Mikoryza dla róż w donicach - działa czy nie?

Fachowo mikoryza to "powszechnie występujące zjawisko polegające na współżyciu korzeni lub nasion roślin naczyniowych z grzybami"* a szczepionka mikoryzowa, to nic innego jak zarodki grzybni, przyjazne poszczególnym roślinom. 

Co ma to dać naszym różanym krzewom? Tak jak w wypadku ludzkich probiotyków, pomoże ograniczyć rozwój wrogich grzybów, patogenów i wzmocnić naturalną odporność róży, co z kolei wpłynie na jej rozwój i kwitnienie. 

I o ile nikt nie przeczy temu, że jest to pozytywne zjawisko, przynoszące znaczne korzyści w naszych ogrodach, o tyle w stosunku do róż donicowych panuje opinia, że raczej nie daje to dużego efektu i nie warto jej stosować. Pozwolę sobie się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. W wypadku róż rosnących w donicach jest wiele "ale", jednak nie jest tak, że mikoryza jest zupełnie bezużyteczna. Wręcz przeciwnie! Może uratować chore i osłabione krzewy, chociaż przypomina to trochę grę w totolotka.


Kwitnąca róża mchowa - po podaniu w tym roku mikoryzy. Po przekwitnięciu wypuściła kilka ładnych nowych pędów.

Ze względu na krążącą negatywną opinię, dość długo się wahałam z podaniem szczepionki ale w okolicach kwietnia wszystkie moje róże dostały mikoryzę dla róż w granulacie. Jest tańsza i ponoć skuteczniejsza od mikoryzy w płynie (ale to opinia "obiegowa" więc polecam każdemu zrobić własny research, w każdym razie ja byłam zadowolona z granulatu). Już po miesiącu było widać pierwsze efekty i utrzymują się one właściwie do dnia dzisiejszego.

Na zdrowym, sześcioletnim Comte de Chambord, mimo tego, że jest posadzony w prawie metrowej donicy, rzeczywiście szczepionka nie zrobiła większego wrażenia. Ale już chora i zamierająca Souvenir de la Malmaison cl. posadzona w identycznej donicy odżyła i to znacznie. Myślałam, że będę się z nią z nią żegnać tymczasem wypuściła nowy, na chwilę obecną już 1,5 metrowy pęd, rozgałęziła się i poszła w górę jak szalona. Nie zakwitła w tym roku. Nic dziwnego, bo była praktycznie konająca, ale bardzo cieszy mnie jak silnie się rozkrzewiła. Mniej wyrazisty, ale również widoczny efekt, w postaci kwitnienia, żywotności i wzrostu, zauważyłam jeszcze na trzech innych różach. Dwie z nich w tym roku pięknie kwitły, chociaż także były osłabione po zimie, za to trzecia została posadzona na wiosnę z "korzenia". Ładnie się rozrosła acz dopiero teraz zawiązała kwiatowe pąki. U niespełna rocznej róży, to zresztą nic dziwnego. 

To tylko drobny i niezbyt oddający stan faktyczny fragment gąszczu, który stworzyła w tym roku obumierająca już  Souvenir de la Malmaison cl, po podaniu szczepionki mikoryzowej.

Niestety mikoryza nie wpłynęła specjalnie na Old Glory. Liczyłam na to, bo ma tylko jeden pęd. Jest on mocno rozgałęziony i dość silny, ale faktem pozostaje, że jest tylko jeden - a to sprawia, że drżę przed ostrą zimą. Coś jednak tu nie zagrało, tak jak powinno, podobnie jak w wypadku Comte de Chambord.

Kolejna pięknie rozkrzewiona róża, pompon blanc parfait.

Podsumowując: jeśli macie krzewy, których kondycja wymaga poprawy warto zaryzykować, tym bardziej, że koszt jest niewielki. To od mniej więcej od 20 zł do 50 zł w zależności od formy szczepionki i firmy. Granulaty są tańsze i dość wydajne. Jedno opakowanie zasiliło wszystkie moje 8 krzewów a i tak wykorzystałam jakieś 2/3 zawartości. U róż osłabionych i młodych, które mają jeszcze gdzie się korzenić efekt prawdopodobnie będzie lepszy, niż u starszych krzewów. 

Jeśli macie własne doświadczenie z mikoryzą podawaną roślinom rosnącym w donicach, szczególnie taką w płynie, piszcie w komentarzach! Pomoże to każdemu ocenić potencjalne korzyści (lub wady) płynące z takiego zabiegu.

* cytat za Wikipedią. 

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

piątek, 12 lipca 2019

Mikoryza dla róż w donicach - działa czy nie?

Fachowo mikoryza to "powszechnie występujące zjawisko polegające na współżyciu korzeni lub nasion roślin naczyniowych z grzybami"* a szczepionka mikoryzowa, to nic innego jak zarodki grzybni, przyjazne poszczególnym roślinom. 

Co ma to dać naszym różanym krzewom? Tak jak w wypadku ludzkich probiotyków, pomoże ograniczyć rozwój wrogich grzybów, patogenów i wzmocnić naturalną odporność róży, co z kolei wpłynie na jej rozwój i kwitnienie. 

I o ile nikt nie przeczy temu, że jest to pozytywne zjawisko, przynoszące znaczne korzyści w naszych ogrodach, o tyle w stosunku do róż donicowych panuje opinia, że raczej nie daje to dużego efektu i nie warto jej stosować. Pozwolę sobie się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. W wypadku róż rosnących w donicach jest wiele "ale", jednak nie jest tak, że mikoryza jest zupełnie bezużyteczna. Wręcz przeciwnie! Może uratować chore i osłabione krzewy, chociaż przypomina to trochę grę w totolotka.


Kwitnąca róża mchowa - po podaniu w tym roku mikoryzy. Po przekwitnięciu wypuściła kilka ładnych nowych pędów.

Ze względu na krążącą negatywną opinię, dość długo się wahałam z podaniem szczepionki ale w okolicach kwietnia wszystkie moje róże dostały mikoryzę dla róż w granulacie. Jest tańsza i ponoć skuteczniejsza od mikoryzy w płynie (ale to opinia "obiegowa" więc polecam każdemu zrobić własny research, w każdym razie ja byłam zadowolona z granulatu). Już po miesiącu było widać pierwsze efekty i utrzymują się one właściwie do dnia dzisiejszego.

Na zdrowym, sześcioletnim Comte de Chambord, mimo tego, że jest posadzony w prawie metrowej donicy, rzeczywiście szczepionka nie zrobiła większego wrażenia. Ale już chora i zamierająca Souvenir de la Malmaison cl. posadzona w identycznej donicy odżyła i to znacznie. Myślałam, że będę się z nią z nią żegnać tymczasem wypuściła nowy, na chwilę obecną już 1,5 metrowy pęd, rozgałęziła się i poszła w górę jak szalona. Nie zakwitła w tym roku. Nic dziwnego, bo była praktycznie konająca, ale bardzo cieszy mnie jak silnie się rozkrzewiła. Mniej wyrazisty, ale również widoczny efekt, w postaci kwitnienia, żywotności i wzrostu, zauważyłam jeszcze na trzech innych różach. Dwie z nich w tym roku pięknie kwitły, chociaż także były osłabione po zimie, za to trzecia została posadzona na wiosnę z "korzenia". Ładnie się rozrosła acz dopiero teraz zawiązała kwiatowe pąki. U niespełna rocznej róży, to zresztą nic dziwnego. 

To tylko drobny i niezbyt oddający stan faktyczny fragment gąszczu, który stworzyła w tym roku obumierająca już  Souvenir de la Malmaison cl, po podaniu szczepionki mikoryzowej.

Niestety mikoryza nie wpłynęła specjalnie na Old Glory. Liczyłam na to, bo ma tylko jeden pęd. Jest on mocno rozgałęziony i dość silny, ale faktem pozostaje, że jest tylko jeden - a to sprawia, że drżę przed ostrą zimą. Coś jednak tu nie zagrało, tak jak powinno, podobnie jak w wypadku Comte de Chambord.

Kolejna pięknie rozkrzewiona róża, pompon blanc parfait.

Podsumowując: jeśli macie krzewy, których kondycja wymaga poprawy warto zaryzykować, tym bardziej, że koszt jest niewielki. To od mniej więcej od 20 zł do 50 zł w zależności od formy szczepionki i firmy. Granulaty są tańsze i dość wydajne. Jedno opakowanie zasiliło wszystkie moje 8 krzewów a i tak wykorzystałam jakieś 2/3 zawartości. U róż osłabionych i młodych, które mają jeszcze gdzie się korzenić efekt prawdopodobnie będzie lepszy, niż u starszych krzewów. 

Jeśli macie własne doświadczenie z mikoryzą podawaną roślinom rosnącym w donicach, szczególnie taką w płynie, piszcie w komentarzach! Pomoże to każdemu ocenić potencjalne korzyści (lub wady) płynące z takiego zabiegu.

* cytat za Wikipedią. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stare posty

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zdjęcia bez wskazanego źródła są na licencji public domain.

KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI DO PRODUKTÓW I SKLEPÓW BĘDĄ TRAKTOWANE JAKO SPAM.
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Back
to top