pobrać z mojego bloga statut i deklarację klikając w poniższe linki:



Wypełnione deklaracje należy odsyłać na mail sekretarza PTR ala.wisa@neostrada.pl lub na adres:  Alicja Wiśniewska-Kowalewska ul.Poznańska 201,  05-850 Ożarów Maz.

Wysokość rocznych składek członkowskich:
członek - 80 zł
małżeństwa, związki partnerskie - 100 zł
uczniowie, studenci, doktoranci, emeryci i renciści - 45 zł

Wszelkie pytania można kierować na facebookową stroną Towarzystwa: https://www.facebook.com/pg/PolskieTowarzystwoRozane



niedziela, 18 września 2016

42 Święto Róży w Kutnie

Kto spodziewał się święta odpowiadającego jego oprawie marketingowej z pewnością wrócił z uczuciem niedosytu i rozczarowania. Aby oddać sprawiedliwość należałoby powiedzieć osobno o dwóch sprawach: o wystawie róż w Kutnowskim Domu Kultury i o Jarmarku Różanym.

Zacznijmy może od plusów Święta Róży czyli od samej wystawy. Warto było przejechać kawał drogi, żeby zobaczyć ( i powąchać) takie sławy jak Agusta Luise czy Leonardo da Vinci.



Jeżeli mogę mieć do tej wystawy jakieś zastrzeżenia to będą się tyczyły one zasadności hasła pod którym się ona odbywała. Sama nazwa "w ogródku Pana Szekspira" pasowała do tego wszystkiego o tyle, że królowały róże nostalgiczne w stylu starych róż - ale po nazwie można było się spodziewać nieco więcej angielek a było ich zaledwie kilka, zaś róż starych nie było chyba wcale, ja przynajmniej nie zauważyłam ani jednej. A przecież nie wszystkie nie kwitną o tej porze roku. Myślę że, znalazłyby się jakieś godne prezentacji.




Wydaje się, że zdecydowana większość prezentowanych na wystawie róż była autorstwa Kordes lub Tantau. Może jestem przewrotna ale w tym wypadku należałoby zastanowić się, czy "w ogródku Pana Goethego" nie byłoby właściwszą nazwą chociaż domyślam się, że "W ogródku Pana Szekspira" brzmiało bardziej chwytliwe. Niemniej semantyka nie sprawi, że róże były mniej piękniejsze i mniej pachnące acz osobiście życzyłabym sobie więcej angielek. Niewątpliwą zaletą wydarzenia było pojawienie się róż polskich twórców takich jak Venrosa czy Szekspir. Róże polskie wciąż nie są tak popularne jak na to zasługują, nie mówiąc już o tym, że stanowią nasz wkład w historię róż, tak więc promowanie ich przy okazji takich wydarzań wydaje się bardzo zasadne. Trochę zarzutów mam jeszcze co do przestrzeni i wyeksponowania odmian, przynajmniej niektórych. Róże były chyba nieco za mocno upchnięte ze sobą. Czasami z tych ogromnych bukietów ciężko było dostrzec wszystkie odmiany i każdą ocenić. Zdarzało się, że róże o jasnych kolorach gdzieś tonęły przytłoczone karminowymi sąsiadkami tym bardziej, że tłum był dość spory. Nie mniej wystawa i tak robiła wrażenie, róże były porządnie i czytelnie opisane a spotkałam się już z przypadkami, że można zrobić wystawę róż bez podania nazw odmian. Fajnym pomysłem było również zaprezentowanie ciekawostki różanej jaką jest rosa sericea i jej niezwykłe kolce.



Jeśli chodzi zaś o Jarmark Różany to właściwie należałoby go przemilczeć. Wśród kilkuset stoisk może kilkanaście było ogrodniczych. Nie było ani jednego stanowiska ze sprzętem ogrodniczym, donicami, nawozami etc. Na kilku stanowiskach z różami nie pokuszono się nawet o opisanie nazw odmiany. Zapytany sprzedawca nie potrafił odpowiedzieć jakie odmiany posiada. Na innym stoisku sprzedawano róże w postaci korzenia bez żadnego zabezpieczenia, co jest fajne jeśli mieszkamy gdzieś w pobliżu i mamy możliwość szybkiego posadzenia takiej róży. Jeśli musimy przewieść różę np. 300 km (jak moi teściowie) to mamy bardzo małe szanse na jej dowiezienie. Nie każdy o tym wie. Jedyne dwa profesjonalne stanowiska czyli Rozarium Pana Choduna i Rosa Ćwik nie miało odmian starych - z angielkami również kiepskawo (nie mogę mieć o to pretensji, stanowiska odzwierciedlały po prostu wystawę). Na stoisku poprosiłam więc o coś dobrego do donicy w typie starej róży, fajnie jeśli można by prowadzić ją jako pnącą. Zaproponowano mi Guirlande d'Amour. Pomijając kwestię, że tego typu kwiaty nie są moimi ulubionymi, podano mi krzew oblepiony na pąkach uroczą...mszycą. Rozarium Pana Choduna ma naprawdę świetną opinię, więc poczułam się lekko skonsternowana i nie będę tego dalej komentować, uznam to za wypadek przy pracy...




W Rosa Ćwik zadałam to samo pytanie. Pani zaproponowała mi jakieś Kordesy. Przy głębszej rozmowie okazało się, że z zapachem u nich średnio albo wcale, mrozoodporność taka sobie a jak się będzie róża czuła w donicy to właściwie w ogóle nie wiadomo. 

Wiem, że jestem trudnym klientem, ze specyficznym gustem. Z rozczuleniem myślę teraz o moich ulubionych szkółkach, gdzie nawet jak czegoś nie ma, zawsze dobiorą mi coś odpowiedniego albo pomylą się tak, że i tak sprawią mi tym przyjemność. Może to siła zamówień przez internet gdzie sprzedawca ma jednak dostęp do całego asortymentu i chwilę, żeby zastanowić się czego oczekuje klient. Wiadomo, że na straganie gdzie kręci się tłum ludzi, z czego połowa sama nie wie czego chce, bywa różnie. 

Przynajmniej teściowej udało się kupić porządne cebulki narcyzów ale chyba nie po to na Jarmark Różany przyjechaliśmy...

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top