featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtopic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtopic. Pokaż wszystkie posty

Pomyśl o innych w święta i wspomóż psiaka lub kociaka...

Ogrody dla wróżek

Idzie wiosna - czyli sadzimy chili...

Charytatywny kalendarz - Calendar Flowers 2016

Zimowe inspiracje i dekoracje...

Wystawa roślin mięsożernych w łódzkiej Palmiarni

Nietypowe konfitury - arcydzięgiel liwor, anielski korzeń

Lato w warzywniaku - pomidorki w donicy

Rośliny pomocne pszczołom...

Mini szklarnia na balkonie - uprawa roślin

Papryczki chili: tajskie, cayenne, czekoladowe habanero i inne...

Mini szklarnia na balkon - czy warto?

Niezwykłe spotkanie z grubodziobem

Plan nasadzeń 2015

W oczekiwaniu na wiosnę...

Jaja zamiast inspektu...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtopic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtopic. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Pomyśl o innych w święta i wspomóż psiaka lub kociaka...

Miałam ten post umieścić nieco wcześniej ale nie udało się. Całe szczęście na pomaganie nigdy nie jest za późno, prawda? A święta jeszcze trwają... Mam taką zasadę, pewnie zresztą jak wielu z was, że na święta wspomagam organizacje charytatywne. Bez tego ten piękny czas miałyby dużo mniejszy sens. Nawet gdy mam bardzo dużo wydatków, zawsze staram się znaleźć, chociażby kilka złotych w kieszeni. Chyba mniej więcej trzy lata temu, trafiłam na bardzo fajną formę pomocy i stało się to moją świąteczną tradycją. Każdy z nas słyszał o "Szlachetnej Paczce" a kto z was słyszał o świątecznej paczce dla bezdomnego zwierzaka czyli "Gwiazdce dla Bezdomniaka"? Chyba wciąż za mało osób. Taka forma pomagania w święta bardzo trafiła mi do gustu, bo czy jest coś przyjemniejszego, niż wysłać świąteczny prezent do potrzebującego psiaka czy kociaka? One są jak dzieci, cieszą się z każdej drobnostki a te w schroniskach nie mają w swoim życiu zbyt wiele radości. 



Gwiazdka dla Bezdomniaka jest strasznie wygodną i prostą formą pomocy, nie wymaga wychodzenia z domu ani nawet ruszenia się od komputera - podarować zaś możemy prezenty od kilku do kilkuset złotych w zależności od naszego budżetu. Wchodzimy na stronę "dla schroniska", wybieramy jakiegoś psiaka, kota lub inne zwierzątko domowe i klikamy. 


Przy zwierzaku wyświetli się nam ilość karmy, środków czystości, zabawek i smakołyków, które są potrzebne dla jego godnego życia oraz cena za ich kupno. Kupujemy tyle ile chcemy, płacimy za zakupy a paczka wkrótce trafia do zwierzaka. 

Do obdarowania jest ponad 2000 zwierząt. Dwa tysiące małych bied, które z powodu człowieka znalazły się w schroniskach. Zawsze staram się wyszukiwać zwierzaki, które jeszcze nic od nas nie dostały lub dostały niewiele. Takim psiakiem jest na przykład Pazdan http://dlaschroniska.pl/zwierzak/Pasdan+/2925

Bardzo zachęcam was do udziału w Gwiazdce dla Bezdomniaka. Możemy wymazać chociaż część tej krzywdy, którą człowiek czyni swoim braciom mniejszym. Jednocześnie życzę Wam zdrowych, wesołych i przyjemnych świąt oraz wspaniałego Nowego Roku.



niedziela, 28 lutego 2016

Ogrody dla wróżek

Fairy Gardening - to miniaturowe ogrody w misach. Mają być odbiciem wiejskich, angielskich, francuskich i romantycznych ogrodów w wielokrotnie pomniejszonej skali. Mają również swoich mieszkańców w postaci elfów i wróżek. Moda na wróżkowe ogrody trwa już od kilku dobrych lat i wciąż nie przemija. Jeśli macie dzieci Fairy Gardening to obowiązkowa pozycja dla was. Zaciekawi również każdego kto ma zapał majsterkowicza lub lubi modele. 





 
 
źródło zdjęć: http://www.explosion.com


Wróżkowe ogrody są odzwierciedleniem prawdziwych ogrodów. Nie musimy czekać na wiosnę, by zająć się ich przygotowaniem, ponieważ wszystko zależy od tego z jakich roślin chcemy go zaprojektować - możemy stworzyć ogród egzotyczny i wówczas można będzie trzymać go w mieszkaniu. Będzie on z pewnością rozweselał nas w długie, szare, jesienne i zimowe wieczory.  Inną opcją jest również wykonanie elfiego ogródka bezpośrednio wkomponowanego w rabatę. Jak się okazuje wówczas można wykorzystać przestrzeń którą tworzy nawet warzywniak.



Tworząc mini ogródek w misie korzystamy oczywiście z roślin spośród, których dostępne są ładnie wyglądające miniaturki jak np.: lawenda, stokrotki, miniaturowe róże, dzwonki, rojniki, rozchodniki, zioła, mech. Warto pamiętać przy tym, żeby nasz ogród tak jak w rzeczywistości miał jakiś plan i sens. Sadzimy rośliny lubiące swoje towarzystwo o zbliżonych wymaganiach. Jeśli wybraliśmy np. miniaturowe storczyki to nie dosadzajmy do nich róż. Miniaturowy ogród w misie zakładamy tak jak małą rabatkę. 




Kiedy wybierzecie już rośliny przyjdzie czas na elementy dekoracyjne, coś co naprawdę spodoba się waszym dzieciakom i sprawi, że ogródek przestanie być tylko nasadzeniem młodych roślin w misie lub dużej donicy. Obowiązkowe są szklane lub ceramiczne domki, małe figurki elfów, skrzatów i mini mebelki ogrodowe. Na zachodzie oferuje się również komplety i akcesoria do wróżkowych ogrodów, w których można znaleźć wszystko od miniaturowych zwierzątek i elfów po poidełko dla ptaków. W specjalnych sklepach dostaniemy również wszelkie elementy architektury mini ogrodu: mostki, płotki, bramki, a nawet kafelki do wyłożenia ścieżek.



 To jednak wersja dla leniwych, ponieważ wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrobić sami, jeśli tylko mamy ochotę i nieco zdolności. Do elfiego ogrodu można skomponować lampki z nieużywanej biżuterii, czy nawet stworzyć małe oczko wodne ze starej filiżanki. Widziałam również wykonane z wydrążonych i pomalowanych tykw domki. Pamiętajmy tylko o wykonaniu ozdób z materiałów, które przetrwają podlewanie. Poza tym ogranicza was jedynie wasza wyobraźnia. Tak czy inaczej ogród wróżek wydaje się być świetną zabawą.

niedziela, 21 lutego 2016

Idzie wiosna - czyli sadzimy chili...

Rozpoczęłam sezon nasadzeń od próby uzyskania chili z własnej hodowli. W zeszłym roku zamówiłam trzy odmiany: chili habanero chocolate, thai dragon oraz cherry. Z tej ostatniej odmiany zrezygnowałam zupełnie. Jest za mało ostra jak na moje upodobania a do tego rosła większa od pozostałych i zajmowała sporo miejsca. Idąc za radą z komentarza na blogu, najpierw spróbowałam przezimować habanero. Postawiłam ją na parapecie w dość chłodnym miejscu i udało się. Roślina jest w dobrym stanie, rozrosła się ładnie, odbudowała utracone liście. Rzeczywiście jeśli chili mamy traktować jak rośliny wieloletnie, musimy zapewnić im niższą temperaturę zimą. W wypadku moich roślinek również nasłonecznienie jest mniejsze.



Niestety z thai dragon nie poszło tak łatwo, rozchorowała się i nie miałam cierpliwości już dalej walczyć ze jej kiepską kondycją a do tego nie chciałam żeby pozarażała inne rośliny. Pozbyłam się jej krzaczków zachowując ostatnie owoce. Początkowo plan był taki, żeby jak najszybciej pozyskać nasionka, zamoczyć je w naparze rumianku (działa grzybobójczo) i posadzić. Postępowałam podobnie w przypadku papryczek pepperoni zakupionych w sklepie. Ładnie kiełkowały i miały całkiem sporo owoców. To dobre wyjście dla osób, którym nie chce się wyszukiwać egzotycznych odmian chili. Papryczki kupione w sklepie z powodzeniem można rozmnożyć. Ja musiałam z pepperoni zrezygnować ponieważ okazało się, że akurat na tę odmianę mam uczulenie. Ostrzejsze chili tak na mnie nie działają, nie wiedzieć czemu. Może chodzi o ilość papryczek jaką mogę zjeść. Z habanero nie da się aż tak bardzo przesadzić.



Tymczasem jednak wyszło inaczej niż planowałam. Papryczki kompletnie się zasuszyły, co zresztą widać na zdjęciu. Byłam ciekawa czy z takiego chili cokolwiek wyrośnie. Na szczęście do środka papryczek nie wdała się pleśń, co niestety czasem dzieje się przy ich zasuszaniu. W każdym razie spróbowałam. Wrzuciłam papryczki do lekkiego naparu z rumianku, potrzymałam je tak kilka godzin i włożyłam do małych doniczek z ziemią ogrodową. Udało się. Po kilku dniach miałam mnóstwo małych kiełków. Jeszcze nie wiem co zrobię z taką ilością kiełków. Na razie zaczekam aż podrosną i do przesadzenia wybiorę najsilniejsze. Pozostałe może rozdam, jeśli znajdzie się ktoś chętny. Szkoda marnować paprykę. 



Na koniec jeszcze jedna przygoda z sadzeniem. Ostatnio w sklepie znalazłam cytrynę Meyera, czyli połączenie cytryny i pomarańczy. Miała przepiękny pieprzono-cytrusowy zapach. Z sadzeniem cytryn sklepowych bywa różnie, ponieważ część z nich będzie bezpłodna niemniej postanowiłam spróbować. Kilka tygodni i nic. Żadne nasionko nie wykiełkowało. Po jakimś czasie poddałam się, wyrzuciłam wierzchnią warstwę ziemi a w doniczce posadziłam hiacynta.  Efekt końcowy jest taki, że hiacynt kiełkuje bardzo niemrawo a wykiełkowała.... cytryna. Jedno nasionko, które się tam chyba ostało, postanowiło jednak wyrosnąć. To nauczka, że w ogrodnictwie najważniejszą cnotą jest jednak cierpliwość. 


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Charytatywny kalendarz - Calendar Flowers 2016

Zima to nie tylko czas nadrabiania lektur czy szukania ogrodniczych inspiracji ale i dobrych uczynków, szczególnie jeśli idzie o ten wyjątkowy, przedświąteczny czas. Znana ogrodnikom firma Agrecol postanowiła wspomóc Fundację Mam Marzenie poprzez przekazanie na licytacje 13 limitowanych kalendarzy Calendar Flowers 2016. 



Ponieważ dochód w całości ma zasilić konto Fundacji serdecznie zachęcam wszystkich miłośników kwiatowych aranżacji do licytowania. 


W tym niesamowitym natłoku komercjalizmu, który nas otacza przed Świętami warto się na chwilę zatrzymać i pomyśleć o potrzebujących. Klimatu świąt nie tworzą drogie prezenty i szał zakupów ale umiejętność niesienia pomocy i nasze wewnętrzne ciepło, którym możemy się podzielić tak jak niczym innym... 


niedziela, 29 listopada 2015

Zimowe inspiracje i dekoracje...

Co prawda jeszcze nie zima ale późna jesień. Dla rosomanów to chyba bardziej czas na uzupełnianie lektur, planowanie i poszerzanie wiedzy niż na pracę przy różach. Jest niewiele do roboty i w ogrodzie i na balkonie. Osobiście w okresie od listopada do marca spędzam więcej czasu robiąc na drutach niż przy kwiatach. Nie mniej szczególnie w takie brzydkie, ciemne dni czuję potrzebę kontaktu z przyrodą. Powoli zaczyna też się unosić w powietrzu świąteczny nastrój. W związku z tym dzisiaj zamiast o różach będzie o wiecznie zielonych roślinach a raczej o pachnących roślinnych dekoracjach. Robię je co roku, na razie jest jeszcze zbyt wcześnie, by zająć się ich przygotowaniem, jednak to dobry moment na zbieranie inspiracji i pomysłów. Oto kilka moich ulubionych dekoracji:








źródło zdjęć: 

 
 
Spacer po lesie czy parku, trochę wstążek z pasmanterii, klej epoksydowy i mamy bukiet z szyszek. Końce szyszek można też pomalować złotą lub srebrną farbą, użyć cienkich wstążek i w ten sposób stworzyć ozdoby na choinkę.


 
      źródło zdjęcia:
 
Jeśli rośnie u was jaśmin właściwy, to akurat w grudniu zaczynają rozwijać się jego pięknie pachnące kwiaty. Tę "zimową" roślinę  możemy wykorzystać do przygotowania aromatycznej ozdoby na stół. Zamiast jaśminu możemy wykorzystać też inne pachnące rośliny np. rozmaryn czy drobne gałązki świerku. Reszta składników to pomarańcze nadziewane całymi goździkami i anyżem. 






Piękna i dość skomplikowana ozdoba wykonana przez zawodowego florystę ale możemy sporządzić jej prostszą wersję. Czasami w parkach czy w lesie można znaleźć dość duży płat kory. Warto go wtedy wysuszyć i za pomocą żywicznego kleju  przymocować do niego drobne szyszki, gałązki iglaków, laski cynamonu i owoce dzikiej róży.  Całość można spryskać nabłyszczającym lakierem w spraju. Uwaga - taka ozdoba może być łatwopalna, więc jeśli chcecie umieszczać na niej świece to ostrożnie z ogniem. 


Jeśli macie smykałkę do majsterkowania możecie spróbować wykonać proste świeczniki z niewielkich pni. Można ich poszukać w parkach (zostają czasem jako ścinki po pracach leśnych) lub w zestawach drewna do kominków.




W wielu miejscach można dostać przezroczyste bombki. Można z nich delikatnie zdjąć zaczepkę a w środku umieścić drobne gałązki ostrokrzewu lub iglaków. Taki bombki warto rozwiesić nie tylko na choinkach ale użyć jako ciekawy akcent do stroików.

poniedziałek, 21 września 2015

Wystawa roślin mięsożernych w łódzkiej Palmiarni

Bardzo lubię rośliny mięsożerne. Miałam w swoim życiu już sporo rosiczek, kapturnicę i muchołówkę. Niestety nie mam do nich ręki i po jakimś czasie moja uprawa padała bądź to z choroby bądź z niewłaściwego podlewania (rosiczki muszą otrzymywać wodę destylowaną lub filtrowaną, nie wolno ich nawozić). Rośliny mięsożerne są niestety dość wrażliwe. Moim największym osiągnięciem było przeprowadzenie stratyfikacji i uzyskanie kiełków jakiejś australijskiej rosiczki (niestety już nie pamiętam nazwy tej odmiany). Do tej pory jestem z tego dumna.

Sentyment do roślin miesożernych w każdym razie mi pozostał, stąd bardzo chętnie wybrałam się do łódzkiej Palmiarni na wystawę tych niezwykłych owadożernych gatunków.



Na wystawie królowały różne odmiany rosiczek ale największe wrażenie zrobiły na mnie inne gatunki. Najbardziej spodobał mi się chyba pływacz sandersona. To roślina polująca za pomocą korzeni na owady przebywające w wilgotnej ziemi. Na wystawie można było otrzymać porady dotyczące wybranych gatunków, niestety trochę za późno pomyślalam o pływaczu w kontekście zimiórek i nie zdążyłam zapytać, czy posiadanie tej rośliny miałaby wpływ na ograniczenie populacji szkodnika w mieszkaniu. Bedę musiałą nieco pogrzebać w tym temacie, bo być może jest to fajny, ekologiczny spósób na walkę z ziemiórką, która składa przecież jaja w wilgotnej glebie. Ponadto pływacz jest dość ładną, dekoracyjną rośliną kwitnącą na biało. Przypomia nieco delikatne, polne kwiaty. 


Duże wrażenie robiły również pnącza okazałych dzbaneczników. Taką hodowlą możnaby wprowadzić znajomych w podziw...



Najlepszą rzeczą z całej wystawy była  jednak możliwość zakupienia ulubionego gatunku. Dostepne były kapturnice, tłusztosze, liczne rodzaje rosiczek, muchołówki, pływacze i dzbaneczniki. Oczywiście nie powstrzymałam się i kupiłam tłusztosza. Jest to bardzo pożyteczna roślina, polująca na owocówki. Zawsze mam z nimi problem. Do tego tłustosz kwitnie naprawdę sympatycznymi, małymi, niebieskimi kwiatami. Mam w domu dużą misę do bonsai w której samotnie rośnie bardzo mały granatowiec. Po wystawie postanowiłam, że mogłabym ją przerobić na wzór oglądanych mis, wsadzając tam różne gatunki owadożernych. Rosiczka w kielchu również wydaje się ciekawą aranżacją... Tym samym dałam sobie jeszcze raz szansę i reaktywowałam swoją hodowlę roślin owadożernych. Będzie to jakieś zajęcie na długie zimowe dni, gdy moje ukochane róże będą już w uśpieniu.





Na koniec chciałabym oczywiście wszystkich zaprosić na wystawę do łódzkiej Palmiarni przy Piłsudskiego 61. Rośliny miesożerne można oglądać do 27 września - rosiczki są w Palmiarni w sprzedaży ciąglej, co do pozostałych owadożernych ciężko mi powiedzieć, czy są dostępne tylko teraz w trakcie wystawy, czy będzie można zakupić je również później. 

W każdym razie rośliny owadożerne stanowią nietypową i dość egzotyczną gałąź ogrodnictwa i myślę, że dla każdego miłośnika roślin będą ciekawą przygodą.

poniedziałek, 14 września 2015

Nietypowe konfitury - arcydzięgiel liwor, anielski korzeń

Ostatnio znalazłam bardzo ciekawy przepis. Nie miałam okazji go wypróbować ale znam kogoś komu mógłby się przydać - dzisiejszy wpis dedykuję więc Beti z nadzieją, że połasi się, zasieje i na przyszły rok podzieli słoiczkiem bardzo nietypowej konfitury z anielskiego korzenia.



Arcydzięgiel litwor jest okazałym ziołem, dorastającym nawet 2,5 metra.  To roślina wieloletnia należąca do selerowatych. Rośnie nieźle zarówno na stanowiskach  słonecznych jak i zacienionych. Lubi żyzną i przepuszczalną ziemię. Arcydzięgiel siejemy późnym latem, najlepiej w sierpniu wprost do gruntu. Proponuję okryć nasiona agrowłokniną, co uchroni je przed wymywaniem i niekorzystnymi warunkami. 

A oto i sam przepis:

1 kg młodych łodyg arcydzięgla
1kg cukru
szklanka wody
kilka kostek lodu
szczypta soli

Młode łodygi kroimy wzdłuż, wrzucamy do osolonego wrzątku i zagotowujemy. Przekładamy do zimnej wody z kostkami lodu. Wykonujemy wszystkie czynności jeszcze raz a następnie kroimy łodygi ukośnie na mniejsze kawałki. Z wody i cukru przygotowujemy syrop. Wrzucamy do niego pokrojone łodygi i gotujemy 5 minut. Odstawiamy wszystko na 12 godzin. Konfiturę smażymy przez kolejne 3 dni po 5 minut i odstawiamy za każdym razem usuwając wytworzoną w trakcie smażenia pianę. W ostatni dzień przekładamy do słoików i pasteryzujemy.


Jeśli sami pragniecie spróbować podobnej konfitury musicie posadzić u siebie arcydzięgiel lub zaopatrzyć się u kogoś, kto hoduje anielski korzeń - pod żadnym pozorem nie zbierajcie dzikiego arcydzięgla. Jest on bowiem bardzo podobny do żrącego barszczu Sosnowskiego. Chyba każdy już słyszał o tej niebezpiecznej roślinie. Niestety barszcz Sosnowskiego jest ekspansywny i pojawił się już w wielu rejonach Polski, tak więc niestety możliwość pomyłki znacznie wzrosła ostatnimi czasy. Dodatkowo arcydzięgiel litwor jest rośliną chronioną. Jego nadmierne pozyskiwanie jako surowca zielarskiego bardzo zaszkodziło jego populacji w Polsce i znacznie uszczupliło jego występowanie. Aby nie wyrządzić krzywdy ani sobie ani przyrodzie dużo rozsądniej jest zainwestować we własną uprawę tego okrytego licznymi legendami, magicznego ziela. 

Mam nadzieję, że wkrótce podzielę się z wami kolejnym, tym razem już przetestowanym przepisem na nietypowa konfiturę. Co powiecie na cukinię z agrestem?

niedziela, 23 sierpnia 2015

Lato w warzywniaku - pomidorki w donicy

Jakiś czas temu pisałam, że nie hoduję na swoim balkonie zbyt wielu warzyw. Wolę przeznaczyć moją niewielką przestrzeń dla róż, niemniej mam także swoją mini szklarnię i kawałek parapetu dla bardziej użytkowych roślin. W tym roku posadziłam nową odmianę pomidorków i trzy nowe odmiany papryki. Byłam ciekawa jak się spiszą w hodowli donicowej. Tym razem opowiem wam, jak mają się pomidory. Zaznaczam, że jestem w tej materii.prawie zielona. Miałam pomidory na balkonie tylko raz i nie odniosłam jakiś spektakularnych sukcesów 

Moje pomidorki to Garden Pearle. Jest to odmiana pomidorków koktajlowych przeznaczona specjalnie do donic.  Garden Pearle to rzeczywiście strzał w dziesiątkę. Odmiana jest bardzo plenna. Nie trzeba się przy niej tak namęczyć jak przy zwykłych pomidorach. Zwykle w przypadku pomidorów umieszcza się jedną sadzonkę w dość dużej donicy. Ja wsadziłam po trzy sadzonki do średniej wielkości donicy i dałam im do towarzystwa cebulę i bazylię (na zasadzie dobrego sąsiedztwa) a plony nadal są zadowalające. Pędy z czasem robią się dość ciężkie. Najlepiej posadzić tę odmianę w wiszącej donicy lub zamocować jakąś podpórkę. Nie wymaga specjalnie nawożenia. Moje pomidorki dostały kilka razy biohumus i nic więcej. Nie potrzebują również tak intensywnego nawadniania jak inne odmiany. Na początku czerwca udało mi się je przekarmić. Na ich liściach robią się wówczas brzydkie jasne plamki. Takie porażone listki należy usuwać i ograniczyć podlewanie. Z tego co zauważyłam pomidory Garden Pearle są bardzo odporne na upał - co nie znaczy, że w czasie gorąca gdy ziemia tak szybko przesyca nie należy zwiększyć im dawki wody.


Eksperymentalnie, opierając się na zasadzie wzajemnego wpływu roślin chciałam sprawdzić co będzie lepszym "znajomym" dla pomidorów: cebula czy bazylia. Chyba wygrała jednak bazylia, bo cebulka w pewnym momencie zupełnie schowała się pod ziemię (to była cebulka na szczypiorek). Nie mniej sadzenie bazylii w donicy z pomidorami określam jako pewnego rodzaju marnotrawstwo. Bazylia chyba nie wytrzymuje specjalnie tej konkurencji, albo lipcowe upały były dla niej zbyt silne. O ile to towarzystwo może i dobrze wpłynęło na pomidory to na bazylię już nieszczególnie. 


Same owoce są w smaku słodkie bez nutki kwasowości. Ich wielkość jest różna. Niektóre mają średnice trzech a inne aż pięciu centymetrów. Dojrzewają już w lipcu i wciąż pojawiają się nowe. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z pomidorami, może wszystkie odmiany tak się zachowują ale w wypadku Garden Pearle co zerwę kilka pomidorków już zawiązują się kolejne. Jest prawie koniec sierpnia a tu wciąż pojawiają się nowe malutkie zielone owocki. Jest ich tak dużo, że muszę uważać by nie zerwać ich razem z dojrzałymi pomidorami. Często drobne zielone kulki pojawiają się miedzy czerwonymi owocami, tak więc nie ścinam całych gałązek a tylko pojedyncze owoce. 


Jako osoba początkująca w hodowli pomidorów śmiało mogę polecić na wasz balkon albo taras właśnie Garden Pearle. Jest to odmiana plenna, zdrowa i łatwa w obsłudze i nawet ktoś taki jak ja, bez wielkiej wiedzy o pomidorach da sobie z nią radę. Nawet jeśli macie swój ogródek, możecie stworzyć z Garden Pearle śliczną donicową ozdobę zawieszoną na ganku czy w pobliżu drzwi. 

czwartek, 28 maja 2015

Rośliny pomocne pszczołom...

Pszczoły mają wielkie znaczenie dla naszego życia. Miód i wosk są właściwie efektem ubocznym ich głównej działalności czyli zapylania. Również inne zapylacze takie jak trzmiele czy pszczolinki są niezwykle istotnymi owadami w naszym ekosystemie.

Wykonują dla nas olbrzymią pracę. Ostatnio sporo mówi się o pomaganiu tym pożytecznym istotom. Od wielu lat pszczoły padały ofiarą pestycydów neonikotynoidowych - w 2013 roku po udowodnieniu ich szkodliwości Unia Europejska zakazała ich stosowania. Nie znaczy to jednak, że na nasze pszczoły i trzmiele nie czyhają inne zagrożenia w postaci zanieczyszczeń, szkodliwych środków ochrony roślin czy degradacji środowiska.



Wspomagać pszczoły i inne zapylacze może każdy z nas - nawet jeśli mamy do dyspozycji jedynie balkon czy taras. Na początek wystarczy uprawiać kwiaty, które posiadają dużą ilość nektaru i pyłku.

Wiele osób sadzi warzywa na balkonie jednak nie zapominajmy, że to właśnie rośliny ozdobne i zioła najczęściej stanowią pokarm dla pszczół i zapylaczy. Pyłek kwiatowy ma największe znaczenie w czasie pomiędzy kwitnieniem lipy i akacji a pojawieniem się spadzi w lasach - stanowi on wówczas główne pożywienie tych pożytecznych owadów. Co więc należy sadzić, by wspomóc zapylacze?

Wspominałam już przykładowo o uwielbianym przez trzmiele i pszczoły ogóreczniku (jest pyszny tak samo dla nas). Oprócz niego możemy posadzić kocimiętkę, lebiodkę, orliki, szałwię lekarską, melisę, pysznogłówkę, dziewannę, dziurawiec, macierzankę piaskową, nagietki, wiesiołki oraz chabry ogrodowe. Wymienione rośliny są zaliczane do miododajnych - czyli zawierających najwięcej nektaru. Ponadto zapylacze nie pogardzą także miętą, hyzopem lekarskim, lawendą, tymiankiem, nasturcją, szczypiorkiem, makiem wschodnim, krwawnikiem albo mikołajkami.  Z pośród róż warto wymienić Rosa Mundi, różę aptekarską oraz niektóre hybrydy hulthemi. Odmiany róż zawierające szczególnie dużo nektaru są oznaczane w rosariach jako miododajne.


Z całej tej listy (oprócz róż oczywiście) najbardziej lubię chabry. Kojarzą mi się z wyprawami wraz z dziadkiem na ryby i pleceniem wianków z polnych kwiatów. Nasiona różnych bardzo atrakcyjnych odmian można dostać w większości  sklepów ogrodniczych a jeśli nie chcemy czekać można zamówić sadzonki. Dzisiaj o tych uroczych i pożytecznych kwiatach nie myśli się już na szczęście jako o polnych chwastach ale o ozdobie ogrodu - to samo zresztą tyczy się pięknych ogrodowych maków. Maki islandzkie są ponadto morozoodporne, kolorowe i długo kwitną.




Pszczolinka ruda należąca do pszczół samotnic. 
Nie produkują one miodu, zapylają jednak więcej roślin niż pszczoły miodne.

Ciekawostką jest to, że w obrębie mojego miasta prawo zabrania hodowli pszczół a i tak mam je na swoim balkonie praktycznie co roku. Jest to możliwe ponieważ nawet w mieście mieszkają dzikie pszczoły oraz pszczoły samotnice. Do tego zawsze widuję sporo trzmieli. Witam je wszystkie bardzo chętnie tym bardziej że, wykonują niesamowitą robotę wokoło papryczek chili. Stawiam specjalnie blisko papryczek ogórecznik albo kocimiętkę żeby je przywabić. Do tych wszystkich zalet warto doliczyć i to, że pszczoły samotnice w przeciwieństwie do pszczół miodnych nie żądlą.

Wszystkim pożytecznym owadom możemy pomagać ograniczając stosowanie chemii.  Gdy musimy sięgać po chemię zawsze należy wybierać selektywne środki ochrony roślin i stosować je po zmroku - czyli w czasie kiedy zapylacze już nie latają. Ta bardzo prosta zasada pomoże uchronić nasze owady przez zatruciem. Trzymajmy się również ulotki, nigdy nie zwiększajmy zalecanej dawki preparatu. Jeśli chemia nie jest konieczna możemy stosować jedynie ekologiczne sposoby ochrony. Pamiętajcie jednak, że używanie mydła potasowego (lub szarego) wcale nie należy do ekologicznych środków ochrony roślin - szkodzi ono również pożytecznym owadom. 


Profesjonalny hotelik dla owadów

Jeśli macie do dyspozycji więcej miejsca np. na własnej działce możecie również zainwestować w "hotel" dla zapylaczy. Najprostszym sposobem jest wywiercenie we fragmencie pnia kilku skierowanych w dół otworów o różnych rozmiarach (należy je później wypolerować) lub związanie kawałków bambusa i trzciny oraz włożenie ich do puszki. Z takiego domku chętnie będą korzystały trzmiele i pszczoły samotnice. Możecie również kupić gotowy domek dla motyli.

Na koniec chciałabym jeszcze pokazać wam jak to co, uprawiamy na balkonie wpływa na nasze lokale środowisko. Nie mogę powiedzieć, że w mojej okolicy jest mało kwiecia. Rośnie wiele drzew i krzewów. W pobliżu są lipy, lilaki czy akacje. Zdarzają się nawet rośliny cebulowe: tulipany i irysy. Niewiele jest jednak bylin i ziół. Zupełnie nieświadomie przyczyniłam do małej zmiany w tym zakresie i pojawienia się dziko rosnącego ogórecznika. Rozsiał się sam - wystarczyło, że postawiłam go przy barierce, tak by nasiona strząsane wiatrem trafiały pod balkon. W ten sam sposób zadomowiła się również niezapominajka. Każdy chyba widział również bratki, które bardzo chętnie przenosiły się od sąsiadów na lokalny trawnik. Nie wiem, kto z moich sąsiadów odpowiada  za poziomki, jednak są naprawdę miłą niespodzianką, którą można spotkać w trawie tuż przed blokiem. 

Wspaniałą informacją jest to, że miasta mają wreszcie ograniczyć koszenie. Pamiętam z dzieciństwa łąki pełne chabrów i maków a nawet wilców wijących się po siatkach. Z czasem ten piękny obraz rozmył się, zupełnie tak jak śnieżne zimy. Naprawdę chciałabym aby widok błękitu i czerwieni wśród traw towarzyszył i naszym dzieciom... 


niedziela, 10 maja 2015

Mini szklarnia na balkonie - uprawa roślin

Jakiś czas temu obiecałam opisać jak regał cieplarniany sprawuje się przy uprawie roślin i na ile okazał się przydatny w moim warzywniaku.

Powiem szczerze, że nie mam chyba na co zbytnio narzekać. Mini szklarnia plus południowo-zachodni balkon tworzą bardzo zgraną parę. Jest 9 maja a w mojej mini szklarni znajdują się już pomidory koktajlowe oraz papryczki chili. Po sprawdzeniu pogody i upewnieniu się, że będzie stabilna postanowiłam nie czekać do zimnych ogrodników z przenosinami. Póki co roślinki nie przemarzły, nie doznały szoku termicznego, czują się nad wyraz dobrze. Pomidorki trafiły zresztą do mini szklarni już dobre dwa tygodnie temu. 


Mini szklarnia jest wyjściem dla leniwych. Tym razem wyjątkowo nie hartowałam swoich roślinek i nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, gdyż temperatura w regale cieplarnianym potrafi być wyższa niż ta w mieszkaniu. Mini szklarnia jest dodatkowo nagrzewana przez oszkloną część balkonu i ściany budynku. Z zatrzymaniem ciepła na noc nie ma większego problemu - wystarczy zamknąć mini szklarnię - dzięki temu nie grożą nam nadmierne wahania temperatury.

Ale nie jest tak idyllicznie jak mogłoby się wydawać. Szklarnia potrafi bardzo mocno się nagrzać, do tego wilgotna ziemia, oddychanie roślin i mamy wręcz warunki tropikalne. Raz w wyjątkowo ciepły dzień zapomniałam otworzyć mini szklarnię przed wyjściem do pracy i mimo, że zostawiam ją zawsze nieco uchyloną od dołu, prawie ugotowałam bazylię! Część młodych, słabszych osobników bazylii niestety tego nie przetrwała (co ciekawe na pomidorach nie wywarło to większego wrażenia). Trzeba więc zawsze pamiętać o wietrzeniu mini szklarni i otwieraniu jej w ciepłe, słoneczne dni. Latem prawdopodobnie w ogóle nie będę jej zamykać. 



Mini szklarnia najbardziej nagrzewa się od góry więc na najwyższą półkę warto wstawić najbardziej ciepłolubne rośliny. Jest też na niej najwięcej miejsca. Półka numer dwa jest moim zdaniem nieco za niska - na szczęście moje pomidory to odmiany zwisające. Mini szklarnia jest dostępna w różnych rozmiarach i ze zmienną ilością półek. Jeśli planujecie sadzić rośliny znacznych rozmiarów pomyślcie raczej o największej mini szklarni ale 3 półkowej, inaczej może zabraknąć wam miejsca. Nie będzie to problemem jeśli sadzicie głównie sałaty, cebule, poziomki czy marchewki. Ostatnia półka najbliżej gruntu nagrzewa się najmniej ze wszystkich - posadziłam tam rzodkiewki i sałatę. 

W moim wypadku kłopotliwy może być również dostęp światła do mini szklarni. Im niżej tym bardziej cieniście. Wynika to jednak z ustawienia regału na moim balkonie i wcale nie znaczy, że będziecie mieć ten sam problem. Dodatkowo zawsze można dobrać gatunki tak, by te z najwyższym zapotrzebowaniem na światło dostały górną półkę - warzywa czy zioła lubiące niewielki cień umieszczamy wówczas niżej i dzięki temu uzyskujemy optymalne warunki dla wszystkich donic.

Generalnie zakup regału cieplarnianego wychodzi na plus. Ułatwia hodowle i przyspiesza rozwój roślin. W warunkach balkonowych pomaga utrzymać porządek i zaoszczędza miejsce. Jedyne niebezpieczeństwo to nadmierne przegrzanie, należy więc pilnować by w ciepłe dni mini szklarnia była otwarta. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Papryczki chili: tajskie, cayenne, czekoladowe habanero i inne...

Na moim balkonie nie ma zbyt wielu stałych elementów oprócz róż. Jednak papryczki chili w tej czy innej postaci są co roku. Stały się już tradycją. Nie wyobrażam sobie bez nich lata - dzisiaj kolejny mały offtopic poświęcony papryczkom.




Papryczki chili robią się właściwie same. Wszelkie skompilowane artykuły i porady są niepotrzebne. Poważnie. Mogę z czystym sercem polecić chili najbardziej leniwym ogrodnikom. Wymagają minimum zaangażowania i są zawsze bardzo plenne. 

Tak w zeszłym roku wyglądał mój "papryczkowy gaj"

Sama traktuję je właściwie jak rośliny jednoroczne. Szybko nudzę się jedną odmianą. Cała filozofia w uprawie papryczek ogranicza się do kilku następujących po sobie czynności: 
  • Mamy papryczki o rodowodzie węgierskim, tajskim, jamajskim, afrykańskim etc. o różnych posmakach, kształtach i kolorach oraz stopniu ostrości. Czytamy więc opisy odmian i wybieramy te, które najbardziej się nam spodobały.
  • Nasionko wsadzamy do niewielkiej doniczki wypełnionej ziemią i nieco przykrywamy ( w wersji dla mniej leniwych, możemy je jeszcze trochę namoczyć w wystudzonym naparze z rumianku). Podlewamy. Czekamy aż roślinki wyrosną i będą miały koło 10 cm. 
  • Przesadzamy sadzonki do większych doniczek (jakieś 35 cm średnicy) najlepiej osobno ale z braku miejsca możemy posadzić nawet trzy osobniki razem. 
  • Trzymamy na parapecie okiennym gdzieś do końca maja/czerwca a później możemy wystawić na balkon. Podlewamy, od czasu do czasu nawozimy biohumusem.
  • Czekamy aż trzmiele zapylą kwiaty a papryczki obrodzą. 
Naprawdę to wszystko. Nie robię przy nich nic więcej. Żadnego obrywania liści, przycinania pędów, walki ze szkodnikami. W życiu nie widziałam na moim papryczkach żadnej mszycy, przędziorka, chorób grzybowych. Po prostu sadzę je, przesadzam, wynoszę na balkon, do tego słońce, nawóz, woda, trzmiele - nic więcej nie potrzeba. Jest jeden minus - to się nie uda na parapecie od strony północnej. Chili lubi mieć ciepło i słonecznie.

Młode, tegoroczne habanero Congo Black przed przesadzeniem

To o czym warto wspomnieć to właściwości lecznicze chili. Oprócz tego, że są świetną i dość zróżnicowaną przyprawą (od pieprznej cayenne do habanero o posmaku moreli) mają wielce dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Przede wszystkim chili wspomaga leczenie raka oraz zapobiega jego rozwojowi.Właściwość antyrakowowe ma kapsaicyna odpowiedzialna za ostrość papryczek. Ponadto chili zapobiega zatruciom, wspomaga serce, obniża cholesterol, przeciwdziała tworzeniu się zakrzepów i nawet przydaje się przy przeziębieniu. Chili jest też pomocna przy odchudzaniu ponieważ przyspiesza metabolizm i podnosi temperaturę ciała. Przy tych wszystkich zaletach chili ma jedną wadę - u niektórych osób nadmierne spożycie może powodować problemy ze skórą np. trądzik. Trzeba więc jeść ale z umiarem. 

Należy też mieć na uwadze, że chili z górnej półki ostrości jak np. Trinidad Scorpion Butch nie wolno jeść na surowo, ponieważ można zrobić sobie krzywdę. W zeszłym roku posadziłam jakąś bliżej nie znaną mi odmianę habanero, którą dostałam w prezencie. Nie było to nic aż tak bardzo ostrego a mimo to zrywając papryczkę mocno podrażniłam sobie skórę sokiem i kolejne zabiegi wykonywałam już w rękawiczkach. 

W tym roku zamierzałam uderzyć coś naprawdę ostrego ale ostatecznie postanowiłam poeksperymentować ze smakami. Wybrałam habanero chocolate kongo, thai dragon oraz cherry. Wszystkie już ładnie wykiełkowały, podrosły a po zimnych ogrodnikach dostaną swoje doniczki i trafią do mini szklarni. 

Jeśli więc tylko macie południowy, czy zachodni parapet to nie pozwólcie mu się marnować. Zaproście chili na kolację. Jest w czym wybierać. 



piątek, 3 kwietnia 2015

Mini szklarnia na balkon - czy warto?

Na mini szklarnię namówiła mnie jakiś czas temu znajoma z pracy. Powiedzmy szczerze, nie musiała namawiać mnie zbyt uporczywie. Już od dawna chciałam umieścić na balkonie szafkę w której mógłby się znajdować warzywniak i w ten sposób wprowadzić w całość trochę ładu a także zaoszczędzić nieco miejsca. Mini szklarnia wydała mi się jednak dużo lepszym i praktyczniejszym pomysłem. Okazało się również, że balkonowa szklarnia była niewiele droższa od upatrzonego wcześniej regału piwniczego - a przecież posiadała więcej miejsca plus okrycie z PCV. 

Zakupiłam więc średniej wielkości regał cieplarniany na allegro. Dostarczono mi go we wtorek. Mimo niesprzyjającej pogody postanowiłam od razu przetestować zakup. Konstrukcja okazała się lekka i bardzo prosta do złożenia - zapewniam, że poradzi sobie z tym każda, nawet najbardziej filigranowa osóbka. 



Po złożeniu regału spotkało mnie pierwsze rozczarowanie, będące jednakże wyłącznie moją winą. Źle wymierzyłam miejsce przeznaczone pod mini szklarnię. Zabrakło kilku centymetrów. Na szczęście okazało się, że folię z PCV da się obrócić tak by wejście znajdowało się na węższym boku regału. Wyszła trochę prowizorka ale trzyma się nad wyraz dobrze. 

Po przemeblowaniu na balkonie postanowiłam zrobić mały test. Wstawiłam do środka szklarni donicę ze śnieżnikami, by szybciej się rozwinęły i dołożyłam kilka sadzonek, na których nie przeprowadziłam hartowania. Niektóre sieweki wyrosły mi w nadmiarze, mogłam więc je poświęcić bez większego lęku. 

Szybko okazało się, że Matka Natura postanowiła pomóc mi w teście doprowadzając warunki klimatyczne do ekstremum. Gdy wystawiałam mini szklarnie na balkon nieco padało i wiało ale nie sądziłam, że pogoda popsuje się aż tak. Po jakimś czasie, zrobiło się groźnie i zaczęłam bardzo żałować swojego pośpiechu. Jedyne co mogłam zaradzić to obciążyć mini szklarnię cegłą. W trakcie nocy wiało tak, że bałam się o szyby. Wygięło mi antenę telewizyjną. Ponoć porywy wiatru dochodziły do 100 km na godzinę. O donice się nie bałam, ponieważ były dość dobrze dociążone ale oczyma wyobraźni widziałam jak folia z PCV zrywa się, unosi w górę i leci hen, daleko w świat. Sama konstrukcja szklarni też była bardzo lekka i miałam obawy czy nie rozpadnie się w tak niesprzyjających warunkach.



Tymczasem mini szklarnia nawet nie drgnęła. Ba... Okrycie z PCV również pozostało niewzruszone, nie zerwał się ani jeden sznurek mocujący. Pod względem wytrzymałości mini szklarnia przeszła test pozytywnie. 

A sadzonki? Wszak temperatura spadła do 1 stopnia, czego również nie przewidziałam. O dziwo zmiana miejsca jakby wcale nie wywarła na nich wrażenia - z pewnością nie przemarzły (chociaż nie były to również gatunki ciepłolubne, jedynie niehartowane). Jeśli chodzi więc o pierwsze odczucia, to jestem bardzo zadowolona z zakupu. Mini szklarnia jest przestronna, trwała i dobrze ochrania rośliny.

O tym jak mini szklarnia sprawuje się przy uprawie warzyw i ziół możecie przeczytać w kolejnej notce: Mini szklarnia na balkonie - uprawa roślin

środa, 25 marca 2015

Niezwykłe spotkanie z grubodziobem

Kompletnie nie planowałam tego, co dzisiaj się stało. Wspominałam jakiś czas temu, że dokarmiam ptaki również na przedwiośniu.  Zawsze zdejmuję karmnik w marcu lub z początkiem kwietnia. Nie robię tego od razu ale stopniowo ograniczam pokarm. W tym roku, mimo ciepłej zimy spóźniłam się nieco z decyzją o marcowym usunięciu karmnika, chociaż od  miesiąca sypię już mniej nasion. Został więc tydzień lub góra dwa tygodnie ptasiej stołówki. Ostatnia szansa na zrobienie kilku ciekawych zdjęć.

Gdzieś od stycznia widuję w swoim karmniku grubodzioba. Ponieważ to raczej rzadko spotykany w mieście ptak, ostatnie kilka dni spędziłam na próbach podejścia do niego z aparatem. Grubodziób w pewnym momencie zamiast uciekać, zaczął wyrażać uprzejme zainteresowanie moją osobą i pozwalał mi na coraz bliższe spotkania, acz bardziej chyba oswajał go mój pies niż ja. Dusia bowiem codziennie siadała w oknie i obserwowała ptaki w karmniku. Nauczyłam ją, że nie powinna się zachowywać wówczas gwałtownie ani agresywnie. Myślę, że grubodziób przyzwyczaił się do jej obecności, a mnie zaczął po prostu traktować jako dodatek, który sprawia, że w karmniku pojawia się nieco słonecznika. To co się jednak stało przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zresztą zobaczcie sami:



Grubodziób odleciał jakieś kilka sekund później. Nie przepłoszył go mój paniczny śmiech ale ruch na sąsiednim balkonie. Tego dnia już się nie pojawił. Być może uznał, że pozwolił mi na zbyt wiele, lepiej zrezygnować ze słonecznika i zająć się świeżymi pączkami roślin. W każdym razie nigdy tego spotkania nie zapomnę. Jeszcze żadne wolno żyjące zwierzę nie pozwoliło mi podejść tak blisko.

Jeśli pragnęlibyście dokarmiać ptaki w przyszłą zimę warto zaznajomić się z kilkoma dobrymi radami na ten temat. Znajdzie je pod tym linkiem: aukawpolsce.pap.pl/dokarmiac-ptaki-warto-ale-tak-zeby-im-nie-szkodzic lub na stronie OTOP (http://www.otop.org.pl)





poniedziałek, 2 marca 2015

Plan nasadzeń 2015

Jak wiadomo luty i marzec to czas wysiewania bylin i niektórych kwiatów letnich stąd mój plan nasadzeń powstał już w styczniu. Jednak po drodze zdarzyło się tyle innych przyjemnych i ciekawych rzeczy, że nieco zwlekałam z notatką. W tym roku wybrałam dwa rodzaje roślin: przyjazne dla owadów zapylających oraz co oczywiste, polecane jako towarzystwo dla róż. Ponadto uwielbiam alpinaria, stąd i kilka górskich akcentów w postaci np. dzwonków karpackich. Większość z wymienionych bylin będę sadziła po raz pierwszy i jestem bardzo ciekawa jak się u mnie przyjmą. 



Duże nadzieje wiążę  z pysznogłówką. Nie dość, że to roślina polecana do sadzenia z różami to nadaje się do aromatyzowania herbat. Ja zaś bardzo lubię by moje kwiaty były również pożyteczne. Wybrałam więc i kilka ziół. Z tej grupy sadziłam już macierzankę i tymianek (zresztą bardzo bliskich krewniaków). Ich jedyną wadą jest bujny rozrost więc najlepiej je sadzić w towarzystwie roślin równie ekspansywnych. Czarnuszka damasceńska jest jadalną rośliną i dobrym partnerem dla róży. Wraz z zwrotnicą zwaną "zwierciadłem Wenus" posiada śródziemnomorskie pochodzenie. Nie lubi przesadzania więc z jej wysiewem trzeba będzie jeszcze nieco poczekać. W późniejszym terminie planuję dołączyć jeszcze miętę z którą mam dość dobre doświadczenia (wspaniale pachnie poruszana letnim wiatrem) oraz hyzop lekarski w postaci sadzonki - to zaś z lenistwa ponieważ kwitnie on zwykle dopiero na drugi rok. Nie chcę tyle czekać więc będę szukała dojrzalszej krzewinki. Mam nadzieję, że tak skomponowane towarzystwo będzie się dobrze ze sobą czuło a co najważniejsze będzie nieźle współgrało z różami.

Nie zapominam również o owocach i małym warzywniaku. Umieszczam go po drugiej stronie mojego balkonu w bardziej osłoniętej części (róże wolą przewiewne miejsca). W tym roku zamierzam posadzić pomidorki koktajlowe, cebulkę szalotkę, truskawkę pnącą, nieco szczypiorku i sałaty. Jeśli zdążę dodam również papryczki habanero. Do tego wszystkiego dokładam jeszcze ogórecznik, cudowną alternatywę dla ogórka. Trochę taki miszmasz dostosowany do gustów moich i mojej rodziny. 

Wrócę jeszcze na chwilę do tymianku. Z tym wspaniałym ziołem kojarzy mi się piękna szkocka piosenka, która jest dla mnie zawsze zapowiedzią wiosny i lata.... Polecam ją do słuchania w oczekiwaniu aż nasze byliny podrosną i nabiorą sił :) Niech przypomina nam ciepłe, słoneczne, pachnące miętą i różami dni...

"O the summer time has come
And the trees are sweetly bloomin'
And the wild mountain thyme
Grows around the bloomin' heather"




sobota, 21 lutego 2015

W oczekiwaniu na wiosnę...

Off topic ale taki nie całkiem... Róże wciąż śpią, nie mniej dzisiejsze zabiegi mają również wpływ na ich zdrowie. Ponieważ prognoza pogody na najbliższy tydzień jest bardzo obiecująca, cały dzień świeciło słoneczko a mój termometr pokazał 11 stopni, stwierdziłam że to świetny moment aby przygotować balkon do wiosny, przejrzeć donice i zrobić porządki. W pierwszej kolejności wyrzuciłam wszystkie zeschłe fragmenty roślin, obejrzałam byliny i usunęłam ich nadmiernie rozrośnięte części. Rozdzieliłam korzonki dzwonków zaś dla roślin lubiących wapień przygotowałam ziemię. Wymieszałam ją z pogniecionymi skorupkami jajek. Pewnie wielu z was, zna ten stary sposób wzbogacania ziemi ogrodowej. Skorupki jaj mają jeszcze tę zaletę, że ponoć odpędzają niektóre szkodniki. 

Musiałam pozbyć się jednego astra belgijskiego oraz wszystkich poziomek - było na nich za dużo pleśni i nie chciałam ryzykować, że coś przejdzie na róże. Muszę przyznać, że wyrzuciłam poziomki bez większego żalu - moja odmiana miała duże owoce ale nie była zbyt plenna. W ich miejsce pomyślę o czymś właściwszym do uprawy donicowej. Może będzie to jakieś drzewko kolumnowe albo truskawka pnąca?

Krokusy zwane są również szafranami i to z ich pyłku uzyskuje się tę słynną przyprawę...

Miłą niespodziankę zrobiły mi posadzone jesienią cebulki kwiatów. Krokusy, narcyzy, szafirki i śnieżniki zaczęły już kiełkować. Porozstawiałam więc skupione przy ścianie donice i przeniosłam je na parapet,  gdzie będą miały więcej słońca i ciepła. Na wszelki wypadek owinęłam donice agrowłókniną, gdyby w późniejszym terminie zapowiadały się jakieś przymrozki. Zdjęć jeszcze moim roślinkom nie robiłam, bo ledwo wystają z ziemi ale mam nadzieję, że z każdym cieplejszym dniem będą rosły coraz okazalej.


Nietrudno zgadnąć skąd śnieżnik zawdzięcza swoją nazwę...

Ponieważ sezon na dokarmianie ptaków jest w pełni przy okazji umyłam również karmnik. Przedwiośnie to najcięższa pora dla ptaków, które zdążyły już opróżnić wszystkie naturale stołówki w postaci jarzębin czy dzikich róż, stąd pilnuję, by zawsze znalazły u mnie jakieś pożywienie - konopie, dynię, proso czy słonecznik. Dzięki temu podczas porządkowania balkonu towarzyszył mi świergot zniecierpliwionych sikorek, modraszek, kowalików i grubodziobów. Ich zdaniem najlepiej bym zrobiła sypiąc jedynie ziarno do karmnika i zostawiając całą resztę w spokoju :) 

Najbardziej spośród odwiedzających mnie ptaków lubię kowaliki i modraszki...

A róże? Róże zaczęły puszczać pierwsze pączki, a Mme Isaac Pereire nawet i pozwijane malutkie listki. Porozluźniałam ich górne okrycie, by nie miały za gorąco i zrozumiały, że wokoło jeszcze jednak trwa zima. Jeśli tak dalej pójdzie, trzeba będzie usunąć agrowłókninę z gałązek i pooczyszczać krzaczki z zeschłych liści. Do cięcia jeszcze sporo czasu ale można a czasem nawet trzeba pomyśleć teraz o opryskach przeciwko chorobom grzybowym i przędziorkom. Zależy to oczywiście od tego jak wyglądał poprzedni sezon i z czym rośliny miały problem.

Jednym słowem wszystko pomału ale jednak budzi się do życia. W mieście jeszcze nie widać wiosny - wszystko jest szare, trawa zmarniała, drzewa i krzewy w uśpieniu. Jednak w moim wysuniętym na południe, częściowo osłoniętym balkonie, natura idzie troszkę innym rytmem i wszystko budzi się jakby na przekór powszechnej opinii. Strasznie mnie to zresztą cieszy. Nie wiem jak wy ale ja, gdy mogę pobyć nieco w słońcu, pogrzebać w ziemi, zaczerpnąć świeżego, rześkiego powietrza i w końcu patrzeć na kiełkujące rośliny, czuję od razu, że żyję. Jak to opisała Frances Hodgson Burnett:

"Może widać je już w trawie, może są już całe kępki purpurowych i żółtych krokusów. Może listki już poczynają pękać i rozwijać się, a może... szarość gałązek zaczyna się zamieniać w welon z zielonej gazy i pnie się, i pnie się wszędzie wokół. A ptaki przylatują przyglądać się tym cudom, gdyż czują, że tam jest zacisznie i bezpiecznie" 

Są dni gdy nic więcej nie trzeba do szczęścia ponad wiosnę :)


sobota, 14 lutego 2015

Jaja zamiast inspektu...

W tym roku postanowiłam wypróbować kilka nowatorskich metod ogrodniczych, które ujęły mnie swoją pomysłowością, ekologicznym podejściem i możliwością zaoszczędzenia kilku groszy. Ponieważ styczeń i luty to czas wysiewania bylin właśnie testuję pierwszy z pomysłów - pochodzi on z portalu www.listotic.com i podpowiada aby zamiast inspektu użyć... no właśnie... jajek.

Tak wygląda "warzywna" wersja autora artykułu:


(źródło: http://www.listotic.com/20-insanely-clever-gardening-tips-and-ideas/13/)

A tak moja ze świeżymi, niepoprzerywanymi jeszcze kiełkami pysznogłowki:



Jakie są zalety takiego wysiewu? Skorupka jajka ma pełno składników odżywczych. Szczególnie nadaje się dla roślin lubiących podłoże wapienne. Sadząc do większej donicy lub na miejsce stałe, nie musimy wyciągać roślin z "pojemnika". Wystarczy, że umieścimy skorupkę w ziemi tak jak na załączonym obrazku. No i przede wszystkim, nie musimy wydawać pieniędzy na inspekt - wystarczy że zjemy jajecznicę.

Jak to rozwiązanie się sprawdza w praktyce będę wiedzieć dopiero za jakiś czas. Na razie mogę powiedzieć, że w moim przypadku pomaga zaoszczędzić miejsce i utrzymać większą czystość. Przenoszenie pojemników z jajkami jest dużo łatwiejsze niż przekładanie inspektu a ziemia nie rozsypuje się podczas takiego zabiegu.


Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top