featured Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

Budzące się róże...

Domowa półka z ziołami i smog...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

Budzące się róże...

Dwa tygodnie temu znajomy pszczelarz pokazał mi filmik ze swojego ula. Bzyczało na nim stadko pszczół. Zapytałam, czy filmik jest tegoroczny. Odparł, że tak, jak najbardziej. Pomyślałam wówczas, że zima już  nie wróci i można spodziewać się raczej cieplejszych dni. Chyba się nie pomyliłam, gdyż wczoraj spotkałam dzikie pszczoły na swoim balkonie. Przyleciały do niezapominajki - tej samej co, do której obawiałam się, że może posadziłam ją za wcześnie.


Przez ten niedługi czas bardzo ładnie się rozrosła. Dzikie pszczoły mają teraz w czym wybierać, bo tam, gdzie obecnie mieszkam jest niewielka łączka, na której rozsiało się sporo roślinek. Widziałam już szafirki, cebulice, krokusy, przebiśniegi i mnóstwo, mnóstwo fiołków. Natura jest bardzo sprytna. Rośliny znajdą drogę ucieczki nawet z balkonowych skrzynek (część to może być też jakaś pozostałość po ogródkach pod balkonami - szkoda, że niewiele osób dzisiaj je prowadzi).

(róże też się wybudziły)

U mnie kwitną jeszcze krokusy. Z kosaćców karłowatych obawiam się, że niestety nic nie będzie. Nie tyle chyba mi wymarzły co, zawilgotniały gdy śnieg się rozpuścił. W tym roku było go sporo. Jeśli posadzę je na przyszły rok to w dużo większej donicy (a to z tego względu, że rośliny w dużych donicach zimują znacznie lepiej, ziemia nie przemarza tak szybko i wszystko jest łatwiejsze do opanowania). Za to dzwonki karpackie poradziły sobie w małej doniczce koncertowo. Warunki nie zrobiły na nich najmniejszego wrażenia, dosypałam im trochę ziemi i bardzo ładnie się rozrastają.



Z moich roślin odbija jeszcze szałwia omszona, którą dostałam od ciotki w zeszłym roku oraz kocimiętka. Kocimiętka to jest prawdziwy terminator. Zaraz będę musiała ją ciąć, tak się rozrasta a posadziłam ją w małej doniczce bez dna, żeby nie przeszkadzała zanadto róży Glamis Castle. Nie wiem, czy nie dostanie z tej donicy eksmisji, bo Glamis w zeszłym roku chorowała na czarnoplamistość i zbytnie zachwaszczenie nie będzie jej sprzyjać. Jeśli ktoś ma doświadczenie z wpływem nazbyt bujnych roślin w pobliżu na tę chorobę poproszę o radę w komentarzu. Z drugiej strony naprawdę chylę czoła przed osobą, od której kupiłam tę sadzonkę. Piękne lawendowe kwiaty a roślina nie do zdarcia. Mieć w pobliżu rolniczy targ to prawdziwy skarb - a mam go całe 20 minut od siebie na piechotę.


(tak kocimiętka wygląda już teraz - ciekawe kiedy przy takim wzroście zakwitnie?)

Co do najważniejszych mieszkanek mojego małego balkonu to są już oporządzone w całości. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie uwinęłam się ze wszystkim. Najpierw zajęłam się usunięciem potencjalnych śmieci z donicy oraz przędziorkiem, potem gdy pogoda zrobiła się ładna, przycięłam je i podałam miedzian. Dostały też po małej łyżeczce nawozu dla róż. Donice od dołu są dalej otulone i będą takie do zimnych ogrodników. Na razie wszystko ładnie się rozwija - łącznie z Souvenir de la Malmaison Climbing. Przyjechała kilka dni temu. Tym razem bez żadnych zgrzytów została namoczona, posadzona w dużej, wysokiej donicy, porządnie podlana i chyba jest ok.


Ponieważ jest drugi kwietnia zdjęłam też karmnik. Od tygodnia prawie nie sypałam już tam pożywienia a wcześniej uzupełniałam pokarm coraz rzadziej - to już ta pora gdzie trzeba ptaki przestawiać na ich własny jadłospis tym bardziej, że owady się już pobudziły a na drzewach są świeże pączki. Zamiast karmnika wiszą teraz dzwonki wietrzne, które zrobiłam z muszelek i mała solarna lampka... Lubię dzwonki wietrzne ale mojemu mężowi zawsze przeszkadza jak za bardzo grają - takie z muszelek są w sam raz, wydają tylko przyjemny cichy stukot.


Dla mnie wiosna zaczyna się zawsze gdy pojawiają się w okolicy mewy - domyślam się, że to dziwnie brzmi a jednak tak jest. W pobliżu mojego dawnego ale i obecnego mieszkania są zbiorniki wodne. Całą zimę i jesień jest cicho ale jak słyszę skrzekot mewowatych to znaczy, że zima już odpuściła. One wiedzą w końcu najlepiej, że mogą już przylecieć, bo nie ma lodu i jest co jeść...
Jedna jaskółka wiosny nie czyni ale dwie mewy już jak najbardziej...


Na sam koniec wrzucam jeszcze obowiązkowo moją ulubioną wiosenną pieśń - jak zresztą co roku. Nie pamiętam, czy ją już gdzieś pod jakiś post nie przypięłam ale przecież nic nie szkodzi jak pojawi się po raz drugi. Właściwie to jest piosenka o lecie nie o wiośnie ale jakoś tam mi się bardzo wiosennie kojarzy... Na slajdach można obejrzeć sobie piękne okolice Yorkshire - ot tak,  żeby po takich widoczkach, wiosna była dla nas jeszcze przyjemniejsza.





poniedziałek, 27 lutego 2017

Domowa półka z ziołami i smog...

Na balkonie za wiele rzeczy jeszcze nie można porobić, kilka dni temu ładnie sypnęło śniegiem i pojawiły się przymrozki ale na drzewach widać już pierwsze pąki. Miałam napisać, że wiosny poza tym jeszcze nie widać, ale dzisiaj muszę z całą gorliwością te słowa wypluć. Zdjęłam z górnej części donic agrowłókninę, kocimiętka i dzwonki postanowiły się już wybudzić a i Comte de Chambord wygląda tak jakby trzeba było ją niedługo ciąć. Przyniosłam do domu trochę gałązek i bazi. Dzisiaj prawie się zazieleniły.



Zawsze powtarzam, że dla róż na przednówku najniebezpieczniejsze są wczesno - wiosenne wichury a jakoś tych ostatnio nie brakuje, tak więc mimo całego swojego entuzjazmu staram się być ostrożna. Powoli rozglądam się za jakimś środkiem, który mogę użyć wiosną na czarnoplamistość, by wytłuc te zarodniki, które przezimowały a są takie niestety na pewno, gdyż moje róże choroba zaatakowała późnym latem. Tym razem dostawały po prostu sody. Efekt był umiarkowany ale nieco pomogło. Zgubiłam też gdzieś mój sekator i także muszę się wybrać po nowy. Jeśli taka pogoda utrzyma się dalej to jeszcze ze dwa tygodnie i trzeba będzie ciąć. Na razie najważniejsze by przy tej pogodzie koniecznie zdjąć z góry agrowłókninę i pousuwać te wszystkie śmieci, które zostały w donicach po zimie, zeschłe liście, mumie, jakieś połamane gałązki. Trochę tego jest. Jeśli nie będzie padać może zastosuję też Promanal.



Póki co wiosnę wprowadzam głównie na własne pokoje. Dostałam na mikołajki od męża książkę pt. "ogródek w doniczkach" i postanowiłam ją przetestować. Kupiliśmy półki - takie jakie zwykle służą do przechowywania płyt i pięć tych półeczek zostanie poświęcone moim eksperymentom a reszta rzeczywiście pójdzie na naszą całkiem pokaźną kolekcję filmów. Jak co roku zamówiłam sporo nasion z tą jednak różnicą, że większość z nich ma rosnąć docelowo w mieszkaniu. Są więc papryczki habanero - mieszanka 8 najostrzejszych papryk świata, w tym Trinidad Scorpion (już kiełkują!) - oraz papryczki Jalapeno, są pędy słodkiego groszku oraz mieszanka ziół i pikantnych sałat. Zamierzam do tego wszystkiego dodać jeszcze pędy kukurydzy. Co z tego wyjdzie nie wiem, nie obawiam się jedynie papryczek, bo one wychodzą zawsze. Póki co zaprawiam nasionka groszku i kukurydzy na pędy - właśnie się moczą, mają tak pozostać do 48 godzin.


Poza częścią roślin przeznaczonych do spożycia wzbogaciłam się jeszcze o kilka storczyków. Nie jestem miłośniczką storczyków, nie bardzo się na nich znam. Uważam, że jest to tak duża gałąź wiedzy, że nie chciało mi się po prostu jej zgłębiać. To rośliny chyba bardziej skomplikowane niż róże. Ostatecznie jednak bardzo spodobały mi się miniaturki. Wzięłam trzy. Jedną kwitnącą i dwie przekwitłe (ale za to w bardzo dobrej promocji) do "ratowania". Ponoć mają zakwitnąć za rok. Idealnie, bo będzie to akurat w najpaskudniejszej porze roku, więc takie ładne małe storczyki się przydadzą. Wzięłam również roślinę, na którą chorowałam od bardzo dawna, czyli jaśmin wielokwiatowy. Jest przepięknie utrzymany, zaraz będzie kwitnął. Bałam się że, nie będę miała mu jak zapewnić okresu spoczynku - na szczęście to jaśmin kwitnący zimą więc okazało się, że jeśli spędzi maj i kwiecień na balkonie będzie po kłopocie (o ile pogoda nie zwariuje w tym czasie). Co do wilgotności będzie miał idealnie, gdyż przeznaczyłam go do pokoju w którym mamy akwarium. Jest to najlepszy naturalny nawilżacz powietrza. Obawiam się, że może mieć tam jednak nieco za ciemno ale zobaczymy. Te kilka roślinek zakupiłam nie tylko ze względu na fakt, że w powietrzu czuć wiosnę. W powietrzu czuć niestety również smog. Popularny temat ostatnio. O ile z tym smogiem na dworze sami wiele nie zrobimy, to posiadanie dużej ilości roślin wpływa jednak na jakość powietrza w domu. Najlepsze są ponoć właśnie storczyki, paprotki, skrzydłokwiaty i bluszcze. Jeden skrzydłokwiat wystarczy na 10 metrów kwadratowych mieszkania, by poprawić jakość powietrza. Jak widać miłość do roślin daje jeszcze inne wymierne korzyści oprócz samej przyjemności obcowania z pięknem....

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top