niedziela, 7 sierpnia 2016

Nieustannie kwitnąca róża czyli jeszcze raz o Mary Rose...

Mądrzy ludzie powiadają że nie ma sensu narzekać bo, nic nie trwa wiecznie i wszystko w końcu się odmienia. Narzekaniem psujemy sobie humor, wprowadzamy się w zły nastrój. Ostatnio marudziłam na Mary Rose, że nie jest taka jakbym sobie tego życzyła. Ale teraz kiedy wyprowadziłam ją w końcu na prostą, pozbyłam się z niej mączniaka a pędy, które musiałam obciąć odrosły, jeszcze raz pragnę pochylić się nad tą różą, ponieważ właśnie pokazuje mi jak bardzo byłam w błędzie w stosunku do niej. 




Biję się więc w piersi i przyznaję, że ta róża ma swoje zalety, przy których jej wady bledną. Może i jest to epigon wśród róż ale i tak jest piękna. Jedyne czego potrzebowała to czasu na aklimatyzację i wyjście z choroby. My, ogrodnicy powinniśmy najlepiej to rozumieć - nie wszystko przychodzi do nas od razu, wiele spraw wymaga cierpliwości. Mary Rose  jest tego świetnym przykładem. Ta róża swoje atuty objawiła mi dopiero po dwóch miesiącach - dobrze, że mimo wszystko, wzięłam poprawkę na tę różę.



Tak jak pisałam we wcześniejszej notce, największą zaletą tej róży jest praktycznie nieprzerwane kwitnienie i olbrzymia żywotność. Gdy Mary Rose kwitnie obok Comte de Chambord nie imponuje jakąś wyjątkową urodą ale kiedy Comte de Chambord przekwita, a Mary Rose kwitnie, kwitnie i dalej kwitnie zaczyna się ją doceniać. Jeśli pamiętamy o stałym usuwaniu przekwitłych kwiatostanów róża wciąż ma nowe kwiaty. Wszystkie moje róże są na etapie powtarzania kwitnienia, mają dopiero zawiązane młode pączki kwiatowe a Mary Rose nie traci werwy i praktycznie cały czas wystawia na pokaz swoje piękne rozłożyste kwiaty. 



Róża została wyhodowana w 1983 roku przez Davida Austina. To jedna z jego najsłynniejszych róż. Jest odporna na czarną plamistość i generalnie na większość chorób róż. Jej odporność jest oceniana bardzo wysoką. Mączniak może się jej przydarzyć ale nie należy po tym oceniać całej odmiany. Ja miałam tym razem pecha. Mary Rose otrzymała imię na cześć okrętu flagowego niesławnego Henryka VIII Tudora.


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Zwalczanie mączniaka u róży...

W tym roku mączniak sprawił chyba sporo problemów mimo, że pogoda przynajmniej w moim regionie jest prawie idealna. Nie ma ani suszy ani nadmiernej wilgoci, słońca i deszczu jest praktycznie po równo. Mączniak może być wynikiem niesprzyjającej pogody ale można go również przynieść na nowo zakupionych roślinach, tak jak w moim wypadku. 

 Mączniak prawdziwy na liściu Mary Rose

Mączniak róży to właściwie dwie choroby powodowane przez różne grzyby: rozróżniamy mączniaka rzekomego i prawdziwego. Mączniak prawdziwy atakuje całą różę, łącznie z kwiatami, rzekomy głównie liście, jest również mniej widoczny. Z tego co pamiętam (poprawcie mnie jeśli się mylę) mączniak rzekomy rozwija się głównie przy dużej wilgotności i sporych wahaniach temperatury zaś mącznika prawdziwego wspomaga raczej słoneczna, sucha pogoda. Obie te choroby są bardzo niebezpieczne i mają podobne objawy. 

Nauczyłam się, że w wypadku mączniaka o sukcesie decyduje szybkie rozpoznanie i szybka reakcja. Od czasu kiedy mączniak zabił moją różę pomarszczoną jestem na niego przeczulona ale to przynosi dobre efekty. Należy oglądać liście rośliny od góry i od spodu i sprawdzać czy nie ma na nich drobnych białych plam. Mączniak rzekomy będzie charakteryzował się raczej niewielkim nalotem od spodu liścia i delikatnymi brązowymi plamkami. Mączniak prawdziwy początkowo także wymaga sprawnego oka. Nie czekajcie aż zobaczycie na nim bialutką grubą pleśń niczym na zepsutych pomidorach. Sprawdzajcie róże czy od spodu liścia nie pojawia się delikatny biały nalot jak po mleku. Będziecie pewni, że to mączniak jeśli liść w tym miejscu będzie nieco zdeformowany. Marszczy się on w dość charakterystyczny sposób. 

 Mary Rose przybyła do mnie zainfekowana z początkiem mączniaka - tak wyglądały jej pędy po tygodniu rozwoju choroby.

Po rozpoznaniu mączniaka, druga ważna rada: nie czekajcie z opryskiem. Wiem, że niektórzy ogrodnicy mają podejście w stylu "jak poczekam jeszcze tydzień zanim przywiozę środek do oprysku to nic się nie stanie".  Mączniak potrafi naprawdę się rozleźć po całej róży w przeciągu kilku dni. Dodatkowo porażone części trzeba po prostu usuwać a lepiej usunąć 1/3 liści niż 1/2. Jeśli nie masz fungicydów pod ręką to zrób oprysk z cebuli albo czosnku, nawet mocniejszy niż zwykle. Porażone liście należy od razu wyciąć i najlepiej spalić (ja wyrzucam do śmietnika razem z odpadami, nie wolno ich składować w ogrodzie, przeznaczać na kompost ale pozbyć się ich tak, by nie zaraziły innych roślin). Uważajmy bo mączniaka można przenosić na narzędziach i na rękach. Po dotknięciu zarażonej róży nie dotykajmy innych roślin przed umyciem rąk a narzędzia dezynfekujmy. 

 Tak wyglądała moja róża w trakcie choroby

Do oprysków za równo przeciw mączniakowi prawdziwemu i rzekomemu zaleca się używanie Bioseptu Activ czyli dawnego Bioseptu 33 SL. Powiem szczerze miałam okazję go testować i efekty były mocno niezadowalające. Jest to preparat w 100% ekologiczny ale nadaje się chyba bardziej do profilaktyki niż do leczenia rozwijającego się mączniaka. Na obie formy mączniaka stosuję za to topsin i jeszcze nigdy mnie ten preparat nie zawiódł. Nie jest bardzo toksyczny, pryskamy nim wieczorem i grunt, żeby nie padało. Do rozcieńczonego preparatu warto dodać kilka kropel płynu do naczyń - zapewni to lepszą przyczepność. Topsin ma jedną wadę - po drugim użyciu w sezonie należy go zmienić na inny preparat, żeby nie wyrobić w grzybie odporności. 


 A tak wygląda Mary Rose już po leczeniu czosnkiem i topsinem.

Tak naprawdę najskuteczniejszym sposobem walki z mączniakiem jest profilaktyka i zachowanie czystości w ogrodzie i w donicy. Jeśli wokoło krzewu leżą mumie owoców i zeschłe liście to mączniak ma zdecydowanie większe pole do popisu. W donicach oczywiście łatwiej zadbać o porządek niż w dużym ogrodzie ale i tak warto raz na jakiś czas wygarnąć śmieci spod krzewu a już koniecznie należy to zrobić wiosną. Podczas wiosennego cięcia można zastosować profilaktyczny oprysk antygrzybowy: to może być właśnie ekologiczny preparat w stylu Bioseptu albo wzmacniający odporność roślin na grzyby miedzian. Dobrą naturalną ochroną jest posadzenie obok róż zwykłego jadalnego czosnku. W każdej donicy mam posadzone ze dwie główki, które trzymają  grzyby w ryzach. Jeśli walczycie z mączniakiem na balkonie to zdejmijcie również osłony z balkonu. Wiem, że są różne szkoły, niektórzy piszą, że dobrze aby rośliny na balkonie były osłonięte ale mączniak lubi gdy przepływ powietrza jest mniejszy. "Kiszenie" jest dla róży tak samo niemiłe jak i silne zimne wiatry.  Róża musi na balkonie mieć przestrzeń i oddychać. Wtedy wróci do zdrowia szybciej i odzyska wigor.







sobota, 23 lipca 2016

Nalewka z pąków róży

Przeglądając swoje książki kucharskie trafiłam na pewien bardzo ciekawy, staropolski przepis na nalewkę z róży. Słyszałam już o nalewce z płatków róż ale ta wersja zakłada sporządzanie trunku z całych, dobrze rozwiniętych ale jeszcze nie otwartych pąków kwiatów. Wydała mi się warta spróbowania. Tym bardziej, że przepis sam w sobie jest absolutnie wiekowy. Niestety autor mojej książki o nalewkach nie pokusił się o podanie z jakiego wieku pochodzi  ale zaryzykowałabym mniej więcej XVIII wiek sądząc po słownictwie. A oto i oryginalna wersja przepisu:

Dzikiej róży pączuszki z fafołów i i nieochędostwa obrać, żółte środki precz wywalając (a pilnować aby świeżo rwaną, nierozkwitłą i nieprzekwitłą różę mieć). Co uczyniwszy cukrem przesypać i częściami w donicy na macę utrzeć. Po utarciu włożyć do słoja do połowy wysokości. Do pełna zalać spirytusem. Słój zamknąć i na dwa miesiące w słonecznym miejscu postawić. Kiedy już spirytus całą esencję z róży wyciągnowszy dobrze nią przejdzie, przez flancę scedzić a różę wycisnąć. Różę wyrzętą jeszcze wrzątkiem sparzyć i tą wodą zalać cukier biorąc na szklankę różanej wody pół kilograma cukru. Tak uczyniwszy syrop należycie wyszumować go trzeba. Jak wystygnie tak po trosze spirytus różany wlać doń i wymieszać. Wyklarowany i odstany nalać we flaszki. Zakorkować i odstawić na sześć tygodni. Pić uważnie smakując. 


Trzeba przyznać, że przepis jest dość skomplikowany. Są z pewnością łatwiejsze nalewki. Nie mniej kiedy moje róże wejdą w jesienne kwitnienie, zamierzam go przetestować o ile starczy mi w tym wszystkim cierpliwości. A może po prostu namówię na tę nalewkę męża, który sztukę warzenia różnych nietypowych trunków ma opracowaną do perfekcji (ot, chociażby wspaniale wyszła nalewka z wanilii i dyni). Nie mam takiego dostępu do róży dzikiej jakiego bym sobie życzyła, zamierzam więc przetestować pod tym kątem moje sprawdzone róże damasceńskie.


Dla tych, którym ciężko przebić się przez starodawne słownictwo w przepisie autor mojego podręcznika o nalewkach przygotował współczesną wersję:

1 litr mało rozwiniętych kwiatów róży należy obrać z zanieczyszczeń i zasypać 1/4 kg cukru. Utrzeć na masę. Włożyć do dwulitrowego gąsiorka tak by zapełnić go do połowy. Zalać spirytusem do pełna i dobrze zamknąć.Postawić w słonecznym miejscu na dwa miesiące. Po tym czasie zlać filtrując przez bibułę filtracyjną (osobiście używamy do tego celu filtrów do parzenia kawy). Masę różaną zalać szklanką wrzątku. Zagotować i wyszumować. Rozlać do butelek zakorkować i odstawić na sześć tygodni. 

Życzę udanego pędzenia sobie i wszystkim tym którzy będą chcieli nalewki różanej spróbować.

niedziela, 10 lipca 2016

Glamis Castle i Mary Rose - uroki róż angielskich

Zgodnie z planem w tym roku na moim balkonie pojawiły się róże angielskie. Posadziłam dwie odmiany: Mary Rose i Glamis Castle. Już patrząc na te dwa krzewy można sobie wyobrazić jak zróżnicowaną grupą są angielskie róże...



Mary Rose to klasyk wśród róż angielskich. Uznawana jest za jedną z najlepszych odmian tej grupy. Osobiście nie jestem do niej na razie zbyt przekonana. Wydaje się uosobieniem pewnego typu róży starej przez co odbieram ją raczej jako epigona. W moim odczuciu nie ma ona nic więcej do zaoferowania czego nie miałby Comte de Chambord i inne róże stare tego rodzaju. W jakiś sposób jest podobna do nich wszystkich. To co ją wyróżnia to zapach - tak jak u części róż angielskich jest bardzo nietypowy i mocny. Odbieram go jako zapach kwiaciarni. W cieplejsze dni jest on słodko-kwiatowy. Mam wrażeniem, że im krzew jest u mnie dłużej, tym aromat jest milszy dla nosa, chociaż początkowo niespecjalnie mi pasował. To dość surowa ocena Mary Rose z mojej strony ale mam nadzieję, że nie ostateczna. Jeśli chodzi o tę różę, to zamówiłam ją z niesprawdzonej wcześniej szkółki i dostałam po prostu chory egzemplarz, który reklamowałam. Jak to się mówi rozarium, rozarium nierówne - zeszłoroczne angielki z Rosa Plant (Summer Song i Glamis Castle) nie sprawiały mi żadnych kłopotów, obie kwitną zdrowo. Tak wiec moja róża jest po zabiegach przeciwgrzybowych, została również ogołocona i być może muszę poczekać zanim pokaże mi swoje prawdziwe piękno. Ma nad różami starymi ponoć tę przewagę, że kwitnie wielokrotnie i obficie - co było zresztą moim głównym motywem jej zakupu. Jeśli rzeczywiście w późne jesienne dni pozwoli mi się cieszyć urokiem starej róży, to może rzeczywiście warto ją mieć. Od przyjaciółki wiem, że jej sport Winchester Cathedral potrafi dać taki popis.




Jeśli zaś idzie o Glamis Castle to ta róża po raz kolejny udowadnia mi, że przemyślane zakupy krzewów to udane zakupy. W tym wypadku długo wybierałam odmianę i tym razem jest to strzał w dziesiątkę. Moje zdjęcia niestety nie oddają w pełni jej piękna. To ulubiona biała róża Davida Austina i nie dziwię się czemu. Róża jest po prostu zachwycająca, innego na nią słowa nie znajduję. Czemu nazwali ją na cześć szkockiego zamczyska (ponoć porządnie nawiedzonego acz z pięknym ogrodem) nie mam pojęcia. Powinna się nazywać Eos, bo tak właśnie ta róża wygląda - jak delikatna jutrzenka. Pąki początkowo różowe wraz z rozwojem bledną, by stać się białe z kremowym środkiem pąka. Nie jest to taka czysta śnieżna biel ale właśnie  zaróżowiona biel poranka. Przepiękny odcień sprawiający, że róża mimo swojego koloru daje jednak wrażenie pewnego ciepła. Listki są drobne i lśniące, przypominają liście wielkokwiatowych mieszańców herbatnich.



Za to zapach tej róży, chociaż nie tak intensywny jakbym sobie tego życzyła to czysta poezja. Ponoć pachnie mirrą ja jednak czuję w niej wyraźne nuty miodu i słodyczy. Nie znam żadnej innej róży o takim zapachu. Ponoć dużo mniej odporna od Mary Rose ale póki co u mnie sprawuje się jednak lepiej - a przez większość czasu rosła pozostawiona sama sobie w donicy wkopanej w ziemię w naszym wiejskim ogródku. Kwiat nie duży ale bardzo ciężki i obfity. Żeby pąki były ładnie wyeksponowane warto tę róże nieco podwiązywać na podpórkach. Z wiekiem kwiaty tej odmiany stają się większe. Ta Austinka ewidentnie skradła moje serce, do tego stopnia, że być może poszukam miejsca na kolejną niedużych rozmiarów angielkę w tym typie...



I na sam koniec muszę wspomnieć jeszcze o jednej zalecie tej róży. Przepięknie wygląda w wazonie. Te kwiaty niczym słodko pachnące peonie utrzymują się niestety tak ze trzy dni, ale jeśli macie możliwość to naprawdę warto przeznaczyć tę różę do bukietów. Z lawendą komponowałaby się wyśmienicie - sama wybrałam dla niej do towarzystwa błękitną szałwię omszoną.


niedziela, 26 czerwca 2016

Najlepsze róże na konfitury

Ponieważ sezon w pełni przygotowałam mały TOP 5 najfajniejszych róż na konfitury. Tę niewielką listę sporządziłam wyłącznie z róż, które znam "z widzenia na żywo" i mogłam ocenić zapach, jakość oraz potencjalny smak. Jestem również tradycjonalistką jeśli idzie o różane konfitury i w ogóle o róże, więc z góry ostrzegam nie znajdzie na tej liście odmian nowoczesnych. Osobiście uważam, iż średnio się na konfitury nadają (oczywiście z pewnymi wyjątkami) przez swój niedorównujący różom starym, nikły zapach.

Zanim przejdę do listy jeszcze jedna mała ciekawostka. Prawie rok temu napisałam w jednym z postów, że rozważyłabym użycie róż angielskich do konfitur, gdyż mają porządny zapach. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze. To prawda, zapach jest silny w wypadku pewnych odmian. Jest również mocno specyficzny - moim zdaniem mało konfiturowy ale to rzecz gustu. Niemniej jeśli kusi was użycie róży angielskiej lub jakikolwiek innej róży ozdobnej będącej u was krócej niż sezon, zapytajcie najpierw rosarium czym taka róża była traktowana. Przy okazji mojej Mary Rose dowiedziałam się kilku rzeczy. Opryski silną chemią co tydzień. Z odmianami ozdobnymi niestety nikt w profesjonalnej szkółce się nie będzie bawił. Generalnie w wypadku wszystkich nowo zakupionych róż, niesadzonych z korzenia, zalecałabym ostrożność. Jeśli już chcecie próbować eksperymentów niech to będzie chociaż wasza wielosezonowa róża, gdzie macie tę przewagę, że wiecie co jej daliście. Najwyżej będzie gorzka ale wasze zdrowie na tym nie ucierpi.

Zachęcam do wpisywania waszych ulubionych odmian do konfitur w komentarzach, a to moje propozycje odmian :

Miejsce pierwsze: 





Mme Isaac Pereire - róża, która sama w sobie pachnie już smażonymi konfiturami chyba musi wygrać ten ranking. Słodka róża, której intensywny zapach oceniam na coś pomiędzy maliną a truskawką.  Wspaniale się komponuje właśnie z tymi owocami z odrobiną cytryny. Niebo w gębie. W hodowli donicowej jest bardzo wymagająca i niesamowicie kapryśna, nie lubi miejsc od strony południowej. Ma ciężkie obfite kwiaty, kwitnie pięknie i powtarza kwitnienie. Wymagała ode mnie wiele trudu i ostatecznie padła, kiedy przekazałam ją na przechowanie. Niemniej nie uważam, by w jej wypadku popełniono jakieś wielkie błędy, po prostu to delikatna odmiana i trzeba się o nią troszczyć. Z tego co słyszałam w ogrodzie też bywają z nią problemy. Lgnie do niej mszyca, ma też tendencje do zamierania, warto ją odmładzać. Polecam bardziej do ogrodu, niż do donicy. Nie powiem, że się nie da jej hodować w pojemniku ale bywa kłopotliwa.

Pozycja druga:



Rose de Resht - właściwie powinnam umieścić ją ex aequo, bo zapach ma równie silny co Mme Isaac Pereire (a przy dogodnej pogodzie może i nawet silniejszy, gdyż lepiej pachnie w ciepłe południe). Pachnie inaczej, mniej owocowo, jak typowa róża damasceńska. Przypomina mi bardziej słodkie, wieczorowe perfumy i to jedyny powód dla którego umieszczam tę różę na drugim miejscu. Pod pozostałymi względami przewyższa Mme Isaac Pereire. Jest odporniejsza, w donicy nie sprawia takich problemów, znosi i upały i mrozy. Tworzy liczne kwiaty, kwitnie obficie i powtarza kwitnienie praktycznie do jesieni. To róża pochodząca z Iranu z miasta Resht. W kuchni blisko-wschodniej płatki róż damasceńskich używa się również w formie suszonej jako przyprawy.

Miejsce trzecie:



Celeste (Aurora Poniatowska) - bezobsługowa róża o silnym cytrynowym zapachu. Kwitnie raz ale bardzo obficie. Nie posiadam tego krzewu w donicy, próbowałam go sadzonkować ale z marnym skutkiem - być może jednak mogłaby rosnąć również w pojemniku, jeśli zakupiłabym w pełni ukorzeniony krzew lub goły korzeń. To róża odporna, nie sprawiająca większych trudności. Polecam  Celeste bardziej do ogrodu, ponieważ silnie się krzewi. Zapewni wam wiele przyjemnie pachnących płatków na konfitury. Nasz krzew ma już 2,3 metra i multum kwiatów.

Miejsce czwarte:



Comte de Chambord - nie jest to może róża idealnie nadająca się na konfitury ale świetna do hodowli pojemnikowej. Ma słodki zapach róży damasceńskiej, bardzo przyzwoity pod względem intensywności. Kwiaty są duże i liczne, co sprawia, że nawet przy hodowli donicowej będziemy mieć wystarczającą ilość róż do konfitur. Odporna róża, powtarzająca kwitnienie. Po sprowadzeniu ze szkółki, jej pierwsze kwitnienie było bardzo skromne ale na drugi rok wydała obfite kwiaty. Sprawdza się również przy produkcji domowych kosmetyków, wychodzi z niej przyjemna woda różana.

Miejsce piąte:



Róża pomarszczona - stara dobra róża, do której prawie wszyscy mają dostęp. O tej porze roku kwitnie już w pełni. Wystarczy pojechać za miasto i nazbierać płatków. Rośnie dziko przy lasach, polanach, nawet wzdłuż plaż przy zatokach. Przez to, że występuje naturalnie w przyrodzie wiele osób myli ją z różą dziką. Ma jednak nieco większe płatki. Nasze babki nazywały ją różą cukrową i chętnie używały w kuchni. Obecnie poza jej dziką formą istnieje wiele pięknych ogrodowych odmian  np. róża Hansa czy Pink Robusta. Konfitury z róży lub utarte płatki w cukrze, które możemy dostać w aptekach i sklepach zielarskich często są produkowane właśnie z róż pomarszczonych. Ich zapach oceniłabym jako klasyczny, różany, średnio intensywny. Nie mniej jest to chyba najbardziej dostępna róża do konfitur jaką możemy spotkać.




Róża Hansa