featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkonie. Pokaż wszystkie posty

Najlepsza wieczorna herbata i kilka słów o jaśminie...

Pogodowo - różany update

Wiktoriańskie róże na balkonie

Jak jednocześnie oszczędzać wodę i nawozić rośliny?

Deszczowy maj i zmarznięte róże...

Ogród różany - tradycyjny i na balkonie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże na balkonie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2020

Najlepsza wieczorna herbata i kilka słów o jaśminie...

Bardzo rzadko pojawia się na tym blogu jakiś przepis a już szczególnie bez róży w składnikach, ale tym razem musiałam się takowym z wami podzielić. Jest to przepis... na herbatkę ziołową, którą oczywiście najlepiej skonsumować sobie razem z ciastem albo pieczoną kaszą manną (osobiście uwielbiam).



Niby to nic specjalnego, ale absolutnie zachwycił smak tak skomponowanej herbaty. Powstała zupełnie przypadkiem. Dzień był bardzo pracowity i wieczorem, nie mając już sił na nic więcej, postanowiłam spędzić czas po prostu przy filiżance patrząc na nocne niebo. Było zdecydowanie za późno na herbatę czy kawę. Zawierają kofeinę i ciężko mi się po nich zasypia. Małe dzieci mają sen rwany, budzą się w nocy, a każda godzina jest cenna. Z reguły nie piję więc herbaty i kawy na noc i sięgam po melisę. Tym razem miałam jednak ochotę na mały eksperyment i zmieszałam kilka składników, które akurat były pod ręką: 

Łyżkę kwiatu jaśminu
Łyżkę melisy
Łyżeczkę miodu gryczanego
Sok z połowy małej limonki

Taka ziołowa herbatka, nadająca się na wieczór przypomina w swoim smaku lato. Jest łagodna i ożywcza, przyjemnie wycisza i uspokaja. Melisę możemy zasadzić i ususzyć sami. Nie ma szczególnych wymagań, jest silna i tak samo ekspansywna jak mięta. Posiada piękny cytrynowy posmak i zapach. Ale... suszone kwiaty jaśminu musimy zamówić. Pamiętajcie, że te dodawane do aromatyzowanych herbat nie pochodzą z naszego klimatu! W naszych ogrodach rosną jaśminowce nie zaś jaśmin wielkolistny, który naturalnie występuje w Azji, a to dwie różne rośliny. Jaśmin sporo wspólnego ma z oliwkami zaś nasz rodzimy jaśminowiec wonny należy do hortensjowatych



Jaśmin wielkolistny



Jaśminowiec

Za równo jaśminowiec jak i jaśmin mają właściwości prozdrowotne acz cennym składnikiem naturalnych, pachnących olejków eterycznych używanych do produkcji kosmetyków również jest jaśmin nie zaś jaśminowiec. Do tego jaśminowiec nadaje się na herbatki ale już nie do spożywania. Kwiaty są bowiem gorzkie. Pamiętajmy o tej subtelnej acz ważnej różnicy, kiedy sięgamy po pachnące białe kwiecie. 

Gdzie kupić suszone kwiaty jaśminu? Nie jest to zbyt trudne. Posiadają je sklepy kolonialne, sklepy z kawą i herbatą a ja swoje kupiłam w palarni. Możemy również  eksperymentować ze składnikami dodając płatki słonecznika, bławatka, różu czy suszone jabłka. Wszystko co umili nam popołudnie.

sobota, 23 marca 2019

Pogodowo - różany update

Wczoraj karmnik odwiedził szczygieł. Widziałam go u mnie na balkonie po raz pierwszy, w okolicy też raczej rzadko bytują. Niestety był tak płochliwy, że nie udało mi się zrobić mu zdjęcia. Zainteresowanie ptaków karmnikiem świadczy jednak, że jeszcze nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać po dacie. Astronomiczna wiosna w powietrzu ale ta prawdziwa dopiero raczkuje. W moim rejonie przyroda się nie spieszy, może zresztą i dobrze. Cały czas w ciągu dnia jest jakieś 9-11 stopni ale przede wszystkim jest nadal szaro i pochmurno. Dzisiaj jest pierwszy słoneczny dzień od wielu dni i temperatura powyżej 15. Niestety słońce ponownie ma rozpieszczać nas dopiero na następny weekend! 

Oglądam sobie zdjęcia znajomych na facebooku wśród traw i stokrotek i zastanawiam, czemu u mnie jeszcze tak nie ma? Tu w okolicy nieśmiało wychylają się krokusy i jakieś pojedyncze fiołki. Ale nawet forsycja jeszcze nie kwitnie. 

Irysy niskie w skrzynkach

A co na balkonie? Prawie wszystko posadzone, czekam jeszcze tylko na róże. Karmnik ościsty też musi poczekać ale doniczki są wkopane w ziemię, żeby nie wymarzł. Nic jeszcze nie kwapi się do kwitnięcia od hiacyntów, przez krokusy na fiołkach skończywszy. Sadzonki chyba się przyjęły, jednak przez pogodę, nie rozwijają się w jakimś zawrotny tempie.

Róże domagały się już przycięcia, dostały także profilaktyczny oprysk z miedzianu. Tak, jak pisałam w innych notkach, najlepszym terminem na cięcie róż jest kwitnienie forsycji, trzeba jednak obserwować pączki, czy nie pękają, ponieważ na balkonie zwykle bywa  po prostu cieplej. To swoisty mikroklimat. W tym momencie, jakiś tydzień po cięciu niektóre z moich róż mają już drobne listki. Po Hance zrobiło mi się miejsce na jeszcze jedną różę ale nie wiem, czy będę w tym roku jeszcze z czymś ryzykować. Potrzebuję donicy do przesadzenia irysów i narcyzów w późniejszym terminie, więc nie wiem, czy się na to nie zdecyduję. No może, jeśli jakimś cudem dostanę, gdzieś przypadkowo Rose de Meaux, którą od dwóch lat próbuję bezskutecznie zdobyć, zmienię zdanie. Wtedy pewnie się nie powstrzymam przed przytachaniem jej na balkon. Jestem dziwna - zamiast zainwestować w coś odpornego, kwitnącego przez cały sezon ja z uporem przynoszę coraz to kolejne róże stare. Ale czy słynne japońskie wiśnie byłyby tak piękne i wyjątkowe, gdyby kwitły cały rok? Nawiasem mówiąc, ponoć już kwitną... 


Młode listki i pączki róż

Martwią mnie narcyzy, bo to jedyne "sklepowe" kwiaty jakie u siebie sadzę. Nie chciało mi się ich klimatyzować ale za to je okryłam. Oby im to nie zaszkodziło. Cała reszta roślin jest ze szkółek, lub z ogródków, gdzie rosły na zewnątrz, więc nie ma z nimi tego problemu - mają tę zaletę, że są już zahartowane. 

Karmnik ościsty wciąż czeka na posadzenie razem z różami.

 Fiołek freckles ma się za to całkiem nieźle.

Hiacynt, który rósł  w domu i został posadzony
 po przekwitnięciu najwyraźniej też się przyjął.

 Wyglądają jak pory ale to narcyzy  bridal crown - zwykle są okryte agrowłokniną. 
Mam nadzieję, że nie wymarzną i zakwitną.

Jak pisałam wcześniej jakiś wielkich planów na ten sezon nie robię, czekam jeszcze na dwie sztuki Eyes for You i szczerze powiedziawszy trochę się już niecierpliwię. Chciałabym wreszcie je wsadzić i sprawdzić swoje teorie dotyczące poprawy wilgotności w moich skrzynkach po owocach. 

W chwili, gdy to piszę, dzwoniec i sikorka robią mi awanturę na balkonie. Zauważyły psa, który ma dzisiaj wreszcie okazję wygrzać się w słońcu. Ponieważ powiesiłam im  orzechy włoskie do skubania, są bardzo niezadowolone, że muszą się dzielić balkonem z jakimś intruzem. Niestety właśnie ponownie sprawdziłam prognozę i wychodzi na to, że jutro balkon będą miały, znowu tylko dla siebie... 


środa, 5 lipca 2017

Wiktoriańskie róże na balkonie

Obie róże, które ostatnio posadziłam na swoim balkonie mają w sobie urok "starej Anglii". Pochodzą z XIX wieku i czasy swoich triumfów świeciły za panowania królowej Wiktorii oraz jej następcy Edwarda. Ogólnie rzec biorąc Souvenir de la Malmaison jest trochę starsza i bardziej francuska z charakteru. Przy czym ja posiadam akurat jej pnący sport, będący dziełem Anglika Charlesa Bennetta i pochodzący z roku 1892. Można więc zaryzykować twierdzenie, że jest angielskim wydaniem popularnej, francuskiej róży. Glorie de Djion to typowa wiktoriańska piękność i chociaż też jest tworem Francuzów to wielką popularność zyskała w całym ówczesnym świecie, w tym w USA i Wielkiej Brytanii. Na wyspie Wigth zdobiła ponoć prawie każdy dom.

Mogę w pewnym sensie powiedzieć że, mam u siebie dwie siostry. Souvenir de la Malmaison cl. jest bowiem sportem Souvenir de la Malmaison a Glorie de Dijon to krzyżówka Dezprez a Fleur Jaune i Souvenir de la Malmaison - są więc blisko ze sobą spokrewnione. Glorie de Djion nazywa się również Old Glory i trzeba przyznać że, angielska nazwa tej róży zdaje w dzisiejszych czasach dużo dla niej odpowiedniejsza i nabiera nowego znaczenia. W wolnym tłumaczeniu ta róża nazywa się "Dawna Chwała" i jest to imię, które pasuje do niej idealnie. Ma ona w sobie niezwykły i zarazem staroświecki urok zapomnianych róż. 




Obiecałam, że wypowiem się w momencie kiedy, te dwie kapryśnice już trochę u mnie pobędą i zaczną kwitnąć. Każda z nich jakby na próbę wypuściła po jednym kwiecie. Souvenir de la Malmaison nie urzekła mnie ani zapachem ani wyglądem tego pojedynczego kwiatu. Acz nie sądzę, że to jest jej ostatnie słowo. Ona dopiero pokaże, co potrafi na drugi rok, jeśli przezimuje bez nadmiernych komplikacji. Póki co zadziwia swoim rozwojem. Jest w donicy, była podsadzona wczesną wiosną a ma już dobre 1,7 metra! I cały czas rośnie w górę. Przegoniła już dzikie wino, jeszcze trochę i zacznie zahaczać o dach. Fakt, że dostała bardzo głęboką, dużą donicę ale mimo wszystko, jak na balkonowe warunki to rośnie jak szalona. Inwestuje w rozwój i zobaczymy, czy jeszcze wypuści jakiś pąk kwiatowy, czy zrobi to dopiero na przyszły rok. Swoją drogą dokładnie tak samo zachowywał się Comte de Chambord pierwszy rok po posadzeniu i okazał się najlepszą różą na balkon z wszystkich moich dotychczasowych eksperymentów. Souvenir de la Malmaison cl. liście ma wielkie, zdrowe, zielone, żadne choróbsko, póki co do niej nie lgnie, trochę przędziorka się na niej pojawiło ale tylko na spodnich liściach. Jak na razie zapowiada się ciekawie, zobaczymy co z tego wyniknie.



Glorie de Djion, którą u Państwa Chodunów nazwano po prostu Gloria ma kilka pąków oprócz tego, który już otworzyła. Ten pierwszy był absolutnie olśniewający. W życiu nie widziałam takiego kwiatu: forma, zapach, kolor, wszystko niesamowite i bardzo oryginalne. Płatki rzeczywiście jak pomięte chusteczki, właściwie to w trzech kolorach - biały na zewnątrz, później morelowy, następnie różowy. Zapach? Mocny i trudny do określenia. Jakby owocowo-kwiatowe damskie perfumy wieczorowe. Róża warta zachodu i całe szczęście, że po pierwszej porażce nie odpuściłam jej sobie, bo trafiła w mój gust jak w dziesiątkę. To jest róża jedyna w swoim rodzaju. Jeżeli inne róże noisette są takie, to możemy tylko płakać nad sobą, że nie bardzo chcą się chować w naszym klimacie. Niestety musi być także jakieś "ale". Oprócz tego, że jest wrażliwa na mróz to widać, że jest bardzo podatna na czarnoplamistość. Nie wiem, czy coś w rosarium, czy przechowywanie przez dwa dni w ogrodzie na wsi bez przesadzenia, czy w ogóle cały ten transport ale przywlokłam ją już z objawami czarnoplamistości a po kilku dniach okazało się, że rzeczywiście grzyb się na niej już rozwija. Na razie usunęłam zarażone liście, dostała jedną dawkę topsinu i jest nieźle. Nie przeszkadza jej to w kwitnieniu ale trzeba będzie ją pryskać i pilnować.




Podsumowując obie róże zapowiadają się bardzo ciekawie. Niewątpliwie wymagają od właściciela zaangażowania i opieki ale są tego warte a nawet jest to mała cena za ich piękno. Zachwycą miłośnika antyków, romantyka, wielbiciela czasów dawnych i minionych. Dawna chwała różanych ogrodów skrywa się pod ich postacią - żadna róża nowoczesna nam tego nie da. 

sobota, 6 maja 2017

Jak jednocześnie oszczędzać wodę i nawozić rośliny?

Sposób nie dla każdego ale jeśli macie taką możliwość warty wypróbowania. O co chodzi? Generalnie o akwarium. W zeszłym roku wraz z mężem założyliśmy mały zbiorniczek. To jest chyba jakieś 55 litrów i do tego właśnie jesteśmy w trakcie zakładania drugiego mniejszego zbiorniczka przeznaczonego na krewetkarium. Mąż prowadzi akwarium na osmozie czyli na wodzie demineralizowanej. W akwarium podmianę wodę robimy raz w tygodniu. A to oznacza jakieś dwa baniaki świeżej wody demineralizowanej i taką samą ilość wody akwariowej do odlania. Zwykle taka woda ląduje w toalecie. Duży błąd jak się okazuje. Jeden z akwarystów napisał na pewnym forum, że nie wylewa tego, tylko podlewa swoje rośliny pokojowe. Pomyślałam "czemu nie"? I przetestowałam ostrożnie, żeby nie narobić szkód najpierw na hiacyntach i skrzydłokwiecie, czyli tym, co akurat miałam pod ręką. Efekt był tak dobry, że zaczęłam wodą akwariową podlewać róże. Obecnie robię to ponad dwa miesiące. Podobnie rośliny reagowały na wodę, którą przywoziłam kiedyś z pobliskiego źródła głębinowego. Na dłuższą metę jest to jednak niewygodne rozwiązanie, poza tym oszczędność ucieka jeśli doliczyć zużycie paliwa - i to nie tylko oszczędność kieszeni ale również środowiska. 


hiacynty i kiełkująca maciejka podlewane wodą akwariową


Ekonomika w wypadku wody akwariowej jest wymierna ponieważ dwa razy używam tę samą wodę. Z naszego niewielkiego akwarium ilość jest taka, że w tygodniu dolewam bardzo niewiele kranówki. Z jednorazowej podmianki mam mniej więcej tyle wody:


Jeśli ją częściowo rozcieńczę będzie jej oczywiście jeszcze więcej. Butelki po wodzie demineralizowanej warto zaś segregować i przekazać na surowce wtórne. 

A teraz odpowiedź na zasadnicze pytanie. Dlaczego to działa? Spójrzcie na to co, używa się w większości akwariów:


Taka woda jest "dokarmiana" albo profesjonalnymi nawozami albo minerałami w płynie np. magnezem, żelazem czy potasem. Swoje robią również rybki, ślimaki, krewetki i wszystko to, co w akwariach żyje. Jest to taki wodny "obornik" dla roślinek. Można powiedzieć, że jeden z nielicznych oborników, jakie możecie z łatwością wytworzyć w mieście w warunkach mieszkaniowych :D. 

To, że używam do podlewania wody akwariowej nie oznacza, że nie nawożę róż. Woda akwariowa jest lepsza i bogatsza w wiele składników odżywczych ale nie zastąpi nawozu dla róż. Nie stosuję więc żadnych dodatkowych odżywek w płynie ale dwa razy do roku zasilam krzewy granulatem dla róż. 

Jest jeszcze jedno ważne pytanie. Czy z wodą akwariową można przegiąć? Wydaje mi się, że tak. To jest tylko moja obserwacja ale bardzo zabrudzona woda po odmulaniu dna bez rozcieńczenia wydała mi się dla niektórych moich młodziutkich sadzonek ziół i sałaty zabójcza. Chociaż mogły być również inne przyczyny np. przelanie czy niedostateczna ilość światła. Nie mniej taka woda może zawierać większą ilość azotanów więc dla bezpieczeństwa wodę zebraną przy odmulaniu nieco rozcieńczam kranówką. To chyba tyle w tym temacie. Moje róże póki co wyglądają nieźle i mimo tego, że było ostatnio bardzo zimno zawiązały już pierwsze pąki kwiatowe. Byle więc do czerwca :)


moje dwie "austinki" i Comte de Chambord

środa, 3 maja 2017

Deszczowy maj i zmarznięte róże...

Zanim wrzucę jakiś konkretniejszy post zrobię mały update dotyczący moich róż. Nie pamiętam by maj był tak paskudny. Okazało się, że i tak w sumie zostałam oszczędzona przez najgorsze. Uwinęłam się z wszelkimi wiosennymi robotami we właściwym czasie i moje róże wyglądają na zdrowe i ładnie się krzewią. Na majówkę pojechaliśmy na wieś i z radością pomyślałam, że zobaczę wszystkie nasze róże już rozwinięte być może nawet z malutkimi pąkami. Tymczasem niespodzianka. Zwykle o tej porze roku wyglądały dużo lepiej. Ciotka pokazała mi jak wygląda większość krzewów i jakieś 90 % z nich przemarzło - na szczęście nie na tyle byśmy jakiś stracili. Przemarzły teraz pomiędzy kwietniem a majem. Mróz uszkodził młode listki. I nie miało znaczenia, czy to jakiś pospolity mieszaniec herbatni czy coś szlachetniejszego. Nie było sensu nawet robić zdjęć. Bez najmniejszego szwanku wyszły z tego pobojowiska trzy róże: Celeste (jak zwykle zresztą), Zigeunerknabe/Gipsy Boy i o dziwo Summer Song. Gipsy Boy bardzo ładnie się na to lato zresztą zapowiada.

Tę różę posadziłam może ze dwa lata temu a przez ten krótki czas niesamowicie się rozkrzewiła i przepięknie kwitnie. A do tego wszystkiego rośnie praktycznie w zacienionym miejscu, bo zaraz pod jaśminowcem - i zupełnie jej to nie przeszkadza. W zeszłym roku kwitła jak szalona. Co do Summer Song to muszę przyznać, że jestem w lekkim szoku, bo to przecież angielka, która wiadomo jest przystosowana do cieplejszego klimatu. Chyba nie doceniałam tej róży. Kupiłam ją dlatego, że idealnie trafiała w gust mojej ciotki i teściowej. Spodobała się im na tyle, że postanowiły ją rozmnożyć. Ciotka bez problemu uzyskała z niej dwie sadzonki, na których również mróz nie zrobił wrażenia. Do tego krzewi się tak dobrze, że na chwilę obecną, powiem szczerze miałabym problem z odróżnieniem rośliny macierzystej od sadzonki. 

Róża La France 

Patrząc na to wszystko ogarnęło mnie wrażenie, że i tak mamy za mało dobrych róż na wsi. Nie wiem, czy przesadzam, czy to już jest ten etap, że zawsze będzie mało a może rzeczywiście tak jest. Z dużymi krzewami muszę dać sobie spokój, bo ciotka nie ma już, gdzie tego wsadzać ale może jakieś ze dwie róże rabatowe? Może dorzucić jakąś różę pnącą? Mamy dwie pnące róże posadzone w zamierzchłych czasach ale szału nie robią i może by się coś ciekawszego przydało? Zamarzyła mi się  w tym właśnie momencie La France... Mały krzewik na skalniak albo na rabatę. Myślę, że to może być bardzo dobry pomysł do zrealizowania na ten rok... A co do reszty... Zobaczy się.



sobota, 5 grudnia 2015

Ogród różany - tradycyjny i na balkonie

Jak już pisałam wcześniej zima to dobry czas na planowanie. Zostańmy więc jeszcze w kręgu różanych inspiracji. Dziś chciałabym wam pokazać kilka wyjątkowych pomysłów na różany ogród i rabatę zarówno w wersji tradycyjnej jak i pojemnikowej. Jest ciepło, trwa sezon na róże pod postacią gołego korzenia, więc niekoniecznie trzeba odkładać wszystko do wiosny. Część projektu można zrealizować już teraz. Kiedyś czytałam, że w Wielkiej Brytanii istnieje zwyczaj siania cebuli w czasie Bożego Narodzenia i Zimowego Przesilenia - być może dla sentymentu i miłych skojarzeń można wprowadzić podobny zwyczaj odnośnie sadzenia korzeni róż. W zeszłym roku posadziłam mniej więcej w tym okresie korzeń Gipsy Boy. Róża pięknie się przyjęła tak więc wygląda na to, że przynajmniej w niektórych, cieplejszych rejonach Polski jest to dobry moment na prace w ogrodzie. Większość prezentowanych kompozycji to róże stare, angielskie oraz rośliny towarzyszące jak lawenda, oset ozdobny czy dzwonki. Również róże w pojemnikach nie muszą rosnąć samotnie. O tej porze roku ważne będzie jednak ich okrycie. Urok starych czy angielskich róż podkreślą rośliny w zbliżonych barwach lub wręcz przeciwnie, nieco kontrastujące jak lila i pastelowa brzoskwinia róży Lasy Shalott. 







 
 
 

 


 
 

źródło zdjęcia: http://judyscottagegarden.blogspot.com/p/blog-page_1266.html

 
 

 


Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top