featured Slider

Lato, lato, lato ach to ty?

Róże po zimie - pielęgnacja w nowym wydaniu

Wiosna 2018

Balkon Pełen Róż na facebooku

Okrywanie róż w donicach na zimę...

niedziela, 29 kwietnia 2018

Lato, lato, lato ach to ty?

To jest jakieś wariactwo. Nie ma nawet maja a czuję się jakby był początek czerwca a może i środek. Dzisiaj jak nic będzie prawie 30 stopni i przy tym cieple muszę zdjąć osłony z róży, na co aż mnie trzęsie, bo nie mam pewności, czy zaraz nie będę znowu je zakładała na "zimną Zośkę". Ale nie mam wyjścia, nie chce przegrzać donic to może być równie niebezpieczne jak mróz...

sweet dream, bratki i macierzanka w skrzynce

Forsycja nie skończyła jeszcze kwitnąć a tu już lilaki w pełnym rozkwicie, mleczami pokryło trawy niczym latem, są już nawet dmuchawce a dziś na porannym spacerze z psem zachwycił nas kwitnący różowy rododendron. Tylko orzech włoski jakoś się z tej mody wyłamuje i niektóre drzewa, jeszcze nie do końca okryły się listowiem. A u mnie na balkonie jest nie lepiej. Bratki i niezapominajki zrobiły się wręcz gigantyczne, co jeszcze można by wytłumaczyć tym, że dostają owczy obornik ale róże wcale nie są gorsze w tym szaleńczym pędzie.

bratki, mięta i oregano


Jeszcze się dobrze liście im nie porozwijały a już prawie wszystkie mają pączki kwiatowe. Glorie de Djion już ma pierwsze pączki kwiatowe! Coś ponoć ta róża miała późno kwitnąć, ale jakoś się jej na to nie zbiera. A to jeszcze nie jest najdziwniejsze zjawisko. Souvenir de la Malmaison, która ogólnie przedstawia się jak obraz czarnej rozpaczy po zimie: dwa sterczące kikuty i kilka młodych niewyraźnych listeczków, też wypuściła pąki kwiatowe, czego już zupełnie nie rozumiem. Tylko jeszcze Glamis Castle pączków nie ma ale ta róża też nie jest w przyzwoitej kondycji i ma mniej słońca na swoim miejscu. Naprawdę nie wiem co z tego będzie, taki rozkwit przed zimnymi ogrodnikami to nie jest nic dobrego.

Comte de Chambord, Glorie de Djion, Mary Rose

Souvenir de la Malmaison obok dzikiego wina,
 Pompon Blanc Parfait i Glamis Castle

Mimo wszystko nie spodziewam się, żeby w maju zalał mnie jakiś nagły wybuch kwiatów. Raczej zanim to wszystko dojrzeje to będzie jakiś koniec maja, początek czerwca i pierwszy jak zwykle zacznie swoją pieśń Comte de Chambord w tym roku być w towarzystwie Pompon Blanc Parfait. Jednak jeśli dołączy do nich np. Glorie de Djion to już się mocno zdziwię. Spodziewam się, że obecne upały trochę się uspokoją i pewnie trochę ten rozwój roślin wyhamuje.  

pączek Glorie de Djion


Jeszcze kilka słów na temat moich miniaturek, którym z braku czasu nie poświęciłam tutaj jeszcze należytej uwagi. W tych zawodach Heidi Klum jednak dość wyraźnie przegrywa ze Sweet Dream. Ta druga rozwija się przepięknie, zawiązuje mnóstwo listowia formułuje się z niej piękny krzaczek za to piękna modelka raczej skromnie i zdążył się nawet pojawić na niej mączniak. W ogóle spodziewam się plag wszelakich skoro jest tak ciepło, na Comte też już wygniatałam pierwszego skoczka.

Martwi mnie trochę Mary Rose. Taka się "wyłysiała" zrobiła. Chciałabym żeby się mocniej zagęściła, bo kwitnie naprawdę długo i ładnie. Mam nadzieję, że nie przemarzła ani przesadzanie jej nie zaszkodziło. Czas pokaże.

Miłej gorącej niedzieli :)

niedziela, 8 kwietnia 2018

Róże po zimie - pielęgnacja w nowym wydaniu

Miał być dzisiaj tylko szybki wpis na moją stronę na facebooku ale gdy zabrałam się za pisanie posta, to prędko połapałam się, że w tych kilku zdaniach się nie zmieszczę i musi dziś pójść pełna notka. Na chwilę obecną stwierdzam, że ofiar zimy w różach nie ma - uff... O Glamis Castle i Souvenir de la Malmaison dość mocno się bałam, bo kiepsko wyglądały. Niby nie były czarne ale jakieś takie poplamione, pączki widać wypuściły za wcześnie więc te poczerniały od mrozu, no jednym słowem tragedia w porównaniu z całą resztą. Ale na szczęście od kilku dni zawiązują nowe pąki, może nie ma ich wiele, nie budzą się z taką siłą jak "koleżanki" nie mniej nie poddały się. Za wiele się po nich w tym roku nie spodziewam ale czas pokaże co będzie dalej. Jeśli będzie kiepsko to się najwyżej rozstaniemy i róże pojadą na wieś pod Zieloną Górę, gdzie mają cieplejszy klimat niż u mnie.  

Z róż najlepiej spisują się Pompon Blanc Parfait, która świetnie sobie radzi i po Comte de Chambord może okazać się balkonowym strzałem w dziesiątkę oraz o dziwo Glorie de Djion co, wcale nie było takie oczywiste. Pisałam już trochę o tym jak ładnie wygląda ale dalej rozwija się szybko, ma masę nowych pąków i naprawdę jestem niesamowicie podekscytowana tą różą, która ponoć w polskim klimacie nie chce rosnąć. W ogóle uwielbiam ją, dla mnie to jest najpiękniejsza róża jaką widziałam i jestem bardzo ciekawa jak ona sobie będzie dalej na balkonie radzić. Już się nauczyłam, że róża na balkonie to nie jest to samo co róża w ogrodzie, bo jest cieplej, jest gorzej z cyrkulacją powietrza, inaczej pada słońce, róża jest zresztą pod daszkiem, tak więc nie moczy się od deszczu aż tak bardzo etc. - szereg czynników, które sprawiają  że wygląda to odmiennie i np. angielki kwitną u mnie dłużej. Chociaż  Glamis Castle najwyraźniej się chce z tego wyłamać ale moim zdaniem to akurat wina tej nieszczęsnej donicy. 



W każdym razie postanowiłam, że ten rok potraktuję eksperymentalnie pod względem cięcia i pielęgnacji. Zrobiłam wszystko inaczej niż dotychczas. Nie wiem jak to się skończy ale mam nadzieję, że dobrze. Usunęłam tylko część śmieci spod róż: liście róż i jakieś nieliczne mumie oraz gałązki świerkowe ale liście klonu używane do ocieplenia pokruszyłam i zostawiłam. Do tego wszystkiego dodałam po pól łyżeczki nawozu dla róż, łyżeczkę suszonego owczego obornika (w ogóle polecam na wasze tarasy i balkony, też do innych roślin jak warzywa i zioła, wiadomo obornik jest najlepszy a to taka dostępna dla tarasów wersja, trochę śmierdzi ale nie jak "oryginał" :-D) i wymieszałam wszystko razem tworząc coś w rodzaju ściółki. Cięcie zrobiłam w tym roku wyłącznie kosmetyczne chociaż to raczej moja własna ciekawość, żeby porównać jak to w wypadku róż historycznych jest, bo różnie się słyszy. Usunęłam tylko najdrobniejsze gałązki i te poniszczone a zwykle tnę dużo mocniej. Moje wątpliwości wzięły się stąd że, jak patrzę na babciną Celeste, która rośnie prawie tak jak chce, coś się tam z nią właściwie kosmetycznie tylko robi jak przekwitnie, to jest z niej taki ukwiecony potwór że, może i w innych przypadkach się sprawdzi. Róże dostały jeszcze miedzian, chyba powtórzę im jeszcze raz oprysk na grzyba i dostaną oczywiście oprysk na przędziorki. Pożyjemy - zobaczymy jak to się skończy.



Moje zamówione róże wciąż niestety nie dojechały ale za to posadziłam bratki, niezapominajki i zioła. Dzisiaj balkon zaczęły oblegać pierwsze zapylacze. Na razie mają mało kwiecia więc pewnie będą moimi częstymi gośćmi... Wreszcie przyroda zaczyna ożywać. 


sobota, 31 marca 2018

Wiosna 2018

Zimna była dla mnie długa i pracochłonna, niestety nie pod względem różano-ogrodniczym. Na szczęście róż nie zapuściłam a wczesno-wiosenne słońce jest tak zachęcające, że nie da się mu odmówić i nie wyjść chociaż na chwilę popracować na balkonie. Wreszcie wyszło wczoraj trochę słońca a ja mam odrobinę wolnego (chociaż dni są tak opakowane, że nie wiadomo, za co się zabrać najpierw) żeby, ogarnąć "balkonowe" sprawy i bloga po tak długiej przerwie.  Do opisania też jest tyle, że nie wiadomo od czego by tu zacząć ale może od tego, jak róże spędziły tę zimę. Większość róż jest w dobrej kondycji przynajmniej w chwili obecnej. Ocieplenie które zastosowałam sprawdziło się  nawet przy Souvenir de la Malmaison  i Old Glory a to przecież róża noisette - żeby było ciekawiej to wygląda ona najlepiej ze wszystkich. Na początku nie chciała gubić liści ale później zasnęła. Pędy wyglądają dobrze, w ogóle nie przemarzła, przynajmniej na oko. Jak to naprawdę będzie, czas pokaże.

róże jeszcze okryte ale ze zdjętą agrowłokniną i odstawione od ściany

 Mogę już powiedzieć kilka słów na temat eksperymentu z okryciem z liści. Jest w miarę w miarę ale jednak dużo lepiej sprawdzają się gałązki drzew iglastych. Ale całkiem niezłe okazało się okrycie mieszane, w sumie chyba było najlepszą opcją i będę je stosowała w przyszłości. Ciekawostką jest to, że wąskie wysokie donice sprawdziły się w trakcie mrozów dużo lepiej niż duże ale niższe donice. Być może dlatego, że są dużo łatwiejsze w zabezpieczeniu i można sprawniej je okryć? 

Będzie jednak ofiara tegorocznej zimy, przynajmniej tak się zapowiada. Glamis Castle która stała właśnie w szerokiej, dużej ale niskiej donicy mimo okrycia dość kiepsko wygląda. Część pędów mocno uszkodził mróz. Zobaczymy czy coś z tej róży jeszcze będzie. Przeniosłam ją oraz Marry Rose do wysokich donic, gdy tylko na to pozwoliła temperatura, chociaż teraz to raczej ze względów estetycznych i żeby zaoszczędzić nieco miejsca. 

Z tego samego powodu zamówiłam dwie duże drewniane skrzynki po owocach. Zdecydowałam, że pozbędę się większości donic z parapetu i tych ustawianych obok róż a wrócę do mimi rabat, które robiłam niegdyś w płytkich misach. Teraz oczywiście rabaty będą dużo głębsze niż kiedyś ponieważ mają tam rosnąć również dwie róże miniaturowe. Najwięcej trudności przysporzyło mi znalezienie takich skrzynek, które by pasowały wymiarami na parapet ale w końcu się udało a kilka moich dużych donic zostało szybko zagospodarowanych przez sąsiada, więc nic się nie zmarnowało. Zostawiłam sobie tylko donice wiszące i te na balustradę. Zamierzam w niektórych posadzić moje papryczki habanero ale o nich później. Plan na ten rok jest dość standardowy. Chilli, zioła, ogórecznik, dwie nowe róże miniaturowe, jakieś ozdobne kwiaty wiosny i lata. Nie będę się nad nimi specjalnie zastanawiała zobaczę co dostanę na swoim rynku. Póki co udało mi się już kupić melisę, bratki, stokrotki, dwie odmiany tymianku i o dziwo rozmaryn - wszystkie zahartowane i gotowe do sadzenia. Naprawdę uwielbiam mój ryneczek - to nie jest taki rynek gdzie lądują owoce i rośliny z hurtowni tylko zjeżdżają się rolnicy z moich okolic i naprawdę można tam dostać wspaniałe rzeczy od ręcznie wyrabianych serów, wiejskiego mleka, przez olej, kiszonki i soki po zioła. Hitem odkrytym przez przyjaciółkę była śmietana w szklanej butelce, która aż się prosiła o buchtę ze śliwkami... 

Kolejnym zaskoczeniem sezonu są moje poziomki z zeszłego roku, które spisałam na straty i nie wiem jakim cudem przetrwały. Wypuszczają teraz młode pędy. Niewiarygodne, że też one przeżyły to co robiłam z tą donicą, w ogóle nie była zabezpieczona i służyła jako poidło dla ptaków na czas mrozów, do którego co rusz jakiś ptak wylewał wodę, tak że robił się lód. A jednak... Szkoda, że róże nie są tak odporne, a przy tym jeszcze piękne, wielkie i oczywiście pachnące! 

poziomka "nie do zdarcia", kupiona właśnie na moim ryneczku


Na zakończenie życzę wszystkim wesołych świąt wielkanocnych i więcej słońca!







czwartek, 25 stycznia 2018

Balkon Pełen Róż na facebooku

Długo nie pisałam i pewnie zastanawiacie się co się na różanym balkonie dzieje? W sumie nic ciekawego. Zima, zima, zima. Róże otulone śpią, sikory i kowaliki buszują w karmniku jak co roku o tej porze. Dlatego pochowaliśmy się wraz z Dusią jak te misie na zimę i czekamy z olbrzymim wręcz utęsknieniem do marca, żeby już co nieco zacząć kombinować i działać.  A na razie dziergamy trochę na drutach. Są jednak dwie sprawy o których zapomniałam tutaj wspomnieć. Otóż Balkon Pełen Róż ma stronę na fb o czym może nie wszyscy wiedzą. Pojawia się czasem trochę ogrodniczych wpisów i ciekawostek, które pozwalają mi jakoś przetrwać te chłody.





Mam jeszcze drugą stronę poświęconą Duśce i dzierganiu na drutach w stylu fair isle: West Highland Sweaters na którą zapraszam miłośników psów i robótek  😄

https://www.facebook.com/RandivelDusia/

Serdecznie zapraszamy!

niedziela, 19 listopada 2017

Okrywanie róż w donicach na zimę...

Postanowiłam że, w tym roku pokażę krok po kroku jak zabezpieczam swoje donice przed mrozem. Zwykle okrywam róże nieco wcześniej jednak tym razem temperatura była na tyle łaskawa, że zdecydowałam się na to dopiero dzisiaj. 

Ofiary tego zabiegu są następujące: ból pleców i podrapane dłonie ale jak chce się mieć na balkonie róże parkowe i pnące a waży się 55 kilo to trzeba niestety się poświęcić. Czasowo jak na kilka sporej wielkości donic naprawdę nie wychodzi to źle, bo zaledwie niecałe dwa odcinki Stranger Things (dla nieuzależnionych od seriali to jakąś godzinę dwadzieścia ;)). Wszystko jest na tyle proste, że można oglądać sobie w trakcie telewizję a bałagan po okrywaniu można ogarnąć dosłownie w pięć minut. Przy okazji solennie przysięgłam sobie, że na wiosnę koniecznie muszę się pozbyć wielkiej niskiej kwadratowej donicy i dać Glamis Castle w coś wąskiego i wysokiego. To ona załatwiła mi ból w plecach, do tego najgorzej się ją okrywa i jest zupełnie niepraktyczna, nie mówiąc o tym ile cennego miejsca mi marnuje. W tym roku już sobie odpuszczam ale czeka ją nieunikniona eksmisja. 

Do okrycia zużyłam następujące rzeczy: prawie całą szpulę pianki emulsyjnej z hipermarketu budowlanego (mam duże donice i kilka dość delikatnych róż, w innym wypadku powinno wystarczyć kilka metrów pianki), 3 płaty sztywnej pianki pod panele, kilkanaście metrów włóczki, dwa worki liści i kilka gałęzi igliwia. Włóczka oczywiście jest nieobowiązkowa, zamiast niej może być zwykły sznurek, ja użyłam to, co akurat miałam pod ręką w największej ilości. Do tego potrzebne są jeszcze nożyczki i warto rozłożyć pod donicę jakiś spory ręcznik, żeby nie pobrudzić podłogi. 


Najgorsze tak naprawdę jest wyniesienie i wniesienie donic a poza tym sprawa jest bardzo prosta. Owijam pianką emulsyjną donicę, okrywając również ich dół i związuje wszystko włóczką. Wygląda to tak:


Później przykrywam wierzch donicy. Zwykle nie robiłam tego wcale (acz okrywanie zawsze lepiej się sprawdza) albo używałam igliwia jednak wczorajsza rozmowa w Towarzystwie Różanym (dziękuję za podsunięcie tego pomysłu Ewie Jarmulak i Teresie Marciszuk ;-)) zainspirowała mnie by użyć do tego również liście klonu. To na razie wersja eksperymentalna, zobaczymy jak sprawdzi się to w praktyce. Początkowy zamiar był taki żeby przetestować trzy rodzaje okrycia: z igliwia, mieszane i z samych liści, szybko jednak okazało się, że liście mają pewną nieocenioną zaletę. Są darmowe i dostępne w nieograniczonej ilości a igliwia zdobyłam za mało (o tej porze, w mieście, to wcale nie takie łatwe, trzeba zaopatrzyć się albo w Zaduszki albo dopiero gdy, pojawią się na rynku choinki). Powstały więc wersje liściaste i liście mieszane z igliwiem. 



Sztywną piankę kładę na balkonie jako podstawkę pod donice, żeby dodatkowo izolowała róże od przemarzającego podłoża i podsuwam je pod ścianę.


Na chwilę obecną to w zupełności wystarczy. Przy ciężkich mrozach warto okryć górę róż agrowłókniną, zaś w wypadku nieodpornych odmian jest to koniecznością. Moje róże postoją tak przez jakiś czas a jeśli zrobi się gdzieś koło - 5 dostaną kożuszek z agrowłókniny. 


Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top