featured Slider

W rosarium...

Rose de Meaux - mała prowansalska róża z wielką historią

Pierwsze kwitnienie róż 2017

Poszukiwani wolontariusze do pomocy w rosarium Pani. M. Kralki

Zimni ogrodnicy i zabezpieczanie róż przed mrozem

niedziela, 18 czerwca 2017

W rosarium...

Do rosarium Państwa Chodunów pojechaliśmy po dwie róże. Wróciliśmy z sześcioma. Dwie na prezent imieninowy dla ciotki na wieś, dwie na działeczkę teściowej i dwie dla mnie na balkon. Żałuję, że nie da się przesłać tego zapachu, który otacza nas po wejściu  do rosarium. Można go jednak sobie wyobrazić patrząc na poniższe zdjęcia.



W rosarium róża panuje niepodzielnie i na każdym kroku udowadnia czemu to właśnie ona jest królową kwiatów. W Indiach istnieją dwie rośliny otaczane czcią. Jest to oczywiście lotos i właśnie róża. Lotos zdaje się być jednak władcą wodnym, ona zaś jest Panią żywiołu ziemi.





U Chodunów róża pojawia się w pięknej wiejskiej aranżacji. Najbardziej okazale wygląda murowana ścianka rozarium porośnięta na każdym kroku różami. Pierwszy raz w życiu widziałam, tak olbrzymie róże wielkokwiatowe. Miały spokojnie około 1,5 metra a może i więcej.  Równie przyjemnie jednak jest wejść w alejki ekspozycji, podzielone pod względem grup. Nie muszę chyba mówić, że najlepiej wejść tam, gdzie wystawiono róże historyczne, zapach jest wówczas wyjątkowy.




W rosarium znaleźliśmy się o bardzo odpowiedniej porze. Mieliśmy trochę szczęścia. Nie dość, że czerwiec czyli czas kwitnienia większości róż to jeszcze było ładnie, ciepło i słonecznie. Zdążyliśmy zrobić zakupy jeszcze przed burzami, które pojawiły się w Wielkopolsce tego samego dnia, na krótko przed południem.




Pojechałam po Glorie de Djion oraz Rose de Meaux. Glorie otrzymałam od razu, jednak po długich poszukiwaniach ani ja, ani obsługa w szkółce nie odnaleźliśmy Rose de Meaux. Ale przy tak oszałamiającym wyborze, chyba nie można mnie winić za to, że nie dotrzymałam Rose de Meaux wierności i wróciłam jeszcze z inną różą. Wybrałam Pompon Blanc Parfait. Jej drobne, delikatne kwiaty wydały mi się podobne do tego co widziałam u Pompon de Mai, zaś po podniesieniu donicy oszołomił mnie zapach tej pięknej, drobnej róży alba. Niezwykle silny, kwiatowy z delikatną nutą owocową. Jestem na takie uroki róży niezwykle wrażliwa.  Po bliższym zapoznaniu się z odmianą stwierdzam, że to nie był zły wybór. To alba ale kwitnąca bardzo długo a do tego, co u róż białych bardzo rzadko spotykane, zdarza się jej czasem kwitnienie powtórzyć.

Przepraszam, że wrzucam zdjęcia róż bez nazw odmian. Nie było jednak czasu o wszystko zapytać. W rosarium jest dość spory ruch. Zainteresowanych zapraszam po prostu do odbycia własnej małej wycieczki do Radlińca. Tym bardziej, że w pobliżu mamy i Rogalin i Koszuty więc można zaplanować sobie fajną wycieczkę.








sobota, 10 czerwca 2017

Rose de Meaux - mała prowansalska róża z wielką historią

Nie jest tajemnicą, że na balkonie miejsce na róże raczej szybko się kończy. Szczególnie jeśli ktoś, tak jak ja, nie jest w stanie zadowolić się dwoma pięknymi krzewami ale jest na etapie ciągłego kombinowania i w razie konieczności ma możliwość zrobienia sobie miejsca poprzez zawiezienie jakiejś róży na wieś.

Po przeprowadzce przy której straciłam sporo róż postanowiłam odtworzyć moją mała kolekcję w innej nieco formie. Pozbyłam się Rose de Resht, która kiepsko u mnie rosła, zakupiłam dwie angielki, Souvenir de la Malmaison, do tego miała dojść jeszcze Gloire de Dijon i miał być koniec. Miał ale nie będzie, bo zobaczyłam Rose de Meaux. 


To róża miniaturowa, raczej drobna i wcale nie musiałam się długo namyślać co do niej. W długi weekend, gdzie większość normalnych ludzi będzie się prażyło na słońcu i grillowało, ja wybieram się do szkółki Adama Choduna po Rose de Meaux i  Gloire de Dijon.


Niezwykle rzadko zdarza mi się zdecydować na różę, która kwitnie raz w sezonie. Wolę takie, które powtarzają kwitnienie. Postanowiłam jednak zrobić wyjątek. Te drobne kwiaty  i niewielkie rozmiary są bardzo dużą zaletą Rose de Meaux. Co tu dużo kryć, wyglądają one po prostu słodko! O tej róży raczej mało się mówi i pisze. Nie chcę wypowiadać się teraz czy słusznie czy nie, niemniej jej historia jest bardzo ciekawa. 

                            źródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/546061523540510461/

To bardzo stara róża stulistna wyhodowana przed 1659 rokiem. Posiadał ją w swoich ogrodach biskup Meaux Dominique Séguier (obejmował on biskupstwo Meaux w latach 1637-1659), który być może był jej twórcą. Jak podaje jednak HMF nie ma to bezpośrednich dowodów. Badania genetyczne przeprowadzone na tej róży wskazały na jej bliskie pokrewieństwo z Red Damask Rose czyli z czerwoną różą rodu Lancasterów, gallica officinalis. 

Mała róża zdobyła sobie dużą popularność we Francji, gdzie ze względu na jej rozmiar sprzedawano ją jako... roślinę doniczkową! Powiedzcie, czy jest coś odpowiedniejszego na balkon? 

Podstawowa nazwa tej róży pochodzi oczywiście od regionu ale ilość wszystkich jej imion jest iście imponująca. Nazywana jest na przykład Alpine Pompon, być ze względu na swoją porządną mrozoodporność wynoszącą -32 stopnie. Inne nazwy to Pompon de Mai, Petite Rose de Mai (w niektórych regionach zakwita już w maju), Pulchella, Common Pompon, Rosier de Champange, Pygmy Pompon a także co ciekawe Djion Pompon, Dijonensis, Rosier de Dijon. Powinna się więc z  Gloire de Dijon przynajmniej pod względem nazwy dogadywać ;-) Niemniej ilość określeń tej róży pokazuje jak bardzo musiała być kiedyś popularna. Zachowało się zresztą wiele pięknych rycin z jej przedstawieniem. 




Swoją drogą myślę, że to najwyższy czas sprawić sobie różę stulistną. To chyba pierwsza rasa róż historycznych, która była posadzona u nas na wsi i za jej ich sprawą zaczęłam dopiero sprowadzać kolejne. Mają wspaniały, cytrusowy zapach, są zdrowe, nie sprawiają problemów, bardzo obficie kwitną. Co ciekawe kiedyś chciałam posadzić w donicy inną różę prowansalską Petite de Hollande ale jakoś po drodze miłość do niej mi przeszła. Być może w moim sercu musiało powstać miejsce dla nieco zapomnianej Rose de Meaux. 

Na koniec jeszcze mały update. Jestem przed wspaniałą podróżą, która szykuje się na długi weekend. Nie dość, że tak jak pisałam zamierzam odwiedzić Rosarium Adama Choduna to jeszcze jadę na wieś, kiedy już będzie kwitła większość naszych róż. Mam nadzieję, że przywiozę sporo pięknych zdjęć. 

A kto może się wybrać w pobliże Nowego Dworu Mazowieckiego i nie ma jeszcze planów na ten weekend to informuję, że RosaPalnt urządza "Różany Weekend" - będzie można zwiedzać szkółkę róż oraz spróbować różanych przetworów. Wydarzenie znajdziecie pod tym linkiem."https://www.facebook.com/events/974938859275593/?acontext=%7B%22action_history%22%3A%22null%22%7D

niedziela, 4 czerwca 2017

Pierwsze kwitnienie róż 2017

Na ten moment czeka się naprawdę cały rok. A w wypadku niektórych odmian bywa, że i dłużej. Pierwsze zakwitły w okolicy oczywiście rugosy. Dalej czerwona róża pnąca pod blokiem. Nie wiem co to jest - sadziło się kiedyś sporo takich róż w mieście. Są bardzo twarde, bo rosną praktycznie bezobsługowo jak typowe dziczki - chociaż na pewno kwitłyby obficiej jeśli ktoś by o nie zadbał.



Mary Rose

Następnie jeden pąk otworzyła Comte de Chambord. Niemniej tylko jeden pojedynczy kwiat. Reszta jest jeszcze schowana. Za to Mary Rose w dzisiejszy poranek postanowiła dać swój pierwszy popis. Co to za wybitna róża! Narzekałam na nią, że to taki epigon wśród róż ale ona rzeczywiście pierwsza zaczyna i ostatnia kończy. Pod tym względem jako kwiat do donicy nie ma sobie równych. I chociaż jej zapach średnio mi odpowiada to trzeba przyznać, że dla takiego kwitnienia jest warta zachodu.




                                                                         Mary Rose


                                                                    Comte de Chambord



Mary Rose

Spędziłam na balkonie dzisiaj dobrą godzinę pijąc herbatę i podziwiając pierwsze kwiaty. Gdy człowiek zatrzyma się chwilę i ma okazję pokomplentować, nad tym co dzieje się wokoło, zauważa że nawet  na takim skromnym balkonie jak mój jest pełno życia. 




Gości było dzisiaj sporo. W większości zapylacze wszelkiej maści: pszczoły samotnice, trzmiele. Jedna z pszczół chyba na tyle upodobała sobie Comte de Chambord, że postanowiła założyć gniazdo w bambusowym kiju, podtrzymującym różę. Chyba złożyła tam jaja, bo zakleiła całe wyjście. W każdym razie tak to wygląda:


Jestem bardzo ciekawa, co z tym bambusowym kijem się będzie działo dalej. Po przeciwnej stronie balkonu na klonie urządziły sobie gniazdo cukrówki. Róże kwitną, życie rozkwita, prawie mamy lato, czegoż chcieć więcej w taki poranek? Absolutnie niczego. Wystarczy tu być. 

niedziela, 28 maja 2017

Poszukiwani wolontariusze do pomocy w rosarium Pani. M. Kralki

Dzisiaj małe, krótkie ogłoszenie. Jeśli mieszkacie w pobliżu Puszczy Kampinowskiej to Pani Małgorzata Kralka, kolekcjonerka róż i właścicielka rosarium poszukuje wolontariuszy do pracy w ogrodzie różanym. 

Jako nagrodę oprócz niebywałej przyjemności zobaczenia jednej z większych kolekcji róż historycznych i rzadkich, a oprócz tego kolekcji piwonii, lilaków i irysów, właścicielka rosarium obiecuje, że nakarmi i obdaruje różą. 

Tak więc jeśli macie blisko, warto skorzystać z okazji. Kontakt z właścicielka rosarium przez jej facebooka:

https://www.facebook.com/notes/rosarium-ma%C5%82gorzata-kralka/pocz%C4%85tek-sezonu-to-gor%C4%85cy-czas/451432585207158/


niedziela, 14 maja 2017

Zimni ogrodnicy i zabezpieczanie róż przed mrozem

To chyba najmniej lubiani święci... 

"Pankracy, Serwacy, Bonifacy: źli na ogród chłopacy" - jak mawiano dawniej. Właściwie zimnych ogrodników jest pięciu, bo zaraz po trzech świętych przychodzi św. Zofia męczennica rzymska, zwana "zimną Zośką" a razem z nią święty Izydor Oracz. Ale oni mają już lepszą opinię w świecie bo: "Dla świętej Zosi kłos się podnosi" a "na świętego Izydora dla bociana pora". Trzech pierwszych patronów ogrodników zwie się zaś złodziejami a to dlatego, że "kradną" plony.


(źródło zdjęcia: http://www.parafiarodaki.pl)

Dawne przysłowia nie biorą się znikąd - wynikają z obserwacji zjawisk przyrodniczych i bardzo często mają swoje ugruntowanie w rzeczywistości. Podobnie "zimni ogrodnicy" są dzisiaj rozpoznanym zjawiskiem atmosferycznym, który dotyka nie tylko Polskę ale Niemcy, Słowację, czy Holandię i generalnie Europę Środkową. Oczywiście "zimna Zośka" nie zawsze trzyma się kalendarza i nie ustala swojego przyjścia w zależności od wyznaczonego nabożeństwa, ku czci "świętych ogrodników". Ochłodzenie następuje najczęściej w maju, gdy nad Europę Środkową nadciągają zimne masy powietrza znad Grenlandii - tak naprawdę "zimna Zośka" może wystąpić od kwietnia aż do 25 maja (pokazują to  dane temperatury w Polsce z lat 1881–1980).  I zamiast męczyć nas 4 dni potrafi trwać aż 21 dób. Ochłodzenie może przychodzić falami po kilka dni albo nawet kilka tygodni, co zadaje się miało miejsce w tym roku. W moim regionie wystąpiło jakieś 14 zimnych dni pod koniec kwietnia a później po nieznacznym wzroście temperatury znowu ze 4 dni chłodu. W piątek 12 maja zimni ogrodnicy zdecydowanie odpuścili i postanowili spędzić swoje "imieniny" w ładnej, słonecznej pogodzie. I całe szczęście bo, ile można? 





Niestety zimni ogrodnicy wcale nie są nieszkodliwi i niezłośliwi. Zjawisko jest zupełnie naturalne, co nie znaczy, że korzystne i obojętne dla upraw i przyrody. Zimno hamuje rozwój pomidorów, szkodzi kukurydzy i uszkadza rzepak. A stan tego ostatniego niestety przekłada się na dobrostan pszczół i zapylaczy. Po ostatniej rozmowie ze znajomym pszczelarzem usłyszałam, że ten rok nie jest zbyt dobry, bo przez wywołany zimnem powolny rozwój roślin pszczoły są bardzo wygłodzone. Ale i tak jest lepiej niż w roku ubiegłym, gdzie pogoda zachowywała się jeszcze gorzej, co sprawiło, że miodu rzepakowego w naszym rejonie było tyle, że zmiłuj się Boże...

Zimni ogrodnicy mają również wpływ na rozwój róż - i to za równo tych w donicach na balkonie jak i w ogrodzie. Przede wszystkim wyznaczają moment zdjęcia osłon z donic i rozkopywania kopczyków dla wrażliwszych odmian. Moje róże mają donice owinięte zabezpieczającą pianką właśnie do 15 maja. Agrowłókninę z góry oczywiście zdejmuję dużo wcześniej ale w tym roku byłam zmuszona jeszcze kilkukrotnie okrywać górę roślin, ustawiając je do tego ciasno obok siebie. W okolicach kwietnia i maja warto mieć agrowłókninę cały czas pod ręką. Na bieżąco monitorowałam pogodę (korzystając z aplikacji Accuweather) i dzięki temu udało mi się  uniknąć uszkodzeń od mrozu a było ostro, bo ponoć minimalna minusowa temperatura dla zimnej Zośki to -4 zaś w tym roku wyniosła aż -6. Warto również wiedzieć, że odpowiednio nawożone rośliny łatwiej znoszą przymrozki. Dobrze więc zasilić róże na wiosnę. Na rynku są dostępne także specjalne nawozy, które pomagają roślinom w zniesieniu stresu termicznego właśnie w okresach wiosennych przymrozków acz stosuje się je głownie w dużych profesjonalnych uprawach. 




Dzisiaj jest 14 maja i zdjęłam ostatecznie z donic piankę. Jest bardzo ciepło za dnia a nocą w okolicach 15 stopni i mam nadzieję, że to koniec przymrozków. Dla potwierdzenia tego przeczucia jakoś na dniach pojawiły się w gnieździe nad moim oknem jerzyki. Jeszcze tydzień temu ich nie było a teraz drą się w wniebogłosy. To dobry znak, bo ich piski zawsze kojarzę z latem. Jak widać na świętego Izydora nie tylko bociany ale i jerzyki... Wystawiłam na balkon swoje papryczki chili i posiałam ogórecznik, czarnuszkę oraz pszczelnika (dostałam w prezencie i robię to pierwszy raz, żeby wspomóc okoliczne zapylacze chociaż nie wiem co z tego wyjdzie). Na wszelki wypadek jednak kilka płacht agrowłókniny nie chowam jeszcze do piwnicy. Nadzieja, nadzieją ale ostrożności nigdy za wiele.   

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top