featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany róż do donic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany róż do donic. Pokaż wszystkie posty

Róże o długim kwitnieniu...

Nieustannie kwitnąca róża czyli jeszcze raz o Mary Rose...

Glamis Castle i Mary Rose - uroki róż angielskich

Czas na jesienne róże...

Urodzinowa Swany - biała róża okrywowa

Białe róże w donicach część II

Róża z dalekiej Persji - czyli Rose de Resht

Białe róże w donicach część I

Róże do małych donic czyli odmiany miniaturowe...

Najpiękniejsze odmiany róż do donic, na taras i na balkon - część III

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany róż do donic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany róż do donic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2016

Róże o długim kwitnieniu...

Zgodnie z obietnicą daną little things przygotowałam na dzisiaj mały przegląd róż wielokrotnie powtarzających kwitnienie lub właściwie kwitnących ciągle w jasnych, pastelowych kolorach. Na liście nie będzie Mary Rose ponieważ opisywałam ją w kilku wcześniejszych postach.

Zanim jednak przejdę do wybranych odmian poświęcę kilka słów samemu kwitnieniu. Zdecydowana większość odmian obficie kwitnących będzie miała swoje krótkie okresy spoczynku, po których następuje kolejny "wybuch" kwiatów. Nieliczne odmiany jak np. Mayflower będą posiadały kwiaty praktycznie stale. Jak pokazuje doświadczenie kwitnie jest jednak sprawą względną. Tak naprawdę to czy róża będzie kwitła u was ciągle zależy tyle samo od jej predyspozycji co i warunków panujących w waszych ogrodach albo tarasach. Dobrym przykładem jest moja Glamis Castle. Pan Marian Sołys autorytet wśród rosomanes opisuje tę różę jako kiepsko powtarzającą kolejne kwitnienie zaś sam autor odmiany określa ją jako bezproblemowo kwitnącą. W mojej donicy Glamis Castle jest  różą kwitnącą ciągle. Nie jest to odmiana tak ekspansywna jak Mary Rose, której przyrost jest wręcz imponujący ale po ścięciu przekwitłych kwiatów co chwilę mam nowe pąki. I nie są to małe kwiaty (niektóre róże mają tendencję do skromniejszych kwiatów przy kolejnych kwitnieniach) lecz dorodne białe pąki wielkości piąstki. Przypuszczam, że akurat ta odmiana lubi ciepło, którego na moim balkonie jej nie brakuje. Tymczasem w drugą stronę Rose de Resht róża z reguły silnie kwitnąca, powtarza u mnie kwitnienie w bardzo wymęczony sposób - ta róża w tym sezonie mocno choruje i cudem ją uratowałam. Ale róża wcale nie musi być chora żeby jej kwitnienie było zaburzone - wystarczy, że będzie miała u was trochę więcej cienia, będzie trochę za zimno albo na odwrót i już może nie pokazać pełni wdzięku. Róże to kapryśnice. Są również kwiatami sezonowymi. Kwitną od maja do października przy czym jedne odmiany kwitnienie zaczynają wcześniej i mogą wcześniej je skończyć inne zaś zakwitną później i będą cieszyły oko aż do końca jesieni. Moja najstarsza róża Comte de Chambord zaczyna kwitnienie już pod koniec maja, potem kwitnienie powtarza i konsekwentnie odmawia współpracy z nastaniem września, tak więc wybierając odmianę musimy się zastanowić czy szukamy kwiatów lata czy ozdoby jesiennej rabaty.

Te kilka obiecanych obficie kwitnących odmian starałam się wybierać spośród róż, które znam - odmian stale kwitnących róż jest multum, szczególnie wśród róż współczesnych, ja pragnę polecić te bliskie mojemu sercu.

 Mme Boll w towarzystwie Raphsody in Blue
źródło zdjęcia: pl.pinterest.com/pin

- Mme Boll - nie wiem czemu ciągle zapominam o tej róży, może właśnie dlatego, że jest ona tak podobna do Comte de Chambord i nie chcę wprowadzać drugiego podobnego krzewu, szczególnie kiedy kończy mi się miejsce, więc wyrzucam ją jakoś z pamięci.  Jest to remontantka o silnym zapachu. Kwitnie cały sezon ale należy przycinać przekwitłe kwiaty. Nawiasem mówiąc za każdym razem tak postępuję, czy róża ma zdolność do samooczyszczania czy nie. Zauważyłam, że bardzo pozytywnie wpływa to na kwitnienie. Kwiaty obcinam w momencie, kiedy część płatków zaczyna już opadać. Mme Boll to róża, która lubi ciepłą słoneczną pogodę, więc musi mieć dobre warunki, by pokazać pełnię swego piękna.  
źródło zdjęcia: http://www.rightplants4me.co.uk

- The Mayflower - róża angielska o zapachu dzikiej róży kwitnąca z równym uporem co Mary Rose, chociaż nie tak obficie. Ponoć okres kwitnienia ma bardzo długi nawet od maja aż do października. Również nie przepada za deszczem, przy wilgotnej pogodzie kwiaty mogą zamieniać się w mumie.


- Heidi Klum -  chociaż może nie do końca odpowiada ona wymienionym tu wymaganiom kolorystycznym, bo to róża o ciemniejszej barwie, którą określiłabym jako lilia-róż ta odmiana zrobiła na mnie duże wrażenie swoją żywotnością. Kwitnie stale i to naprawdę okazałymi pachnącymi kwiatami. O tej porze roku wcale nie ubywa jej piękna. Tworzy niski krzew do pół metra wysokości. Jeśli ktoś gustuje w różach nowoczesnych Heidi Klum wydaje się być dobrym wyborem.


-Augusta Luise - zachwalano mi tę różę jakiś czas temu ale dopiero niedawno miałam okazję przyjrzeć się jej z bliska. Przede wszystkim godny uwagi jest kolor tej róży i kształt kwiatu. Rozłożysta i jakby pofalowana w kilku ciepłych pastelowych odcieniach naraz. Ponoć róża ta czerpie wzorce z odmian starych dla mnie zrobiła wrażenie róży na wskroś nowoczesnej ale o romantycznych korzeniach. Taka schabby chic wśród róż. Ma ładny zapach i również jest bardzo żywotna, pięknie i stale kwitnie. Jeśli kolor Heidi Klum nie przypadnie wam do gustu ponieważ wolicie coś łagodniejszego, można wówczas sięgnąć po Augustę Luise.  Ponadto ponoć dobrze rośnie w donicy.



-Glamis Castle - nie mogłabym jej pominąć. To kremowa róża o ciepłym odcieniu, w której jestem absolutnie zakochana od kiedy zakwitła. Uwielbiam jej wyjątkowy zapach słodyczy, jakbym czuła na niej cukierki. Przepięknie komponuje się z błękitną i różową szałwią omszoną ale nie radzę sadzić ich razem w donicy, ponieważ szałwia może ją nieco przydusić. Ja zrobiłam ten błąd i musiałam szybko przesadzać kępy szałwii. Teraz Glamis Castle rośnie w towarzystwie młodej kocimiętki na wszelki wypadek wkopanej w drugą małą donicę. Wspaniała róża o ciężkich pełnych kwiatach z tym właśnie "ale" że, ponoć nie wszystkim chce ona tak ładnie kwitnąć.

źródło zdjęcia: pl.pinterest.com/pin

-Lady of Shalott - kolejna angielka o bardzo romantycznej nazwie. Jedna z ulubionych róż mojej teściowej to zaś przez delikatny morelowy kolor. Kwitnie od czerwca do października. Zapach ma korzenny i umiarkowany. Mocno się krzewi i moim zdaniem podobnie jak inne róże angielskie w tym typie powinna być wyeksponowana w ogrodzie - może to tylko moje wrażenie ale takie angielki z kulistymi kwiatami na rabatach wydają się nieco stłumione i gorzej rosną przy konkurencji innych róż współczesnych. W przestronnym i słonecznym miejscu będzie prezentowała się atrakcyjnie. W ogóle ma coś pięknego w kształcie kwiatu, który zdaje się podlegać ciągłym przemianom. 


- Crown Princess Margareta - skoro już jestem przy temacie ulubionych róż mojej teściowej, zaproponuję jeszcze jedną różę z tej kategorii. To podobna róża, żółto-morelowa ale może być prowadzona jako róża pnąca. Lubi miejsca mocno nasłonecznione, pachnie owocowo. Dorasta aż do 1,8 metra. Tworzy potężny krzew. Kwiaty nadają się do wazonu.


- Abraham Darby - klasyk wśród róż angielskich. To żywotna róża w kolorze od jasnego różu do morelowego o pachnących owocowych kwiatach. Również może być prowadzona jako róża pnąca. Co prawda zdania co do niej są podzielone, ponoć jej kolor jest nieco wyblakły acz ma tę zaletę, że zniesie nawet cień.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Nieustannie kwitnąca róża czyli jeszcze raz o Mary Rose...

Mądrzy ludzie powiadają że nie ma sensu narzekać bo, nic nie trwa wiecznie i wszystko w końcu się odmienia. Narzekaniem psujemy sobie humor, wprowadzamy się w zły nastrój. Ostatnio marudziłam na Mary Rose, że nie jest taka jakbym sobie tego życzyła. Ale teraz kiedy wyprowadziłam ją w końcu na prostą, pozbyłam się z niej mączniaka a pędy, które musiałam obciąć odrosły, jeszcze raz pragnę pochylić się nad tą różą, ponieważ właśnie pokazuje mi jak bardzo byłam w błędzie w stosunku do niej. 




Biję się więc w piersi i przyznaję, że ta róża ma swoje zalety, przy których jej wady bledną. Może i jest to epigon wśród róż ale i tak jest piękna. Jedyne czego potrzebowała to czasu na aklimatyzację i wyjście z choroby. My, ogrodnicy powinniśmy najlepiej to rozumieć - nie wszystko przychodzi do nas od razu, wiele spraw wymaga cierpliwości. Mary Rose  jest tego świetnym przykładem. Ta róża swoje atuty objawiła mi dopiero po dwóch miesiącach - dobrze, że mimo wszystko, wzięłam poprawkę na tę różę.



Tak jak pisałam we wcześniejszej notce, największą zaletą tej róży jest praktycznie nieprzerwane kwitnienie i olbrzymia żywotność. Gdy Mary Rose kwitnie obok Comte de Chambord nie imponuje jakąś wyjątkową urodą ale kiedy Comte de Chambord przekwita, a Mary Rose kwitnie, kwitnie i dalej kwitnie zaczyna się ją doceniać. Jeśli pamiętamy o stałym usuwaniu przekwitłych kwiatostanów róża wciąż ma nowe kwiaty. Wszystkie moje róże są na etapie powtarzania kwitnienia, mają dopiero zawiązane młode pączki kwiatowe a Mary Rose nie traci werwy i praktycznie cały czas wystawia na pokaz swoje piękne rozłożyste kwiaty. 



Róża została wyhodowana w 1983 roku przez Davida Austina. To jedna z jego najsłynniejszych róż. Jest odporna na czarną plamistość i generalnie na większość chorób róż. Jej odporność jest oceniana bardzo wysoką. Mączniak może się jej przydarzyć ale nie należy po tym oceniać całej odmiany. Ja miałam tym razem pecha. Mary Rose otrzymała imię na cześć okrętu flagowego niesławnego Henryka VIII Tudora.


niedziela, 10 lipca 2016

Glamis Castle i Mary Rose - uroki róż angielskich

Zgodnie z planem w tym roku na moim balkonie pojawiły się róże angielskie. Posadziłam dwie odmiany: Mary Rose i Glamis Castle. Już patrząc na te dwa krzewy można sobie wyobrazić jak zróżnicowaną grupą są angielskie róże...



Mary Rose to klasyk wśród róż angielskich. Uznawana jest za jedną z najlepszych odmian tej grupy. Osobiście nie jestem do niej na razie zbyt przekonana. Wydaje się uosobieniem pewnego typu róży starej przez co odbieram ją raczej jako epigona. W moim odczuciu nie ma ona nic więcej do zaoferowania czego nie miałby Comte de Chambord i inne róże stare tego rodzaju. W jakiś sposób jest podobna do nich wszystkich. To co ją wyróżnia to zapach - tak jak u części róż angielskich jest bardzo nietypowy i mocny. Odbieram go jako zapach kwiaciarni. W cieplejsze dni jest on słodko-kwiatowy. Mam wrażeniem, że im krzew jest u mnie dłużej, tym aromat jest milszy dla nosa, chociaż początkowo niespecjalnie mi pasował. To dość surowa ocena Mary Rose z mojej strony ale mam nadzieję, że nie ostateczna. Jeśli chodzi o tę różę, to zamówiłam ją z niesprawdzonej wcześniej szkółki i dostałam po prostu chory egzemplarz, który reklamowałam. Jak to się mówi rozarium, rozarium nierówne - zeszłoroczne angielki z Rosa Plant (Summer Song i Glamis Castle) nie sprawiały mi żadnych kłopotów, obie kwitną zdrowo. Tak wiec moja róża jest po zabiegach przeciwgrzybowych, została również ogołocona i być może muszę poczekać zanim pokaże mi swoje prawdziwe piękno. Ma nad różami starymi ponoć tę przewagę, że kwitnie wielokrotnie i obficie - co było zresztą moim głównym motywem jej zakupu. Jeśli rzeczywiście w późne jesienne dni pozwoli mi się cieszyć urokiem starej róży, to może rzeczywiście warto ją mieć. Od przyjaciółki wiem, że jej sport Winchester Cathedral potrafi dać taki popis.




Jeśli zaś idzie o Glamis Castle to ta róża po raz kolejny udowadnia mi, że przemyślane zakupy krzewów to udane zakupy. W tym wypadku długo wybierałam odmianę i tym razem jest to strzał w dziesiątkę. Moje zdjęcia niestety nie oddają w pełni jej piękna. To ulubiona biała róża Davida Austina i nie dziwię się czemu. Róża jest po prostu zachwycająca, innego na nią słowa nie znajduję. Czemu nazwali ją na cześć szkockiego zamczyska (ponoć porządnie nawiedzonego acz z pięknym ogrodem) nie mam pojęcia. Powinna się nazywać Eos, bo tak właśnie ta róża wygląda - jak delikatna jutrzenka. Pąki początkowo różowe wraz z rozwojem bledną, by stać się białe z kremowym środkiem pąka. Nie jest to taka czysta śnieżna biel ale właśnie  zaróżowiona biel poranka. Przepiękny odcień sprawiający, że róża mimo swojego koloru daje jednak wrażenie pewnego ciepła. Listki są drobne i lśniące, przypominają liście wielkokwiatowych mieszańców herbatnich.



Za to zapach tej róży, chociaż nie tak intensywny jakbym sobie tego życzyła to czysta poezja. Ponoć pachnie mirrą ja jednak czuję w niej wyraźne nuty miodu i słodyczy. Nie znam żadnej innej róży o takim zapachu. Ponoć dużo mniej odporna od Mary Rose ale póki co u mnie sprawuje się jednak lepiej - a przez większość czasu rosła pozostawiona sama sobie w donicy wkopanej w ziemię w naszym wiejskim ogródku. Kwiat nie duży ale bardzo ciężki i obfity. Żeby pąki były ładnie wyeksponowane warto tę róże nieco podwiązywać na podpórkach. Z wiekiem kwiaty tej odmiany stają się większe. Ta Austinka ewidentnie skradła moje serce, do tego stopnia, że być może poszukam miejsca na kolejną niedużych rozmiarów angielkę w tym typie...



I na sam koniec muszę wspomnieć jeszcze o jednej zalecie tej róży. Przepięknie wygląda w wazonie. Te kwiaty niczym słodko pachnące peonie utrzymują się niestety tak ze trzy dni, ale jeśli macie możliwość to naprawdę warto przeznaczyć tę różę do bukietów. Z lawendą komponowałaby się wyśmienicie - sama wybrałam dla niej do towarzystwa błękitną szałwię omszoną.


poniedziałek, 7 września 2015

Czas na jesienne róże...

Patrząc za okno wydaje się, że pora pięknych i kwitnących kwiatów bezpowrotnie przemija a świat roślin powoli zdaje się zamierać. Raczej zbieramy plony niż myślimy o przyszłości. To czas na weki, konfitury z późnych owoców, dynie i porządki w ogródku. Nie mniej tam gdzie jest koniec jest i nowy początek. Jesień bowiem to przede wszystkim czas wprowadzania nowych odmian róż do swoich ogrodów, balkonów i tarasów. Być może jest mokro i brzydko ale właśnie teraz należy zaplanować sadzenie róż a także niektórych bylin oraz roślin cebulowych. Można to zresztą ze sobą połączyć - ja na przykład zakupiłam już cebulki czosnku ozdobnego. Zamierzam go wsadzić do donic z różami - towarzystwo czosnku w ogóle dobrze wpływa na róże tak więc jest to połączenie przyjemnego z pożytecznym.  W zeszłym roku postąpiłam podobnie dosadzając do swojego lilaka krokusy i szafirki.

 Mój tegoroczny wybór róży z gołym korzeniem

Jesienią sadzimy również tulipany, narcyzy, hiacynty, zawilce, szachownice oraz floksy. Tyczy się to także nasadzeń w donicach - może wydawać się, że cebulki będą miały zbyt zimno, gdy przyjdą mrozy ale wystarczy nieco okryć donice i poustawiać je blisko siebie, by większość przetrwała zimę.

Obecnie niektóre rosaria prowadzą już rezerwacje odmian a odbiór róż przypadnie na październik. Jeśli więc szukacie dobrej róży w niezłej cenie to nie przegapcie jesiennego sezonu na tak zwane róże pod postacią gołego korzenia - są one zwykle tańsze niż te w donicach, chociaż wymagają nieco więcej zaangażowania przy sadzeniu - do tego tematu na pewno wrócę w październiku, tym bardziej, że wraz z moją przyjaciółką złożyłyśmy zamówienia na kilka pięknych odmian. Elenka postanowiła spróbować swojej przygody z różami i odmianą Winchester Cathedral. Ja zaś zdecydowałam się uzupełnić stratę po Rosa Mundi również wprowadzając angielkę, będącą dodatkowo kolorystycznym dopełnieniem dla mojej jedynej i zupełnie przypadkowej róży nowoczesnej Swany.  Mój wybór był więc oczywisty - Glamis Castle. Kolekcja na wsi za to wzbogaci się o Summer Song - dzieło Davida Austina, nazwane przez niego de facto "kundlem", a ze względu na charakter nie przystający do większości jego róż angielskich.



Wrzesień to dobry miesiąc na planowanie i podejmowanie decyzji odnośnie róż - sadzenie powinno odbyć się zaś w październiku  lub listopadzie chociaż róże pod postacią korzenia teoretycznie można sadzić aż do kwietnia. Lepiej jednak uczynić to wcześniej niż później. Róża, którą posadzimy zanim zrobi się bardzo zimno wytworzy odpowiedni system korzeniowy. Dzięki temu będzie po prostu zdrowsza i odporniejsza. Nie musi to być jednak reguła. U naszej babci rośnie Gipsy Boy posadzona w 2014 roku w okolicach Bożego Narodzenia i także doskonale się trzyma - dość ciepła zima w tym przypadku wystarczyła dla prawidłowego rozwoju krzewu.

Gipsy Boy posadzona zimą w formie nagiego korzenia, zakwitła już w pierwszym roku.


Ponadto październik jest miesiącem róż z jeszcze jednego powodu. Część odmian powtarza swoje kwitnienie właśnie jesienią - oszronione pęki róż, które wówczas można obserwować stanowią urzekający widok.

Jesień zawsze wprowadza mnie w refleksyjny ton. Obserwując przemiany w przyrodzie, staram się sobie uświadomić, że zmiany w naszym życiu są tak samo naturalne. Dotyczy nas to samo odwieczne prawo natury. Jedyna różnica jest taka, że w nas czasami powoduje to lęk zaś przyroda przekształca się bez skargi. Staram się o tym pamiętać tym bardziej, że  jesień nie jest dla mnie smutna, czy pusta - zawsze jestem bogatsza o ten rok doświadczenia, mój mały balkonowy ogródek znowu mnie czegoś nauczył - po prostu stare robi miejsce nowemu, dzięki czemu możemy iść do przodu, postarać się naprawić nasze błędy z poprzedniego sezonu. Nasze rośliny w przyszłym roku urosną a w miejsce tych zmarniałych przyjdą inne, jednoroczne kwiaty przeminą zostawiając jednak po sobie wiedzę i dobre wspomnienia na zimowe wieczory. Dzięki temu, że odejdą nie będziemy musieli wciąż trwać przy tym samym i znowu się czegoś nauczymy o innych gatunkach i jednocześnie o nas samych. Świat roślin naprawdę jest świetnym nauczycielem życia i cierpliwości zarazem...

niedziela, 16 sierpnia 2015

Urodzinowa Swany - biała róża okrywowa

Znajomi potrafią czasami wprowadzić w życie nieco zamieszania i to na różne sposoby. Ile razy dostaliście prezent, z którym nie wiedzieliście co macie zrobić? Wyrzucić to brak szacunku i marnotrawstwo - ktoś w końcu chciał okazać wam serce i przeznaczył dla was swoje ciężko zarobione pieniądze. Oddać komuś, komu bardziej się przyda? Czemu nie ale tylko po kryjomu, by nie sprawić zawodu. A może jednak spróbować się przekonać? 

Moi znajomi ostatnio wycieli mi taki właśnie numer (całe szczęście nie czytają tego bloga). Kupili mi najoczywistszą rzecz jaką mogli kupić. Różę. Gdy zobaczyłam jak wchodzą trzymając zapakowany kwitnący krzew pomyślałam uśmiechając się dla niepoznaki: "o mój Boże nie, tylko nie róża, co ja z nią zrobię? Chyba pojedzie na wieś, czy nie mogliście kupić mi po prostu czekoladek?". Z różą, którą kupujecie dla rosomaniaka jest jak z perfumami. Trzeba trafić w gusta. Moi znajomi wiedzą, że preferuję róże historyczne, niestety były niedostępne w szkółce, którą odwiedzili. Przywieźli mi więc coś innego jako "tło dla moich okazów". 




Żeby nie było gust mają naprawdę dobry. Dostałam sprawdzoną różę okrywową Swany. Nikły zapach to jej minus, ale bardzo liczne kwiaty o płaskim kształcie są urocze. Nie wykorzystam jej w kuchni ani do konfitur ale rozrasta się mocno i jest odporna na trudne warunki, czyli mogę umieścić ją na parapecie. Reprezentuje dobrą markę: francuską firmę Meilland. HMF oceniło różę jako "doskonała". Ponadto nieźle czuje się w donicy. To pewniak acz nie "mój gatunek wina". Nie mniej prawdziwy problem leżał w czymś zupełnie innym. Swany jest biała. Czasami różowieje ale nie przy takiej pogodzie
. Jestem jedną z tych osób, które starannie wybierają róże a później dobierają pod nie inne rośliny, mając również na uwadze kolorystyczne akcenty. Na moim balkonie nie ma nic w odcieniach bieli czy żółci. Nawet owoce i warzywa są pod tym względem zdyscyplinowane i to łącznie z truskawkami, które kwitną na różowo (odmiana Toscany).



Jednak jak to w życiu bywa głupie pomyłki czy nietrafione prezenty są okazją do wypróbowania czegoś nowego. Stąd ostatecznie posadziłam Swany w większej donicy w towarzystwie mikołajka alpejskiego i wzięłam się za planowanie przyszłego sezonu zamierzając uzupełnić odcienie różu i błękitu o biel. Mary Rose, co do której prawie się zdecydowałam zostanie prawdopodobne zastąpiona Glamis Castle (czyli potomkiem Mary Rose). Jest to tak naprawdę niezłe wyjście, gdyż co do zapachu Mary Rose opinie bywają sprzeczne, za to Glamis Castle przyniesie na mój balkon intensywny zapach mirry. Wprowadzenie koloru białego ma jedną ważną zaletę - jest mnóstwo intensywnie pachnących białych roślin wydzielających swój zapach wieczorem i nocą. Tak więc wieczorniku damski, tytoniu i jasminum - witajcie!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Białe róże w donicach część II


Kontynuując jeden z poprzednich wątków pragnę przedstawić wam jeszcze kilka odmian róż o białym kolorze, szczególnie nadających się do uprawy pojemnikowej. Stworzyłam niewielką listę takich odmian na potrzeby mojej znajomej, przymierzającej się do rozpoczęcia swojej przygody z różami. Starałam się wybierać odmiany łatwe w uprawie, chociaż dodałam również kilka pięknych kapryśnic jak w wypadku róży starej o nazwie Leda. Niektórzy lubią wyzwania... 

Zanim jednak przejdę do opisu kolejnych białych róż chciałabym napisać jeszcze kilka słów odnośnie ich koloru. Biel róż nie zawsze pozostanie czysta.W wypadku niektórych odmian z reguły biała barwa jest lekko złamana przez róż lub róża posiada różowe akcenty jak np. końcówki płatków Ledy. Jednak biała róża może także zmienić swój kolor pod wpływem temperatury i środowiska. Barwa róży nie zależy bowiem tylko od genów ale od jej metabolizmu. Z tego właśnie powodu wciąż nie uzyskano róży w kolorze błękitu a wszystko co udało się osiągnąć to lilia. Zresztą i róże w odcieniach lila mają tendencje do różowienia. Widziałam zdjęcia kwiatów odmiany blue rhapsody fotografowanej w różnych warunkach. Odcienie znacznie się od siebie różniły. Jeśli hodujecie róże stare również możecie zaobserwować jak u niektórych odmian zmienia się barwa. Nie tylko pod wpływem warunków zewnętrznych. Wiek płatków również ma znaczenie i  część wraz z rozwojem zmienia barwę... Tak więc przy wyborze róż poza określeniem koloru, zwracajmy uwagę również i na inne cechy jak odporność na choroby i upał, tolerancja deszczu, możliwość używania odmiany w kuchni, jej zapach i pokrój.

Oto kilka odmian białych róż wartych polecenia:

Margaret Merril - róża rabatowa i floribuda, oceniona przez HMF jako doskonała. Jest nieduża. Dorasta do 80 cm. Posiada intensywny zapach korzenno - cytrynowy. Toleruje wysokie temperatury. Otrzymała prestiżową nagrodę AGM londyńskiego stowarzyszenia Royal Horticultural. Może być wrażliwa na czarną plamistość. Lekko różowieje wewnątrz pąka.



Aspirin Rose - floribuda i róża patio (także do mniejszych donic). Piękna róża, która lekko różowieje pod wpływem niższej temperatury. Bardzo odporna z certyfikatem ADR za to z nikłym zapachem. Powtarza kwitnienie, jej pokrój jest lekko zwisający. Dorasta do 100 cm.


Glamis Castle - róża angielska, dzieło Davida Austina. Nazwana na część jednego ze szkockich zamków. Dorasta do mniej więcej metra. Posiada bardzo ciekawy zapach mirry. Kwiaty są  pełne, nostalgiczne w stylu róż historycznych, jak to zwykle w wypadku róż angielskich bywa. Powtarza kwitnieniu. Róża toleruje półcień. Niestety może być podatna na choroby. Zaleca się również okrywanie jej na zimę.



Nemo - odmiana w stylu dzikiej róży niestety bez zapachu. Floribuda. Otrzymała ADR w 2000 roku. Mocno kwitnie i powtarza kwitnienie. Dość niska i krzaczasta odmiana osiągająca rozmiar do 100 cm. Oceniona przez HMF jako doskonała. 



  
Sea Foam - z pewnością nazwa ma nawiązywać do piękna Afrodyty zrodzonej z morskiej piany. Róża rzeczywiście jest piękna i ciekawa. Odmiana zdrowa i obficie kwitnąca od czerwca do października. Kwiaty utrzymują się długo zaś pędy są płożące. Może być prowadzona jako róża pnąca. Szybko rośnie. Posiada delikatny zapach. Toleruje wysoką temperaturę. Ponoć jest bardzo ekspansywna. Została oceniona przez HMF jako doskonała.



Pierwszą część najładniejszych moim zadniem róż o białym kolorze znajdziecie pod tym linkiem:  http://rozanybalkon.blogspot.com/2015/07/biae-roze-w-donicach-czesc-i.html

środa, 5 sierpnia 2015

Róża z dalekiej Persji - czyli Rose de Resht

Zakupiłam wreszcie nową różę. Nie wybrałam żadnej z mojej listy najlepszych róż do donic. Postąpiłam trochę przekornie a trochę zadecydował przypadek. Tak naprawdę chciałam kupić Louise Odier. Zanim jednak złożyłam zamówienie wszystkie egzemplarze zostały sprzedane. Niestety - dobre róże są jak truskawki. Te najlepsze, pachnące i smaczne są dostępne wyłącznie o konkretnej porze roku, jeśli ich nie kupimy we właściwym czasie zostaną nam jedynie marne podróbki lub mrożonki a smakołyki dostanie ktoś inny. Na szczęście róże w przeciwieństwie do truskawek mają swój sezon również w październiku, kiedy to w rozariach pojawiają się gołe korzenie. 

Nie chciałam jednak czekać tak długo. Skoro Louise Odier była już niedostępna stwierdziłam, że potrzebuję róży, która zaoszczędzi mi trochę miejsca a zatem będzie mogła stać na parapecie. Moje parapety bardzo się nagrzewają, szczególnie w tak upalne dni jak dzisiaj, stąd róża musi być odporna na gorąco. Poza tym musi posiadać przynajmniej przyzwoity zapach a do tego być różą historyczną, ponieważ kolekcjonuję właśnie tę grupę. Odpowiedź była więc jedna: Rose de Resht. Jeśli ta róża radzi sobie z klimatem Iranu, poradzi sobie i z moim parapetem. Swoją drogą biję się w piersi gdyż zupełnie o niej zapomniałam tworząc listę najlepszych róż do donic. Będę musiała ją uzupełnić w jakiejś niedalekiej przyszłości...



Historia róży Rose de Resht jest co najmniej dziwna. Nie możemy powiedzieć o niej nic pewnego poza tym, że w latach 50 przywiozła ją z okolic irańskiego miasta Resht brytyjska podróżniczka i ogrodniczka Nancy Lindsay ogłaszając, że odkryła nową odmianę. Najprawdopodobniej Rose de Resht była jednak znana i hodowana w Europie już wcześniej - została opisana w katalogu Williama Riversa w 1843. Inna wzmianka o niej pochodzi z roku 1915. Czy to na pewno ta róża i co się stało z tą odmianą, że zaginęła na ponad 30 lat tego nie wie nikt. Rose de Resht czasami określa się jako damasceńską a czasami portlandzką. Tak naprawdę nie znamy ani dokładnego pochodzenia ani hodowcy. 



Jeśli chodzi o walory tej róży to poza jej odpornością na gorąco i upały cechuje ją również mrozoodporność. Ciężko uwierzyć ale ta pochodząca z gorącego klimatu róża damasceńska jest polecana przez Szwedzkie Towarzystwo Różane do sadzenia na północy Szwecji. Jak na chwilę obecną mogę powiedzieć, że naprawdę nieźle znosi gorąco a mam ją jak testować przy obecnych temperaturach. Pomagam jej trochę rozkładając parasolkę, nie mniej płatki kwiatów nie uszkadzają się od gorąca. Jej odporność na choroby jest oceniana jako dobra lub bardzo dobra. 


Pięknie pachnie, jej zapach jest mocno perfumowy i intensywny. Miałam okazję się o tym przekonać, gdyż dostałam sadzonkę kwitnącą. Gdy wyjęłam ją z paczki kilka kwiatów opadło i zapach słodkich perfum wypełnił powietrze. Przypomina mi nieco Comte de Chambord, chociaż mam wrażenie, że jest zdecydowanie mniej owocowa. Moja sadzonka na chwilę obecną posiada dwa małe pachnące kwiaty. Jeśli łaskawie zechce powtórzyć kwitnienie w nowych warunkach wcale nie zdziwię się gdy aromat nieco się zmieni. Nauczyłam się już, że róża po dostawie jest nieco kapryśna a jej kwiaty są mniejsze i mniej popisowe, nie zawsze chce też drugi raz kwitnąć (jeśli oczywiście mówimy o róży powtarzającej kwitnienie). Na właściwy "występ" róży często trzeba czekać na drugi rok. Rose de Resht oczywiście kwitnienie powtarza, niektórzy piszą nawet, że właściwie kwitnie ciągle. Kwitnie od czerwca do września. Zobaczymy jak będzie to wyglądało u mnie. Róża dorasta do mniej więcej 100 cm. Ciekawe są jej liście - duże i podłużne, ciemnozielone, trochę kojarzą mi się z liśćmi czarnego bzu. Rose de Resht jest polecana przez liczne poradniki jako szczególnie nadająca się do donic zaś HMF oceniło ją jako "doskonałą". Otrzymała ponad 50 nagród na wystawach różanych. 


poniedziałek, 27 lipca 2015

Białe róże w donicach część I

Pisząc o białych różach musimy przede wszystkim sprecyzować, co mamy na myśli. Podobnie jak w wypadku róż herbatnich i herbacianych możemy mówić o dwóch różnych rzeczach: kolorze oraz gatunku czyli Rosa Alba. Jeśli natkniecie się gdzieś na przepis dotyczący kosmetyków zalecający użycie róży białej, możecie być pewni, że chodzi o Rosa Alba, mają one bowiem bardzo przyjemny zapach. Co ciekawe róże Alba nie zawsze bywają białe a ponadto czasem różowieją pod wpływem czynników środowiska.  

                                                                              
     Róża Biała Konigin von Danemark  

Tym razem będzie chodzić jednak o kolor. Jakiś czas temu, moja znajoma oglądając zdjęcia odmiany Frau Karl Druski stwierdziła, że chętnie posadziłaby w donicach róże o białym kolorze. Obiecałam pomóc dobrać coś ciekawego. Długo kazałam na siebie czekać, nie mniej w końcu zamierzam wywiązać się z zadania. 

Zacznijmy może od Frau Karl Durski. Moim zdaniem nie będzie ona najlepszym wyborem. Potrafi być kapryśna, nie jest również zalecana jako odmiana szczególnie nadająca się do donic. Oczywiście zawsze można spróbować posadzić ją w dużej donicy i zobaczyć co z tego wyniknie. Nie mniej istnieje chyba wiele innych odmian o białym kolorze lepszych dla osoby zaczynającej swoją przygodę z różami - Frau Karl Durski może być podatna na mączniaka i nie ma zapachu. Jak dla mnie duży minus. Nie zapominajmy jednak, że przez długi czas była chyba najpopularniejszą biała różą, ma więc napewno więcej zalet niż wad.




Przejdźmy dalej:

Ilse Krohn Superior - biała róża pnąca. Można prowadzić ją wzdłuż balustrady balkonu. Ponoć świetnie rośnie w donicy, nie sprawia problemów, do tego często kwitnie i szybko się rozrasta Posiada przyjemny zapach. Mrozoodporna o szlachetnych pąkach. Dziecko firmy Kordes - oceniona przez HMF jako "doskonała".



Leda - stara róża sprzed 1827 roku. Róża damasceńska o pięknym, silnym zapachu. Oceniona jako doskonała, niemniej ponoć bardzo kapryśna na warunki pogodowe. Posiada rozetowe białe kwiaty zabarwione szkarłatem na samym końcu, powtarza kwitnienie. Piękna róża z ciekawą historią, jej pielęgnacja wymaga jednak trochę zachodu. 



Boule de Neige - róża burbońska lub noisette. Sama klasyfikacja stanowi już zachętę. Moim zdaniem, ten kto widział różę burbońską przynajmniej raz, nigdy już o niej nie zapomni. Ciężkie, wyjątkowo kształtne pąki o silnym zapachu zwisające z krzewów, robią wielkie wrażenie. Zauważyłam, że róże burbońskie nie lubią przesadnego gorąca, dlatego nie radzi się ich sadzić od strony południowej. Sama złamałam tę zasadę i od dłuższego czasu wspomagam się parasolką by moja burbonka się nie przegrzewała. Od upału niszczą się końce płatków. Boule de Neige może rosnąć w niewielkim cieniu, pięknie pachnie. Portal "Moje Róże Moja Pasja" pisze, że panuje opinia iż jest to jedna z najlepszych starych róż ogrodowych. Powtarza kwitnienie a jej kwiaty pachną jabłkiem. Naprawdę cóż chcieć więcej?



Flora Romantica - kwiaty o nostalgicznym kształcie, posiada ładny zapach. Dzieło francuskiej firmy Meilland ocenione jako "doskonałe" przez HMF. Róża parkowa powtarzająca kwitnienie.



Innocencia - bardzo romantyczna nazwa dla białej róży. Inna jej nazywa to Innocenci Vigorosa. Krzew z certyfikatem ADR. Niestety bez zapachu, za to dobrze znosi niekorzystne warunki. Jest to floribunda wyhodowana przez firmę Kordes. Osobiście przypomina mi nieco połączenie szlachetnej białej róży z popularną różą pomarszczoną. Krzew jest mały, kompaktowy - dorasta do 50 cm. Odporna na mróz i choroby. Medalistka z Rzymu.


I ostatnia na dzisiaj:

Little White Pet - muszę przyznać, że ta nazwa bardzo przypadła mi do gustu. W sumie tak traktuję swoje róże - jak domowe zwierzęta, a dodatkowo mam właśnie małego, białego psa. Little White Pet to stara róża z 1879 roku, nazywana również Belle de Teheran. Kremowe kwiaty, drobne, dość małe w kształcie pomponów. Pąki są różowe, kwitnie obficie i powtarza kwitnienie. Toleruje niewielki cień. Ma delikatny owocowy zapach. Pochodzi z USA. Medalistka. 





poniedziałek, 6 lipca 2015

Róże do małych donic czyli odmiany miniaturowe...

To czy róże będą dobrze rosły w pojemniku zależy od dwóch czynników: ich pokroju i systemu korzeniowego. Część róż np. większość róż portlandzkich, dość mocno się korzeni - taka róża będzie rosła kiepsko w donicy a z czasem może zrobić się bardzo problematyczna. Będzie częściej chorowała i marnie się krzewiła. Słyszałam, że w skrajnych przypadkach źle dobrana róża zamiera po kilku latach. Pokrywałoby się to z moim doświadczeniem. To dlatego rosaria w opisach odmiany umieszczają często informację, mówiącą czy róża nadaje się do pojemnika. Oczywiście możemy eksperymentować. Pomijając "donicowe pewniaki" takie jak Mme Boll czy Comte de Chambord  większość róż prawdopodobnie przyjmie się nieźle, jeśli damy im odpowiednio dużą donicę. Im większa donica tym większe szanse powodzenia naszego eksperymentu - duża donica to większe korzenie, więcej wartości odżywczych do pobrania i bujniejszy wzrost. Prawdopodobnie nasza róża nie dorówna tym ogrodowym, ale będzie piękna i zdrowa a o to nam chodzi. 

Odmiana Baby Masquerade

Ale co z tymi, którzy nie dysponują miejscem nawet dla standardowej donicy? Mieszkańcy kamienic i niektórych bloków mają czasami do dyspozycji jedynie parapet lub naprawdę niewielki balkon. Otóż nawet oni nie muszą rezygnować z hodowli róż. Istnieją grupy, które będą dobrze rosły nawet w takich warunkach.

Róże miniaturowe wyhodowano już w XIX wieku. Ich "matką" była karłowata róża chińska "Minima". Obecnie róże miniaturowe stanowią bardzo liczną grupę różnorodnych odmian. Czasami dla określenia róż miniaturowych używa się również nazwy "patio". 

Odmiana Charmant

Wszystkie róże miniaturowe nadają się do pojemników. Część z takich róż może rosnąć nawet w bardzo małych pojemnikach np. róże z rodzaju "party" firmy Poulsen Roser A/S. Niektóre róże miniaturowe są pachnące. Występują w wielu kolorach i odcieniach. 


Odmiana Garden of Roses

Kiepska ziemia może wpłynąć na ich zdrowie powodując zakażenia i choroby liści, acz dotyczy to głównie starszych odmian. Inną kwestią jest mrozoodporność takich róż. Spora część z nich jest hodowana za pomocą metody in vitro. Ponieważ są to róże na tak zwanych "własnych korzeniach" mają one zmniejszoną mrozoodporność. Przy małej donicy może to być kłopotliwe. Pamiętajmy, że nawet róż miniaturowych nie wolno stawiać zimą na korytarzu. Róże nie reagują na ciepło zimą tak jak np. pelargonie. Widziałam raz, co się z takimi różami dzieje. Był to bardzo przykry widok. Róża musi przejść w stan spoczynku, by dobrze kwitnąć na drugi rok. Jeśli nie dysponujemy jasnym miejscem o temperaturze około 5 stopni to róża musi zostać okryta i pozostawiona na zewnątrz. Z mojego doświadczenia wynika, że w małych donicach rośliny bardziej przemarzają stąd róże miniaturowe warto porządnie zabezpieczać. Róże miniaturowe okulizowane na podkładkach mają lepszą mrozoodporność, możemy ich więc używać również w ogródkach skalnych i na rabatach.

Mam nadzieję, że w kolejnym poście przedstawię wam bardziej szczegółowy opis co wartościowszych odmian róż miniaturowych. Nawet na dużym balkonie czasami kończy się miejsce. Wówczas róża, którą można upchnąć do małej wiszącej skrzynki może okazać się prawdziwym błogosławieństwem :)

Odmiana Roxy





sobota, 30 maja 2015

Najpiękniejsze odmiany róż do donic, na taras i na balkon - część III

Dzisiaj pragnęłabym przedstawić wam kolejne propozycje najbardziej interesujących róż do donic. Tym razem zamierzam skupić się wyłącznie na różach współczesnych zaczynając swoją listę od róż pnących. O ile dobrze się orientuję korzenie róż pnących, tak jak w wypadku niektórych portlandzkich, dość mocno się rozrastają, stąd wybór odmian do pojemników jest nieco ograniczony. Pnące róże na balkonie czy tarasie są jednak nie do pobicia pod względem układu, który można uzyskać. Przez kilka lat miałam różę pnącą, którą mocowałam do balustrady i prowadziłam ją wzdłuż barierek. Niestety byłam wówczas dość początkującym "rosomaniakiem" i wybrałam odmianę, która średnio czuła się w donicy, stąd nigdy nie uzyskałam pożądanego efektu. Róża ładnie kwitła ale nie zagęściła się właściwie. Ostatecznie też zamarła z powodu choroby. Była to jednak moja pierwsza róża, więc o różach pnących na balkonie myślę z dużym sentymentem. Oczywiście w ich wypadku im większa donica tym lepiej - właściwie biorąc pod uwagę, że róże rosną w jednej donicy przez wiele lat, mniejsze skrzynki będą odpowiednie raczej dla konkretnych grup w stylu róż miniaturowych czy patio... Przejdźmy jednak do róż pnących...

Super Excelsa - jest to róża pnąca typu rambler. Jej szczególną zaletą jest wysoka odporność na choroby. Uzyskała certyfikat ADR w 1991 roku. Niestety jak to to zwykle bywa w przypadku bardzo odpornych róż nie posiada zapachu. Kwitnie jednak obficie i rozrasta się do 2,5 metra. Jeśli komuś marzy się obrośnięty różami balkon a niespecjalnie zależy mu na zapachu, będzie to dobry wybór. 



Guirlande d'Amour - klimber o zapachu dzikiej róży i mieszaniec piżmowy. Jak dla mnie jest to bardzo przyjemna, efektowna róża. Naprawdę ma coś coś w sobie z róż dzikich. Kwiaty są białe, półpełne, niewielkich rozmiarów ale gęsto porastają krzew. Guirlande d'Amour na balkonie wymaga porządnego okrycia. Mieszańce piżmowe chyba mają to do siebie, że mrozoodporność nie należy do ich największych zalet. Osobiście jednak bardzo lubię te róże, zawsze przywodzą mi na myśl ośnieżone góry. 



Warto jeszcze wspomnieć, że zimowanie mocno rozrośniętej róży pnącej wymaga nieco zaangażowania - a właściwie większego zapasu agrowłókniny. Nie ma sensu przenosić takiej róży do garażu. Wyobraźcie sobie przenoszenie 2 metrowego kolczastego kolosa. O wiele łatwiej po prostu nieco unieść donicę, zabezpieczyć ją pianką, wierzch okryć igliwiem, ewentualnie zebrać pędy i porządnie owinąć je odpowiednim materiałem. Nie raz pokaleczyłam się przy takim zabiegu ale da się to zrobić. Stąd dla chcącego nic trudnego...

Kolejną wartą polecenia grupą będą róże nostalgiczne. Wiele odmian róż nostalgicznych rośnie dobrze w pojemnikach. Mają one staromodny wygląd kwiatów i co ważne, niezły zapach - acz spotkałam się też z opinią, że daleko mu do intensywnego aromatu niektórych róż historycznych. Nie wąchałam osobiście, nie będę więc oceniać. Powiem tylko, że jeszcze nie widziałam hydrolatów i olejków z tej grupy róż, więc może to prawda (chociaż może to być po prostu kwestia czysto praktyczna)... Nie ulega wątpliwości, że to zaś odmiany zdrowe, o pięknym kolorze i zmysłowym kształcie. 

Leonardo da Vinci - chyba nie trzeba jej nikomu przedstawiać. Słynna róża, bardzo popularna ozdoba wielu polskich ogrodów. Ta róża zdobyła sobie wielu wielbicieli.  Ma delikatny zapach. Kwiaty mają przypominać nieco róże francuskie. To odporna odmiana, łatwa w uprawie, raczej bezproblemowa. Otrzymała złoty medal na wystawie w Monza. Inna odmiana tego typu dostępna jest również w kolorze czerwonym.



Mary Ann - wybrałam tę róże przede wszystkim ze względu na jej urzekający kolor. Wiem, że róże w łososiowym kolorze mają wielu fanów a na moim blogu takie okazy zdarzają się rzadko. Postanowiłam nieco to nadrobić przedstawiając wam właśnie Mary Ann. Kolor Mary Ann nie jest jednolity, przechodzi od różowego, przez brzoskwiniowy po łososiowy. Moim zdaniem ta róża ma także bardzo ciekawy ćwierćrozetowy kształt kwiatów. Przypomina nieco róże angielskie, takie jak np. Crown Princess Margareta. Jej zapach jest umiarkowany. Odporność na choroby dobra. Nie jest to zbyt popularna odmiana, ale znam osoby, które patrząc na te kwiaty pokochałby je całym sercem. 



To tylko dwie odmiany, które urzekły mnie osobiście i stanowią mój dość subiektywny wybór - pamiętajcie jednak, że w tej grupie asortyment odpowiednich odmian do pojemników jest naprawdę duży i zawsze możecie wyruszyć na własne poszukiwania. To z pewnością grupa, która może chwycić za serce i przekonać do siebie nawet osoby nie specjalnie przepadające za różami a do tego odporna i łatwa w uprawie.







Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top