featured Slider

Na chwilę przed kwitnieniem...

Aplikacja PlantSnap - czy warto?

Moja róża zwariowała...

Pogodowo - różany update

Poidełka dla pszczół, motyli i zapylaczy...

środa, 8 maja 2019

Na chwilę przed kwitnieniem...

Majówka nas nie rozpieszczała, ale za to róże mają się dobrze. Zimni Ogrodnicy chyba przyszli wcześniej, na szczęście bez jakiś wielkich mrozów, przynajmniej w moim rejonie, a do tego na balkonie i tak jest cieplej. Jeśli wierzyć prognozom to na Zimną Zośkę pogoda akurat się poprawi, od jutra też ma być trochę więcej słońca. Dobrze, bo już tęskno mi do śniadań na balkonie a wszystko w tym roku świetnie się rozwija, tworząc wyjątkową atmosferę małego ogrodu. A do tego ten zapach narcyzów... Wahałam się, czy zdjąć już wszystkie zimowe osłony z róż jednak ostatecznie stwierdziłam, że przy takim upale, jaki miał miejsce w kwietniu, trzeba to zrobić. Szczęśliwie okazało się, że była to dobra decyzja.



Mój parapet na początku maja

Irys w skrzynce

Postanowiłam zrobić małe zestawienie, żeby później móc sprawdzić, jak będzie wyglądać kwitnienie w stosunku do tego co się dzieje obecnie. Dopieszczam moje krzewy w tym roku. Zajmuję się nimi jak tylko jest ciepło. Zdecydowałam się zaaplikować im mikoryzę w postaci granulatu.  Za jakiś czas napiszę, jaki dało to efekt w  donicach. Oceniam, że część róż zakwitnie bardzo wcześnie, bo w połowie maja a pierwsza będzie moja ulubiona Glorie de Djion. Ale może po kolei...

1) Souvenir de la Malmaison cl. - tu niestety jest źle. To co brałam za nowe przyrosty okazało się być niestety  dziczkami. Po ich usunięciu róża nie wygląda za dobrze. Chyba zaczyna zamierać, nie powinna była przemarznąć, ale może jednak... Nie zamierzam jej ściąć, dam jej jeszcze szanse. Nie wiem co posadzić jeśli jednak musiałabym się jej pozbyć. Nie będę z nią trzeci raz próbować jeśli teraz znowu nie wyjdzie. Jestem uparta, ale nie aż tak. Najwyraźniej nie wszystko nadaje się na balkon i trzeba to czasem zaakceptować. Waham się po między z dawna odkładanym Louisem Odier a powrotem do róż angielskich.

2) Gloire de Mousseux - tu jest dużo lepiej, bardzo jestem tą różą podekscytowana, bo to moja pierwsza mchowa a planowałam ją od dłuższego czasu. Krzew ma to do siebie, że prezentuje się ciekawie nawet teraz. Pączki pokrywa coś w rodzaju miękkich kolców, rzęsek czy wypustek przypominających właśnie "mech". Są przyjemne w dotyku. Z niecierpliwością czekam na kwiaty. Róża ładnie się zazieleniła i rozwinęła. W jej pokroju nie podoba mi się tylko jedna rzecz. Jest jakby "łysa" od dołu. Mocno zdrewniała wypuszcza wszystkie liście dopiero gdzieś na wysokości 30-40 cm.  Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz tak ma czy to wspólna cecha odmiany. Poradziłam sobie z tym sadząc od dołu szałwię.




3) Glorie de Dijon - ma ponad 20 pączków kwiatowych, ładnie się rozkrzewiła i dostała "osłonę" z fiołków, która fajnie się z nią komponuje. Bałam się trochę co z nią będzie, bo wczesną wiosną "dziwnie" się zachowywała, ale jak widać ta róża lubi mnie zaskakiwać. Myślę, że w ciągu max 2 tygodni zakwitnie a patrząc na jeden z pąków, może nawet szybciej.




4) Comte de Chambord - ta róża nigdy mnie jeszcze nie zawiodła. Myślałam, że się będę z nią żegnać po zeszłorocznych upałach ale nie poddała się. W tym roku odbiła, zazieleniła się i nie ma śladu po chorobie. To będzie chyba 6 rok tej róży na balkonie. To moja pierwsza róża historyczna i jest ze mną do tej pory. Przeżyła wszystko. Ma pełno kwiatowych pąków. Szkoda tylko, że mój egzemplarz uparcie nie chce powtarzać kwitnienia.




5) Pompon Blanc Parfait - uwielbiam róże alba. Świetnie rośnie w donicy. Prowadzę ją przy barierce jak  zielony parawan. Niestety przyczepiły się do niej mszyce. Na razie po prostu je zgniatam i psikam płynem do mycia naczyń. Chwilowo mam od nich spokój. Jeśli wrócą zamierzam potraktować je sodką. Mam zamiar w tym roku przerzucić się w 100% na środki ekologiczne, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ma pierwsze małe pączki, ale raczej nie zakwitnie przed czerwcem.

6) Aloha Kordes - posadziłam goły korzeń na wiosnę, ma ładne przyrosty, ale pewnie jeszcze długo nie zobaczę kwiatów. Jeśli zakwitnie to nie wcześniej niż w czerwcu/lipcu. Jeszcze nie wiem, co z niej będzie.

7) Eyes for You - to właściwie nie do końca róża tylko jej mieszaniec, klasyfikowany jako hybryda Hulthemia persica albo floribunda. Widać pewną różnicę w stosunku do reszty moich róż, bo liście są bardziej "strzępiaste", jakby ostre. Mam dwie sztuki, które rosną w kompozycjach z innymi kwiatami. Póki co wygląda to dobrze. Ładnie się rozkrzewiają, rosną bez problemu, mają pierwsze kwiatowe pączki ale na kwitnienie również trzeba będzie poczekać. 


Jednym słowem upchnęłam jakoś na moim balkonie 7 odmian i 8 krzewów. Pewno nie zakwitną równocześnie. Z jednej strony szkoda, z drugiej będą się uzupełniać a to ważne przy  jednokrotnie kwitnących odmianach starych. 
Ze względu na pszczoły zamówiłam jeszcze chabry i niebieską kalamintę. Nie mogę się doczekać lata... 









x

środa, 24 kwietnia 2019

Aplikacja PlantSnap - czy warto?

Dzisiaj coś nietypowego, czyli recenzja aplikacji rozpoznającej rośliny. Pomysł sam w sobie wydaje się bardzo sympatyczny. Ile razy to zdarzyło nam się zapomnieć nazwy czegoś, co posadziliśmy a wyrzuciliśmy już od tego etykietę albo w ogrodzie pojawiła się jakaś dziwna samosiewka? Ile to razy szliśmy przez park, las, łąkę i zobaczyliśmy coś godnego uwagi i nie mieliśmy pojęcia, co to za gatunek? Aplikacja w założeniu ma być rozwiązaniem tego typu problemów. W założeniu - to dobre słowo, oddające istotę problemu, bo w praktyce wcale nie jest tak pięknie, jak twierdzą autorzy aplikacji. 

PlantSnap testowałam przez ponad dwa tygodnie i powiem szczerze, że w pewnych momentach nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Ale po kolei: działanie aplikacji jest dość wygodne. Należy wykonać dokładne zdjęcie charakterystycznej części rośliny i poczekać na wynik. Program proponuje jedno rozwiązanie, które wydaje mu się najodpowiedniejsze oraz kilka innych potencjalnych odpowiedzi, a my na "czuja" mamy wybrać właściwe trafienie. Pozornie nic prostszego - tylko, że na kilkadziesiąt wykonanych przeze mnie zdjęć aplikacja trafiła... trzy razy! Acz trzeba uczciwie przyznać, że często zdarzało się jej trafić w tarczę, chociaż do dziesiątki było i tak daleko.

Goździk według aplikacji PlantSnap

Poprawnymi trafieniami były forsycja, bratek oraz bluszcz diabelski. Później aplikacja  stwierdziła, że fiołek freckles to begonia lub mięta rybna, róża jest berberysem, kwitnąca mirabelka to magnolia a zawilec to fiołek górski. Wśród kilku dodatkowych propozycji nie było ani jednej prawidłowej, za to kilka tak egzotycznych, że nawet o nich nie słyszałam.  W wypadku mojego kumkwatu PlanSnap udało się zgadnąć, że to jakiś cytrus - być może, dlatego, że akurat miał owoce. Zaproponował odmianę pomarańczy oraz  rzadką krzyżówkę pomelo. 

Co więc myśleć o aplikacji, która nie umie rozpoznać tak podstawowych roślin? Owszem PlantSnap pewnie trafi, gdy pokażecie mu kwitnący tulipan albo słonecznik, ale czy naprawdę potrzebna  jest nam aplikacja, by móc je rozpoznać?

Ostatnio ciotka zapomniała nazwy rośliny, która okropnie mi się spodobała. Posadziła na skalniaku ponad dwa lata temu bylinę o ładnych różowych kwiatach i nazwa wyleciała jej z głowy. Ale stwierdziła, że przypomni sobie jak usłyszy. Nie miała szans, bo PlantSnap twierdził uparcie, że to clematis lub goździk - mimo wykonania chyba trzech zdjęć z różnych perspektyw.

Bratek ogrodowy czyli jedno ze szczęśliwych trafień...

PantSnap został jednym słowem stworzony bezmyślnie, bez zebrania informacji na temat klimatu, roślin występujących w naszej szerokości geograficznej oraz odmian popularnych w polskich ogrodach. Zapomnijcie, żeby aplikacja rozpoznała prawidłowo jakieś kwitnące drzewo, z krzewami i ziołami też są spore problemy. Podanie właściwiej odmiany to często abstrakcja. Właściwie PlantSnap ma kłopoty ze wszystkim, trafia chyba na zasadzie czystego przypadku. Nie wiem na, co liczyli twórcy? Na bezrefleksyjnych użytkowników z zerową wiedzą o roślinach? 

Trzeba wspomnieć jeszcze o innym mankamencie. Propozycje nazw roślin podawane są albo po angielsku albo po łacinie. Należy po kolei wchodzić w każdy opis, żeby znaleźć spolszczenie i charakterystykę rośliny. Niestety po kliknięciu opis często wygląda jak wykonany w translatorze Gogola, co świadczy tylko o tym, że aplikacja rzeczywiście nie jest ani przystosowana ani dedykowana na polski rynek.

I na koniec wisienka na torcie. Aplikacja umożliwia wykonanie tylko pięciu zdjęć dziennie. Aby móc zrobić ich więcej należy wykupić wersję premium. Chyba tylko po to, żeby mieć większą szansę, że PlantSnap w coś trafi, bo gwarantuję wam, zmarnujecie te pięć zdjęć na jedną roślinę, mając nadzieję, że aplikacja zrozumie, że nie mieszkacie w Nowej Zelandii. 

Podsumowując: na pytanie postawione w nagłówku można odpowiedzieć bardzo krótko - absolutnie nie. Na Facebooku znajdziecie chociażby takie grupy jak PoradyOgrodnicze24 z kilkoma tysiącami użytkowników będącymi profesjonalistami z doświadczeniem, zapalonymi ogrodnikami amatorami lub praktykami szkółkarzami. O dowolnej porze dnia możecie zapytać tam o poradę albo wrzucić zdjęcie rośliny w każdym stadium rozwoju i na pewno otrzymacie rzetelną odpowiedź. PlantSnap może wydawać się wygodny, ale to nic innego jak wyciąganie pieniędzy z waszych kieszeni. Nie dajcie się nabrać. 


poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Moja róża zwariowała...

Takie dziwy tylko u mnie. Jedna z moich róż ma już pączki kwiatowe. Chyba sądzi, że jest owocowym drzewkiem albo forsycją. Przecież jest początek kwietnia!



Nigdy czegoś takiego jeszcze nie widziałam, tym bardziej, że nie jest to żadna róża pomarszczona, czy dzika, ani nawet któraś z wcześnie kwitnących odmian. To Glorie de Dijon. Jest to tym dziwniejsze, że w stosunku do innych róż rozwija się dość powoli. Podczas gdy tamte są już pokryte listkami ona dopiero otwiera większość z nich. Zaczęła się wybudzać jako pierwsza jednak później wyraźnie zwolniła. Jeden pączek kwiatowy wydawał mi się anomalią, ale dzisiaj zgłupiałam kompletnie. Znalazłam dwa kolejne kwiatowe pąki i już nie wiem jak to nazwać.



Z tej perspektywy dość kiepsko to widać, 
ale to kolejny kwiatowy pąk

I co tu o tym myśleć? Róża nie miała za ciepło, wręcz przeciwnie przez całą zimę stała okryta w dość wysuniętym miejscu i nawet bałam się, czy tak delikatnej odmianie to nie zaszkodzi. Odkrywałam ją z argowłókniny stopniowo tak jak zawsze, ale nie oszukujmy się, poza tym tygodniem wcale nie było u mnie za ciepło. Ponadto róża dostała oprysk z miedzianu i mieszankę owczego obornika z nawozem dla róż. Może za dużo? Czy zbyt duża ilość nawozu może tak przyspieszyć kwitnienie? Dzisiaj postaram się wzmocnić ją jeszcze opryskiem z bioseptu, na wszelki wypadek, gdyby jednak była osłabiona.

Ale na chorą ani osłabioną tak naprawdę nie wygląda, rozwija się powoli, jednak ładnych pączków jest dużo, z każdym dniem ich przybywa, a dzisiaj naliczyłam sporo małych zalążków.

Musi się wypowiedzieć ktoś mądrzejszy niż ja, bo naprawdę tego nie rozumiem. Próbowałam szukać czegoś o tak wczesnym kwitnieniu róż, ale nic nie znalazłam. Obserwuję moją Old Glory codziennie i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeśli zakwitnie w maju i  rozwinie liście bez przeszkód to naprawdę wow.

Poza tym na balkonie szaleją zapylacze wszelkiej maści. Jakoś mało jest w tym roku skrzynek kwiatowych (mój mąż mówi, że to nie prawda, tylko to ja jestem niecierpliwa) więc pszczoły i bąki przypuszczają atak na mój balkon, gdzie mają bratki, stokrotki i niezapominajkę. Zrobiłam im prowizoryczne poidełko, chętnie siadają na kwiatach a w zawilcach dzisiaj znalazłam małą norkę. Zupełnie sobie nie przeszkadzamy a i obserwowanie skrzynek, gdy coś się przy nich dzieje jest dużo przyjemniejsze.


Pszczela norka w zawilcach


Stali bywalcy na bratkach

Mam posadzone już Eyes for You i praktycznie wszystko inne na wiosenny sezon. Kupiłam też Alohę Kordesa, ale nie będę jeszcze o niej pisać, poczekam co z niej będzie. Zamówiłam ją trochę przekornie. Chciałam coś silnie rosnącego w miejsce zmarniałego dzikiego wina i spodobał mi się jej kolor. Wiem, że opinie w wypadku tej róży są podzielone, trochę na dwoje babka wróżyła, ale sami widzicie, że u mnie nie jest normalnie, więc jak zwykle stwierdziłam, "sprawdzę, a co tam". Będąc zupełnie szczerą, to chyba jest ostatnio moja ulubiona metoda kupowania róż. Nie polecam jej do stosowania, szukajcie dobrych, sprawdzonych odmian na balkon - ja po prostu lubię eksperymentować, a to nie zawsze dobrze się kończy.

Z innych dobrych wieści - udało mi się uszczelnić jedną skrzynkę. Druga niestety czasem jeszcze trochę przecieka ale  nie jest już tak tragicznie, jak było. Może dałam za mało hydrożelu i to jest powód. Jeszcze trzeba poczekać na to, czy rzeczywiście nie będą przesychać. Póki co jest nieźle ale mamy wczesną wiosnę a to dopiero okaże się latem. Teraz trzeba dać roślinkom czas i zobaczyć, co te moje róże wykombinują w tym roku.



bazylia tajska - oczywiście kuchenna ale wystawiam ją, 
żeby również pszczoły mogły z niej korzystać


sobota, 23 marca 2019

Pogodowo - różany update

Wczoraj karmnik odwiedził szczygieł. Widziałam go u mnie na balkonie po raz pierwszy, w okolicy też raczej rzadko bytują. Niestety był tak płochliwy, że nie udało mi się zrobić mu zdjęcia. Zainteresowanie ptaków karmnikiem świadczy jednak, że jeszcze nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać po dacie. Astronomiczna wiosna w powietrzu ale ta prawdziwa dopiero raczkuje. W moim rejonie przyroda się nie spieszy, może zresztą i dobrze. Cały czas w ciągu dnia jest jakieś 9-11 stopni ale przede wszystkim jest nadal szaro i pochmurno. Dzisiaj jest pierwszy słoneczny dzień od wielu dni i temperatura powyżej 15. Niestety słońce ponownie ma rozpieszczać nas dopiero na następny weekend! 

Oglądam sobie zdjęcia znajomych na facebooku wśród traw i stokrotek i zastanawiam, czemu u mnie jeszcze tak nie ma? Tu w okolicy nieśmiało wychylają się krokusy i jakieś pojedyncze fiołki. Ale nawet forsycja jeszcze nie kwitnie. 

Irysy niskie w skrzynkach

A co na balkonie? Prawie wszystko posadzone, czekam jeszcze tylko na róże. Karmnik ościsty też musi poczekać ale doniczki są wkopane w ziemię, żeby nie wymarzł. Nic jeszcze nie kwapi się do kwitnięcia od hiacyntów, przez krokusy na fiołkach skończywszy. Sadzonki chyba się przyjęły, jednak przez pogodę, nie rozwijają się w jakimś zawrotny tempie.

Róże domagały się już przycięcia, dostały także profilaktyczny oprysk z miedzianu. Tak, jak pisałam w innych notkach, najlepszym terminem na cięcie róż jest kwitnienie forsycji, trzeba jednak obserwować pączki, czy nie pękają, ponieważ na balkonie zwykle bywa  po prostu cieplej. To swoisty mikroklimat. W tym momencie, jakiś tydzień po cięciu niektóre z moich róż mają już drobne listki. Po Hance zrobiło mi się miejsce na jeszcze jedną różę ale nie wiem, czy będę w tym roku jeszcze z czymś ryzykować. Potrzebuję donicy do przesadzenia irysów i narcyzów w późniejszym terminie, więc nie wiem, czy się na to nie zdecyduję. No może, jeśli jakimś cudem dostanę, gdzieś przypadkowo Rose de Meaux, którą od dwóch lat próbuję bezskutecznie zdobyć, zmienię zdanie. Wtedy pewnie się nie powstrzymam przed przytachaniem jej na balkon. Jestem dziwna - zamiast zainwestować w coś odpornego, kwitnącego przez cały sezon ja z uporem przynoszę coraz to kolejne róże stare. Ale czy słynne japońskie wiśnie byłyby tak piękne i wyjątkowe, gdyby kwitły cały rok? Nawiasem mówiąc, ponoć już kwitną... 


Młode listki i pączki róż

Martwią mnie narcyzy, bo to jedyne "sklepowe" kwiaty jakie u siebie sadzę. Nie chciało mi się ich klimatyzować ale za to je okryłam. Oby im to nie zaszkodziło. Cała reszta roślin jest ze szkółek, lub z ogródków, gdzie rosły na zewnątrz, więc nie ma z nimi tego problemu - mają tę zaletę, że są już zahartowane. 

Karmnik ościsty wciąż czeka na posadzenie razem z różami.

 Fiołek freckles ma się za to całkiem nieźle.

Hiacynt, który rósł  w domu i został posadzony
 po przekwitnięciu najwyraźniej też się przyjął.

 Wyglądają jak pory ale to narcyzy  bridal crown - zwykle są okryte agrowłokniną. 
Mam nadzieję, że nie wymarzną i zakwitną.

Jak pisałam wcześniej jakiś wielkich planów na ten sezon nie robię, czekam jeszcze na dwie sztuki Eyes for You i szczerze powiedziawszy trochę się już niecierpliwię. Chciałabym wreszcie je wsadzić i sprawdzić swoje teorie dotyczące poprawy wilgotności w moich skrzynkach po owocach. 

W chwili, gdy to piszę, dzwoniec i sikorka robią mi awanturę na balkonie. Zauważyły psa, który ma dzisiaj wreszcie okazję wygrzać się w słońcu. Ponieważ powiesiłam im  orzechy włoskie do skubania, są bardzo niezadowolone, że muszą się dzielić balkonem z jakimś intruzem. Niestety właśnie ponownie sprawdziłam prognozę i wychodzi na to, że jutro balkon będą miały, znowu tylko dla siebie... 


sobota, 9 marca 2019

Poidełka dla pszczół, motyli i zapylaczy...

Zobaczyłam je pierwszy raz wczoraj i z miejsca postanowiłam sobie zafundować, gdy tylko pozwoli na to pogoda. Pomysł wydał mi się genialny już nie mówiąc o jego prostocie i pożytku dla przyrody. O hotelikach dla zapylaczy słyszał chyba każdy ale poidełka dla pszczół i owadów to dla mnie nowość. Jest to kolejny sposób, żeby nieco ułatwić życie naszym ogrodowym przyjaciołom, którzy w ostatnich czasach i tak mają pod górkę. 

Zrobienie takiego poidła dla pszczół jest bardzo proste. Wystarczy nam nieco kolorowych szkiełek albo nawet zwykłych otoczaków, drobnych kamieni oraz dowolna miska lub spodeczek. Żwirek i otoczaki jeśli nie mamy do nich dostępu we własnym ogrodzie albo boimy się, że będą zanieczyszczone możemy kupić w większości sklepów zoologicznych, posiadających dział akwarystyczny. W sumie w ten sposób możemy za niewielkie pieniądze dobrać takie, które będą pasowały do całości naszej aranżacji. Niektórzy stawiają tak wykonane poidełko na dużej ceramicznej donicy, tworząc coś w rodzaju małej fontanny. 

Oto jak wyglądają niektóre kompozycje:












Jeśli chcecie przyciągnąć do waszego poidełka również motyle należy wówczas skorzystać z kolorowych kamyków albo nieco urozmaicić poidełko wybierając barwną misę. Jak się okazuje motyle widzą kolory. Rozpoznają: czerwony, różowy, lawendowy, żółty, pomarańczowy czy zielony. Można też wypełnić misę kwiatami,


albo owocami - przy czym nie wiem, czy zadziała to na motyle w naszym klimacie. Polecam przetestować samemu, jeśli ktoś ma ochotę. Ja na pewno spróbuję. 




WAŻNA INFORMACJA - niektórzy wlewają w takie misy osłodzoną wodę. Ponoć pszczelarze proszą, aby tego nie robić, ponieważ wpłynie to później negatywnie na jakość miodu. Jakie to ma znaczenie, jeśli w okolicy mamy tylko dzikie pszczoły i zapylacze niestety nie wiem. Póki nie wypowie się ktoś mądrzejszy ode mnie albo nie znajdę rzetelnej informacji ta ten temat, wolę unikać podobnej praktyki. Jak to się mówi "po pierwsze nie szkodzić" a może nawet bardziej "dmuchać na zimne".

Jeśli poidełko postawimy na ziemi jest spora szansa, że nie tylko owady z niego skorzystają ale również drobne ssaki takie jak jeże. Wyższe poidła pewnie chętnie odwiedzą ptaki. Ja miskę z wodą dla ptaków na czas mrozu wystawiam zawsze obok karmnika (ludzie często o tym zapominają: ptaki nie "napiją" się śniegu ani lodu, to dla nich pora suszy) i fajnie będzie mieć wersję letnią. Myślę również o założeniu domku dla zapylaczy. Balkon niby takie sobie miejsce a jednak dzikie pszczoły i tak budują gniazda w tyczkach, którymi podtrzymuję swoje róże, więc może warto?

Na koniec wersja dla leniwych i przy okazji mała reklama dla sklepu z ceramiką, którego prace od dawna bardzo mi się podobają. Jeśli szukacie fajnego, oryginalnego poidełka do wykorzystania w swoim projekcie, zajrzyjcie tutaj: https://reniflora.pl/pl/c/Ceramika-do-ogrodu

Do zobaczenia. Oby pogoda była dla nas łaskawsza niż teraz. "W marcu jak w garncu" ale przecież to musi się wreszcie skończyć. 



Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top