featured Slider

Kolory jesieni i róże na październik...

Różany trud...

Róże pnące na balkon

Charytatywnie - operacja Izi

Wiktoriańskie róże na balkonie

niedziela, 24 września 2017

Kolory jesieni i róże na październik...

Kilka dni temu mieliśmy pierwszy dzień jesieni i rzeczywiście zrobiło się bardzo jesiennie i zarazem nastrojowo. Od kilku dni non stop pada ale jednocześnie jest zielono z odcieniami czerwieni, żółci, brązu. Lubię taką jesień, mimo tego deszczu. Nie jest szaro i brunatnie ale obficie i kolorowo, wszędzie leżą kasztany, orzechy, jest pełno grzybów. Jest tak ciemno, że postanowiłam dzisiaj zapalić światło w mojej balkonowej latarence i patrzyłam jak od ciepła świecy zaczęła unosić się wokoło para. Przyjemny dzień na pisanie i na siedzenie w domu z kubkiem kawy przy oknie. 






Mimo tej pogody postanowiłam zrobić kilka zdjęć tym bardziej, że angielki zdecydowały, że jednak będą kwitły ponownie. Czasami te róże naprawdę mnie zaskakują chociaż jak sięgam pamięcią do zeszłego roku, też kwitły w październiku jednak ich kwitnienie było wówczas bardziej ciągłe.



Zamierzam przesadzić obie te róże do węższych i wyższych donic ale widzę, że będę musiała poczekać jeszcze trochę z tym zabiegiem. Jesień przyszła prędko jednak im najwyraźniej wcale nie spieszy się do zasypiania. Wręcz przeciwnie cały czas widzę nowe pędy, nowe listki i nowe pączki. Jesień jest pochmurna ale bardzo zielona. Wygląda na to, że zawita październik a ja będę miała na balkonie przynajmniej kilka świeżych kwiatów. Żałuję tylko, że Souvenir de la Malmasoin nie chce kwitnąć. Chętnie bym zobaczyła jej kwiaty zanim przyjdzie zima ale wiem, że muszę być cierpliwa, bo to róża nie dość, że z gołego korzenia to jeszcze sadzona na wiosnę.

Róże ze szkółki A. Choduna właściwie podwoiły swój rozmiar przez ten krótki czas. Zamierzam swoją rosa alba zostawić w spokoju i będę przycinać ją jak typową jednokrotnie kwitnącą różę starą - wyłącznie kosmetycznie. Miała być miniaturka a zrobił się naprawdę imponujący krzew. Nie narzekam wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że z albami zawsze miałam jakiegoś strasznego pecha. Sadzonkowałam Celeste nie wiem ile razy i nigdy nic z tego nie wyszło. Potem sadzonkowała tę różę ciotka, brałam krzew do siebie i znowu coś się musiało dziać. Jestem więc przeszczęśliwa, że mam w końcu taką ładną dużą albę. Jest tylko jedno ważne pytanie w tym sezonie: czy uda mi się gdzieś jeszcze upchnąć Rose de Meaux. Cholera. Miało nie być już więcej róż. 



niedziela, 10 września 2017

Różany trud...

Obecny wrzesień przypomina bardziej listopad. Zimno i pada dobrze, że ten weekend był wreszcie słoneczny a ja znalazłam trochę czasu, żeby ogarnąć róże. Ostatnio niestety miałam nawał obowiązków i moje donice zostały trochę zaniedbane. Na szczęście jest to taki moment sezonu, w którym wystarczy podlać a róże poradzą sobie same. Nic strasznego również się nie dzieje oprócz corocznego ataku przędziorka. Tym razem bez większy ofiar co i tak jest dużym sukcesem ale nieco dostało się Mary Rose. Straciła sporo liści i odbiło się to na jej kwitnieniu. 

W ogóle ten sezon pod względem kwitnienia jest u mnie dużo, dużo gorszy, nawet nie ma co za bardzo pokazać. Ale... To nie jest tak, że pogoda jest taka beznadziejna albo róże chorują. W wypadku angielek być może wpływ miała mroźna zima jednak krzewy zostały też poprzesadzane do dużo większych donic i inwestują w rozwój, tym bardziej, że spora część to nowe rośliny. Prawdopodobnie w przyszłym sezonie wszystko się wyrówna a ja będę się modlić o ładną, śnieżną ale niezbyt mroźną zimę, taką idealną dla róż z łagodniejszych klimatów. Zdziwił mnie nieco mój egzemplarz Comte de Chambord. Ta róża dostała największą donicę i sądziłam że, pójdzie mocno w górę a tymczasem silnie rozrasta się na boki. Pnące rosną jak głupie. Przycinam je trochę, żeby one z kolei rozkrzewiały się na boki ale i tak cały czas ciągną w górę. I tak będę musiała je mocniej przyciąć, bo w takiej formie nie mam szans na ich porządne okrycie.

Moje róże pnące są bardzo wrażliwe na mróz i zamierzam w tym roku przetestować na nich nieco zmodyfikowany i wzbogacony rodzaj okrycia. Napiszę o tym osobną notatkę, kiedy uda dostać mi się wszystkie materiały i przyjdzie na to czas. Mam nadzieję, że przezimują bez przeszkód, bo bardzo mi zależy na dobrym zdrowiu i kondycji Glorie de Djion. Ta róża w moim sercu zdetronizowała nawet Glamis Castlle. To jest naprawdę najpiękniejsza róża jaką do tej pory widziałam. Wszystko jest w niej zachwycające. Jej siła, zapach i to jak kolor jej kwiatów reaguje na pogodę. Oczywiście kwitnie dalej. Na razie ostrożnie, po jednym kwiecie, bo zajęta jest głównie rozrastaniem się. Próbuję ją sobie wyobrazić, kiedy się wzmocni, dobrze rozkrzewi i wypuści więcej kwiatów. 



Czasami zastanawiam się czy nie mogłabym pójść na łatwiznę kupić sobie jakieś mrozoodporne krzewy z ADR, super odporne, mega kwitnące - przecież są takie. Po czym patrzę na moje kapryśnice i stwierdzam, że gdybym miała inne róże nie byłabym sobą. Chyba zanadto cenię romantyzm. Powiedzmy sobie szczerze, że tak to wygląda - gdyby było inaczej na balkonie nie rosłyby przede wszystkim róże historyczne. Angielki były już dla mnie pewnego rodzaju kompromisem, chociaż dość udanym. Trochę tak czasem w człowieku jest - ciężko to wyjaśnić. Mam przyjaciółkę, która zawsze smaży konfitury starym sposobem przez kilka dni. Kiedyś zapytałam ją po co tak się męczy, czemu nie zrobi tego szybciej, nie kupi konfiturexu albo nie zrobi tego inną metodą. Wiecie co usłyszałam? " Tak wolę, to taki domowy rytuał, nie mogłabym inaczej".  Najwyraźniej tak samo mam z różami... 

sobota, 22 lipca 2017

Róże pnące na balkon

Otrzymałam pytanie, czy hodowla róż pnących na balkonie w ogóle jest możliwa? Odpowiedź jest prosta: jak najbardziej. Sama mam obecnie dwie takie róże. Róża pnąca będzie potrzebowała po prostu większej donicy i lepszego okrycia. Jej zimowanie może być nieco kłopotliwe, bo trzeba przecież przykryć ładny kawałek krzewu ale dla chcącego nic trudnego. Poza tym opieka nad nią przebiega w taki sam sposób jak nad każdą inną różą w donicy. Trzeba ją odpowiednio nawozić i ciąć w zależności od wymagań pamiętając o tym, że inaczej tnie się ramblera, inaczej klimbera a co do pnących róż historycznych warto szukać porad tyczących się cięcia  konkretnej odmiany. Warto też wiedzieć, że róże w donicach będą osiągały skromniejsze rozmiary niż te rosnące w gruncie.

Do moich róż pnących używam dużych, wąskich i wysokich donic w stylu loft. Usuwam z nich ten mały zupełnie niepotrzebny wkład i dzięki temu mam od 30 do 55 litrów ziemi dla róży pnącej. Jednocześnie taka donica nie zajmuje wiele przestrzeni na balkonie, jest kompatybilna i wygodna. Co ważne mogę w ten sposób zmieścić na swoim niewielkim balkonie sporo róż. Niby nie powinno używać się wąskich donic, bo mogą się przewrócić ale moje donice wypełnione ziemią są na tyle ciężkie i stabilne, że chyba jeszcze nie widziałam, żeby się wywróciły. 

Odmian róż pnących nadających się do uprawy w donicy nie ma zbyt wiele, bo te róże dość mocno się korzenią a co za tym idzie potrzebują więcej przestrzeni ale nie ma też jakiejś tragedii z wyborem. Ponadto jeśli zapewnimy róży dużo miejsca, możemy tak naprawdę próbować ze wszystkim. Efekty naszej pracy będą wówczas skromniejsze niż przy róży rosnącej w gruncie ale niekoniecznie jesteśmy skazani na porażkę. Wiele będzie zależało od naszych umiejętności i stanowiska gdzie przyjdzie rosnąć róży. Praktycznie wszystkie róże pnące wymagają podpór i podwiązywania. Nie są to pnącza w pełnym tego słowa znaczeniu a jedynie róże o bardzo długich pędach. 

Na początek możemy wybrać jednak coś sprawdzonego. Oto kilka odmian róż pnących nadających się do donic według Leksykonu Daumonta:

Super Dorothy: osiąga rozmiar od 3-5 metrów, to łatwa w uprawie i wytrzymała róża. Zniesie również gorące i mocno nasłonecznione stanowisko. Szybko rośnie. Pachnie umiarkowanie. Wytwarza liczne i drobne kwiaty. Kwitnie aż do jesieni. Jest to rambler.

 

Rosarium Uetersen: Róża firmy Kordes osiągająca do 2 metrów wysokości nazwana na cześć słynnego rosarium. Kwiaty około 8 cm różowe, stają się jaśniejsze w miarę przekwitania. Powtarza kwitnienie. Róża bardzo odporna na niekorzystne warunki atmosferyczne. 





Raubitter:  Jedna z moich ulubionych róż. Nie dość, że romantyczna nazwa (oznaczająca rycerza  -rabusia) to jeszcze kwiaty niczym peonie, kuliste i delikatnie pachnące. Osiąga do 3 metrów. Wymaga miejsca w którym możemy jej zapewnić dość dobrą cyrkulację powietrza. Odpowiedniejszy będzie wystający balkon, w loggi możemy mieć przy tej róży problem z mączniakiem. Woli stanowiska nieco zacienione. Można ją prowadzić jako różę pnącą lub krzewiastą.




Paul Noel - przepiękna róża, rośnie bardzo szybko. Jest szeroka i osiąga aż do 5 metrów wysokości. Ma intensywny zapach. Generalnie kwitnie raz w roku tak jak róże stare za to długo bo aż do końca lipca i bardzo często kwitnienie powtarza. Łatwa w utrzymaniu i niewymagająca, nadaje się do półcienia. Rambler.




                               źródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/377880224966286962/

New Dawn: słynna i chyba idealna róża pnąca. Znosi trudne warunki, nadaje się na bezpośrednie słońce i do pół cienia. W ocenie HMF "doskonała". Bardzo silnie rośnie i powtarza kwitnienie. Po powtórnym kwitnieniu zawiązuje liczne owoce. Umiarkowany zapach. Klimber. 





Leverkusen - na zakończenie jeszcze jedna propozycja ale w odmiennym kolorze. Żółta róża pnąca o delikatnym zapachu. Jej niewątpliwą zaletą jest prawie ciągłe kwitnienie. Nie ma żadnych specjalnych wymagań. Rośnie dobrze na wszystkich stanowiskach. Osiąga do 3 metrów.





Bardziej wymagające róże pnące to np. Mme Isaac Pereire - prowadziłam ją w formie krzaczastej ale można uprawiać ją również jak różę pnącą. Wspaniała róża, niesamowicie kapryśna, za to o pięknym owocowym zapachu i niezwykłych kwiatach. Różami pnącymi są również Old Glory i Souvenir de la Malmasoin. Zainteresowanych ich uprawą zapraszam, do zapoznania się w moją poprzednią notatką  http://rozanybalkon.blogspot.com/2017/07/wiktorianskie-roze-na-balkonie.html




środa, 19 lipca 2017

Charytatywnie - operacja Izi

Na moim blogu nie ma reklam ale od czasu do czasu pojawiają się informacje o akcjach charytatywnych - wyłącznie z Fundacji w 100% sprawdzonych i od ludzi których miałam okazję poznać osobiście. W wakacje niestety standard: niepotrzebna, wyrzucona z auta  Izy potrzebuje waszej pomocy w powrocie do zdrowia. Pomóżcie pokazać jej, że człowiek to nie tylko okrutna, bezduszna bestia. Potrzebujemy waszej pomocy, bo zbiórka idzie tak sobie, nie wiedzieć czemu, bo Izi jest wszak piękną, pełną życia sznaucerką.

Wpłat można dokonywać pod likiem na portalu pomagam.pl:

oraz: 

Fundacja Westy do Adopcji
Konto podstawowe Bank BZ WBK:
63 1090 1841 0000 0001 3242 3529
Konto do wpłat zagranicznych w EURO
PL77 1090 1841 0000 0001 3242 3665
Konto do wpłat zagranicznych w $
PL42 1090 1841 0000 0001 3242 3713
Kod BIC (SWIFT) dla Banku BZ WBK to WBKPPLPP
PayPal: westy.do.adopcji@onet.pl
W tytule przelewu wpisujemy Izi





środa, 5 lipca 2017

Wiktoriańskie róże na balkonie

Obie róże, które ostatnio posadziłam na swoim balkonie mają w sobie urok "starej Anglii". Pochodzą z XIX wieku i czasy swoich triumfów świeciły za panowania królowej Wiktorii oraz jej następcy Edwarda. Ogólnie rzec biorąc Souvenir de la Malmaison jest trochę starsza i bardziej francuska z charakteru. Przy czym ja posiadam akurat jej pnący sport, będący dziełem Anglika Charlesa Bennetta i pochodzący z roku 1892. Można więc zaryzykować twierdzenie, że jest angielskim wydaniem popularnej, francuskiej róży. Glorie de Djion to typowa wiktoriańska piękność i chociaż też jest tworem Francuzów to wielką popularność zyskała w całym ówczesnym świecie, w tym w USA i Wielkiej Brytanii. Na wyspie Wigth zdobiła ponoć prawie każdy dom.

Mogę w pewnym sensie powiedzieć że, mam u siebie dwie siostry. Souvenir de la Malmaison cl. jest bowiem sportem Souvenir de la Malmaison a Glorie de Dijon to krzyżówka Dezprez a Fleur Jaune i Souvenir de la Malmaison - są więc blisko ze sobą spokrewnione. Glorie de Djion nazywa się również Old Glory i trzeba przyznać że, angielska nazwa tej róży zdaje w dzisiejszych czasach dużo dla niej odpowiedniejsza i nabiera nowego znaczenia. W wolnym tłumaczeniu ta róża nazywa się "Dawna Chwała" i jest to imię, które pasuje do niej idealnie. Ma ona w sobie niezwykły i zarazem staroświecki urok zapomnianych róż. 




Obiecałam, że wypowiem się w momencie kiedy, te dwie kapryśnice już trochę u mnie pobędą i zaczną kwitnąć. Każda z nich jakby na próbę wypuściła po jednym kwiecie. Souvenir de la Malmaison nie urzekła mnie ani zapachem ani wyglądem tego pojedynczego kwiatu. Acz nie sądzę, że to jest jej ostatnie słowo. Ona dopiero pokaże, co potrafi na drugi rok, jeśli przezimuje bez nadmiernych komplikacji. Póki co zadziwia swoim rozwojem. Jest w donicy, była podsadzona wczesną wiosną a ma już dobre 1,7 metra! I cały czas rośnie w górę. Przegoniła już dzikie wino, jeszcze trochę i zacznie zahaczać o dach. Fakt, że dostała bardzo głęboką, dużą donicę ale mimo wszystko, jak na balkonowe warunki to rośnie jak szalona. Inwestuje w rozwój i zobaczymy, czy jeszcze wypuści jakiś pąk kwiatowy, czy zrobi to dopiero na przyszły rok. Swoją drogą dokładnie tak samo zachowywał się Comte de Chambord pierwszy rok po posadzeniu i okazał się najlepszą różą na balkon z wszystkich moich dotychczasowych eksperymentów. Souvenir de la Malmaison cl. liście ma wielkie, zdrowe, zielone, żadne choróbsko, póki co do niej nie lgnie, trochę przędziorka się na niej pojawiło ale tylko na spodnich liściach. Jak na razie zapowiada się ciekawie, zobaczymy co z tego wyniknie.



Glorie de Djion, którą u Państwa Chodunów nazwano po prostu Gloria ma kilka pąków oprócz tego, który już otworzyła. Ten pierwszy był absolutnie olśniewający. W życiu nie widziałam takiego kwiatu: forma, zapach, kolor, wszystko niesamowite i bardzo oryginalne. Płatki rzeczywiście jak pomięte chusteczki, właściwie to w trzech kolorach - biały na zewnątrz, później morelowy, następnie różowy. Zapach? Mocny i trudny do określenia. Jakby owocowo-kwiatowe damskie perfumy wieczorowe. Róża warta zachodu i całe szczęście, że po pierwszej porażce nie odpuściłam jej sobie, bo trafiła w mój gust jak w dziesiątkę. To jest róża jedyna w swoim rodzaju. Jeżeli inne róże noisette są takie, to możemy tylko płakać nad sobą, że nie bardzo chcą się chować w naszym klimacie. Niestety musi być także jakieś "ale". Oprócz tego, że jest wrażliwa na mróz to widać, że jest bardzo podatna na czarnoplamistość. Nie wiem, czy coś w rosarium, czy przechowywanie przez dwa dni w ogrodzie na wsi bez przesadzenia, czy w ogóle cały ten transport ale przywlokłam ją już z objawami czarnoplamistości a po kilku dniach okazało się, że rzeczywiście grzyb się na niej już rozwija. Na razie usunęłam zarażone liście, dostała jedną dawkę topsinu i jest nieźle. Nie przeszkadza jej to w kwitnieniu ale trzeba będzie ją pryskać i pilnować.




Podsumowując obie róże zapowiadają się bardzo ciekawie. Niewątpliwie wymagają od właściciela zaangażowania i opieki ale są tego warte a nawet jest to mała cena za ich piękno. Zachwycą miłośnika antyków, romantyka, wielbiciela czasów dawnych i minionych. Dawna chwała różanych ogrodów skrywa się pod ich postacią - żadna róża nowoczesna nam tego nie da. 

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top