Moja róża zwariowała...

Takie dziwy tylko u mnie. Jedna z moich róż ma już pączki kwiatowe. Chyba sądzi, że jest owocowym drzewkiem albo forsycją. Przecież jest początek kwietnia!



Nigdy czegoś takiego jeszcze nie widziałam, tym bardziej, że nie jest to żadna róża pomarszczona, czy dzika, ani nawet któraś z wcześnie kwitnących odmian. To Glorie de Dijion. Jest to tym dziwniejsze, że w stosunku do innych róż rozwija się dość powoli. Podczas gdy tamte są już pokryte listkami ona dopiero otwiera większość z nich. Zaczęła się wybudzać jako pierwsza jednak później wyraźnie zwolniła. Jeden pączek kwiatowy wydawał mi się anomalią, ale dzisiaj zgłupiałam kompletnie. Znalazłam dwa kolejne kwiatowe pąki i już nie wiem jak to nazwać.



Z tej perspektywy dość kiepsko to widać, 
ale to kolejny kwiatowy pąk

I co tu o tym myśleć? Róża nie miała za ciepło, wręcz przeciwnie przez całą zimę stała okryta w dość wysuniętym miejscu i nawet bałam się, czy tak delikatnej odmianie to nie zaszkodzi. Odkrywałam ją z argowłókniny stopniowo tak jak zawsze, ale nie oszukujmy się, poza tym tygodniem wcale nie było u mnie za ciepło. Ponadto róża dostała oprysk z miedzianu i mieszankę owczego obornika z nawozem dla róż. Może za dużo? Czy zbyt duża ilość nawozu może tak przyspieszyć kwitnienie? Dzisiaj postaram się wzmocnić ją jeszcze opryskiem z bioseptu, na wszelki wypadek, gdyby jednak była osłabiona.

Ale na chorą ani osłabioną tak naprawdę nie wygląda, rozwija się powoli, jednak ładnych pączków jest dużo, z każdym dniem ich przybywa, a dzisiaj naliczyłam sporo małych zalążków.

Musi się wypowiedzieć ktoś mądrzejszy niż ja, bo naprawdę tego nie rozumiem. Próbowałam szukać czegoś o tak wczesnym kwitnieniu róż, ale nic nie znalazłam. Obserwuję moją Old Glory codziennie i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeśli zakwitnie w maju i  rozwinie liście bez przeszkód to naprawdę wow.

Poza tym na balkonie szaleją zapylacze wszelkiej maści. Jakoś mało jest w tym roku skrzynek kwiatowych (mój mąż mówi, że to nie prawda, tylko to ja jestem niecierpliwa) więc pszczoły i bąki przypuszczają atak na mój balkon, gdzie mają bratki, stokrotki i niezapominajkę. Zrobiłam im prowizoryczne poidełko, chętnie siadają na kwiatach a w zawilcach dzisiaj znalazłam małą norkę. Zupełnie sobie nie przeszkadzamy a i obserwowanie skrzynek, gdy coś się przy nich dzieje jest dużo przyjemniejsze.


Pszczela norka w zawilcach


Stali bywalcy na bratkach

Mam posadzone już Eyes for You i praktycznie wszystko inne na wiosenny sezon. Kupiłam też Alohę Kordesa, ale nie będę jeszcze o niej pisać, poczekam co z niej będzie. Zamówiłam ją trochę przekornie. Chciałam coś silnie rosnącego w miejsce zmarniałego dzikiego wina i spodobał mi się jej kolor. Wiem, że opinie w wypadku tej róży są podzielone, trochę na dwoje babka wróżyła, ale sami widzicie, że u mnie nie jest normalnie, więc jak zwykle stwierdziłam, "sprawdzę, a co tam". Będąc zupełnie szczerą, to chyba jest ostatnio moja ulubiona metoda kupowania róż. Nie polecam jej do stosowania, szukajcie dobrych, sprawdzonych odmian na balkon - ja po prostu lubię eksperymentować, a to nie zawsze dobrze się kończy.

Z innych dobrych wieści - udało mi się uszczelnić jedną skrzynkę. Druga niestety czasem jeszcze trochę przecieka ale  nie jest już tak tragicznie, jak było. Może dałam za mało hydrożelu i to jest powód. Jeszcze trzeba poczekać na to, czy rzeczywiście nie będą przesychać. Póki co jest nieźle ale mamy wczesną wiosnę a to dopiero okaże się latem. Teraz trzeba dać roślinkom czas i zobaczyć, co te moje róże wykombinują w tym roku.



bazylia tajska - oczywiście kuchenna ale wystawiam ją, 
żeby również pszczoły mogły z niej korzystać


CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Moja róża zwariowała...

Takie dziwy tylko u mnie. Jedna z moich róż ma już pączki kwiatowe. Chyba sądzi, że jest owocowym drzewkiem albo forsycją. Przecież jest początek kwietnia!



Nigdy czegoś takiego jeszcze nie widziałam, tym bardziej, że nie jest to żadna róża pomarszczona, czy dzika, ani nawet któraś z wcześnie kwitnących odmian. To Glorie de Dijion. Jest to tym dziwniejsze, że w stosunku do innych róż rozwija się dość powoli. Podczas gdy tamte są już pokryte listkami ona dopiero otwiera większość z nich. Zaczęła się wybudzać jako pierwsza jednak później wyraźnie zwolniła. Jeden pączek kwiatowy wydawał mi się anomalią, ale dzisiaj zgłupiałam kompletnie. Znalazłam dwa kolejne kwiatowe pąki i już nie wiem jak to nazwać.



Z tej perspektywy dość kiepsko to widać, 
ale to kolejny kwiatowy pąk

I co tu o tym myśleć? Róża nie miała za ciepło, wręcz przeciwnie przez całą zimę stała okryta w dość wysuniętym miejscu i nawet bałam się, czy tak delikatnej odmianie to nie zaszkodzi. Odkrywałam ją z argowłókniny stopniowo tak jak zawsze, ale nie oszukujmy się, poza tym tygodniem wcale nie było u mnie za ciepło. Ponadto róża dostała oprysk z miedzianu i mieszankę owczego obornika z nawozem dla róż. Może za dużo? Czy zbyt duża ilość nawozu może tak przyspieszyć kwitnienie? Dzisiaj postaram się wzmocnić ją jeszcze opryskiem z bioseptu, na wszelki wypadek, gdyby jednak była osłabiona.

Ale na chorą ani osłabioną tak naprawdę nie wygląda, rozwija się powoli, jednak ładnych pączków jest dużo, z każdym dniem ich przybywa, a dzisiaj naliczyłam sporo małych zalążków.

Musi się wypowiedzieć ktoś mądrzejszy niż ja, bo naprawdę tego nie rozumiem. Próbowałam szukać czegoś o tak wczesnym kwitnieniu róż, ale nic nie znalazłam. Obserwuję moją Old Glory codziennie i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeśli zakwitnie w maju i  rozwinie liście bez przeszkód to naprawdę wow.

Poza tym na balkonie szaleją zapylacze wszelkiej maści. Jakoś mało jest w tym roku skrzynek kwiatowych (mój mąż mówi, że to nie prawda, tylko to ja jestem niecierpliwa) więc pszczoły i bąki przypuszczają atak na mój balkon, gdzie mają bratki, stokrotki i niezapominajkę. Zrobiłam im prowizoryczne poidełko, chętnie siadają na kwiatach a w zawilcach dzisiaj znalazłam małą norkę. Zupełnie sobie nie przeszkadzamy a i obserwowanie skrzynek, gdy coś się przy nich dzieje jest dużo przyjemniejsze.


Pszczela norka w zawilcach


Stali bywalcy na bratkach

Mam posadzone już Eyes for You i praktycznie wszystko inne na wiosenny sezon. Kupiłam też Alohę Kordesa, ale nie będę jeszcze o niej pisać, poczekam co z niej będzie. Zamówiłam ją trochę przekornie. Chciałam coś silnie rosnącego w miejsce zmarniałego dzikiego wina i spodobał mi się jej kolor. Wiem, że opinie w wypadku tej róży są podzielone, trochę na dwoje babka wróżyła, ale sami widzicie, że u mnie nie jest normalnie, więc jak zwykle stwierdziłam, "sprawdzę, a co tam". Będąc zupełnie szczerą, to chyba jest ostatnio moja ulubiona metoda kupowania róż. Nie polecam jej do stosowania, szukajcie dobrych, sprawdzonych odmian na balkon - ja po prostu lubię eksperymentować, a to nie zawsze dobrze się kończy.

Z innych dobrych wieści - udało mi się uszczelnić jedną skrzynkę. Druga niestety czasem jeszcze trochę przecieka ale  nie jest już tak tragicznie, jak było. Może dałam za mało hydrożelu i to jest powód. Jeszcze trzeba poczekać na to, czy rzeczywiście nie będą przesychać. Póki co jest nieźle ale mamy wczesną wiosnę a to dopiero okaże się latem. Teraz trzeba dać roślinkom czas i zobaczyć, co te moje róże wykombinują w tym roku.



bazylia tajska - oczywiście kuchenna ale wystawiam ją, 
żeby również pszczoły mogły z niej korzystać


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top