Wybredne sikorki - czyli karmienie ptaków w mieście...

Zima rozpanoszyła się za oknem. Sikorki mają u mnie stołówkę. I w trzech innych karmnikach w bloku. W mieście chyba nie mają źle, bo pożywienia jest sporo. Zauważyłam, że bywają dość wybredne. Jeśli chcemy by były częstymi gośćmi trzeba zaoferować im coś ekstra. 


Tłuszczowych kul, które można kupić w sklepach zoologicznych czy nawet w marketach raczej nie ruszą. U sąsiada taka kula wisi od dłuższego czasu i nie wzbudza większego zainteresowania. Przypuszczam, że dają do tego jakiś kiepski łój, którego dziki ptak nie ruszy chyba, że nie ma wyjścia. Robię więc takie kule sama.


Topię niesoloną zwykłą słoninę, mieszam w niej ziarno słonecznika, karmę dla ptaków dzikich, mrożone owoce aronii i dla zagęszczenia nieco pełnoziarnistego chleba. Gdy potrawka wystygnie a konsystencja przypomina gęste ciasto nakładam ją łyżką do folii aluminiowej i formuję w kule. Wkładam do zamrażalnika i wyciągam kiedy potrzebuję. Odrywam folię i zawieszam na wstążkach. To bardzo ładna ozdoba. Co roku robię wieniec dla ptaków ozdobiony takimi kulami i wywieszam go w święta. To taki mój własny świąteczny zwyczaj - inspirowany pewnym fragmentem "Dzieci z Bullerbyn", w którym to tata Lisy wyciągał w wigilię snopki zboża dla ptaków i wieszał je na drzewach. 



Sikorki chętniej lecą do takich kul ale bez szału. Szczególnie na początku zaraz po wystawieniu kule są atrakcyjne ale następnego dnia już tylko trochę je poskubią. To co sprawdza się najlepiej to niesolony (ptaki bardzo chorują od soli w pożywieniu, trzeba na to uważać) łuskany słonecznik. Nie żadna karma dla ptaków tylko ziarenka do chrupania dla ludzki - to najbardziej im leży. Podobnie zresztą z dynią. Ale na słonecznika niełuskanego dla ptaków też się skuszą. Sąsiad gości je takimi ziarnami i też ma zawsze ruch. Dobra jest karma dla kanarków - przyciąga nie tylko sikorki, chętnie przylatują na nią kowaliki. Bardzo piękne drobne ptaki.


Osobną kwestią jest sam karmnik. Wiadomo w mieście jest olbrzymia ilość gołębi, które wyjedzą w pięć minut z karmnika wszystko co wyłożysz tam dla małych ptaków o ile tylko to żywność nie będzie zepsuta. Moi sąsiedzi radzą sobie z tym problem używając wiszących tub. To fajne rozwiązanie, nawet dla dzięciołów, ale ja wciąż nie tracę nadziei, że znowu zobaczę grubodzioba wolę więc tradycyjny karmnik. Kupiłam mały, wydawało mi się taki w sam raz, żeby wcisnął się tam grubodziób a gołąb nie. Niestety gołąb potrafi się tam zawiesić i wcisną samą głowę. Przewiązałam więc karmnik wstążkami. Pomaga dużo lepiej niż stosowanie drutów (próbowałam).


Jest jeszcze jedna rzecz o której zwykle zapominamy instalując karmnik. Woda. W taki mróz ptak łatwiej znajdzie pożywienie niż wodę. Dwa razy dziennie wystawiam więc niewielki plastikowy pojemnik z wodą. Stawiam go w miejscu, gdzie latem stoją wąskie doniczki z ziołami. Ma do niego dostęp każdy ptak mały czy duży. Woda po godzinie zamarznie ale jest tak chwila, by ptaki mogły z niej skorzystać jeśli tylko chcą. Przed wieczorem wybieram lód i ponownie napełniam pojemnik wodą. Dzięki temu moja westka nie nudzi się, gdy jest sama w domu. Ma swoją psią telewizję za oknem. 


CONVERSATION

4 komentarze:

  1. Moje sikorki są mniej wybredne niż Twoje. Przygotowuję dla nich karmniki z szyszek (możesz je zobaczyć na moim blogu), ale korzystam z gotowego smalcu i mieszanki ziaren. Nie narzekają. Na jednej szyszce potrafią w jednym momencie wisieć nawet 3-4 sikorki, a to co spadnie na ziemię zjadają wróble i mazurki. Na szczęście na przedmieściach nie mam problemu z gołębiami. Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę na konieczność wystawiania pojemnika z wodą, która zimą jest dla ptaków trudno dostępna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję :) Ja dodam jeszcze, że ostatnio zmieniłam karmę na wysokoenergetyczną dla ptaków zimujących z nasionami konopi, orzechami i kukurydzą i od tej pory codziennie mam w karmniku nie tylko sikorki ale i piękne kowaliki - mam nadzieję, że uda mi się zrobić im parę zdjęć a może jeszcze jakiś inny gatunek na taką karmę się skusi. Tak więc także polecam. Z gotowego smalcu zaś nie korzystam z jednego podstawowego powodu - smalec taki zwykły sklepowy w kostce nie ma dobrych opinii. To co w takiej formie można kupić niekoniecznie jest czystym smalcem. Pewnie nie każdy ale jakoś nie mam do tych kostek zaufania a nie mam takiego sprawdzonego, którego mogłabym bez obaw podawać, bo u nas zwykle smalec i tak robi się w domu samemu, przy okazji wędzenia wędlin (z wyjątkiem takiego gęsiego w kubeczku ale ten chyba nie nadaje się dla ptactwa w ogóle). A nasze sikorki mając do dyspozycji kilka różnych dobrze zaopatrzonych karmników bardzo blisko siebie po prostu polecą tam gdzie im lepiej :) Pamiętam jak właściciel sklepu zoologicznego opowiadał mi, że wykładał te nieszczęsne kule tłuszczowe i dziwił się, że tylko czasem przyleci do tego sroka. Ano właśnie dlatego, że sąsiedzi wieszali lepsze smakołyki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mała aktualizacja posta - udało mi się dorzucić kilka zdjęć kowalików :)

    OdpowiedzUsuń

niedziela, 8 stycznia 2017

Wybredne sikorki - czyli karmienie ptaków w mieście...

Zima rozpanoszyła się za oknem. Sikorki mają u mnie stołówkę. I w trzech innych karmnikach w bloku. W mieście chyba nie mają źle, bo pożywienia jest sporo. Zauważyłam, że bywają dość wybredne. Jeśli chcemy by były częstymi gośćmi trzeba zaoferować im coś ekstra. 


Tłuszczowych kul, które można kupić w sklepach zoologicznych czy nawet w marketach raczej nie ruszą. U sąsiada taka kula wisi od dłuższego czasu i nie wzbudza większego zainteresowania. Przypuszczam, że dają do tego jakiś kiepski łój, którego dziki ptak nie ruszy chyba, że nie ma wyjścia. Robię więc takie kule sama.


Topię niesoloną zwykłą słoninę, mieszam w niej ziarno słonecznika, karmę dla ptaków dzikich, mrożone owoce aronii i dla zagęszczenia nieco pełnoziarnistego chleba. Gdy potrawka wystygnie a konsystencja przypomina gęste ciasto nakładam ją łyżką do folii aluminiowej i formuję w kule. Wkładam do zamrażalnika i wyciągam kiedy potrzebuję. Odrywam folię i zawieszam na wstążkach. To bardzo ładna ozdoba. Co roku robię wieniec dla ptaków ozdobiony takimi kulami i wywieszam go w święta. To taki mój własny świąteczny zwyczaj - inspirowany pewnym fragmentem "Dzieci z Bullerbyn", w którym to tata Lisy wyciągał w wigilię snopki zboża dla ptaków i wieszał je na drzewach. 



Sikorki chętniej lecą do takich kul ale bez szału. Szczególnie na początku zaraz po wystawieniu kule są atrakcyjne ale następnego dnia już tylko trochę je poskubią. To co sprawdza się najlepiej to niesolony (ptaki bardzo chorują od soli w pożywieniu, trzeba na to uważać) łuskany słonecznik. Nie żadna karma dla ptaków tylko ziarenka do chrupania dla ludzki - to najbardziej im leży. Podobnie zresztą z dynią. Ale na słonecznika niełuskanego dla ptaków też się skuszą. Sąsiad gości je takimi ziarnami i też ma zawsze ruch. Dobra jest karma dla kanarków - przyciąga nie tylko sikorki, chętnie przylatują na nią kowaliki. Bardzo piękne drobne ptaki.


Osobną kwestią jest sam karmnik. Wiadomo w mieście jest olbrzymia ilość gołębi, które wyjedzą w pięć minut z karmnika wszystko co wyłożysz tam dla małych ptaków o ile tylko to żywność nie będzie zepsuta. Moi sąsiedzi radzą sobie z tym problem używając wiszących tub. To fajne rozwiązanie, nawet dla dzięciołów, ale ja wciąż nie tracę nadziei, że znowu zobaczę grubodzioba wolę więc tradycyjny karmnik. Kupiłam mały, wydawało mi się taki w sam raz, żeby wcisnął się tam grubodziób a gołąb nie. Niestety gołąb potrafi się tam zawiesić i wcisną samą głowę. Przewiązałam więc karmnik wstążkami. Pomaga dużo lepiej niż stosowanie drutów (próbowałam).


Jest jeszcze jedna rzecz o której zwykle zapominamy instalując karmnik. Woda. W taki mróz ptak łatwiej znajdzie pożywienie niż wodę. Dwa razy dziennie wystawiam więc niewielki plastikowy pojemnik z wodą. Stawiam go w miejscu, gdzie latem stoją wąskie doniczki z ziołami. Ma do niego dostęp każdy ptak mały czy duży. Woda po godzinie zamarznie ale jest tak chwila, by ptaki mogły z niej skorzystać jeśli tylko chcą. Przed wieczorem wybieram lód i ponownie napełniam pojemnik wodą. Dzięki temu moja westka nie nudzi się, gdy jest sama w domu. Ma swoją psią telewizję za oknem. 


4 komentarze:

  1. Moje sikorki są mniej wybredne niż Twoje. Przygotowuję dla nich karmniki z szyszek (możesz je zobaczyć na moim blogu), ale korzystam z gotowego smalcu i mieszanki ziaren. Nie narzekają. Na jednej szyszce potrafią w jednym momencie wisieć nawet 3-4 sikorki, a to co spadnie na ziemię zjadają wróble i mazurki. Na szczęście na przedmieściach nie mam problemu z gołębiami. Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę na konieczność wystawiania pojemnika z wodą, która zimą jest dla ptaków trudno dostępna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję :) Ja dodam jeszcze, że ostatnio zmieniłam karmę na wysokoenergetyczną dla ptaków zimujących z nasionami konopi, orzechami i kukurydzą i od tej pory codziennie mam w karmniku nie tylko sikorki ale i piękne kowaliki - mam nadzieję, że uda mi się zrobić im parę zdjęć a może jeszcze jakiś inny gatunek na taką karmę się skusi. Tak więc także polecam. Z gotowego smalcu zaś nie korzystam z jednego podstawowego powodu - smalec taki zwykły sklepowy w kostce nie ma dobrych opinii. To co w takiej formie można kupić niekoniecznie jest czystym smalcem. Pewnie nie każdy ale jakoś nie mam do tych kostek zaufania a nie mam takiego sprawdzonego, którego mogłabym bez obaw podawać, bo u nas zwykle smalec i tak robi się w domu samemu, przy okazji wędzenia wędlin (z wyjątkiem takiego gęsiego w kubeczku ale ten chyba nie nadaje się dla ptactwa w ogóle). A nasze sikorki mając do dyspozycji kilka różnych dobrze zaopatrzonych karmników bardzo blisko siebie po prostu polecą tam gdzie im lepiej :) Pamiętam jak właściciel sklepu zoologicznego opowiadał mi, że wykładał te nieszczęsne kule tłuszczowe i dziwił się, że tylko czasem przyleci do tego sroka. Ano właśnie dlatego, że sąsiedzi wieszali lepsze smakołyki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mała aktualizacja posta - udało mi się dorzucić kilka zdjęć kowalików :)

    OdpowiedzUsuń

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

Zezwalam na korzystanie ze zdjęć, których jestem właścicielką do użytku niekomercyjnego, szczególnie zaś w celu propagowania wiedzy o różach i ich hodowli.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Back
to top